Środek Afryki środkowej (VI)

chat-dymki
10

Podróż do Burundi (III)

Przypadek Kingi Choszcz uczy, że z komarami, malarią i tropikami żartów nie ma. Właściwie poza szczepieniem na żółtą febrę (Rwanda, Burundi, Kongo) i tyfusem, w większość krajów afrykańskich, nie mówiąc o Azji i Ameryce Południowej, jakichś szczególnych wymagań profilaktycznych nie ma. Rozsądek jednak radzi, aby ewentualnych chorób tropikalnych nie lekceważyć.

Do obszarów wysokiego ryzyka, które znam, zaliczam: całą Afrykę, z Azji najgorsze są Indie, Półwysep Malajski i Indochiński, Indonezja, a także Bliski Wschód, w Ameryce Łacińskiej: wybrzeże Peru i Ekwadoru, Karaiby (Jukatan, wybrzeże Hondurasu, Dominikana, Haiti), Południe Brazylii. Ku mojemu zaskoczeniu, w stolicy Amazonii, Manaus, komarów jest bardzo niewiele. Są jednak w dorzeczu Amazonki, w Peru, np. w okolicach Iquitos, ale na ten temat najlepiej może się wypowiedzieć autorytet z tamtego regionu, Wojciech Cejrowski.

Najpoważniejszą i najczęściej spotykaną chorobą roznoszoną przez komary jest malaria. Komary malarii nie wywołują, one są jedynie „pośrednikami” między osobami dotkniętymi chorobą a nowymi kandydatami do niej. Przy wyjazdach do miesiąca, dwóch wystarczy profilaktyka. Najskuteczniejszym lekiem jest tu produkowany przez Roche, Lariam. Pastylkę tego specyfiku bierze się na tydzień przed wyjazdem, i potem w odstępach tygodniowych, w miarę regularnie, ostatni raz w tydzień po powrocie. Problem w tym, że Lariamu w Polsce dostać normalnie nie można, ponieważ jest to lek nie uznawany przez ministerstwo zdrowia i kupienie go wymaga skomplikowanej procedury. Lekarz pierwszego kontaktu wypełnia  specjalny formularz, który można pobrać na Internecie, do tego potrzebnych jest dziesięć podpisów ministerialnych radców, lekarzy wojewódzkich, po czym czeka się aż władze dokonają „celowego importu”, co trwa około miesiąca. Na szczęście kilka stołecznych aptek (np. na Dworcu Centralnym) ma lek w swojej ofercie i okres oczekiwania można skrócić.

Co prawda, kilka prywatnych klinik otrzymało jakimś cudem prawo do wystawiania ważnych recept na Lariam bez konieczności ministerialnej bieganiny. Jako monopoliści liczą sobie za to słono, starając się przy tym minimalnie. Dostanie się do specjalisty, który łaskawie receptę wypisze trwa nieraz dłużej niż zdobywanie podpisów w Ministerstwie Zdrowia. Do tego, sam producent, Roche, prowadzi wyjątkowo perfidną politykę cenową, fiksując ceny na terenie każdego kraju. I tak w Niemczech Lariam (8 pastylek) kosztuje ok. 59 euro, w Polsce ok. 43 euro, w Belgii niewiele ponad 30 euro, a w USA mniej niż 30 dolarów (21 euro). Wszędzie poza Polską wystarczy recepta. Jeśli ktoś nie ma czasu, albo cierpliwości wałęsać się po ministerstwach, może kupić „substytut” Lariamu, lek zwany Malarone, na który wystarczy recepta. Malarone kosztuje w Polsce 207 zł (50 euro) za 12 tabletek, jest jednak tylko z pozoru tańszy od Lariamu, gdyż pełną skuteczność zapewnia zażywanie go co dwa dni. Aptekarze tego nie mówią, więc zwracam uwagę.

Osobom, które wybierają się na dłuższy pobyt specjaliści doradzają najpierw Larami, a potem, po przyjeździe do kraju docelowego, lek który na danym terenie jest najskuteczniejszy i czyni najmniej spustoszeń w organizmie. Niestety, większość lekarstw antymalarycznych pogarsza wzrok i niszczy wątrobę. Pocieszające jest to, że malaria (dzięki powrotowi niektórych krajów m.in. do stosowania DDT!) jest w odwrocie. W centralnej Afryce zachorowalność na tę okropną chorobę spadła w ciągu ostatnich 10 lat od 40 (Kongo) do 65 procent (Rwanda, Burundi, Kamerun, Ghana, Kenia). Ponadto moskity roznoszące malarię są w znakomitej mniejszości. Gros latających bestii stanowią zwykłe komary, które co prawda malaryczne nie są ale wystarczą by zatruć najpiękniejszy pobyt w karaibskim czy afrykańskim raju. Jest jednak na nie kilka sposobów; poniżej dekalog środków komarobójczych, które sprawdziłem osobiście.

a. najpopularniejszym środkiem są repelenty w spray’u (lub sztyfcie), takie jak np. Off czy Raider, nie każdy jednak dobrze je znosi. Są lepkie, śmierdzą  i wywołują alergie;

b. ostatnią „rewelacją” jest belgijski preparat Mugga, który – uwaga – można kupić wyłącznie w Polsce, głównie na Internecie, ale także w sklepach wędkarskich i dla myśliwych. Obszedłem pół Brukseli w poszukiwaniu Mugga i nikt nawet o niej nie słyszał. Producent, belgijska firma Jaico pokazuje się na Internecie, ale nie odpowiada na mejle. Wygląda to na jakieś „jajco…belgijskie”. Osobiście, co prawda, jakichś wyjątkowych skutków Muggi nie zauważam, ale być może nie stosowałem preparatu dostatecznie długo. Mugga jest dość droga i stosunkowo słabo wydajna;

c. w okolicach, w których roi się od komarów doradzam spanie przy zapalonym świetle. O ile rzecz jasna jest tam prąd;

d. elementem odstraszającym jest włączony wentylator;

e. prąd jest konieczny także do uruchomienia rozpylaczy (repelentów), a więc substancji, których komary nie znoszą. Można je dostać w płynie, można w pastylce. Producentów tych środków jest wiele, najbardziej znany i dostępny niemal wszędzie, jest Raid. Najskuteczniejsze jednak znalazłem w Indiach (nazywał się zdaje się Knight Rider) i produkowane w Meksyku (nazwy nie pamiętam). Dlatego dobrze jest spytać miejscowych ludzi. Oni wiedzą najlepiej;

f. podobno komary reagują negatywnie na witaminę B. Próbowałem tego sposobu, ale jakichś rewelacyjnych rezultatów nie dostrzegłem. Być może wymaga on dłuższego zażywania witaminy;

g. dość skutecznym sposobem, zwłaszcza dla osób reagujących alergicznie jest wysmarowanie ciała oliwką Baby Johnsona (tej dla dzieci);

h. na ostatnim miejscu wymieniam środek, który wręcz kojarzy się z unikaniem komarów, mam na myśli moskitierę. Ja stosuję ją w ostateczności, jeśli nie ma prądu i jest naprawdę źle. Moskitiera słabo przepuszcza powietrze, jest pod nią duszno, często zakładana jest niewłaściwie, skutkiem czego komary dostają się do środka i tną bezkarnie, a jeśli nawet nie do środka, to znakomicie sobie radzą z wciśnięciem swego miniaturowego ryjka między oka moskitiery. Zwłaszcza, jeśli jest ona niewielka i opina nasze ciało;

i. należy trzymać czysto i sucho zwłaszcza pomieszczenia toalety i łazienki. Koniecznie trzymać drzwi do toalety zamknięte;

j. wbrew pozorom, szczelne zamknięcie pomieszczenia, w którym mieszkamy, a zwłaszcza sypialnia nie jest dobrym rozwiązaniem. Spałem kiedyś na karaibskiej plaży i byłem mniej pogryziony, niż noc później w hotelu. Podobno komary lubią dwutlenek węgla wydzielany przez śpiącego człowieka. Przy otwartym oknie, łatwiej jest pomieszczenie wentylować, pozbywając się nadmiaru CO2.

Poważnym źródłem zagrożenia zdrowia w tropikach jest zakażona woda, a także brud i choroby zakaźne. Co do wody sprawa jest prosta. Trzeba za wszelką cenę unikać picia (a nawet do mycia zębów i naczyń) wody źródlanej, ze studni, a nawet z wodociągów. Jeśli nie dysponujemy wodą butelkowaną, trzeba wodę przegotować a potem schłodzić. Zwracam uwagę na świeże owoce i jarzyny, często podawane na surowo, często przed podaniem spłukane. Niestety, znawcy medycyny tropikalnej uważają, że ameby przenosi się najczęściej właśnie na sałatach. Trzeba wyjątkowo uważać na kostki lodu służące do schładzania płynów, które są robione przeważnie z wody wodociągowej. Niektóre bakterie są w stanie przeżyć okres hibernacji i po rozpuszczeniu się zaatakować. Chyba, że kostek lodu używa się do schładzania alkoholu, który jest dość skutecznym środkiem bakteriobójczym.

Większość chorób zakaźnych, to choroby brudnych rąk. W tropikach mycia rąk nigdy za dużo, zwłaszcza przed jedzeniem i po powrocie z „miasta”. Czynnikiem sprzyjającym przenoszeniu się chorób zakaźnych jest także tubylczy – zwłaszcza w Afryce – obyczaj podawania ręki, w Ameryce Łacińskiej zaś, całowania na powitanie w policzek. O AIDS i innych tego typu chorobach wspominam tylko z reporterskiego obowiązku, powstrzymując się od opisu technologii ich przenoszenia.

Szczepienia są zwykle mało skuteczne, gdyż wirusy i bakterie – na co zwrócił uwagę sam Stanisław Lem – są znacznie bardziej inteligentne od uczonych, którzy starają się z nimi walczyć. Świadczy o tym chociażby pojawienie się kilka lat temu nieznanych wcześniej szczepów bakterii eboli i cholery (Uganda, Kongo, Kenia) czy sepsy (Ameryka Centralna). Epidemiom sprzyja niski poziom higieny, a także często beznadziejny stan miejscowej służby zdrowia. Liczenie w takiej sytuacji na szczęście jest dowodem dużej naiwności.

Jeśli znacie jakieś inne skuteczne sposoby zachowania zdrowia w tropikach, podzielcie się tą wiedzą z nami.

Jan M Fijor

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Radek pisze:

    Swego czasu czytałem w internecie o środkach przeciwmalarycznych i z tego co wiem to Lariam i Malarone to dwie różne

    substacje dlatego inaczej się je przyjmuje. Lariam jest to meflochina a malarone to to chlorowodorkek prokwanilu i 

    atowakwon.
    Lariam jest lekiem starszej generacji i ma więcej skutków ubocznych.
    Malarone jest lekiem nowszej generacji i tych skutków ubocznych jest mniej.
    Lariam bierze się raz na tydzień a malarone codziennie. Z tego co czytałem to ludzie się boją lariamu bo można po 

    tym mieć nawet różne omamy psychiczne :).
    Radek

  2. Stanisław pisze:

    Cześć Jasiu!
    Lubię te Twoje opowieści z podróży.
    Co do środków antymaleryjnych to masz rację , że najlepszy jest Lariam.
    Ja też go brałem, ale nie tak jak trzeba , tzn. przez 3 albo 4 tygodnie łykałem po jednej tabletce tygodniowo, a następnie pojechałem do Costa Ricki .
    Na miejscu się okazało, że komarów nie ma ….. i pieniądze diabli wzięli.
    Natomiast w domu mam dwie wspaniałe moskiterie , kupione w USA. Jedna za 15 a druga za 35 dollarów.
    Jest to cudo !!!
    Polecam.
    W Polsce tego dziadostwa tyle lata ,że głowa boli …. a jeszcze bardziej ciało.
    Jedyny problem to to ,że cie nadają się do podróży bo maja duże metalowe kółko na górze i nie da się tego łatwo zapakować ale myślę ,że można by kupić bez kółka.
    Moskiterie są ogromne . King size bed to dla nich pikuś.
    Natomiast oczka mają szalenie duże lecz nie na tyle żeby przez nie coś się dostało na drugą stronę.
    Powietrza jest jeszcze więcej w środku niż na zewnątrz …….., tu trochę ściemniasz.
    Mój kuzyn ( krajowy) pod nią spał i jak to Polacy, rano skomentował , że miał wrażenie jakby takie małe muszki wchodziły do środka….
    Oczywiście głupoty gadał ….. ale za to miał swoje zdanie….
    Pozdrawiam.

  3. św_irek pisze:

    Musisz mnie zabierać ze sobą, będziesz miał z komarami spokój. Przynajmiej z tymi, które się na mnie zmieszczą.

  4. JM Fijor pisze:

    Stasiu, nastepnym razem ty weźmiesz moskitierę, a ja wezmę Irka i jedziemy w świat. Styczeń 2010, Etiopia, Uganda, Kenia, Tanzania – co panowie na to?
    Do miłego!
    JM Fijor

  5. leń pisze:

    Suworow w swojej książce „Specnaz” opisuje jako element wyposażenia komandosa „koszulkę” w postaci siateczki o dosc grubych „niciach”. Zakłada sie tak, jak koszulke,a na nią zakłada sie właściwy ubiór. Dzieki temu odstep miedzy skórą a powierzchnia ubrania jest na tyle duzy, że komar nie może dosięgnąc swoim „ryjkiem” skóry człowieka.
    I jeszcze odnośnie picia wody: Suworow zaleca picie bardzo, ale to bardzo powoli, gdyż tylko wtedy organizm czuje że pije. W przeciwnym razie napój sie tylko połyka,a uczucie pragnienia wcale nie znika.

  6. Mark pisze:

    Kochany Panie Mugga jest marką polską jakby Pan dobrze poszukał to by wiedział ze w każdym kraju ma rózne nazwy zależy od dystrybutora w krajach skandynawskich i niemczech jest tu MYGGA MILK .Ps . jest to najlepszy preparat jaki znam nawet ultrathon sie chowa

  7. Mark pisze:

    Przepraszam oczywiscie pomylilem nazwy na zachodzie Mugga to Myggmelk

  8. Spanker pisze:

    Jeśli chodzi o leki antymalaryczne, to malarone (lub ten sam otrzymany od lekarza w Nigerii o nazwie malanil) przyjmuje się po jednej tabletce codziennie począwszy od 1-2 dni przed przyjazdem w teren zagrożenia, a kończy się przyjmowanie 7 dni po powrocie z tego terenu.
    Pozdrawiam

  9. Jan M Fijor pisze:

    Tylko, że malarone jest bardzo kosztowny. Kosztuje połowę tego, co Lariam, ale zażywa sięgo 3,5 razy więcej niż Lariam. Pobyt miesięczny Lariam – ok. 180 zł, malaron – 600-700 zł. malarone jest też mniej skuteczny w Afryce.
    Może w innych regionach sprawdza się lepiej? Lariam natomiast powoduje ślepotę, a także niszczy wątrobę. Nadaje się wyłąćznie na krótkie kuracje, maksimum do 3 miesięcy.

    Pozdrawiam

  10. alis pisze:

    mugga jest faktycznie polska marka w belgii ten sam preparat nazywa sie jaico

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *