Zasada partnerstwa w małżeństwie

chat-dymki
5

Murray N. Rothbard
„fragment Egalitaryzm jak bunt przeciw naturze” 2009-05-28

(…) Uważam, że nowoczesne amerykańskie małżeństwa żyją najczęściej zgodnie z zasadą równości partnerów, i sądzę zarazem, że znacznie bliższa prawdy jest opinia odwrotna od głoszonej przez nowe feministki.

Jestem mianowicie zdania, iż w naszym społeczeństwie większe jest prawdopodobieństwo, że uciskaną klasą lub płcią są mężczyźni, a nie kobiety oraz, że to oni pełnią rolę „czarnych”, czyli niewolników, zaś kobiety są ich właścicielami. Przede wszystkim babskie bojowniczki utrzymują, że małżeństwo jest diaboliczną instytucją, za pomocą której mężowie niewolą żony, zmuszając je do wychowywania dzieci i prowadzenia domu. Zastanówmy się jednak: kto w znakomitej większości przypadków nalega na zawarcie związku małżeńskiego, mężczyzna czy kobieta? Odpowiedź zna każdy. I jeśli to wielkie pragnienie małżeństwa jest wynikiem prania mózgów przez mężczyzn, jak utrzymują osoby z ruchów wyzwolenia kobiet, to jak to się dzieje, że tak wielu mężczyzn opiera się małżeństwu, rezygnując z zasiadania przez całe życie na tronie domowej „tyranii”?

W rzeczywistości, dzięki doskonalszej technologii kapitalizm ogromnie zmniejszył brzemię prac domowych i wiele żon w coraz większym stopniu stanowi klasę prowadzącą całkiem spokojne życie. W mojej zamieszkałej przez klasę średnią dzielnicy dobrze widzę te „uciśnione” oschłe babska, gdy otulone w szale z norek dumnie kroczą ulicą idąc na następną partyjkę brydża lub madżonga , a ich mężowie pracują w tym czasie na zawał w dzielnicy odzieżowej , aby utrzymać swe towarzyszki życia. Kto w takim razie jest „murzynem”, żona, czy mąż? Członkowie ruchów wyzwolenia kobiet utrzymują, że to mężczyźni są panami, ponieważ to oni wykonują większość pracy na świecie. Jeśli jednak spojrzymy wstecz na społeczeństwo niewolniczego Południa, to kto tam w rzeczywistości pracował? To niewolnicy zawsze odwalają robotę, podczas gdy ich właściciele prowadzą stosunkowo próżniacze życie dzięki owocom ich pracy. Kto zatem jest panem, jeśli to mężowie pracują i utrzymują rodzinę, zaś żony cieszą się posiadanym statusem?

W argumencie tym nie ma niczego nowego, jednak zapomina się o nim w atmosferze obecnego poruszenia. Przez całe lata uważano, zwłaszcza w Europie i w Azji, że zbyt wielu Amerykanów żyje w matriarchacie, zdominowanym najpierw przez „mamusiowatość”, następnie przez nauczycielki a w końcu przez swoje żony. Blondie i Dagwood przez długi czas były dla socjologów symbolem aż nazbyt rozpowszechnionego amerykańskiego matriarchatu kontrastującego z sytuacją w Europie, gdzie kobiety nie rządzą domem, mimo iż są mniej zajęte niż w Stanach Zjednoczonych. Żyjący pod pantoflem amerykański samiec od dawna był przedmiotem celnych żartów a kiedy w końcu umiera, zazwyczaj przed małżonką, dziedziczy ona wszystkie rodzinne aktywa i w konsekwencji znacznie więcej niż 50 procent amerykańskiego bogactwa należy do kobiet. Dochód – będący wskaźnikiem ciężkiej i wydajnej pracy – ma tutaj mniejsze znaczenie niż ostateczny wymiar bogactwa. To kolejny niewygodny fakt odrzucany przez kobiece bojowniczki jako pozbawiony konsekwencji. I w końcu, jeśli mąż musi zdecydować się na rozwód, godzą w niego przepisy nakazujące stałe płacenie alimentów w celu utrzymywania żony, której już nie widuje, zaś gdy przestanie je płacić, spotyka go barbarzyńska kara w postaci więzienia – jedyna po którą sięga się w naszym systemie prawnym za niepłacenie „długu”. Tylko że jest to oczywiście „dług”, którego nigdy dobrowolnie nie zaciągnięto. Kto zatem jest niewolnikiem?

Jeśli natomiast chodzi o mężczyzn zmuszających kobiety do wydawania na świat i wychowywania dzieci, to kto w znakomitej większości przypadków jest w małżeństwie stroną najbardziej pragnącą je posiadać? I znowu odpowiedź jest dobrze znana każdemu. Gdy bojowniczki ruchu przyznają, jak im się to czasami zdarza, że matriarchalna dominacja jednak występuje, wówczas ich obrona polega zazwyczaj na uciekaniu się do pozbawionego praktycznego znaczenia argumentu mówiącego, iż pozorna dominacja żony stanowi jedynie odzwierciedlenie typowej dla niej bierności i podporządkowania. Tak więc, kobiety są zmuszone do sięgania po różne nieczyste i manipulacyjne metody prowadzące je ku….władzy. A zatem, pod maską pozornej władzy kobiety te są psychologicznie nieszczęśliwe. Może i tak jest, lecz jak przypuszczam można byłoby argumentować, że właściciel niewolników na Starym Południu również czuł się psychologicznie niezręcznie z powodu swojej nienaturalnie dominującej roli. Jednak polityczno-ekonomiczna dominacja była faktem i to jest istotą sprawy.

Definitywnym sprawdzianem tego, czy kobiety są w nowoczesnym małżeństwie zniewolone, czy też nie, jest odniesienie się do „prawa naturalnego” w celu rozważenia, co stałoby się w rzeczywistości gdyby ruchy wyzwolenia kobiet postawiły na swoim i nie byłoby małżeństw. Co stałoby się z dziećmi w świecie narażonym wskutek tego na rozwiązłość? Odpowiedź brzmi, że jedynym widocznym i niekwestionowalnym rodzicem byłaby matka. Tylko ona miałaby dziecko i dlatego tylko matka byłaby na trwałe z nim związana. Krótko mówiąc, aktywistki kobiecych ruchów skarżące się, iż narzucono im wychowywanie dzieci, powinny uwzględnić fakt, że w świecie pozbawionym małżeństw spadłoby na nie również zadanie zarabiania na ich utrzymanie. Sugeruję, aby poważnie zastanowiły się nad tym zanim nadal będą domagać się zniesienia małżeństwa i rodziny.

fragment książki Murraya N. Rothbarda „Egalitaryzm, jako bunt przeciw naturze”

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. HT pisze:

    Niech pan to wysle prof. Srodzie.
    HT

  2. Andy Ramone pisze:

    Dla mnie feministka jest jak taki facet, który by się uparł, że to nie kobiety a mężczyźni karmią dzieci piersią.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Zgrabnie ujete!

  4. Andy Ramone pisze:

    One takie głupoty wygadują, że kabarety wszystkie biją na głowę, np. film „Seksmisja” jest sexistowski i powinien być zakazany – to osobiście usłyszałem w rozmowie, ta osoba dość znacząca jest nawet w tym światku, albo jeszcze lepsze w radiu coś takiego jedna z nich walnęła, że jak się ją przepuszcza w drzwiach autobusu tylko dlatego, że są kobietami, to one się czują, tak jakby były niepełnosprawne – każdy inteligentny człowiek wie, że kobiety są lżejszej budowy i dlatego się je przepuszcza, żeby ich nie zdusić, poza tym kultura wymaga, wszakże to płeć piękna. Dobrze powiedział W. Cejrowski, że teraz kobiety stały się takie samodzielne i wogóle, co odbiera mężczyznom szansę do pokazana, że mają serca, bo coś musi je przecież pobudzić… Co do małżeństw lesbijskich, bronionych zaciekle przez feministki, to wystarczy sobie włączyć film porno z ich udziałem, żeby już nigdy nie potraktować ich poważnie, jak to jedna kobieta nakłada na siebie taki pas z wibratorem, że niby jest facetem i ma jaja i grzeje drugą, jak to ma być powód do zawarcia małżeństwa i adoptowania dzieci, to ja wysiadam!

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Trudno się nie zgodzić i nie pośmiać nad twoimi wnioskami. Czółko JM Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *