Biznes po niemiecku

chat-dymki
3

Niektóre niemieckie firmy ubezpieczeniowe nadal wpisują do swych polis komunikacyjnych klauzulę zwalniającą je od odpowiedzialności w przypadku, gdyby posiadacz ubezpieczonego u nich pojazdu wyjechał nim do…Polski i tam miał miejsce wypadek lub kradzież auta. Powód? W Niemczech uważa się, że Polacy kradną.

Real politik

Nie twierdzę, że w Polsce nie kradną, uważam jednak, że jeśli uznać, że istnieje coś takiego jak „zbrodnia narodowa”, to kradzież jest i tak znacznie mniejszą zbrodnią niż łapanki, czy unicestwianie niewinnych ludzi w krematoriach, ale niech im będzie.

Było minęło. Mnie samego rozbawił plakat reklamujący wakacje w Polsce: „jedź do Polski, twój samochód już tam czeka”. Skoro jednak oni nadal przestrzegają przed niebezpieczeństwami grożącymi Niemcom w Polsce, wyśmiewając się z polskiej gospodarki (Polnische Wirtschaft) to ja w drodze rewanżu też się po Niemcach przejadę. Tym bardziej, że mam powód. O perypetiach z opieszałą firmą ubezpieczeniową HDI pisałem kilka miesięcy temu. Teraz mam nowe kwiatki.

Wróciłem właśnie ze sklepu niemieckiej firmy Real, gdzie wystawiona na promocji butelka płynu do mycia Cif wraz ze szmatką gratis kosztuje 8,49 zł, a taka sama butelka „bez szmatki gratis”, kosztuje 8,29 zł. Wynika z tego, że po niemiecku gratis to 20 groszy. Czyli co? Kłamią! Albo taki Domestos, w tymże samym niemieckim sklepie, z kostką odświeżającą kosztuje 11,99 zł, w tym kostka 1 zł, natomiast bez kostki za 1 zł kosztuje 9,99 zł. Ponieważ jednak 11,99 minus cena kostki czyli 1 zł to 10,99 zł, a nie 9,99 zł, czy to przypadkiem nie znaczy, że znowu kłamią, licząc za kostkę dwukrotnie więcej?

Nie tylko Real ma problemy z trzymaniem się zasad. Dotyczy to także monopolisty w dziedzinie produkcji energii elektrycznej dla Warszawy, znany pod skrótem drogim jeszcze 20 lat sercu każdego Polaka, RWE (Radio Wolna Europa). To niemieckie RWE jednak ma niewiele wspólnego z wolnością i z Europą. Przykład: kilka miesięcy temu otrzymałem zawiadomienie, że zalegam z płatnościami za energię coś koło 60 zł. w związku wspólnego czym mam w ciągu 7 dni obowiązek należność zapłacić pod groźbą pociągnięcia mnie do odpowiedzialności sądowej.

Manko na koncie wywołane było zamieszaniem związanym z sześciomiesięcznym „szacunkowym” cyklem płatności, nie kwestionuję jednak, że byłem RWE winien te pieniądze i dwa dni po otrzymaniu wezwania, należność uregulowałem „z górką” na odsetki.

W wezwaniu nie było słowa o groźbie pozbawienia mnie energii elektrycznej, więc tym bardziej zdziwiło mnie, gdy jeszcze przed upływem 7 dni dostawca energii wyłączył prąd w moim mieszkaniu. Udałem się do punktu obsługi klienta, żeby sprawę wyjaśnić, gdzie mnie poinformowano, że co prawda dług na konto RWE wpłynął, jednakże pieniądze znalazły się na innym koncie niż to, które podano w wezwaniu i dlatego aby ponownie mieć energię elektryczną muszę zapłacić karę. Czy to jest uczciwe?

Nie mając wyboru, bo RWE jest monopolistą musiałem zapłacić 95 zł opłaty za przywrócenie serwisu, za który już raz zapłaciłem. Mimo moich protestów, że kara jest nieproporcjonalna do popełnionego wykroczenia, że została wymierzona przed terminem podanym w ostrzeżeniu, że jest bezpodstawna, bo z jednej strony w wezwaniu nie wspominano o ewentualności odcięcia energii elektrycznej, co ważniejsze, pieniądze na konto RWE wpłynęły w terminie, a jeśli to było „inne konto” i chcieli mnie ukarać, to należało mi omyłkową wpłatę zwrócić, albo przynajmniej mnie o tym zawiadomić, niemiecki monopolista stanął na stanowisku, że kara mi się należy i schluss. Mogłem, co prawda, iść do sądu i tam domagać się sprawiedliwości, ale mam już swoje lata i wątpię czy przy obecnym tempie działania wymiaru sprawiedliwości dożyłbym wyroku. Nie mówiąc o tym, że zatrudnienie adwokata kosztuje w Polsce ok. 15 – 20 razy więcej niż wysokość przeciętnego roszczenia. Podobnie jak większość naciągniętych przez taki nieuczciwy biznes (na kwotę niższą niż wynosi najniższe honorarium adwokackie), spuściłem uszy po sobie starając się innymi drogami dojść do prawdy.

Deutsche Wirtschaft

Jako zwolennik wolnego rynku, człowiek oddany prywatnej przedsiębiorczości, od lat walczący o jej prawa piórem zachodziłem w głowę, jak to możliwe, że RWE tak mało ceni sobie dobre stosunki ze swoimi klientami, że w sposób tak bezpardonowy potrafi mu przywalić w sam nos. W obecnej dobie, wyłącznie energii elektrycznej wiąże się z pozbawieniem człowieka podstawowych funkcji życiowych: telefon, ogrzewanie, gotowanie, przechowanie żywności, Internet i parę innych niedogodności. Nawet nie sprawdzili, czy w domu jest małe dziecko albo osoba niesprawna. W USA w wielu rejonach dostawcy elektryczności bywa monopolistą, a mimo to coś podobnego jest nie do pomyślenia. Amerykanie baliby się tak postąpić w obawie o reputację, nie mówiąc o odpowiedzialności za wyrządzone szkody. Niemcy się nie boją.

Rozumiem, że jestem recydywistą, że uchylam się złośliwie od płacenia rachunków, że mam fatalną historię kredytową, ale pod tym względem jestem czysty jak łza. Nigdy w życiu nic takiego mi się nie zdarzyło. A mimo to wyłączyli, bo tak chcieli. A chcieli, bo mogą. Dlaczego mogą? Bo są monopolistami. Nie zdobyli swego monopolu, jak np. Microsoft, dzięki wysokiej satysfakcji zapewnianej konsumentom, nie dzięki wyjątkowej jakości swych usług, lecz dlatego, że udzielili mu go niemądrzy, a może i nieuczciwi politycy. Urząd Regulacji Energetyki, który ma rzekomo chronić polskich obywateli przed niemieckim monopolem nie tylko nie odpowiedział na moje protesty, ale dodatkowo, godzi się m.in. na to, że zaprzyjaźniona ze mną warszawska firma płaci (podobno w majestacie prawa) za prąd po ok. 100 zł za 1 kWh czyli od 20-30 razy więcej niż średnia światowa. To ma instytucja państwowa chroniąca interesy obywateli?

Real też, może nas wprowadzać w błąd, bo inni politycy, rzekomo w trosce o tzw. drobny handel wstrzymali wydawanie zezwoleń na budowę nowych supermarketów, ograniczając tym samym konkurencję w handlu i zapewniając sklepom już istniejącym niezasłużony przywilej quasi-wyłączności.

Zostaliśmy osaczeni, porównanie do łapanki samo ciśnie się pod pióro: z jednej strony przez skorumpowane instytucje państwowe, z drugiej zaś przez bezwzględnych przedsiębiorców. To nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem, na który wspomniane firmy niemieckie się powołują. Ani tym bardziej z podstawową zasadą wymiany handlowej, która wymaga od stron – tak biznesu jak i konsumenta, wzajemnej uczciwości oraz szacunku.

Jan M Fijor

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. ZQW pisze:

    Z tymi samochodami to jest tak , że np. wypożyczając w niemieckim AVIS-ie na lotnisku we Frankfurcie mercedesa można nim pojechać do Niemiec i Austrii , natomiast do innych krajów np. Francji już nie. Samochodami niższej klasy można już jechać do Francji , ale nie wolno do Włoch i Europy Wschodniej. Wiele firm ubezpieczeniowych zastrzega , że nie pokrywa kosztów spalenia się samochodu , gdy znajduje się on w niektórych miastach , głównie zamieszkałych przez imigrantów. Są to prywatne firmy i wolno im dbać o własny interes. Nie widzę tu żadnej dyskryminacji. Real polski to inna jakość niż real niemiecki – mimo tej samej nazwy , to dwa zupełnie inne sklepy. Bieżącym zarządzaniem zajmują się w polskim realu Polacy i to oni robią Polaków-klientów w balona.Domyślam się , że podobnie jest w przypadku RWE . Choć , jak oglądam niemiecką TV , to RWE często i tam jest pod pręgierzem za zawyżanie cen i nieprzyjazne klientom zwyczaje.
    W krytyce niemieckich firm w Polsce nie należy przesadzać. Najgorsze zwyczaje są , zdaniem wielu , w firmach należących do Francuzów. Wystarczy wspomnieć numery jakie wyprawiała jeszcze niedawno taka TP SA.

  2. Jan M Fijor pisze:

    Ma pan rację, to nie jest dyskrymincja, lecz uprzedzenie. Jeśli im wolno się uprzedzać w stosunku do Polski, to mnie wolno uprzedzać się do Niemców. Co do Reala, to ie zgadzam się. Berlin kieruje tam nawet polityką cenową. Jakość pracy – tak, jest warunkoana zachowaniem się Polaków, ale cały zarząd jest w rękach Niemców. Sprawdziłem osoiście. RWE jest quasi monopolem pod nadzorem i ochroną państwa. To samo TP SA. To ten sam model monopolu.
    Wesołych Świąt!
    .

  3. UPRawniony do głosowania pisze:

    Nie kupuję z zasady niemieckich towarów. Nie jeżdżę niemieckimi samochodami j nawet jak zamawiam taksówkę to proszę o nieniemiecki POjazd. Nie latam airbusami bo wiem, że udziały w tym konsorcjum ma dornier i messerschmit. Jak jadę samochodem przez Niemcy bo bardzo trudno ten kraj ominąć jadąc na zachód to nie tankuję i nie jem nic u nich a nawet staram się nie zatrzymywać w tym kraju. Niektórzy się dziwią mojej postawie i zawsze im odpowiadam, że to przez szacunek do moich dziadków i innych przodków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *