Gdzie ci ekonomiści?

chat-dymki
5

Prasa (20 X 2010) pisała:

(…) Po miesiącach trudnych negocjacji konserwatywny minister finansów, George Osborne, ogłosi dziś swój przegląd wydatków. Cięcia w większości ministerstw, poza najbardziej priorytetowymi[1] obszarami, mają wynieść średnio 25 procent. Ekonomiści są podzieleni na tych, którzy twierdzą, że drakońskie cięcia są potrzebne i tych, którzy argumentują, że wepchną one Wielką Brytanię z powrotem w objęcia recesji. Niemal wszyscy zgadzają się jednak, że wzrost spowolni, a Bank Anglii (BoE) będzie musiał utrzymywać super-luźną politykę monetarną w dającej się przewidzieć przyszłości (…) Cięcia doprowadzą m.in. do likwidacji od 500 tysięcy do miliona miejsc pracy w sektorze publicznym.”

      Wystarczy znać elementarne prawa ekonomii, by stwierdzić, że albo notatka ta nie ma najmniejszego sensu, albo wiedza ekonomiczna osób, na które powołuje się jej autor (Sumeet Desai) jest dramatycznie niska. Ta połowa ekonomistów, którzy uważają, że pozbycie się długów przywróci recesję jest w błędzie. Obniżenie wydatków, a tym samym pozbycie się części długów, które właśnie spowodowały recesję, nie może być na dłuższą metę równocześnie skutkiem, co i przyczyną recesji. To nielogiczny[2] mit. Chyba, że przewidują oni, iż w miejsce zbędnych etatów, które zostaną zlikwidowane pojawią się wkrótce nowe wypłaty z budżetu, mające zastąpić cięcia. Socjal wyjdzie drzwiami, by wrócić oknem. Po drugie, należy mieć poważne wątpliwości, co do stanu brytyjskiej gospodarki, skoro nie pozostawiono jej samej sobie, lecz stymulowano poza granice przyzwoitości. Pieniądze, które zużyto na stymulację pochodzą od podatników i trzeba będzie im je zabrać, czy to w postaci podatku, czy inflacji. Obie metody finansowania długu są dla gospodarki wysoce szkodliwe. Konsumpcja nie stymuluje rozwoju gospodarczego (produkcja), jak chciał tego JM Keynes, czyni to produkcja, jak pisał JB Say. Struktura produkcji jest taka: oszczędzanie, inwestycje, produkcja. Konsumpcja jest rezultatem produkcji, a nie odwrotnie, no bo jakże by powstało pierwsze dobro? Żeby został ono skonsumowane musiało najpierw zostać wytworzone z oszczędzonego i zainwestowanego kapitału. Po trzecie, likwidacja miejsc pracy w budżetówce zaowocuje oszczędnościami w budżetach domowych obywateli. Pieniądze, których nie wyda rząd, wydadzą obywatele. Od dawna wiadomo, że wartość dolara, funta czy złotego w kieszeni obywatela jest wyższa niż wtedy, gdy znajdują się one w tzw. skarbie państwa, czyli są wydawana przez ludzi, którzy nie musieli na nie pracować. Za pieniądze oszczędzone na 500 tysiącach miejsc pracy w sferze publicznej, powstanie więcej niż 500 tysięcy miejsc pracy w sferze prywatnym, a także powstaną tylko te, które są naprawdę potrzebne, a nie wynikały z potrzeby kompromisu międzypartyjnego czy ze związkami zawodowymi. Sektor prywatny działa efektywniej i zgodnie z preferencjami rynku, a nie tak jak tego chcą politycy, dla których rynek jest zwykle przeszkodą. Te nowe prywatne miejsca pracy będą nie tylko tańsze, ale i skuteczniejsze. W sektorze prywatnym obowiązuje konkurencja i wolny wybór, w sektorze publicznym – monopol i przymus. Po czwarte wreszcie, utrzymywanie luźnej polityki monetarnej – co do czego zgadzają się wszyscy ekonomiści – jako antidotum na recesję gospodarczą jest mitem. To właśnie ekspansja kredytowa, możliwa dzięki monopolowi monetarnemu państwa, a zwłaszcza manipulacje przy stopach procentowych były głównym sprawcą recesji (depresji), z jakiej świat wychodzi i wyjść nie może właśnie dzięki utrzymywaniu zbyt niskich, nie uwzględniających rzeczywistej preferencji czasowej stóp procentowych[3]. Wielkiej Brytanii, podobnie jak i innym krajom zagrożonym kryzysem potrzebna jest powściągliwa polityka monetarna[4], wyższe stopy procentowe zachęcające do oszczędzania i inwestowania, a nie do życia na kredyt tworzony z powietrza przez bankierów z banku centralnego. Kontynuacja takiej polityki doprowadzi do pogłębienia i wydłużenia kryzysu, tylko czekać.

       Wreszcie sprawa ostatnia, skoro wspomniani na wstępie brytyjscy ekonomiści – eksperci tak dobrze dziś wiedzą, co zrobić z gospodarką, dlaczego nie przewidzieli kryzysu w 2008 roku? To ostatnie pytanie należałoby zadać znakomitej większości ekonomistów świata; gdzie byli wtedy, gdy kryzys narastał?

Jan M Fijor

www.fijor.com


[1] Ciekawe, kto będzie określać priorytetowość tych obszarów. Założę się, że nie rynek, lecz politycy.

[2] A i nie-A to koniunkcja fałszywa. 

[3] Analizę i wyjaśnienie tego zjawiska znaleźć można w opus magnum Ludwiga von Misesa, Ludzkie działanie, a ostatnio także w pracach Jesusa Huerta de Soto (np. Sprawiedliwość a efektywność, tłum. K. Śledziński, Fijorr Publishing. Warszawa 2010..

[4] Pod warunkiem, że nie ma możliwości demonopolizacji polityki monetarnej i poddaniu jej wpływowi rynku.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Piotr pisze:

    Panie Janku, zgadzam się z Panem w 100%. Mnie również opadają ręce jak słucham w mediach różnych „ekspertów”, którzy pomimo notorycznych klęsk na gruncie przewidywania rozwoju ekonomii, ciągle uzurpują sobie prawo do głoszenia dobrych wieści. A ja nie widzę szybkiej możliwości poprawy sytuacji, ponieważ ludzie już dawno zatracili zdrowy rozsądek i są tak mocno uzależnieni od pokarmu kłamstw socjalizmu, że nawet jak popadną w anoreksję to dalej będą wierzyć, że jak państwo im obieca chlebek ryżowy to będzie im się żyło dostatnio… P.S. słucham Pańskich audycji na kontestacji i uważam, że są świetne. Oby tylko jakiś urzędnik nie wpadł na pomysł regulacji tego dzieła…

  2. marcinach pisze:

    Pan Fijor ma 100% racji. Ludzie w Anglii boja sie utraty cieplych posadek. Np. pielegniarki z NHS maja pomocnikow? Choc zazwyczaj same nic nie robia. Nie wiem po co? Na uczelniach maja pomocnikow pomocnikow, co prawie nic nie robia? Nie wiem po co. Cieple posadki i to tyle. Sektor prywatny juz teraz by to wchlonal. Rzad nie tworzy nowych miejsc pracy – tylko je przemieszcza z efektywnego sektora do mniej efektywnego – nic wiecej. I jeszcze ta przekleta polityka latwego pieniadza.

    Ekonomisi juz nie raz sie myli w UK i nadal sie myla. Kiedys juz pomylili sie w sprawie progamu Zelaznej Damy, ktory nie byl wcale tak wielka „liberlana kontrrewolucja”. Zob. P. booth: Were 364 Economists All Wrong? (http://www.iea.org.uk/files/upld-book310pdf?.pdf) Historia sie powtarza. Zapomiano o podatkach. Niestety powtarza sie tez stare bledy – tzn. pozostanie socjal i to wciaz calkiem wielki. Mlodzi Anglicy nie maja zamiaru pracowac, choc maja zdecydowanie wieksze mozliwosci niz nasi rodacy w Polsce. Friedman ostrzegal: „Jeśli płacicie ludziom za to, że nie pracują, a każecie im płacić podatki gdy pracują, nie dziwcie się, że macie bezrobocie”. Mieszkam w Anglii wiec widze co sie tu dzieje. Benefity jest latwo uzyskac. Wiedza o tym tez i Polacy mieszkajacy na Wyspach. Mlodzi ludzie na benefitach sa strasznie zdemoralizowani. Maja olbrzymie mozliwosci, a wola: siedziec i ogladac XFactor, grac na konsoli, pic cydr i wszczynac awantury pod sklepem. Serio! Jak ktos mi mowi, ze oni chcieliby pracowac – odpowiedz brzmi: nie. Starsi Anglicy skarza sie, ze mlodzi po jednym dniu pracy rzucaja prace i kombinuja jak uzyskac benefit. Oczywscie, ze pierwsza rzecz to powinno sie usunac benefity. Ataki na Polakow jakoby przez nich Anglicy nie maja pracy to totalne bzdury. Ofert pracy jest ogrom, a Anglicy maja wieksze sznase niz nasi rodacy, ktorzy czesto nie znaja jezyka angielskiego. A czy ludzie zaczna pracowac lub nie – to powinna byc tylko sprawa tych ludzi. Przeciez nie kazdy musi miec prace, byc bogaty itd. To kwestia wyboru. Tak mysle.

    Anglia ma jeden duzy plus – bardzo miekkie rynkowe instytucje, „reguly gry”. Mam nadzieje, ze tego nie zmarnuja.

    pozdrawiam,
    Marcin

  3. marcinach pisze:

    No i przynajmniej rozbieraja panstwo – po malu, ale jednak. Wiem, ze to zamalo.

  4. Jan M Fijor pisze:

    Moja – zamieszkała w UK – kuzynka mieszka juz 3 lata w USA, gdzie wyszła za mąż, a jej zasiłki socjalne spływają regularnie na konto bankowe w brytyjskim banku, skąd ściąga je sobie na różne zbędne ciuszki i babotle. A naród zapierdziela i jak się dowie, że jego pieniąze są tak marnotrawione, to się może wkurzyć. Więc lepiej ciąć wydatki zanim się robole zorientują.

    Pozdrawiam

  5. marcinach pisze:

    Dosyc dlugo – jak na 3 lata poza UK! No, ale tak dziala panstwo, jak zwykle nieefektywnie bez wzgledu na obszar w jaki wkroczy.

    Panstwo-myslenie, panstwo-chwalstwo jest straszne. Ponoc 50 lat temu w UK, ludzie potrafili powiedziec: „to wolny kraj”. Tak mowia tu tylko ludzie co dobrze wspominaja czasy p. Thacher. Reszta mieszkancow Wysp to tylko potrafi jeczec, ze „zabiora nasze domy kancilowskie”. Jak pytam: „jakie wasze?” To milkna. Owszem, mogliby je kupic. Ale jak kupic z benefitow, niepracujac, czekajac na nowa gre na Xboksa? Bez oszczednosci, bo oszczedzanie tym ludziom sie nie oplaca. Paranoja. Panstwo demoralizuje ludzi. W latach 90-tych pewien pan co byl od 9 lat bezrobotny, siedzacy na zasilkach socjalnych oczywiscie, ktory wygraj chyba £25000 w bingo. Aby nie utracic lwiej czesci benefitow, wydal wszystko w bardzo krotkim czasie! Wiele takich i innych przypadkow opisal James Bartholomew w „The Welfare State We’re In”.

    Druga ciekawostka, to jak z nowym rzadem w UK walcza zwiazki zawodowe. Pewien znany zwiazkowiec powiedzial: „Nie ma demokratycznego mandatu na tak glebokie ciecia”. Tak, a kto wybral konserwatystow? Przeciez to wynikalo juz z wkurzenia roboli. To co chca zrobic konserwatysci po wygranej wiedzieli wszyscy. Po co takie gadanie? Albo gazety, brukowce oczywiscie, pisza o przekretach na benefitach, a obok przedstawiaja Camerona z toporem. Nie widza zwiazku, ze same benefity generuja problemy, podobnie jak podatki, regulacje, latwy pieniadz i cala reszta dzialalnosci panstwa.

    W Polsce jest podobnie. Moze tak duzo benefitow nie ma. Ale najprostszy przyklad panstwomyslenia. Zawsze w Polsce mnie smieszylo, ze ludzie i media w imie „praworzadnosci” (ciekawe co na to profesorowie Hayek i Leoni?) krzycza, ze trzeba podniesc wiek emerytalny albo podwyzszyc skladki KRUS. Myslenie w ramach „panstwa”. Mi krus, zus lub wiek emerytalny do niczego nie jest potrzebny. Gdyby ludzie na to spojrzeli ile ieliby mozliowsci i wolnosci, bez tych wszystkich podatkow, regulacji itd. Sam sobie odloze kase na starosc. Gdzie ludzka godnosc i wolnosc!

    pozdrawiam,
    Marcin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *