Polska misja – Kibeho

chat-dymki
0

Poniższą informację dedykuję tym libertarianom, którzy wiedzą, że indywidualna dobroczynność i pomoc udzielana słabszym jest składnikiem systemu wolnorynkowego i etyki wolności. Ci, którzy jeszcze tego nie wiedzą, niech mają okazję do refleksji.

(JMF)

Europa ma takich miejsc wiele. Najbardziej znane to Lourdes, Fatima czy Częstochowa. W Afryce jest tylko jedno takie (oparte na objawieniach) sanktuarium Maryjne. Znajduje się w rwandyjskiej wiosce Kibeho. Położone w sercu najbiedniejszej części tego niewielkiego kraju afrykańskiego, swoją światową sławę zawdzięcza objawieniom, jakie miały tu miejsce w 1981 roku. Trzem miejscowym uczennicom ukazała się postać Matki Boskiej, która przepowiedziała mającą wkrótce nadejść tragedię. W 1990 roku w Rwandzie wybucha wojna domowa, wkrótce potem w Kibeho powstaje największy (prawie 200 tysięcy osób) w Rwandzie obóz dla uchodźców wewnętrznych. W trakcie bratobójczych walk pomiędzy plemionami Hutu i Tutsi zginęło w nim ok. pięć tysięcy osób. Rok po zakończeniu walk, wojska rządowe wymordowały jeszcze pięćdziesiąt tysięcy.

Od początku jego istnienia, tym szczególnym miejscem modlitw opiekują się polscy misjonarze i misjonarki ze Zgromadzenia Pallotynów. Zbudowali tu szkoły, ośrodek zdrowia, a po wojnie utworzyli sanktuarium maryjne, której jest jednocześnie pomnikiem ofiar ludobójstwa i centrum pojednania narodowego. Od września 2008 roku działa także jedyny w tym rejonie Afryki, ośrodek wzorowany na podwarszawskim ośrodku dla dzieci ociemniałych w Laskach i prowadzony przez polskie zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Uroczyste otwarcie placówki odbyło się 28 września 2009 roku. Wziął w nim udział minister spraw zagranicznych RP, Radosław Sikorski. Bohaterką uroczystości, jednocześnie inicjatorką ośrodka i jego dyrektorką była polska zakonnica, Warszawianka, siostra Rafaela Nałęcz.

Kim jest siostra Rafaela

Po maturze w Liceum s. Zmartwychwstanek w rodzinnej Warszawie, za namową siostrzenicy zainteresowała się pracą ośrodka w Laskach. Wkrótce zrozumiała, że ta praca jest jej życiowym powołaniem. Przybrała habit zakonny, uzupełniając wykształcenie w Instytucie Pedagogiki Specjalnej i poświęcając się pracy z niewidomymi dziećmi. Pracowała tam nieprzerwanie aż do wyjazdu na misje w 1989 roku.

Pomysł wyjazdu na misje pojawił się w planach s. Rafaeli już w końcu lat 1960., jednakże formalną zgodę przełożonych otrzymała dopiero w 1981 roku. Trudno się dziwić, była pierwszą misjonarką tego zgromadzenia. Miała jechać do Indii i organizować tam szkołę dla niewidomych dzieci, niestety, stan wojenny pokrzyżował plany. Zrealizowała je dopiero w 1988 roku. Po przyspieszonym kursie angielskiego, wylądowała w Delhi, kierując się do Banglore, gdzie własną energią i pomysłowością stworzyła wkrótce ośrodek podobny do tego, jaki opuściła w Polsce. Po siedmiu latach pracy w Indiach dowiedziała się, że belgijskie zakonnice pracujące w Siloe (na północy RPA) z ociemniałymi dziećmi, z braku nowych powołań, chcą placówkę zamknąć. Poleciała do Siloe, żeby im ten pomysł wyperswadować, oferując jednocześnie pomoc w kontynuowaniu pracy z dziećmi i przy kształceniu nowych nauczycieli. Ponieważ sędziwe Belgijki (prowadziły ośrodek przez ponad pół wieku) długi czas nie mogły się zdecydować, postanowiła szukać dalej. Przypadek zdarzył, że w 2006 roku przyjaciele poznali ją z ówczesnym arcybiskupem diecezji Kigali w Rwandzie, polskim lekarzem i misjonarzem, Henrykiem Hoserem, który namówił ją na przyjazd do Rwandy. Spakowała się i poleciała, nie czekając na to, aż Siloe przejdzie w ręce polskich franciszkanek, co ostatecznie nastąpiło już po jej wylądowaniu w Kigali w 2007 roku.

Dlaczego nie czekała i zdecydowała się jechać do kraju, w którym musiała zaczynać wszystko od zera? Afryka to wulkan – mówi s. Rafaela – pod którym żyje się od wojny do wojny. Chciałam mieć w razie czego jakiś rezerwowy przyczółek”.

Kibeho od pierwszej chwili stało się dla niej wyzwaniem; tragedia tego miejsca, jego charyzma, a równocześnie nędza, choroby i brak jakichkolwiek szans miejscowych ludzi. „Nie mogłam podjąć innej decyzji!”

Zakasała rękawy i wzięła się do pracy. Pamiętajmy, że była już po siedemdziesiątce. W pobliżu sanktuarium Palotynów znalazła puste pole, ale żeby je kupić, potrzebne były pieniądze. Skromnie licząc, ośrodek, jaki zamarzyła miał kosztować ponad 1,2 miliona euro. Skąd wziąć tyle pieniędzy? W placówce Zgromadzenia na Piwnej w Warszawie dali jej do zrozumienia, że zakon na taki wydatek nie stać. Nie zrażona poleciała do Polski kwestować wśród znajomych, osób bliskich z Polski, Stanów Zjednoczonych i z RPA. Pomoc w nawiązaniu kontaktów okazał sam Adam Michnik. „Zaczęłam żebrać po świecie” – mówi s. Rafaela. I tak, dzięki pomocy organizacji niemieckiej Kirche In Not (Kościół w Potrzebie) i ofiarności Polonii z chicagowskiej parafii pod wezwaniem św. Konstancji udało jej się zgromadzić kilkadziesiąt tysięcy dolarów na zakup ziemi w Kibeho. To była wprawdzie kropla w morzu, ale „na szczęście – mówi polska franciszkanka – nie miałam wyobraźni. Bo gdybym ją miała, pewnie bym się poddała”.

Przełomem stało się osobiste spotkanie z żoną prezydenta Kaczyńskiego, Marią, którą porwała energia i pomysłowość polskiej zakonnicy. Wprawdzie pani prezydentowi zastrzegła, że możliwości ma ograniczone, jej zachęta dawała nadzieję. Konkretne efekty spotkania  pojawiły się już kilka miesięcy później. W czasie rozmowy z jednym z dyrektorów wydziału pomocowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych obiecano pokryć całość wydatków na ośrodek. Łącznie 1,3 miliona euro

Budowę ośrodka w Kibeho rozpoczęła w styczniu 2007 roku, jeszcze zanim pojawiły się pieniądze. Już w lutym następnego roku placówka była gotowa na przyjęcie rwandyjskich  dzieci. Pierwszych czterech uczniów polskiej szkoły w Kibeho szukały zakonnice same, potem poszła fama. W ośrodku w krótkim czasie pojawiło się pozostałe 36 dzieci. Nieformalne otwarcie centrum nastąpiło we wrześniu 2008 roku, a oficjalne, 28 września rok później.

W Kibeho, cztery polskie franciszkanki pod wodzą swej niestrudzonej pasjonatki opiekują się czterdziestoma niewidomymi dziećmi, oferując im nie tylko naukę, ale i wyżywienie, odzież, opiekę medyczną i szansę na normalne życie. W planach powiększenie ośrodka do stu podopiecznych.

– Dajemy im wędkę, dzięki której staną się pełnoprawnymi ludźmi – tłumaczy siostra Rafaela Nałęcz – Tylko w taki sposób możemy realizować nasz ostateczny cel, jakim jest nauczanie Ewangelii. Działamy w myśl misyjnej zasady, że mówienie o Bogu człowiekowi głodnemu i bosemu jest głosem wołającego na puszczy.”

W ten sposób, wezwanie Matki Bożej od Słowa z Kibeho, wypowiedziane w 1981 roku nabiera szczególnego znaczenia. „Wołanie o pomoc z głębi Afryki –  przypomniał z okazji obchodzonego właśnie Jubileuszu 75. lecia parafii w Kibeho, rektor sanktuarium, polski Pallotyn, ks. Zbigniew Pawłowski – zostało usłyszane w dalekiej Polsce”.

Jan M Fijor

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *