Watts: Zrównoważony rozwój – zamach na ekonomię

chat-dymki
13

Autor: Tyler A. Watts

Źródło: mises.org

Tłumaczenie: Mateusz Benedyk

Ach, co my mamy z tymi zielonymi. Przestali obejmować drzewa i chcą czegoś więcej. Od wielu lat próbują wymusić na nas recykling, jedzenie soi, oszczędzanie energii, ograniczenie jazdy samochodem, korzystanie z autobusów i tysiąc innych sposobów „lokalnego działania”. Teraz mają nawet swojego bohatera kinowego: No Impact Man, przewodnika w podróży pierwszą klasą w poszukiwaniu wyrzutów sumienia i ekologicznego raju. Pomimo masowej popularności swojej sprawy nie wydają się zadowoleni. Chcą nas kontrolować. Jeśli nie będziemy uważać, ludzie zbzikowani na punkcie ocalenia naszej planety będą zarządzać naszym codziennym życiem.zrownowazony_reka

Sama idea zrównoważonego rozwoju wydaje się niegroźna. Po prostu głosi, że ludzie powinni myśleć o przyszłości, postępować rozsądnie i oszczędnie, wykorzystując zasoby gospodarcze. Osobiście, zgadzam się z powyższymi hasłami. Na pierwszy rzut oka stanowią one, obok dobroczynnych wartości, takich jak odpowiedzialność i szczodrość, część powszechnie znanej mądrości.

Sęk w tym, że w idei zrównoważonego rozwoju istnieje coś, co burzy ten powierzchowny porządek. Zwolennicy tej postawy – nazwijmy ich „zrównoważonymi” – rzucają oskarżenia samą swoją żarliwością, pozą i retoryką. Ich ideologia jest od poczęcia skażona założeniem, że obecny stan rzeczy jest w pewien sposób niezrównoważony. Podnoszą alarm, że „mamy kryzys i to wasza wina, bo jesteście ignoranccy, nieracjonalni, chciwi. Musicie zacząć robić, to co wam powiemy. W przeciwnym razie wszyscy umrzemy”.

Krucjata z powyższym hasłem na ustach, będąca bazą ruchu na rzecz zrównoważonego rozwoju, powinna zaniepokoić osoby, które rozumieją problemy ekonomiczne. Podstawowa zasada ekonomii mówi, że rynki są strukturami samoregulującymi się i uporządkowanymi. Ceny zaś wskazują ograniczoność zasobów i pomagają ludziom gospodarnie korzystać z dóbr. Ceny zmieniają się, kiedy wahają się determinujące je podaż i popyt. Zmiany cen wskazują na potrzebne dostosowania w produkcji i konsumpcji. Ceny sprawiają, że motyw zysku – naturalny aspekt człowieczeństwa – ma ujście w produktywnych i innowacyjnych działaniach. W skrócie, system cen się sprawdza.

„Zrównoważeni” są nieświadomi tej podstawowej wiedzy, albo ją odrzucają. Dlatego pojawia się zadanie dla nas, ekonomistów.

Lament „zrównoważonych”

Sednem problemu wg „zrównoważonych” jest nieodpowiedzialne wykorzystanie zasobów przez społeczeństwo. Są one bowiem zużywane zbyt szybko, w zbyt dużych ilościach lub w sposób, który będzie miał negatywne skutki w długim okresie. „Zrównoważeni” wyrażają dezaprobatę dla działań innych ludzi i podejmują kroki, żeby nawrócić krnąbrnych braci.

Osoby, które marnotrawią zasoby z powodu własnej ignorancji, lenistwa, uporu, nie zmienią same swych nawyków i nie zaakceptują praktyk prowadzących do świata zrównoważonego rozwoju. Stąd potrzeba zorganizowanych kampanii ekologicznych, wycieczek wzbudzających poczucie winy, a także odpowiedniego prawa, żeby poprawić niewłaściwe wykorzystanie zasobów. Musimy zmienić nasze wzory zachowań. Potrzebujemy motywacji silniejszej niż dbanie o „własny dobrobyt ekonomiczny” (motyw zysku). Zrównoważony rozwój stał się tym samym w pełni rozwiniętą krucjatą w celu „ocalenia naszej planety”. Jeśli nie jesteś częścią rozwiązania, z pewnością jesteś częścią problemu.

Spróbujmy to zinterpretować patrząc przez szkiełka ekonomisty. Argumenty za zrównoważonym rozwojem możemy zaliczyć do jednej z dwóch szerszych kategorii: (1) argument o nieodnawialności, czyli pokłady niektórych ważnych zasobów się kurczą, a zanim ludzie się zorientują, będzie „zbyt późno” – braki surowców zmniejszą rozmiary kapitalistycznych gospodarek do granicy załamania; (2) argument o zmianie klimatu, co oznacza, że istnieją znaczne, choć opóźnione w czasie, koszty zewnętrzne bieżących sposobów wykorzystywania zasobów[1].

Oba rodzaje argumentów przywołują tezę o zawodności rynku (market failure – przyp. tłum.). Praktyki uznane za niezrównoważone pojawiają się rzeczywiście na wolnym rynku. Potrzebujemy zatem jakiejś zewnętrznej, korygującej perswazji moralnej lub regulacji gospodarczej, żeby zapobiec nadchodzącej katastrofie niezrównoważonego wykorzystania zasobów.

Czy ceny nie wystarczą?

Nie chcę rozwodzić się nad szczegółami ruchu zrównoważonego rozwoju. Istnieją tuziny przejawów tej inicjatywy – od zielonego budownictwa przez ekologiczne rolnictwo, obowiązkowy recykling do walki z dwutlenkiem węgla. Zaiste, wóz orkiestry „zrównoważonych” (pomalowany oczywiście na zielono i zasilany przez energię odnawialną) wydaje się rozrastać w nieskończoność, aż pochłonie każdy przemysł i grupę interesu pod słońcem. Chciałbym w tym miejscu nakreślić najważniejsze konsekwencje ruchu zrównoważonego rozwoju.

Ten ruch jest zamachem na ekonomię. Twierdzi bowiem, że ceny nie zachowują się w czasie tak, żeby kierować konsumpcją i produkcją w sposób dający się utrzymać w przyszłości. Lekcja z podstaw ekonomii powinna wystarczyć, żeby obronić się przed atakami „zrównoważonych”.

Ceny powstają w rynkowej gospodarce w konsekwencji wymian korzystnych dla wszystkich stron. Ludzie pragną rzeczy, które sprawią, że ich życie będzie lepsze – uważamy to za wartość. Niektóre wartościowe rzeczy są bardziej rzadkie niż inne, weźmy choćby klasyczny przykład wody i diamentów. Absolutyzując, woda jest cenniejsza niż diamenty, bo diamentów nie potrzebujesz, żeby przeżyć.

Pomimo tego funt wody jest znacznie tańszy od funta diamentów . Dlaczego? Chociaż woda jest wartościowa, jest jej względnie więcej. W wielu częściach świata dosłownie spada z nieba. Cena każdego dobra uwzględnia tę kombinację wartości i rzadkości. Jesteśmy skłonni płacić więcej, kiedy wartościowe rzeczy stają się względnie rzadsze (np. ropa naftowa) i nie musimy płacić tak dużo za cenne dla nas dobra, jeśli stają się one bardziej dostępne (np. zboże).

Ponadto, w miarę jak rzadkie rzeczy tracą swoją wartość, ludzie przestają być skłonni wydawać na nie pieniądze (np. na maszyny do pisania). Gdy coś rzadkiego staje się nagle bardziej pożądane, trzeba za to zapłacić więcej (np. płyty Michaela Jacksona z najlepszego okresu). Wspaniałą zaletą cen jest to, że przekazują zarówno informacje o wartości dobra (popyt na nie), jak i o jego rzadkości (podaży). Ceny, rzecz jasna, podlegają zmianom – ceny pewnych dóbr zmieniają się każdego dnia. Jest to pozytywne zjawisko, bo zauważalne trendy wskazują na względne zmiany „fundamentów rynku”, czyli popytu i podaży.

Właśnie dlatego możemy powiedzieć, że ceny w rozsądny sposób kierują działaniami konsumentów i producentów, prowadząc do racjonalnego wykorzystania zasobów. Konsumenci znający się na rzeczy obserwują zmiany cen: rosnąca cena skłania do ograniczenia użycia danego dobra, spadająca zachęca do pewnego zwiększenia konsumpcji. Podobna logika odnosi się do producentów.

Przedsiębiorcy, kierowani motywem zysku, są jak ogary szukające trendów zmian cen, chcące znaleźć okazję do zarobku, czyli szansę do stworzenia wartości poprzez wymianę. Jeśli cena dobra wykazuje silną tendencję do wzrostu (wskazując, że dobro stało się rzadsze lub bardziej cenione), próbują znaleźć tańsze substytuty. Im tańsze substytuty, tym wyższe potencjalne zyski, zwłaszcza dla tych, którzy będą pierwsi na rynku. Jeśli ceny spadają (wskazując, że zasoby stają się liczniejsze w porównaniu do ich przydatności), przedsiębiorcy angażują swoje wysiłki w innych miejscach.

Ogólny wynik tych ekonomicznych procesów zawiera się w stwierdzeniu „ceny koordynują”[2]. Ujmując to inaczej, system cen działa jak „niewidzialna ręka”[3], prowadząc ludzi – zarówno konsumentów, jak i producentów – w ich gospodarczych działaniach. Prawdziwe piękno tego wolnorynkowego systemu cen polega na tym, że wprowadza on własny rodzaj zrównoważonego rozwoju. Nie chodzi tutaj o możliwość kontynuacji wykorzystania jakiegoś konkretnego surowca – ponieważ poszczególne dobra mogą zyskiwać i tracić przychylność społeczeństwa, w miarę zmian popytu i podaży – lecz o możliwość podtrzymywania szybkiego wzrostu gospodarczego, wysokich standardów życia w rozwiniętej gospodarce kapitalistycznej.

Weźmy na przykład zmiany na rynku oświetlenia wnętrz: łojowe świece zostały zastąpione przez lampy na tran, wyparte potem przez lampy naftowe, zastąpione z kolei przez żarówki zasilane elektrycznie. Żadna polityczna lub społeczna presja nie była potrzebna, żeby dokonać tej ewolucji, żaden ruch „szczytu pozyskiwania tranu”, żadni działacze na rzecz zaprzestania stosowania nafty, żadna krucjata zrównoważonego rozwoju. Wystarczył sprawnie funkcjonujący system cen połączony z przedsiębiorczym pragnieniem zysków w konkurencyjnym, wolnorynkowym ładzie.

Także i w naszych czasach, kiedy „zrównoważeni” i inni pesymiści martwią się wyczerpywaniem zasobów, system cen ciągle funkcjonuje, cichutko, lecz pewnie prowadząc jednostki ku gospodarnemu wykorzystywaniu zasobów, poszukiwaniu intratnych substytutów i przewidywaniu przyszłych trendów cenowych. Wszystko to bez kaznodziejstwa, bez krucjat i bez aktywizmu.

Czy krucjata zrównoważonego rozwoju jest zrównoważona?

Jak długo jeszcze „zrównoważeni” będą w stanie bić w swoje bębny, trąbiąc przy tym, że są „bardziej zieloni niż ty” i próbując przekonać nas do postępowania w sposób zrównoważony, wykorzystując do tego różne poziomy przymusu? W miarę, jak straszenie globalnym ociepleniem traci na wiarygodności, prawdopodobieństwo choćby moralnego zwycięstwa „zrównoważonych” maleje[4]. O ile ziemia nie zacznie się roztapiać od odrobiny dymu, „zrównoważeni” nie będą mieli wielkiego wpływu.

Zatwardziali „zrównoważeni” żądają radykalnej, niszczącej zmiany względem naturalnego, wolnorynkowego ładu. Chcą oddać bogactwo i prywatność w imię  swojego celu[5]. Mimo iż obywatele zachodnich demokracji są łatwym celem dla wszystkiego, co zielone, nie pójdziemy dalej w kierunku ratowania planety. Zwłaszcza gdy okaże się, że zrównoważony rozwój wymaga marszu w kierunku biedy i silnie regulowanego społeczeństwa (a planeta wcale nie jest w niebezpieczeństwie).

Do tego, co może jest nawet ważniejsze, ludzie w krajach rozwijających się będą coraz bardziej zaniepokojeni żądaniami poświęceń. Dopiero co osiągnęli wysoki standard życia porównywalny z krajami rozwiniętymi i, moim zdaniem,  dość ozięble potraktują pomysł rezygnacji z rozwoju.

Obecne odrodzenie klasycznej liberalnej tradycji w ekonomii także wpłynie na zmniejszenie kręgu oddziaływania idei zrównoważonego rozwoju. Pomysł narzuconego i centralnie zaplanowanego zrównoważenia zostanie skruszony, gdy ludzie uświadomią sobie, jaki system jest prawdziwie zrównoważony – spontaniczny ład wykuty przez niewidzialną rękę wolnorynkowego systemu cen. Jeśli dodamy do tego trudności związane z obecną recesją, to wkrótce nawet najbardziej zagorzali „zrównoważeni” zaczną przymilać się do wolnorynkowej gospodarki z bombonierką w ręku.


1 Argumenty związane z nadchodzącym szczytem wydobycia ropy naftowej są przykładem pierwszego typu argumentów.

 

2 Jest to kluczowy temat prac F. A. Hayeka. Zob. klasyczny esej: Wykorzystanie wiedzy w społeczeństwie, [W:] F. A. Hayek, Indywidualizm i porządek ekonomiczny, tłum. G. Łuczkiewicz, Kraków 2001.

3 Oryginalne użycie tego wyrażenia można znaleźć w: Adam Smith, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, tom I i II, Warszawa 2008, księga IV, sekcja 2.9.

4 Jeśli chcemy być szczerzy, to musimy przyznać, że jeśli uznamy argument o zawodności rynku w obszarze kosztów zewnętrznych, idea spowodowanego przez człowieka globalnego ocieplenia jest spójna ze zdrową teorią ekonomii. Ciężar dowodu spoczywa jednak w tym przypadku na „zrównoważonych”, którzy mocno wierzą w istnienie katastrofalnych, długoterminowych kosztów zewnętrznych globalnego ocieplenia. Jak mawia mój ulubiony prezenter radiowy, „zaszufladkujcie mnie do sceptyków”.

5 Przykłady gospodarczych poświęceń, których domagają się „zrównoważeni” można znaleźć tutaj, tutajtutaj.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Michał Malinowski pisze:

    Zabawne jak Drogi Autorze najpierw piszesz że problem z nami- zwolennikami zrównoważonego rozwoju, polega na tym że z góry zakładamy że światowa gospodarka jest niezrównoważona, jednocześnie sam z góry zakładasz że rynki to mechanizmy samoregulujące się a zachowanie aktorów na wolnym rynku jest logiczne i ekonomiczne. Dostrzegam pewną niekonsekwencję.

    Po drugie Drogi Autorze zakładasz nie tylko że rynki są samoregulujące się to dodatkowo zakładasz że jest to zdanie ogółu ekonomistów. Nie jest. Jest to przekonanie szkoły neoliberalnej a nie jest ona jedyną szkołą ekonomiczną.

    Odnośnie cen- cała ta teoria jest przestarzała i nieadekwatna. Weźmy na cel ceny energii z paliw kopalnych. Są silnie subsydiowane (wbrew mitom wielokrotnie bardziej niż energia odnawialna), a co za tym idzie cena nie oddaje rzeczywistej podaży węgla, ropy i gazu. Tak więc są konsumowane w sposób niezrównoważony.

    Dodatkowo dalej pozostając przy przykładzie węgla- pokazuje on że kłamstwem jest że transakcje są korzystne dla wszystkich stron, a to z racji kosztów zewnętrznych, które sprawiają że ceny rynkowe nie oddaję rzeczywistych kosztów dóbr. Załóżmy że jestem osobą żyjącą w bliskim sąsiedztwie elektrowni opalanej węglem brunatnym. Jej właściciel sprzedaje energię z węgla odbiorcy po cenie, na którą godzą się obie strony. Jednocześnie w wyniku spalania węgla do atmosfery uwalniane są substancje szkodliwe, które sprawiają że ja- sąsiad elektrowni zaczynam chorować na astmę. I to ja będę musiał ponieść koszty leczenia astmy. Mimo iż jest ona wynikiem transakcji, której ja nie musiałem być uczestnikiem. Czemu więc koszty leczenia, ochrony środowiska i ocieplenia klimatu nie są ponoszone przez producentów brudnej energii i jej konsumentów? Mało tego- ta energia jest subsydiowana.

    Kłamstwem jest też że popyt i podaż doprowadzają do zrównoważonej konsumpcji dóbr. To dlatego że ekonomiczne modele nie mają niczego wspólnego z systemami naturalnymi. Przykładem niech chociażby będą północnoatlantyckie łowiska dorsza. Odsyłam do artykułów pod hasłem: „Collapse of the Atlantic northwest cod fishery”. Natury nie obchodzi popyt i podaż, gdyż istniej poza schematami ludzkiej gospodarki. Rynek nie jest w stanie oszacować kiedy może nastąpić załamanie podaży danego dobra naturalnego, gdyż rozumienia tak skomplikowanych systemów jak naturalne ekosystemy nie są w stanie dokładnie opisać nauki przyrodnicze a co dopiero nauki ekonomiczne pozbawione jakiegokolwiek ich zrozumienia. Należy pamiętać że neoliberalna ekonomia oparta jest o wzory korzystające z matematyki linearnej, która słabo nadaje się do obrazowania sieci zależności ekosystemów.

    Co do ostatniego akapitu to jest on czystą demagogią. Czy teoria globalnego ocieplenia spowodowanego przez człowieka traci na wiarygodności? Nowy raport IPCC chyba wiele nie pozostawia wątpliwości. Czy planecie nie grozi niebezpieczeństwo? Zjawisku życia jako-takiego nie. Niebezpieczeństwo grozi naszej cywilizacji, uzależnionej od ekosystemów które sama niszczy. Czy zwolennicy zrównoważonego rozwoju dążą do zniszczenia naturalnego ładu? Który ład bardziej oddaje pojęcie „naturalny”- globalne rynki tworzone przez spekulacje czy homeostaza naszej planety z wszystkimi obiegami pierwiastków? Więc może to zwolennicy neoliberalizmu dążą do zniszczenia naturalnego ładu, od którego zależy życie i pomyślność naszego gatunku.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Proszę odpowiedzieć na jedno pytanie: kto ma decydować, jaki rozwój jest zrównoważony, a jaki nim nie jest? jakich kryteriów użyje się do określenia zrównoważoności? I może jeszcze drugie: dlaczego właśnie ten a nie inny podmiot/osoba mają o tym decydować? w oparciu o jakie kryteria?

    Jak pan odpowie, pogadamy dalej.
    To, co pisze autor, to akurat nie jest neoliberalizm, tylko szkoła austriacka, wolny rynek.
    Czy wolny rynek też może być niezrównoważony?

    ukłony
    jmf

  3. Michał Malinowski pisze:

    Panie Janie- jeśli chodzi o kryteriów używanych do określania i mierzenia zrównoważenia to jest to takim kryterium jest trwałość (sustainability- od sustain- trwać). Zrównoważona gospodarka to gospodarka zdolna trwać przez nieokreśloną ilość czasu. Najkrócej stan zrównoważenia określić jako stan w którym nie istnieje Dzień Długu Ekologicznego.
    Tak więc o tym, które działania są zrównoważone najwięcej mówią nam badania przyrodnicze- określają kiedy dochodzi do załamywania się systemów od których uzależniona jest gospodarka. Co do kwestii organów to opinii jest kilka, w zależności czy mówimy o zwolennikach słabego, umiarkowanego czy silnego zrównoważenia. Holger Rogall np. uznaje że najlepszym organem chroniącym zdolności samoregeneracji natury są demokratycznie wybierani decydenci.

    Co do neoliberalizmu to czy nie jest to ideologia właśnie opowiadająca się za prymatem wolnego rynku?

    A czy wolny rynek może być niezrównoważony? Oczywiście, jeśli nie istnieją ramy dbające o to by wzrost gospodarczy nie wyprzedzał produktywności zasobów oraz zapobiegających przed eksploatacją większej ilości zasobów niż przyroda jest w stanie odtworzyć. Jak już mówiłem sam mechanizm cenowy do tego nie wystarczy jeśli zezwala na eksternalizację kosztów zewnętrznych zarówno tych ponoszonych przez obecne jak i przyszłe pokolenia.

    Pozdrawiam.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Pan Malinowski chce zastąpić wolny rynek, czyli wypadkową decyzji wszystkich obywateli wytycznymi narzucanymi nam przez Tusków,Kaczyńskich, Kwaśniewskich, Czarneckich, Kaliszów, :Palikotów i innych mędrców, co to ten rynek będą poprawiać. Pan nie rozumie fundamentów ekonomii. Myśli pan, że można sobie wybrać wzrost zrównoważony, albo niezrównoważony. Nawet nie wie pan co równoważyć? Domyślam się, że chodzi o płace. Zabierze pan tym, którzy zarabiają dużo (neurochirurg, zdolny architekt, wynalazca, projektant systemów) i da biednym (sprzątaczowi, dokerowi, salowej etc.)? Chcę widzieć tę gospodarkę. Dążenie do zrównoważonego dochodu to choroba na zawiść. choroba czerwonych oczu i nienawiść do kapitalizmu. Efekty tego widzimy szczególnie wyraźnie w strefie Euro. Mechanizm cenowy, relacja popytu i podaży nie wystarczy, więc trzeba ideologa, który go uzupełni. Nie chce mi się nawet dyskutować z tymi frazesami, które nawet nie mają zdefiniowanego znaczenia. Może zaczniecie niedługo równwoważyć ciśnienie krwi u człowieka? Ukłony

  5. Michał Malinowski pisze:

    Jakie zrównywanie płac? Jaka zawiść? Widzę że ktoś tu w ogóle się nie zapoznał z pojęciem „zrównoważony rozwój”, przez co wymyśla jakieś historie niezwiązane z tematem a do tego ma czelność mówić że ktoś nie ma tutaj wiedzy. Zrównoważony rozwój to inaczej ekorozwój i odnosi się tutaj do zrównoważonego wykorzystywania zasobów nie równania płac. Polecam książek trochę doczytać, żeby się orientować w temacie a potem się wypowiadać, „Ekonomia zrównoważonego rozwoju” Rogala na początek może być. Wtedy będziemy mogli porozmawiać o czymś konkretnym.

  6. Jan M. Fijor pisze:

    A czymże jest aktywizm ekologiczny, jak nie walką z kapitalizmem.Klaus ma rację, to jest komunizm XXI wieku. O jakim zrównoważeniu pan pisze? proponuje mi pan jakichś sekciarzy, co to lepiej wiedzą od milionów ludzi? w ten sposób zawsze wszystko można kwestionować. Uważa pan, że wróble czy motyle warte są więcej niż człowiek? Dwutlenek węgla panu się nie podoba? Jeśli tak, niech pan niszczy glony, a nie ludzi. Albo pan jest cynikiem, albo ignorantem. Tertium non datur.
    Ukłony

  7. Michał Malinowski pisze:

    O jakim zrównoważeniu piszę? O silnym zrównoważeniu- o wzroście produktywności zasobów wyprzedzającym wzrost gospodarczy. O zachowaniu ekosystemów, od których zależna jest nasza gospodarka.

    Nie proponuję sekciarzy, tylko alternatywną szkołę ekonomiczną. Wasza jedyną nie jest i monopolu na prawdę nie posiada.

    Czy motyle są warte więcej niż człowiek? To dość oczywiste że tak. Nam insekty do przetrwania są niezbędne, my insektom nie. Tak więc kto ma jakieś pojęcie o świecie rozumie że człowiek jest uzależniony od natury i jeśli chce by jego cywilizacja przetrwała będzie zabiegał o to by istoty od których jest zależne żyły dalej.

    A glony to właśnie najważniejszy asymilator CO2.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    W jakich jednostkach mierzy pan tę siłę zrównoważenia? W Newtonach, w koniach mechanicznych? Watach? A skąd pan wie, czy wyprzedza czy nie wzrost gospodarczy? Jaki poziom wzrostu jest standardem? Skoro ma być zrównoważony, to rodzi się pytanie: zrównoważony z czym? Z pańskim przeczuciem nachodzącej zagłady ze strony globalnego ocieplenia? Dwutlenku węgla? Krów? To są absurdalne mrzonki fanatyków walki z kapitalizmem i ludzką prosperity.

    Człowiek jest uzależniony od natury? To za mało. On tę naturę przekształca, poprawia, czasem psuje, ale natura sama ma ze sobą problemy. Człowiek jest panem świata. Zwracam uwagę, że ten świat nie jest dla insektów, lecz właśnie stworzony został dla człowieka. i o tym niech pan zapomina.

    Ukłony

  9. Michał Malinowski pisze:

    Zwolennicy zrównoważonego rozwoju operują wieloma indykatorami: HDI, wzrostem średniej temperatury od wybranego roku, poziom emisji w porównaniu z wybranym rokiem, produktywność zasobów/wzrost gospodarczy, udział OZE w miksie energetycznym… dużo tego, mogę od razu odesłać do publikacji „Indicators of Sustainable Development: Guidelines and Methodologies”.

    Poza tym zrównoważony rozwój nie jest stworzony by walczyć z rynkową gospodarką, tylko istnieje po to by ją ocalić przed samą sobą. Już podałem przykład chociażby tego jak zniszczono największe łowisko dorsza na globie, a to tylko kropla w morzu takich przykładów. Dotychczasowa gospodarka potrzebuje korekt jeśli ma nie doprowadzić do tego co przytrafiło się mieszkańcom Wysp Wielkanocnych.

    Poza tym jeszcze nie widziałem by człowiek „poprawił” naturę bo tego się zrobić nie da. Większość tego co robi to przekształca ją głównie na korzyść dla siebie oraz populacji, które w wyniku tych działań stają się szkodnikami, z niekorzyścią dla reszty ekosystemu. Może najwyżej poprawiać teren już przetworzony by mniej ingerował w naturalne cykle obiegu materii.

    A ten świat jest tak samo bardzo dla insektów jak i dla nas. Przy czym należy pamiętać że są tu 400 milionów lat dłużej niż my.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    A co takiego przytrafiło się mieszkańców Wysp Wielkanocnych?
    Co ma do rzeczy wzrost temperatury? To nie jest zjawisko antropomorficzne, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak to wydaje się ekoterrorystom. Mnożenie wskaźników niczego nie dowodzi. Pytanie jest jedno, i zadaję je od początku tej quasi dyskusji: kto ma prawo decydować o tym, że jedni mogą się rozwijać, a drugim nie wolno? Kto wyznacza granice rozwoju? W przypadku wolnego rynku wszyscy, albo jak kto woli: większość. Czy ekoterroryści są przeciwni również demokracji? To jakaś elita besserwiserów? Jeśli mi pan na to nie odpowie, czcza dyskusja. tym bardziej, że posługuje się pan (jak większość polityków i sekt) argumentami aksjologicznymi, a te z nauką nie mają nic wspólnego.
    Ukłony

  11. Michał Malinowski pisze:

    Otóż mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej dokonali na sobie ekologicznego samobójstwa, wykorzystując do budowy struktur i łodzi lokalnie rosnących palm, które potrzebowały około wieku by osiągnąć swój pełen rozmiar. Brak lasów oznaczał w końcu nie tylko brak budulca, ale i natychmiastową erozję gleby, erozja doprowadziła do głodu, głód do wojen.
    Wzrost temperatur nie jest zjawiskiem antropomorficznym? A to ciekawe. Może ktoś chce tu się kłócić z przeważającą częścią klimatologów? Czy może każdy klimatolog jest w Twoim mniemaniu „ekoterrorystą”?
    I nie o to chodzi by ktoś komuś mówił czy może się rozwijać, czy nie, tylko o to by demokratycznie wybrany rząd mógł chronić interesu przyszłych pokoleń i swoich obecnie żyjących ludzi przed negatywnymi skutkami dynamicznego rozwoju cywilizacji przemysłowej. Gdy zakazano stosowania freonów, nikt nie krzyczał że to ekoterroryzm czy socjalizm. Po prostu zakazano ich stosowania, bo tego wymagało wyższe dobro. I w ten sam sposób powinni chronić klimat przed niebezpiecznym wzrostem stężenia gazów cieplarnianych, powinni bronić w ten sposób zbiorników wód powierzchniowych i podziemnych przed degradacją, powinni chronić glebę, którą uprawiamy przed erozją spowodowaną nadmiernym wylesianiem. Tego wymagam od rządu, by dalej miał odwagę nas bronić. Niech demokratycznie wybierany rząd w oparciu o doradztwo świata nauki będzie gotowe narzucać prawo chroniące ekosystem w którym żyjemy przed jego zniszczeniem.

    Mogę równie dobrze powiedzieć jakim prawem ta obecnie żyjąca „większość” (o większość bym się kłócił bo o „wolnym” rynku jak widać w głównej mierze decyduje 1% najbogatszej populacji krajów Północy) narzuca jeszcze liczniejszej od siebie większości, która żyć będzie po niej w jakim świecie będzie żyła i ile pozostawi jej surowców? Dlaczego przyszłe pokolenia nie mają prawa do takiego samego świata w jakim żyjemy my obecnie? Czemu obecnie zachowujemy się tak, jak gdyby jedyne co jesteśmy zobligowani pozostawić przyszłym pokoleniom po nas był śmietnik? Kurczenie się powierzchni lasów na świecie oraz pustynnienie połączone z erozją gleb rolniczych podobnie jak i uszczuplanie się zasobów pitnych zdatnych do spożycia są faktem. Tak samo jak faktem jest że globalna populacja świata powiększa się. Tak więc pozostawiamy naszym dzieciom świat w którym będą mieli do podziału między siebie mniej niż my, mimo że będzie ich więcej.

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Tragedia. Takie tragedie rozgrywają się na Ziemi od milionów lat. Ludzie zjedzą
    ziemniaki i nie mają bulw do sadzenia. albo zjedzą kurę, więc nie będą mieć jajek. Jak ten świat przeżył tyle milionów lat? A jakie to są gazy cieplarniane? Może powietrze? Dwutlenek węgla? A tlen to nie? Kolejny Algore się znalazł!
    Większość rządzi w demokracji, która dla takich ekoterrorystów jak pan jest przecież ideałem. Może niech pan zacznie od sobie i przestanie jeść, żeby wystarczyło dla przyszłych pokoleń. i nie zmusza normalnych ludzi do czegoś, czego nie chcą, bo to już nie będzie demokracja tylko dyktatura

    ukłony

  13. Michał Malinowski pisze:

    „Tragedia. Takie tragedie rozgrywają się na Ziemi od milionów lat.”

    Tak ale w skali lokalnej, np. na Żyznym Półksiężycu, Wyspie Wielkanocnej czy Grecji. Ale tym razem istnieje widmo takiego kryzysu w skali globalnej.

    „Ludzie zjedzą
    ziemniaki i nie mają bulw do sadzenia. albo zjedzą kurę, więc nie będą mieć jajek.”

    To dość dobra alegoria tego co się dzieje obecnie na świecie. Obecnie własnie zużywamy rocznie tyle zasobów ile ziemia wytwarza w przeciągu 1,5 roku. Pół roku żyjemy na długu ekologicznym.

    „A jakie to są gazy cieplarniane? Może powietrze? Dwutlenek węgla? A tlen to nie?”

    Tego nie muszę tłumaczyć. O tym się uczy w szkole.

    „Kolejny Algore się znalazł!”

    Alem Gore być nie trzeba żeby wiedzieć nieco o fizyce.

    „Większość rządzi w demokracji, która dla takich ekoterrorystów jak pan jest przecież ideałem.”

    Ekoterrorystów? Jakże ja lubię nadużywania tego stwierdzenia. Pamiętam jeszcze czasy, gdy słowo terroryzm coś znaczyło i wiązało się z grożeniem przemocą lub jej stosowaniem. Obecnie widzę że wystarczy deklaracja niejedzenia mięsa, albo czytania książek przyrodniczych żeby zasłużyć na dumne miano terrorysty.

    „Może niech pan zacznie od sobie i przestanie jeść”

    Ależ już zacząłem. Od ograniczania spożycia mięsa, które wymaga 10 razy więcej przestrzeni i wody od roślin. Od rzucenia kawy, przez którą wycinają Amazonię. Poza dietą też staram się ograniczać zasoby. Hipokrytą nie jestem.

    „żeby wystarczyło dla przyszłych pokoleń”

    Cóż w przeciwieństwie do radykalnych wolnorynkowców, moja opcja w ogóle bierze pod uwagę fakt że ktoś będzie żył po nas. Proszę nie mieć nam za złe że w przeciwieństwie do was zdajemy sobie sprawę z tego że zasoby nie są nieograniczone i że rynek w obecnej formie nie jest w stanie istnieć bo zwyczajnie prawa fizyki na to nie pozwalają.
    Dlatego tutaj radziłbym żeby ktoś wymyślił z was co zrobić z faktem że nie istniej dość zasobów by zaspokoić obecną ciągłość wzrostu.

    I radzę nieco ochłonąć, wziąć kilka głębokich wdechów przed pisaniem odpowiedzi bo w ostatniej nie przytoczył Pan ani jednego merytorycznego argumentu, cała wypowiedź to pyskówka godna raczej gimnazjalisty, o brakach w podstawowej interpunkcji i zasadach poprawnej pisowni nie wspomnę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *