Nas na to nie stać!

chat-dymki
6

 

       Krytykując na blogu Towarzystwa Ekonomistów Polskich (http://www.tep.bblog.pl/) plany zakupu banku BZ WBK przez quasi państwowy bank PKO BP, w akapicie poświęconym finansowaniu transakcji, prof. Leszek Balcerowicz (prezes TEP) pisze m.in.:

      Zasadniczą przeszkodą w rozwoju naszej gospodarki jest obecnie ogromny deficyt w finansach państwa i w efekcie – rosnący dług publiczny. (…) Do działań buforowych należą też wpłaty dywidend do budżetu przez firmy, gdzie państwo ma jeszcze udziały. Wykorzystywanie ich na inne, na dodatek wątpliwe, cele świadczyłoby o tym, że w obecnym rządzie brak jest jasnej strategii gospodarczej. Rodzi się też pytanie, gdzie mieszczą się tam faktyczne ośrodki decyzyjne w sprawach gospodarki. 

        Pozwolę sobie na więcej dosadności w tej kwestii i zapytam wprost: skąd rząd, w sytuacji chronicznego braku środków na już i tak rozdęte tzw. wydatki publiczne znajduje pieniądze na kupno banku BZ WBK? Jak to się dzieje, że rządowi brakuje na drogi, wały przeciwpowodziowe, ochronę zdrowia obywateli i większość innych działań o charakterze publicznych, do których zobowiązuje państwo konstytucja, a ma na „inwestowanie” w kolejny bank?

Krezus

        Państwo, czy to polskie czy jakieś inne państwo demokratyczne, jest pośrednikiem między obywatelami a instytucjami, które im służą, zajmującym się przekazywaniem pewnych płatności na rzecz ogółu. Podstawą tej funkcji jest spostrzeżenie, że państwo korzystając z efektu skali płaci (a przynajmniej powinno) taniej, a poza tym zajmuje się opłacaniem czynności (np. obrona narodowa, polityka zagraniczna, drogi etc.), których prywatny, pojedynczy obywatel nie byłby w stanie (nie mógł, nie potrafił, nie chciał) efektywnie opłacić.

       Tymczasem państwo polskie posiada w swoim portfelu: kopalnie, drogi, koleje żelazne i linowe, pola uprawne, linie lotnicze, fabryki włókiennicze, ponadto zajmuje się produkcją butów, cukru, przeróbką mięsa, produkcją nici, octu, musztardy, drutu, obrabiarek, tarcz ściernych, sprężyn, szlifierek, łożysk tocznych, dźwigów, mebli, lamp, lin, tworzyw sztucznych, gumy, maszyn introligatorskich i budowlanych, urządzeń gastronomicznych, aparatury elektromedycznej, sprzętu ortopedycznego i komunikacyjnego, nawozów sztucznych, przewodów energetycznych, jest wydawcą, drukarzem, biurem turystycznym, hurtownią spożywczą, magazynierem, hodowcą roślin, koni i ryb, handluje sprzętem rolniczym, nasionami i zwierzętami hodowlanymi…Nie wystarcza państwu Narodowy Bank Polski, Bank Gospodarstwa Krajowego, czy pakiet większościowy w PKO BP, nie wystarczają udziały w Banku Ochrony Środowiska wykupione od prywatnego właściciela banku za kilkaset milionów złotych, teraz chcą sobie zafundować BZ WBK.

        Za co, jak się pytam? Jesteśmy przecież na skraju bankructwa. Pomijam fakt nieudolności działań firm państwowych, o którym na wspomnianym blogu pisze obszerniej prof. Balcerowicz. Urzędnicy nie potrafią skutecznie zarządzać „własnym” PKO BP, o czym świadczy systematyczny spadek udziałów w rynku tego banku, nie mówiąc o fatalnej kondycji BGK[1], a wyciągają ręce po dobrze funkcjonującą firmę prywatną.

Podatki temu nie służą

        Podatki nie służą utrzymaniu państwa, lecz na utrzymanie obywateli, którzy wykorzystują państwo jako pośrednika czy płatnika[2]. Rząd nie może tego zmieniać. Politycy nie mogą stawiać swoich własnych celów ponad cele obywateli. Skąd rząd wziął 300 mln zł na opłacenie udziałów przejmowanego BOŚ? Skąd weźmie kolejne kilkaset milionów. Skonfiskuje je obywatelom! Jakim prawem? Obywatele, jeśli chcą inwestować swoje pieniądze, i to jest zapisane w prawie, mogą to robić tylko wtedy, gdy ich poziom życia na takim inwestowaniu nie ucierpi. Wie o tym każdy makler czy inny finansista. Dlaczego to prawo nie obowiązuje rządu? Ktoś, kto ma tak poważne długi nie może inwestować!

      Można się od biedy zgodzić na to, aby państwo posiadało możliwości produkowania dóbr publicznych, ale nigdy na to, żeby robiło konkurencję obywatelom, których pieniądze tworzą tę konkurencję. Pieniądze na tzw. inwestycje państwowe, nie są de facto inwestycjami, lecz konsumpcją urzędników[3]. Wątpliwość budzi także fakt, czy dobra publiczne, które państwo tworzy, są naprawdę dobrami publicznymi[4], czy może quasi prywatną własnością polityków, którzy nimi zarządzają? Inwestowanie pieniędzy zabranych sektorowi prywatnemu, który też inwestuje i to znacznie skuteczniej, a poprzez opodatkowanie ma z tym trudności jest działaniem szkodliwym ekonomicznie i bliższym faszyzmowi niż państwu prawa. 

         Zwłaszcza, że państwo weszło w posiadanie mniej lub bardziej nielegalnie; na drodze zalegalizowanej przemocy (nacjonalizacja, konfiskata), rabunku (komunizacja, kolektywizacja), lub nadużycia swoich uprawnień konstytucyjnych, jakim jest wykorzystywanie systemu podatkowego do inwestowania pieniędzy podatnika. Powierzchowna analiza źródeł własności państwowej wskazuje, że rząd najczęściej nie ma podstaw do posiadania i powinien czym prędzej oddać prawowitym właścicielom prywatnym, to co im zabrał. Zgodność z prawem, które jest niesprawiedliwe nie jest uzasadnieniem prawa własności. Nie dość, że nieczysta konkurencja jest w Polsce karana, to na dodatek prawo zapewnia równe traktowanie wszystkich podmiotów.

Ryba psuje się od głowy

            Polskie przedsiębiorstwa państwowe wytarzają ok. 25 proc. PKB. Po 20 latach przemian ustrojowych państwo nadal jest właścicielem, w całości lub częściowo blisko 1200 przedsiębiorstw. Z ok. 600 istniejących przedsiębiorstw państwowych czynnych jest mniej niż połowa (reszta w likwidacji lub upadłości), zatrudniają one ponad 100 tysięcy osób. W gestii skarbu państwa pozostaje wciąż grubo ponad 400 jednosobowych spółek Skarbu Państwa i ilość ta spada bardzo powoli.

       O ile własność skarbu państwa jest stosunkowo dobrze zidentyfikowana, o tyle zasoby samorządów lokalnych, od gminy począwszy na województwie kończąc, są niezbadane. Tymczasem w rękach samorządowców znajduje się o wiele większy majątek niż w rękach państwa. Samorządy lokalne posiadają nie tylko drogi, szkoły, grunty orne, czy szpitale, w ich gestii znajdują się także kina, akwaparki, skocznie i wyciągi narciarskie, sale widowiskowe, teatry, przetwórnie pasz, oczyszczalnie ścieków, wysypiska śmieci, zakłady usługowe, cmentarze, budynki mieszkalne, a do niedawna nawet fabryka samochodów. Nikt właściwie nie wie jaka część majątku narodowego jest w posiadaniu samorządów. Nikt tego nie rejestruje. Nikt tego nie kontroluje. Nikogo to nie obchodzi. Nawet Najwyższej Izby Kontroli.

     Pozwalanie na bezkarne powiększanie majątku narodowego o kolejny bank, jest finansowym harakiri, żeby nie powiedzieć dosadniej. Rząd na każdym kroku powtarza, że nie ma pieniędzy, ale my też nie mamy. Dlaczego ich brak pienięzy ma być przed naszym? Przecież oba braki – rządowy i nasz – są skutkiem udziału polityków w rządzeniu gospodarką. Oba braki są ich winą! 

Jan M Fijor

www.fijor.com


[1] Patrz: Gazeta Wyborcza, 12 grudnia 2009, http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,7382383,Bank_Gospodarstwa_Krajowego_udziela_tyle_poreczen.html, a także Newsweek Polska, 18 kwietnia 2010; http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/biznes/wykorzystanie-funduszy-unijnych-zagrozone–panstwowy-bank-nie-ma-pieniedzy,56927,1

[2] Frank Chodorov, O szkodliwości podatku dochodowego, tłum. Jan M Fijor, Fijorr Publishing, Warszawa 2004.

[3] Murray N. Rothbard, Interwencjonizm, czyli władza a rynek, tłum. Rafał Rudowski, Fijorr Publishing, Warszawa 2009. str. 126 i n.

[4] Jeffrey R. Hummel, National Goods Versus Public Goods, The Review of Austrian Economics, Vol. 4, 1990 str. 88 i n.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Aadamus pisze:

    Alternatywą dla PKO BP są tylko banki zagraniczne lub częściowo państwowy AIB, więc trzeba liczyć się z tym, że PKO BP nie ma złych kredytów i utopionych aktywów w krajach PIGS. Natomiast trzeba głośno stawiać postulat prywatyzacji PKO BP. Po połączeniu z BZ WBK byłby to najsilniejszy bank Europy Środkowej. Byłoby dobrze, gdyby kierownictwo BZ WBK przejęło władzę po połączeniu. To najlepsza opcja.

  2. Jan M Fijor pisze:

    I wlasnie dlatego należy koniecznie i jak najszybciej sprywatyzować wszystkie zasoby państwa, odbierając urzędnikom wladzę nad nimi. Rzecz jasna pozostanie ich władza regulacyjna, ale jest to znacznie mniejsze zło niż w przypadku dysponowania własnościowego. W tekście starałem się wykazać, że nas nie stać na państwową własność, a także, że ta ostatnia jest całkowicie zbyteczna.

    Ukłony

  3. magic pisze:

    Po państwu potrzebne BZWBK? By politycy mogli zapewnić posadki swym pobratymcom po wygranych wyborach. Co do PKO BP to ponoć mają najsłabszą windykację niespłacanych kredytów spośród banków działających w Polsce , pewnie dlatego że bank jest niczyj tak na prawdę.

    A kasę z prywatyzacji to trzeba przeznaczyć na budowę dróg a nie na zapełnianie dziury budżetowej. Dla mnie to chamstwo gdy kasę ze sprzedaży firm które budowali zwykli ludzie za komuny rząd przeznacza lekką ręką na bieżące wydatki powstały z winy aktualnie i byłych rządzących. gdzie tu sprawiedliwość?

  4. Jan M Fijor pisze:

    Podobno na poczatku transformacji byla ustawa zmsuzajaca do przeznaczania polowy wplywow z prywatyzacji na cele emerytalne. Nikt juz tego nie pamięta, więc nie jestem pewien. rządzi nami swołocz. Myślałem, że może Tusk i Rostowski są lepsi, ale to ten sam sort; nieudaczniki, chciwe na poklask i żeby się nie narobić. Stracą władzę bezpowrotnie. Komorowski im dokopie. Przewiduję to, bo on cokolwiek uczciwszy w stosunku do samego siebie.

    Pozdrawiam

  5. boniek pisze:

    @ Jan M Fijor
    Ja przewiduje ze nie wazne kto bedzie u wladzy to nic sie nie zmieni na lepsze. Jeszcze zaden system wladzy politycznej nie dazyl do wiekszej wolnosci dla swoich obywateli – wrecz przeciwnie. I nic dziwnego skoro wszystkie te systemy nie maja najmniejszych szans na realizacje ich zalozen bo oparte sa na przymusowych monopolach.

  6. Jan M Fijor pisze:

    Dokładnie tak, gdyż to nie osoby sprawujące władzę, lecz system sprawowania władzy oparty na monopolach i przymusie determinują owoce działalności. Może być tylko trochę lepijej, lub trochę gorzej, to znaczy więcej wolności, albo mniej wol ności.

    Z ubolewaniem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *