Hipokryzja

chat-dymki
11

       Byłoby znacznie korzystniej, gdyby rząd z równą energią, co z dopalaczami, rozpoczął wojnę z podatkami i innymi obciążeniami fiskalnymi, tym bardziej, że likwidując te ostatnie rozwiązałby równocześnie problem dopalaczy.

Armaty na mrówki

        Wprawdzie nie wiadomo, jaki będzie ostateczny skutek wojny z dopalaczami, bo przecież jest jeszcze konstytucja, sąd, czarny rynek, ale już dziś można powiedzieć, że rząd – podobnie jak w przypadku hazardu – wytoczył armaty przeciwko mrówkom. No, bo zastanówmy się czy likwidacja rynku dopalaczy to rzeczywiście najważniejszy problem III czy nawet IV Rzeczpospolitej. Z przedawkowania dopalaczy zginęło kilka osób, kilkadziesiąt innych bolał brzuch, nie uzasadnia to wcale ogromnych kosztów i wysiłków, jakie w tej wojnie skierowano na front. Co najmniej tyle samo młodych ludzi ginie spadając z drzew i słupów wysokiego napięcia, zatruwając się grzybami,  rozbijając na wertepach w quadach, nie mówiąc już o utonięciach, wypadkach motocyklowych, czy z powodu przedawkowania alkoholu. Czy w związku z tym mamy zakazać wspinania się na drzewa, zbierania grzybów czy pływania w stawach? A może mamy zbyt wielu policjantów, którym brakuje zajęcia i dlatego należy je wymyślić? Spektakularne zgony spowodowane przedawkowaniem tajemniczych substancji, znanej jako dopalacze, to dobry sposób na zwrócenie uwagi na problem, ale nie powód do robienia cyrku na cały świat, który na takie dopalacze pozwala. Absolutnego bezpieczeństwa nie da się stworzyć, bo takiego bezpieczeństwa nie ma. Można się skutecznie zatruć czy zakrztusić niewinnym Red Bullem czy nawet Coca Colą.

       Co prawda minister Graś zauważył, że będziemy światowym pionierem w walce z dopalaczami, ale wolałbym, aby szukał okazji do pionierstwa w informatyce, inżynierii genetycznej czy choćby w sporcie, a nie w idiotycznej wojnie, która nie jest przecież najważniejszym problemem, z jakim boryka się polska młodzież. Zakazami formalnymi młodych ludzi nie wychowamy, czy nawet nie zniechęcimy do zła. Przykład wojny z narkotykami w Stanach Zjednoczonych pokazuje jak takie działania są beznadziejne, kryminogenne, a poza tym nieskuteczne i kosztowne. Tam gdzie istnieje popyt, znajdzie się i podaż.

        Sedno

             Jeśli premierowi Tuskowi i rządzącym politykom zależy na młodzieży, niech zwrócą uwagę na prawdziwy problem, jakim jest chociażby brak należytej opieki ze strony matek zmuszonych, wysokimi podatkami nakładanymi na dochody ojca, do pracy zawodowej. Zamiast zająć się wychowaniem dzieci, mieć dla nich czas, chociażby po to, by wyjaśnić co w życiu ma sens, co się naprawdę liczy, że egzystencjalną ciekawość świata można skierować na znacznie bardziej pożyteczne i wartościowe działania niż płytkie przyjemności, matka musi iść do pracy, aby zarobić dokładnie tyle, ile ten troskliwy rząd zabiera jej mężowi w postaci podatku, który potem przeznacza na równie bezsensowne i idiotyczne działania, co wojna z dopalaczami, a zwłaszcza na żłobki i przedszkola, w których urzędnicy – za pieniądze zabrane okaleczonym przez siebie rodzinom – zastępować będą matki i ojców, wychowując nasze dzieci w duchu tolerancji dla różnorodności i odmiennych preferencji. Żaden rząd, prokurator czy nawet szkoła nie wychowa naszych dzieci lepiej niż uczynią to ich rodzice, którzy nie tylko lepiej o nie dbają, więcej o nich wiedzą, ale przede wszystkim oni te dzieci – w przeciwieństwie do premierów, urzędników, dziennikarzy, czy nauczycieli – kochają. Trzeba tylko dać im szansę.

         Jeśli rządzący nie są hipokrytami, którzy chcą okazać narodowi swe „czułe serca” i naprawdę chcą zniechęcić młodzież do zażywania dopalaczy, niech ograniczą podatki i przywrócą polskim matkom i ojcom ich prawdziwe role. Tylko w ten sposób  poprawi się kondycja rodziny, a tym samym zainteresowanie młodzieży dopalaczami spadnie do minimum. Równocześnie policjanci, prokuratorzy, sądy ściganiem prawdziwych przestępców, a nie pokazowym zamykaniem prowincjonalnych sklepików. Problem w tym, że nie wiadomo, czy w takiej sytuacji znajdzie się jakieś dobrze płatne zajęcie dla polityków.  

Jan M Fijor

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. N pisze:

    Platformie poleciało POparcie w sondażach, więc trzeba je było czymś szybko „dopalić”. Świetne spostrzeżenia Panie Janie, ale niestety wykraczają poza ramy działalności partii Pana premiera.

  2. Guber pisze:

    Więcej złego może dać przyzwolenie Tuska „będziemy działali na granicy prawa”, to dopiero jawne nakłanianie do przestępstw.

  3. Stanisław pisze:

    Że też Jasiu nie boisz się pisać takich rzeczy…?
    Ho, ho … jaki odważny !

  4. Jan M Fijor pisze:

    Boje sie Stasiu, boje, ale nie bardzo.
    Pozdrawiam

  5. nd pisze:

    Jeśli w eliminacji przeciwników (nie tylko tych z PiS-u) będą tak samo skuteczni, jak w realizacji swoich przedwyborczych postulatów to na całe szczęście nie ma się Pan czego obawiać.
    Pozdrawiam

  6. Jan M Fijor pisze:

    A skąd się panu ten PiS wzial?
    Ukłony

  7. nd pisze:

    Tzn. tak tylko o nich wspomniałem, bo jakby nie było to PiS jest tym oficjalnym największym wrogiem Tuska i jego bandy.

  8. Jan M Fijor pisze:

    Niestety, wzyscy oni są naszymi wroganmi i dlatego, ja ich nie odróżniam. z tą róznicą, że PiS mogłoby być opozycją, która się za nami ujmie, ale nie jest. Nie chce, nie umie, mają nas w nosie.

    Ukłony.

  9. nd pisze:

    To fakt. PiS w tym momencie jest partią „proletariatu”.
    Z tym odróżnianiem to mam problem od jakichś pięciu lat.
    Pozdrawiam

  10. W sumie, samo sedno sprawy. Politycy zabierają rodzinom pieniądze, finansując nimi swoje chore eksperymenty socjalne.
    Największy kłopot, że skutecznie od lat indoktrynują ludzi i wmawiają, że to dla ich dobra. I wiele lat edukacji upłynie, zanim ludzie się nauczą.
    Zwłaszcza, że przedstawiane tu argumenty nie są nawet brane do dyskusji, tylko wyśmiewane, odrzucane, ignorowane…

  11. Jan M Fijor pisze:

    Państwo opiekuncze polega na tym, że opiekuje się ono losem rządzących, czyli rzekomych opiekunów. Wystarczy sprawdzic wysokość płac parlamentarzystów UE, którzy nie robią nic. Dosłownie nic!

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *