Nierówne szanse

chat-dymki
14

Od dłuższego czasu zastanawiam się, dlaczego dominującym modelem prawa podatkowego jest dziś w świecie model dyskryminujący rodzinę. Polska, rzecz jasna, nie jest tu wyjątkiem.     

                           1.

         Pisząc o antyrodzinnym charakterze prawa podatkowe nie mam na myśli absurdalnych przywilejów z tytułu posiadania dzieci, lecz zwykłe zasady symetrii, zwane niekiedy równością wobec prawa.

Pierwsi na ten fakt zwrócili uwagę amerykańscy kontestatorzy XVI Poprawki do konstytucji, tej która w 1913 roku wprowadziła w Stanach Zjednoczonych podatek dochodowy[1] (PIT). Zauważyli oni m.in., że między definicją dochodu (income) w rozumieniu dziewiętnastowiecznej ustawy o podatku korporacyjnym (CIT) z 1894 roku a dochodem w rozumieniu XVI Poprawki, istnieje sprzeczność dyskryminująca rodzinę w stosunku do innych „jednostek podatkowych”, a w szczególności wobec tzw. osób prawnych. Dyskryminacja ta ma fundamentalny wpływ na konsekwencje podatkowe, a tym samym poziom materialny poszczególnych podmiotów społecznych.

       I tak, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością czy spółka akcyjna ma – z niewyjaśnionych przez legislatorów względów – POTRÓJNĄ[2] przewagę nad zwykłą rodziną. Ta ostatnia – w przeciwieństwie do osób prawnych – opodatkowana jest:

 – skalą progresywną;

– nie ma prawa do amortyzacji urządzeń;

– a także do odliczania sobie kosztów uzyskania przychodu[3].

                                                    2.

        O ile żadnemu ministrowi skarbu czy finansów nie przyszłoby do głowy opodatkować dochodów spółki akcyjnej progresywną skalą podatkową, o tyle podatek liniowy, a więc nieprogresywny, nakładany na podatników indywidualnych jest wciąż wydarzeniem medialnym.

         Nie dość, że osoba prywatna płaci podatek według skali progresywnej, to na dodatek płaci go od dochodów brutto, nie mając prawa do uwzględnienia np. wydatków nieodzownych do działania. Nie dość, że nigdy nikt takiego rozwiązania nie sugerował, nie próbuje się nawet łagodnej formy opodatkowania progresywnego w stosunku do dochodów brutto, przed potrąceniami i amortyzacją.

         W przypadku spółek akcyjnych i firm, standardem stało się opodatkowanie dochodu netto, który jest dochodem otrzymanym po odjęciu od dochodu brutto kosztów operacyjnych, a także amortyzacji urządzeń. Nawet tak rozumiany dochód netto opodatkowany jest podatkiem proporcjonalnym, zwanym też liniowym[4].
         Powalająca jest argumentacja takiej dyskryminacji: przedsiębiorstwa wytwarzają dobra i usługi. To prawda, ale przecież rodzina odgrywa w społeczeństwie funkcję nie mniej ważną od firm czy przedsiębiorstw. Rodzina – pisze Bertrand de Jouvenel – wytwarza ludzi, bez których żadne dobra i usługi nie powstałyby. Łatwiej jest wyprodukować coś bez maszyn i urządzeń, niż bez obecności człowieka. Dlaczego zatem potrzeby tej pierwszej grupy cieszą się w oczach ustawodawców większym zrozumieniem niż potrzeby drugiej? Wygląda na to, że jeśli ustawodawcy nie gardzą rodziną, to na pewno jednak bardziej szanują firmy. Niewielu z nich uświadamia sobie, że prywatny człowiek nie jest tępym matołem, który lata od sklepu do sklepu i marnotrawi zarobione przez siebie miliony, lecz że jest również przedsiębiorcą, który – prócz konsumpcji – także wytwarza.

       W swej książce Federal Mafia[5] Irwin Schiff  pyta retorycznie: w czym mój dochód różni się od dochodu korporacji? W najgorszym przypadku powinna nas obowiązywać ta sama zasada.

       Utrzymanie rodziny, domu mieszkalnego, wychowanie dzieci, edukacja to są wydatki, które powinny być uznane za koszty, gdyż bez poniesienia ich ani społeczeństwo, a ni tym bardziej gospodarka istnieć nie mogą. Analogicznie do kosztów uzyskania dochodu w spółce. Co więcej, państwo – jeśli już ma istnieć – nie jest instytucją stworzoną przez biznes dla biznesu, lecz ma służyć ludziom. To ludzie, a nie organizacje biznesowe są podmiotem cywilizacji. Troska rodziny o maksimum dostatku, to jednocześnie troska o producentów dochodu nas wszystkich, to wkład rodziny w tworzenie PKB. Dlaczego pojedynczy ludzie są karani za to, że realizują swoją rolę produkcyjną? Rodzina to cel sam w sobie; to zasadniczy cel istnienia narodu, państwa, sprawnego społeczeństwa. Czyżby niechęć do rodziny była zemstą polityków za to, że obywatele w niektórych kwestiach radzą sobie sami (i to lepiej) bez państwa?

                                                       3.

         Trudno zrozumieć – pisze de Jouvenel[6] – „dlaczego hodowca psów rasowych ma prawo odliczania od dochodu do opodatkowania kosztów paszy, deprecjacji i innych czynników kosztowych, podczas gdy głowa rodziny takiego prawa w stosunku do swoich dzieci nie posiada. Wygląda to tak, jak gdyby ustawodawcy sympatyzowali bardziej z celem działania hodowcy psów wyścigowych, którym jest sprzedaż psów na wyścigi, niż z celem ojca dzieciom, który daje społeczeństwu ludzi, wykorzystywanych od czasu do czasu w armii, a także do płacenia podatków”.

       To przecież skandal, że władze publiczne ułatwiają[7] konserwację słabiutkiego płótna, czy kosztów reklamy i dystrybucji jakiegoś kiczowatego filmiku, nie zezwalając na odliczenie od dochodu do opodatkowania kosztów kształcenia uzdolnień potomstwa, utrzymania rodzinnej rezydencji, bądź przedmiotów o wysokiej wartości estetycznej czy moralnej. Czyżby chodziło o to, że przedsięwzięcia komercyjne powinny mieć przewagę na działalnością rodziny, gdyż w przeciwnym razie, to znaczy, traktowane równie źle jak ta ostatnia, nikt się za nie nie weźmie?

      Wątpię, by jakikolwiek polityk oficjalnie się do tego przyznał. Może, więc argumentem jest to, że firma przynosi dochód, a rodzina jest niedochodowa? Jeśli tak, to dlaczego fundacje i organizacje typu non-profit cieszą się jeszcze większymi przywilejami niż instytucje gospodarcze? Przecież rodzina jest właśnie instytucją non-profit, powiem więcej, jest naturalną instytucją niedochodową, jej kwintesencją. To niezbyt roztropny gest: odmawiać przywileje podmiotowi naturalnemu, wręcz wzorcowemu, obsypując nimi „instytucje sztuczne”? 

 Podsumowanie

        Celem tego wpisu nie jest domaganie się odebrania przywilejów jednostkom gospodarczym, lecz apel o to, by troskę o dobrostan obywateli przenieść na grunt społeczny, na grunt rodziny. Tak będzie dla wszystkich korzystniej. Chyba, że politykom chodzi o to, aby najpierw rodzinę spauperyzować, pogorszyć jej kondycję materialną, bo wtedy będą mieć okazję do wykazania się wrażliwością i troską o los najuboższych, w myśl zasady, że im więcej biedy, tym więcej państwa. I vice versa.

Jan Bereta

www.fijor.com


[1] Ruch protestu przeciwko podatkowi dochodowemu istnieje w USA do dzisiaj, gdzie liczy już ok. 30 tys. osób. Najbardziej znanymi ofiarami protestu są: aktor – Wesley Snipes oraz Irwin Schiff (ojciec Petera Schiffa), obaj skazani za swoją odmowę uznania XVI Poprawki do konstytucji na kary długoletniego więzienia. Wyrok Snipesa zawieszono na kilka lat. Schiff karę odsiaduje. Spadkobiercami ideologii „pay-no-income-tax” są też aktywiści nowoutworzonej Partii Herbacianej (Tea Party).

[2] W polskim prawie podatkowym dochodzi jeszcze czynnik czwarty, jakim jest nagminne opodatkowywanie kwot podatków (w tym podatku VAT), czyli opodatkowanie strat. W przypadku osób prawnych podatki są traktowane jako koszt uzyskania dochodu i w związku z tym kwoty wpłacone w postaci podatku nie podlegają ponownemu opodatkowaniu, jak to ma miejsce w przypadku podatku PIT. 

[3] Polska jest jednym z nielicznych krajów świata, w których ludzie wolnych zawodów (artyści, aktorzy, dziennikarze etc.), niewykonujący działalności gospodarczej mają prawo do odliczania od dochodu do opodatkowania kosztów uzyskania przychodu w wysokości 50 procent tego przychodu. Przywilej ten tylko w części ma swoje uzasadnienie w trosce fiskusa o poziom rozwoju kultury. W znacznie większym stopniu jest to przywilej polityczny; ukłon władzy wykonawczej i legislacyjnej wobec „czwartej władzy” mediów i ludzi kultury, których opinie mogą wpływać na image rządzących.

[4] Przed wprowadzeniem w 2004 roku podatku liniowego CIT w Polsce obowiązywał progresywny podatek dochodowy dla firm. W większości krajów europejskich obowiązuje podatek liniowy CIT.

[5] Zob. http://www.paynoincometax.com/federalmafia.htm, pobrano 11 września 2010.

[6] Bertrand de Jouvenel, The Ethics of Redistribution, Liberty Fund, Indianapolis, USA 1989

[7] Chodzi oczywiście o prawo odpisu od dochodu do opodatkowania kosztów amortyzacji tych przedmiotów.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. magic pisze:

    W polsce często jest tak że w domu młoda matka wychowuje dwójkę dzieci, a ojciec zarabia na rodzinę, i często zdarza się że rocznie podatku PIT zapłacił niewiele, bo około 1000 zł. a przysługująca mu ulga wynosi ponad 2500 zł. nie ma jak tego wykorzystać. uważam że u nas powinna być możliwość odliczania od dochodu odsetek od kredytu zaciągniętego na kupno domu/mieszkania.

  2. jasiek pisze:

    Powód jest bardzo prosty. Kapitał jest w stanie przenieść się z dnia na dzień w inne miejsce. Jeśli w Polsce wklepywanie faktur jest za drogie, przenosimy się do Mołdawii. Skoro usługa jest ta sama, to po co przepłacać. Niższy CIT w stosunku do PIT to konsekwencja działania mechanizmów konkurencyjnych wśród państw w walce o kapitał. Kapitał będzie lokowany tam, gdzie daje największy zwrot, ewentualnie tam, gdzie traci się go najmniej. Rodziny, rzecz jasna, żyjące w jako takim dobrobycie nie przeniosą się za granicę ot tak, bo jest to skomplikowana i kosztowna operacja. Mechanizm konkurencyjny więc nie występuje i w konsekwencji, dostajemy taki model jaki mamy. Eleganckie, nieprawdaż?

  3. Jimmy_CSF pisze:

    @magic, odliczenia odsetek od dochodu były już ale je znieśli. Kto się wyrobił z kredytem do końca 2006 ten je dalej może odliczać.

  4. magic pisze:

    owszem było, ale dla mieszkań nowowybudowanych, dla kupowanych na rynku wtórnym nie było takiej możliwości. I jak to się ma do tzw. równości wobec prawa?

  5. Jan M Fijor pisze:

    W Polsce nie ma równości wobec prawa. Państwo ma zawsze pierwszeństwo przed obywatelem i nikt tego nawet nie ukrywa. Najgorsze jest jednak to, że obywatel się tego powodu nie skarży. Co więcej, uważa, że przedstawiciele państwa, to najwybitniejsi synowie tego narodu. Vide: histeria, jaka rozpętała się po katastrofie samolotowej w Smoleńsku, gdzie rzekomo „zginęli ci najwybitniejsi synowie”, którzy bez zmrużenia oka zabierają swopim podopiecznym połowę ciężko zarobionego dochodu. Nóż się sam otwiera.

    Ukłony

  6. Apfelbaum pisze:

    Bertrand de Jouvenel – aż trudno uwierzyć, że mimo licznych powołań na tego autora nie ma wydań jego książek w polskiej wersji językowej.

  7. Piotr pisze:

    Zawsze zastanawiałem się dlaczego znajoma prowadząc firmę może odliczać nawet jedzenie dla psa – podobno chroni firmę (jamnik 😉 ). Też mam psa, i co?
    Podobnie z samochodami i odliczeniami za paliwo.
    Zresztą przykładów są miliony…

  8. Jan M Fijor pisze:

    Z satysfakcja informuję, że pierwsza książka de Jouvenela jest własnie w trakcie prac końcowych i zostanie wydana staraniem naszego wydawnictwa. mimo iż autor był socjalistą.

    Zyczcie nam powodzenia

  9. cred pisze:

    „Powód jest bardzo prosty. Kapitał jest w stanie przenieść się z dnia na dzień w inne miejsce.”
    „Rodziny, rzecz jasna, żyjące w jako takim dobrobycie nie przeniosą się za granicę ot tak, bo jest to skomplikowana i kosztowna operacja. ”

    Nieprawda. Linia produkcyjna samochodów, huta stali to się raczej łatwo nie przeniosą. Nie da się nagle zabrać kapitału zainwestowanego w przedsiębiorstwo, a potem go nagle przeniść. Rodzina 4-osobowa przeniesie się znacznie łatwiej. Mało to rodaków emigrowało całymi rodzinami najpierw do USA, a później do Wielkiej Brytani?

  10. Jan M Fijor pisze:

    Moim zdaniem, jednak kapitał może sie znacznie szybciej przemieścić niż rodzina. Wystarczy sprzedać firmę, a to że zostały maszyny czy budowle nie znaczy, że nadal ona istnieje. Podstawową cehcą kapitału jest jego własność, a nie mobilność urządzeń, które za kapitał zakupiono.

  11. Bardzo dziękuję za ten wpis. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że ominięcie przepisów jest dość proste: zamiast rejestrowania rodzin w USC (przez wiele wieków i tak państwowych ślubów nie było), należy rejestrować parę jako działalność gospodarczą, w postaci spółki s.c. nawet, bo i tak ryzyko całe na nas…
    I już można odliczać wiele kosztów, mieć podatek liniowy oraz amortyzować. A faktury się dorobi, bo wiele takich spółek może powstać…

  12. Tek pisze:

    niestety żeby móc obliczać koszty trzeba mieć dochody – i co? dzieci sprzedawać? 😉 no i czy jest w PKD taka działalność? 😉

  13. Jan M Fijor pisze:

    Dochody sa. Na przyklad pensja, czy dochod z gospodarstwa. Rzecz jasna w pkd takiej dzialalnosci nie ma i wlasnie dlatego napisalem ten tekst. Niedlguo napsizę jezcze lepszy.
    pozdr

  14. ArGut pisze:

    Może to sprawa dla minister od dyskryminacji pani Radziszewskiej ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *