Niższy standard

chat-dymki
15

Niższy standard

( Zwykle stawiam w swych tekstach twarde tezy. Tym razem ciekaw jestem, co Państwo o tym myślicie.)

Szereg wyrobów licencyjnych produkowanych w Polsce różni się i to dość znacznie od swoich zagranicznych oryginałów. I nie jest to żaden spisek przeciwko narodowi polskiemu. Różnicę tę zawdzięczamy wyłącznie sami sobie.

Polaków podróżujących po świecie, a ja do takich należę, zadziwia niekiedy jak to możliwe, że w Niemczech czy Szwecji te same hiszpańskie mandarynki są jednak bardziej słodkie, soczyste i wcale nie droższe. Podobne odczucia mają ci, którzy zamiast z krajowym operatorem pojechali na wczasy z TUI, Cook czy Neckermanem. Niby ten sam kurort, ten sam hotel, a jednak inaczej – wyższy standard obsługi i niekiedy niższa cena. Takich różnic w standardzie obserwujemy wiele. Proszę do prania Persil zakupiony w polskim supermarkecie jest jednak gorszy niż ten sam Persil kupiony w Niemczech. Niektórzy te różnicę wykorzystują w celach zarobkowych. Na bazarach ten sam niemiecki proszek jest dwukrotnie droższy od krajowego, a zatem musi istnieć na niego zapotrzebowanie. Jego powodem nie jest tylko to, że na opakowaniu instrukcja czy dane techniczne zapisane zostały po niemiecku. Lista takich różnic jest długa. Oto CITI bank na mojej amerykańskiej karcie kredytowej jest znacznie bardziej hojny niż jego krajowa filia w Polsce. Karta amerykańska w swoim programie lojalnościowym ofiaruje mi za każdego wydanego dolara (ok. 2,90 zł) jedną milę w powietrzu, za którą mogę otrzymać darmowy bilet lotniczy. Polski CITI, za taką samą kartę daje mi jedną milę dopiero po wydaniu przeze mnie na zakupy przy użyciu plastyku aż 5 złotych, a więc o ponad 60 proc. drożej. Polskie Marlboro są gorsze od oryginalnych amerykańskich, to samo odnosi się do pasty do zębów Colgate, która w wydaniu krajowym jest znacznie mniej przyjazna niż w oryginale amerykańskim czy choćby francuskim. Mercedes Vito z plakietką „made in Poland” zawiera trochę części z krajowego Żuka (np. resory), jego niemiecki odpowiednik już takiej przypadłości nie ma. Różnice da się zauważyć nawet w tak zuniformizowanych firmach i produktach, jak Mac Donald’s, którego restauracje na terenie Polski mają niestety gorszy serwis, skromniejsze menu i cenę wyższą od amerykańskiego standardu, czy Kentucky Fried Chicken, gdzie zdarzają się nawet odstępstwa od receptury. Tę przydługawą i przykrą listę chciałbym uzupełnić o firmę usługową z branży ubezpieczeniowej, jaką jest HDI Asekuracja. Zdarzyło się bowiem tak, że mniej więcej w tym samym czasie klientem tego niemieckiego ubezpieczyciela stała się moja niemiecka znajoma i ja sam.

Magazyn, w którym przechowuję wydawane przez siebie książki, wskutek awarii sieci centralnego ogrzewania, we wrześniu 2008 roku zalany został ciepłą wodą. Straty nie były jakieś gigantyczne, jednakże były, zgłosiłem się do administratora budynku, który sporządził protokół i powiadomił firmę ubezpieczeniową, która budynek ubezpiecza, właśnie HDI, która już po kilku tygodniach oddelegowała swoją likwidatorkę. Książki, sztuka po sztuce, zostały skrupulatnie przejrzane, a ich tytuły i ilości spisane w oddzielnym protokole, który pracowniczka przedstawiła swoim przełożonym. Kilka miesięcy później otrzymałem od HDFI szorstki list, w którym zwracają się do mnie jak do swego podwładnego z żądaniem przedstawienia nie tylko swoich danych, ale także oryginałów obu protokołów, tego wewnętrznego oraz likwidatorskiego, a także danych nt. legalności prowadzonego przeze mnie wydawnictwa, jego księgowości i innych informacji, które albo stanowią tajemnicę firmowa, albo nie są przechowywane. Następnie nakazano mi te informacje dostarczyć osobiście w ciągu kilku dni do biura HDI na Ursynowie, pod groźbą zignorowania szkody i odmowy wypłaty odszkodowania. Odpowiedziałem rzeczowo, że jeśli chcą coś ode mnie uzyskać, to mogą przysłać do mnie swojego pracownika, ale ja nie mam ani czasu, ani obowiązku pracować za darmo dla HDI, nie mówiąc o tym, że to ja padłem ofiarą ich klienta, który płacąc składkę ceduje odpowiedzialność za zniszczenie na ubezpieczyciela. Wysłałem ten list do autorki owego szorstkiego listu, uznając że swoje w tej sprawie zrobiłem. Pani się chyba na mnie obraziła, a jeśli nie, to na pewno zamilkła. Wysyłam mejle, żeby się przypomnieć, w końcu udałem się nawet w brakującymi dokumentami do biura HDI, ale nie pomogło. Nadal jestem ignorowany, a co gorsza, nie dostałem odszkodowania za zniszczone książki.

A przecież w Niemczech firma HDI słynie z serwisu i wyjątkowej sprawności. Byłem tego świadkiem. Otóż mniej więcej miesiąc temu, w biurze niemieckiej firmy moich znajomych również zdarzyło się zalanie, tyle że powodem była wichura. Wiatr rozbił okna, woda zalała pomieszczenia, jakimś dziwnym trafem ucierpiały tylko meble biurowe. Likwidatorka HDI zjawiła się w biurze nazajutrz po zawiadomieniu, spisała protokół, i z uśmiechem i zatroskaniem spytała, czy właściciele firmy dokładnie sprawdzili swoje kartoteki, na wypadek gdyby jednak powstały jakieś szkody, które zostaną odkryte później, pozostawiła formularz zapasowy informując, że okres składania roszczeń wynosi rok czy dwa, już nie pamiętam. Zostawiła też listę firm remontowych, które ubezpieczyciel nie tylko akredytuje, ale ponadto zaleca. Nie muszę dodawać, ze ofiara zdarzenia miała prawo do swego własnego wyboru. Tydzień temu dostałem od znajomych mejla, w który powiadomili mnie, że właśnie otrzymali czek i są bardzo zadowoleni. Co więcej, HDI zapowiedziało wizytę swojego eksperta, który ma za kilka tygodni zbadać, czy przypadkiem wspomniana wichura nie wyrządziła jakichś innych, nie zauważonych dotąd zniszczeń.

W związku z powyższym mam kilka pytań.

1.      Czy polska kopia zagranicznego produktu czy biznesu musi aż tak dalece odbiegać od swego oryginału?

2.      Czy jest to niedopatrzenie licencjodawcy, czy może świadome przekłamanie już tu, na miejscu?

3.      Jak to możliwe, że zagraniczny licencjodawca nie wie o polskich niedoróbkach? Przecież w ten sposób traci reputację, którą jak w przypadku Phillip Morris, KFC czy choćby HDI budował dziesiątki lat.

4.      A może oni machnęli na nas ręką?

Na wszelki wypadek postanowiłem list z opisem przebiegu moich relacji z HDI przesłać do centrali firmy. Ciekawi mnie ta różnica w standardach. Chciałbym się wreszcie dowiedzieć, skąd się ona bierze.

Jan M Fijor

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Jan M. Fijor pisze:

    Dlaczego u nas inaczej? To znaczy, dlaczego jest gorzej?
    Zapraszam do dyskusji.

    Jan M Fijor

  2. Jacek Olewski pisze:

    Nie chciałbym uprościć, ale przyczyną niższych standardów usług jest niższa wydajność gospodarki. Ponieważ ludzie mieszkający na Zachodzie są bogatsi to cenią sobie lepszą jakość i są w stanie za nią zapłacić. W Polsce większe są koszty produkcji, mniejsze zyski, a to oznacza gorszą jakość towarów i usług. Innymi słowy w Polsce trudniej dostarczyć do klienta proszek Persil niż na Zachodzie, może więc być droższy i gorszej jakości.

    Być może zagraniczny licencjodawca zgadza się na polskie realia i mniejsze wymagania polskich oddziałów, więc może to ani niedopatrzenie, ani przekłamianie tylko kalkulacja ekonomiczna. W to, że winna jest polska postkomunistyczna mentalność jestem w stanie uwierzyć dopiero, gdy w kraju o podobnej zamożności natkniemy się na podobną rozbieżność, jak pomiędzy Polską a Szwecją czy Niemcami.

    P.S. Co mnie najbardziej oburzyło w relacji to postępowanie ubezpieczyciela. Wymaganie sterty dokumentów od osoby poszkodowanej przez ubezpieczyciela uważam za bezprawne, bo umowa nie z nią jest podpisywana. Skoro administrator budynku przekazał sprawę do ubezpieczyciela to znaczy, że uznał legalność wynajmowania pomieszczenia przez poszkodowanego i nic więcej nie powinno interesować firmę ubezpieczeniową.

  3. marek pisze:

    Proszki to klasyka. Wystarczy właśnie pójść na bazarek lub rynek by móc kupić niemieckie oryginały.
    Największego jednak szoku doznałem, gdy w Polsce nie mogłem kupić ławy stołowej drewnianej w kolorze buk jasny. Wszyscy mnie przekonywali w Polsce, że nie da się zrobić ławy w tym kolorze. A że mieliśmy w salonie meble w kolorze buk to i musieliśmy mieć ławę. Gotowi byliśmy zapłacić stolarzowi ogromną kwotę za wykonanie takiej ławy. Pół roku poszukiwań i nic, kaplica. Po czym wyjechaliśmy z żoną do Niemiec, przypadkiem zaszliśmy ze znajomymi do sklepu meblowego, a tam proszę bardzo ława w kolorze buk i to za jakieś tylko 150 euro!! A największe zdziwienie przyszło po jej zakupie, gdy okazało się, że jest „Made in Poland”. Później to zjawisko mi wytłumaczył pracownik salonu meblowego: „to co dobre nasze firmy meblarskie wysyłają do Niemiec za 80% ceny, jakiej wymagają od nas i dlatego mógł Pan kupić polski produkt w Niemczech taniej niż u nas”.

  4. Darek pisze:

    Moim zdaniem przyczyn jest kilka
    1) Zniszczenie inteligencji podczas II Wojny Światowej
    2) Okres komunizmu sprzyjał demoralizacji społeczeństwa, skutki są obserwowane do dzisiaj to jest nienawiść do osób bogatych, nieszczerość i obłuda (oczywiście nie wszyscy, jednakże uważam, iż jest to spuścizna PRL-u)
    3) Niestety dekomunizacja nie została do końca nigdy przeprowadzona i w całej Polsce istnieją układy, które powodują napięcia między ludźmi i nagradzanie złych zachowań
    4) Wysokie podatki i utrudnienia koncesyjno-prawne, które powodują małą rotację wśród firm i zaburzanie sygnałów rynkowych

    Oczywiście opisane przez Pana przykłady pewnie można mnożyć, jednakże jest światełko w tunelu, poruszył Pan fajny temat mianowicie niedostosowania rynku i tu widzę nadzieję dla uczciwych, mądrych i przedsiębiorczych Polaków. Dzięki takim wydawnictwom i ludziom – przedsiębiorczym, uczciwym, którzy rozumieją kapitalizm i szerzą ducha przedsiębiorczości jest szansa na poprawę tej sytuacji. Jestem dobrej myśli i wierzę w wolność i wiem, iż ona i prawda zatriumfują w tym kraju.

  5. RK pisze:

    Dlaczego jest u nas inaczej, czyli gorzej? Główna przyczyna tkwi w nas. Większość pracowników filii zachodnich firm to jednak Polacy. A jak my się szanujemy nawzajem to chyba wiadomo. Mnie najbardziej uderzyło po kilkuletnim pobycie za granicą właśnie chamstwo i brak szacunku dla drugiego człowieka w Polsce. Trudno było się przestawić. Wobec instytucji państwowej, policji oraz ludzi z tzw. Zachodu, przeciętny Polak jest pokorny i usłużny, ale jak już dopadnie rodaka, to …

    Może Pan zrobić prosty eksperyment. Poprosić o jakąś przysługę przygodnych kilka osób najpierw jako Polak, a następnie np. po angielsku lub łamanym polskim udając, dajmy na to, Amerykanina.

    W przypadku towarów, to chętnie porównałbym jeszcze sytuację w innych byłych demoludach i w trzecim świecie. Myślę, że to nie dotyczy tylko nas.

    Świadomość konsumenta jest u nas bardzo mizerna, bo w PRL nas nauczono, że najważniejsze, że towar jest. Sądzę jednak, że jeżeli nie będzie jakichś kataklizmów i socjalizm się nie będzie rozwijał, to powoli będziemy żądać coraz lepszej jakości, zarówno towarów jak i usług. To jednak musi trwać.
    Pozdrawiam

  6. Mariusz Wiącek pisze:

    Wytłumaczeniem jest nadgorliwość. W Polsce odkąd pamiętam zawsze ktoś chciał kogoś wykiwać. Ekspedientka w mięsnym (za czasów kartkowych) że cały towar wyłożyła na ladę i haki. Szef skubał podwładnego z jego pomysłów. Podwładny kiwał szefa co do pracochłonności. Urzędnik udaje że pomaga sprawę załatwić, a tak naprawdę to mnoży przeszkody. Długo tak można wymieniać.
    Ci sami ludzie działają w biznesach o których pan pisze. Papierosy złe – ale to drakońskie cła i opłaty nie pozwalają na eliminację konkurencji. Wolny rynek natychmiast ukarałby oszustów – jego brak rodzi patologie o których szanowny pan pisze.
    Co do CITY Banku – to osobna historia mam z nimi na pieńku – okradli mnie w biały dzień – jak bandziory – tyle że w białych rękawiczkach czy pan jest zainteresowany moją historią.

  7. John pisze:

    U nas jest gorzej bo zdecydowana większość firm zwyczajnie kantuje, a sprzyjającym czynnikiem są niesprawne polskie sądy, dzięki czemu oszuści mogą czuć się bezkarni. Pracodawcy ponadto na ogół nie wiedzą co to dbanie o pracowników, a pracownicy nie dbają zbytnio o swoją pracę – niska płaca działa demotywująco.

    PS. Mój brat opowiadał mi o swoich praktykach w dużej firmie produkującej pralki. Jak go posłuchałem to kupiłem sobie pralkę tej samej firmy ale wyprodukowanej w Niemczech. To jest celowa działalność, a reputację traci produkt z napisem „Made in Poland” a nie „Made in Germany”. Polski oddział ma jedynie maksymalizować zysk – jak w koloniach.

  8. Jan M Fijor pisze:

    Gdyby istniała prawdziwa konkurencja nikt z podanych producentów nie zaryzykowałby fuszerki.
    Pytanie pomocznie: Kto blokuje konkurencję na rynku? Dlaczego ludzie się na to godzą?
    Pozdrawiam
    Jan M Fijor

  9. Jan M Fijor pisze:

    Panie Maiuszu, jestem zainteresowany tekstami kompromitujacymi bezkarnosc bankow. ta bezkarnosc jest m.in. przyczyna oebcnego kryzysu finansowego.
    Pozdrawiam

  10. John pisze:

    Prawdziwa konkurencja to tylko teoria, a konkurencję na „rynku” blokują urzędnicy, którzy wymyślają różnorodne bariery (np. techniczne, kapitałowe, prawne), w celu ograniczenia konkurencji.
    O zgodę ludzi nikt się nie pyta, bo nie musi – niewiele osób ma pojęcie o gospodarce, a właściciele mediów i lobbyści to zawodowcy w praniu mózgów i dezinformacji. Najbogatszym odpowiada utrzymywanie ludu w ciemnocie, bo dzięki temu więcej zarabiają, a niepokornych łatwo można kupić.

  11. Mariusz Wiącek pisze:

    John ma rację. Weźmy na przykład giełdę – to dla mnie pewien sposób zdobywania kapitału z jednej strony, a lokowania oszczędności z drugiej strony. Dal przyszłego biznesmena był to tańszy sposób zdobycia pieniędzy na przyszły biznes, dla oszczędzających szansa na większy zysk niż w banku przy dużym ryzyku. Co się okazało bankierzy zawłaszczyli sobie giełdę – regulując ją mnóstwem przepisów. Dzisiaj dzięki temu giełda stanowi tylko i wyłącznie sposób pozyskiwania kasy ale od frajerów do bankierów.

  12. J1234 pisze:

    Myślę, że sprawa jest prosta. Produkty są oferowane zgodnie z zapotrzebowaniem klientów. Jeżeli klienci nie mają wymagań co do jakości produktów, obsługi, czasu realizacji, nie protestują gdy są potraktowani źle, nie mają ani wiedzy ani ochoty wybierać produktów najlepszych i najtańszych tylko kupują co jest w pierwszym lepszym sklepie to po co producenci mają się wysilać? Żeby zaistniała konkurencja musi zaistnieć selekcja produktów na poziomie konsumpcji. To w Polsce kuleje, bo kultura ogólna i techniczna społeczeństwa jest na znacznie niższym poziomie niż na zachodzie. Mózgi Polaków było gnojone i przeprogramowywane przez tamten system i to chyba jest gorsze niż zniszczenie gospodarki. Gospodarkę można odbudować w 10-20 lat ale jeżeli zniszczy się mózgi to trzeba poczekać na nowe pokolenie. A co nowe pokolenie czeka? Rusosocjal – już nie. Teraz Eurosocjal.

    Pozdr

  13. PLB pisze:

    Od siebie powiem, że z jednej strony wydaje mi się, że na pewno znaczenie ma po prostu mniejsza zasobność portfela i co się z tym wiąże mniejsze wymagania.

    Ale z drugiej strony może to brak konkurencji jest istotniejszy. Dowodem dla mnie są moje doświadczenia i zasłyszane historie innych z angielskimi bankami. Krótko mówiąc dno, tak źle jak w Polsce. Wymagania i portfele klientów angielskich większe a jest tak samo do kitu jak w Polsce. Natomiast rzeczą łączącą oba systemy jest mała liczba banków czyli mała konkurencja.

  14. ZQW pisze:

    Też mam podobne wrażenia , że zagraniczne filie koncernów w Polsce dają gorsze produkty i obsługę niż można by było oczekiwać. Weźmy takie banki .
    Skądinąd dobre banki , takie jak Raiffeisen czy Deutsche Bank są w Polsce źle zorganizowane , oferujące mało atrakcyjne produkty finansowe oraz partacką obsługę. Wydaje mi się , że wynika to z zadufania i wiary w to , że Polacy i tak będą wdzięczni , że istnieją i w akcie łaski oferują Polakom swe usługi czy produkty.
    W porównaniu z nimi małe polskie banki są prężne i oferują znaczne lepsze usługi i obsługę klienta. To samo dotyczy firm ubezpieczeniowych. Nawet w handlu detalicznym polskie lub „polskie” sieci są prężniejsze i lepiej zorganizowane niż zagraniczne „giganty”. Taka Biedronka rozwija się znakomicie ( sam tam chętnie kupuję ) , a różne HiT-y , Plusy czy Lidle poznikały z rynku , lub wkrótce się będą zwijać. To samo dotyczy Piotra i Pawła , Almy i innych polskich sieci sklepowych. Nie zawsze wina leży w nas jako Polakach , często wynika z tego , że kopia ( lub podróbka ) jest zwykle gorsza od oryginału – to samo dotyczy polskich filii zagranicznych koncernów.
    Mając wsparcie centrali , nie muszą się tak starać , jak firmy startujące od zera.

  15. AndrzejKat pisze:

    Moim zdaniem przyczyn jest kilka
    1) Zniszczenie inteligencji podczas II Wojny Światowej
    2) Okres komunizmu sprzyjał demoralizacji społeczeństwa, skutki są obserwowane do dzisiaj to jest nienawiść do osób bogatych, nieszczerość i obłuda (oczywiście nie wszyscy, jednakże uważam, iż jest to spuścizna PRL-u)
    3) Niestety dekomunizacja nie została do końca nigdy przeprowadzona i w całej Polsce istnieją układy, które powodują napięcia między ludźmi i nagradzanie złych zachowań
    4) Wysokie podatki i utrudnienia koncesyjno-prawne, które powodują małą rotację wśród firm i zaburzanie sygnałów rynkowych

    Oczywiście opisane przez Pana przykłady pewnie można mnożyć, jednakże jest światełko w tunelu, poruszył Pan fajny temat mianowicie niedostosowania rynku i tu widzę nadzieję dla uczciwych, mądrych i przedsiębiorczych Polaków. Dzięki takim wydawnictwom i ludziom – przedsiębiorczym, uczciwym, którzy rozumieją kapitalizm i szerzą ducha przedsiębiorczości jest szansa na poprawę tej sytuacji. Jestem dobrej myśli i wierzę w wolność i wiem, iż ona i prawda zatriumfują w tym kraju.

    …i wszytko prawie wszystko jak kolega napisał.

    Dodałbym jeszcze że najgorsze w naszej spusciźnie komunistycznej jest to ( tu niektórzy sie obrażą) że nie przyzwyczajeni do aktywności, czekajacy na manne z nieba tak samo wychowują swoje dzieci. Nie jest to regułą bo skromny robotnik może dobrze wychowac swoje dziecko na ambitnego człowieka sukcesu ale to sa wyjątki.
    Reguła jest straszna – biednys bos głupi, głupis bos biedny….jak to mówiła bacia.
    My jesteśmy biednym narodem pozbawionym naszej Elity- jednym cięciem Ribentro- Mołotowskiego miecza.
    Wierzę głeboko że to do nas polaków należy przyszłość w Europie i na Świecie.
    Śmiejcie się ale ja naprawdę w to wierzę.
    Jak serce tam już jest – to ciało pójdzie z ochotą za nim.

    BANKI – zalożyłem sobie konto jakiś czas temu a Aliorze. Jestem w szoku. W pozytywnym szoku. Nie raklamuję a ni nie jestem pracownikiem tego banku, uważam po prostu że za dobra prace należy się pochwała – a za zła nagana i tyle. Po przejściu z PKO jestem w innym świecie. Takie konto – mała rzecz a cieszy. Panie bardzo uprzejme, zawsze!
    Zawsze kompetentne i rzeczowe.
    Kazdą ….powtarzam kazdą sprawe z jaką się zwrócilem do nich załatwiono szybko i rzetelnie. Co jakiś czas grzefzny telefon z nowym produktem ktory tylko przypadkowo jes tjednym z najlepszych na rynku. Nie jestem osoba o super dochodach – raczej średnich.
    W PKO było…co, czego, za dwa tygodnie, nie wiem, nie sprawdzę, my tu tego nie wiemy, trzbeba by napisac do centrali, takie sa procedury i wieczna kolejka!!!!! …jak za komuny. Jeszcze brakowało żeby pani licząca banknoty w przerwie brała truskawkę , maczała ją w cukrze i wkładała do spuchniętego jak po ugryzieniu pszczoły gardła! ( Co mi zrobisz jak mnie złapiesz – Barei)
    alior jest dobry organizacyjnie bo nie ma schematów, jest nowy…wię ci produkt musi byc dobry – jednym słowem polecam.
    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *