Nobel dla Mario Vargas Llosa, artysty i liberała

chat-dymki
7

    

Po raz pierwszy od wielu dziesiątków lat – z niewielkimi wyjątkami – komitet nagrody Nobla uhonorował prawdziwego pisarza, a nie egzaltowanego aktywistę ruchu na rzecz emancypacji kobiet bądź  homoseksualistów, orędownika egalitaryzmu, socjalizmu czy innych pomysłów Nowej Lewicy. Tegoroczny laureat, Mario Vargas Llosa jest wielkim liberałem; wrogiem kolektywizmu, obrońcą jednostki uwikłanej w walkę z agresją państwa i jego skorumpowanymi funkcjonariuszami. 
       Wprawdzie akcja większości powieści Vargasa rozgrywa się w Ameryce Łacińskiej, pisarz nie ukrywa, że opresja współczesnego lewiatana ma miejsce wszędzie. W rozmowie, jaką odbyłem z Mario Vargas Llosa w siedzibie waszyngtońskiego think tanku Cato Institute mniej więcej 10 lat temu chętniej mówił o nadużyciach etatyzmu i niesprawiedliwościach instytucji państwa niż o swoim pisarstwie, ktore – jak wielokrotnie powtarzał – jest tylko jego wkładem w walkę o wyzwolenie człowieka spod władzy polityków. Przez jakiś czas póbowal nawet uczestniczyć w tej walce czynnie, kandydując w wyborach prezydenckich w Peru. Niestety dla  Peru, na szczęście dla nas, czytelników, został pokonany przez późniejszego, wieloletniego prezydenta kraju, niesławnego Alberto Fujimori. Przeżył tę porażkę, nawet ją odchorował, w końcu jednak los mu to wynagrodził wieloma wspaniałymi powieściami, a wreszcie dzisiaj, literacką Nagrodą Nobla.  

      Tegoroczna decyzje kolegium noblowskiego jest podwójnie wyjątkowa. Z jednej strony nagrodzono wspaniałego pisarza, artystę, wybitnego literata, z drugiej, myśliciela, człowieka oddanego wolności i obronie jednostki przed opresją kolektywu. Pomijając okres zimnej wojny, ostatni raz takiej wolty komitet Nobla dokonał w 1974, nagradzając tym wysokim zaszczytem wolnorynkowego ekonomistę, Friedricha von Hayeka. Nagroda dla Vargasa ma także wielkie znaczenie dla samej Ameryki Łacińskiej; jej dumy, umiłowania sztuki i kultury. Oto Szwedzka Akademia ma okazję do zrekompensowania Latynosom faktu nieprzyznania nagrody literackiej innemu wybitnemu pisarzowi tego kontynentu,  myślicielowi i wrogowi socjalizmu, Argentyńczykowi, Jorge Luis Borgesowi. Byłby to trwały trend, wypadek przy pracy, czy może powrót do idei, jaka przyświecała fundatorowi tej nagrody, wielkiemi liberałowi i przedsiębiorcy, Alfredowi Noblowi. 

(jmf)

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Ja myślę, że nagrodę w 1976 r. dla Miltona Friedmana można również uznać za uhonorowanie myśli wolnościowej.

  2. Jan M Fijor pisze:

    No, niby tak, ale MF był etatystą, a Hayek i austriacy jednak nie. Tym niemniej nie ulega wątpliwości, ze Nobel dla Friedmana był twardym orzechem do zgryzienia dla komitetu.

    Pozdrawiam

  3. Daj nam Panie Boże takich etatystów jak Friedman 🙂 a ze szczęścia nie wiedziałbym co robić.

  4. Jan M Fijor pisze:

    No, tak, racja. Zagalopowałem się. To takie austriackie skrzywienie. Proszę o wybaczenie.
    Pozdrawiam
    JM Fijor

  5. nd pisze:

    Hayek przecież też miał „etatystyczne skrzywienie”.

  6. filip pisze:

    „Fujimori is credited by many Peruvians for bringing stability to the country after the violence and hyperinflation of the García years. While it is generally agreed that the „Fujishock” brought short/middle-term macroeconomic stability, the long-term social impact of Fujimori’s free market economic policies is still hotly debated.”

    „He ran for the presidency of Peru in 1990 as the candidate of the FREDEMO coalition. He proposed a drastic economic austerity program that frightened most of the country’s poor; this program emphasized the need for privatization, a market economy, free trade, and most importantly, the dissemination of private property.”

    Czy tak naprawdę wiele ich różniło?

  7. Jan M Fijor pisze:

    Tak, różniło ich to, że Vargas rozumiał sens reform systemowych (np. kompletną przebudowę aparatu wymiaru sprawiedliwości, skorumpowanej policj i i wojska), a Fujimori chciał to pozostawić. Liberalizm tego ostatniego był pozorny; z monmopolu państwowego zrobić monopol prywatny. Vargas zaś to człowiek pryncypiów, który rozumiał w czym tkwi zło systemu latynoskiego. Fujimori, to polski JK Bielecki, Vargas to Korwin Mikke.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *