Sposób na dług

chat-dymki
18

          Potężna interwencja ECB w Grecji, a obecnie taka sama w Irlandii, groźba niewypłacalności Hiszpanii, Portugalii i Włoch przybliżają moment, w którym wreszcie okaże się, że paradygmat Keynesa, czyli koncepcja państwa opiekuńczego jest wadliwy i nieefektywny. Konieczna będzie prywatyzacja państwa i powrót do modelu liberalnego z XIX wieku.

 

          W związku z powyższym trzeba się będzie czym prędzej z państwa opiekuńczego wycofać. Ale jak to uczynić? I tu jest problem. Nie wyobrażam sobie, aby taki krok podjęli dobrowolnie obywatele jakiegoś państwa, choćby nawet tak słabo opiekuńczego, jak nasze. Każdy obywatel liczy po cichu, że wykształci swoje dzieci na subsydiowanych uczelniach, pojedzie do subsydiowanego sanatorium czy pójdzie na wcześniejszą emeryturę za pieniądze innych, broń Boże, nie za swoje. Większość uważa przecież, że fundowaniem państwa opiekuńczego zajmuje się…..państwo, a nie oni sami. Samoograniczenia nie podejmie się także rząd w państwie opiekuńczym – no może poza amerykańskim. Wprawdzie pod wpływem przedłużających się dolegliwości kryzysu punkt ciężkości systemów politycznych przesunie się daleko na prawo i może dojść do przejęcia władzy przez skrajnych liberałów, którzy zdecydują się na zapis w konstytucji zabraniający tworzenia przez rząd deficytu oraz ograniczający wydatki, ale to też nie jest rozwiązanie. Po pierwszej kadencji taki rząd ma kolejne wybory przegrane jak w banku. Zwycięska opozycja socjalna konstytucję już w kolejnej kadencji naprawi i stare wróci. Takie zapisy praktykowano już Stanach Zjednoczonych, w Niemczech, zdaje się we Francji i nie pomogło. Przychodzi kampania wyborcza, trzeba ludziom obiecać, a w niektórych przypadkach obietnic dotrzymać, ograniczenia na wydatki budżetowe pękają, gdyż w przeciwnym razie można stracić władzę.

          Jest jeden taki sposób. Brutalny, bezwzględny, szokujący, ale za to optymalny i skuteczny, bo oparty na wolnym rynku.  

          Zamiast liczyć dług publiczny i martwić się kosztami (i terminami) jego obsługi, należy jednym ruchem umorzyć wszystkie obligacje, które stanowią zastaw tzw. długu publicznego.  Że co, że to utopia? Wcale nie. To jest możliwe. Spójrzmy tylko na Polskę, bo moim zdaniem właśnie rząd Polski powinien ogłosić moratorium na swoje długi jako pierwszy. Nie takich umorzeń (czytaj: szwindli i kradzieży) dokonywały u nas rządy. Mamy doświadczenia z Klubem Paryskim. Że to wstyd? Że dramat? I co z tego? A czy wymiana pieniędzy to nie jest szwindel? A systematyczna inflacja (zwana eufemistycznie celem inflacyjnym) to nie kradzież pieniędzy obywatela[1]? A czy pożyczka z OFE będąca de facto renacjonalizacją prywatnych funduszy emerytalnych to nie będzie wstyd i dramat przyszłych pokoleń? A czy cała ta argentyńska piramidka zwana systemem emerytalnym (ZUS), n.b. zakazana przez polskie prawo, to nie jest szwindel? Pamiętajmy, że szwindel popełniony w najbardziej szlachetnym celu wciąż jest szwindlem. A niedomagająca poczta, kolej, służba zdrowia to nie wstyd i dramat? Albo nasza kulejąca armia? Albo kilkadziesiąt tysięcy ofiar wypadków drogowych, spowodowanych fatalnym stanem dróg? Albo skorumpowane, nieudolne sądownictwo, które hamuje rozwój gospodarczy, zagraża porządkowi społecznemu i demokracji?

          Decydując się na moratorium bylibyśmy jedynym krajem w świecie, który w krótkim czasie wyszedł na zero. Bardzo szybko inni zaczęliby nam zazdrościć, a potem podziwiać. W końcu poszliby za naszym przykładem. Zresztą już to robią, tyle że stanęli wpół drogi; Grecy, swoje długi wobec banków niemieckich i francuskich spłacają przy pomocy tychże banków niemieckich i francuskich, tyle że nie nazywają tego po imieniu umorzeniem. A my nazwiemy po imieniu. Tak jest uczciwiej. Zawsze też można powiedzieć, że to mniejsze zło. Bo to jest mniejsze zło. Niemcy, Francuzi, Szwedzi i in. nie będą musieli nas potem wykupywać, jak to ma miejsce w przypadku Grecji czy Irlandii, a wkrótce też Portugalii i Hiszpanii. Już samo to będzie dla tamtych podatników dużą ulgą[2].  A pozostali wierzyciele? Na biednego nie trafiło. Biedni czy drobni ciułacze nie kupują obligacji. Jeśli już, to raczej akcje i to agresywne. Obrażą się na nas panowie z OFE? Proszę bardzo. I tak państwo wyciągnie po ich pieniądze ręce i wiele z OFE nie zostanie. Zresztą OFE już swoje zarobiły na wysokich opłatach sprzedażnych, prowizjach i innych, często nieuzasadnionych, premiach.

       W sumie trochę wstydu i nie tak znowu wielkie straty. Pieniądze budżetowe, a dług publiczny, to przecież pieniądze z budżetu, są znacznie mniej warte niż a same pieniądze w kieszeni obywatela. Na umorzeniu skorzysta ten ostatni. Nie będzie trzeba go opodatkować a conto spłaty zadłużenia.  Najważniejsze jest jednak to, że nikt już nigdy polskiemu rządowi nie udzieli kredytu. To jest pewne. Ale właśnie to jest najlepsza wiadomość z tego całego zabiegu[3]. Ponowne zadłużenie gospodarki będzie bardzo trudne, a może wręcz nierealne. Drastycznie spadną podatki[4]. Będziemy wydawać tylko tyle, ile mamy i to zgodnie z wolą konsumentów, a nie decydentów politycznych. Spadnie koszt pieniądza, bo banki stracą dużego i dobrego klienta. Staniemy się wreszcie wypłacalni! Słowem wrócimy do wolnego rynku, który obok poszanowania dla własności prywatnej, zgodnie z obowiązującą konstytucją, jest oficjalnym mechanizmem gospodarczym kraju.
         Byłaby to już druga transformacja ustrojowa bezkrwawo przeprowadzona nad Wisłą. Polska dałaby przykład reszcie Europy.

Jan M Fijor

www.fijor.com


[1] Zakładając, że inflacja w Polsce wynosi tylko 2,5 procent rocznie, tylko z tytułu spadku siły nabywczej oszczędności osobistych, Polacy tracą ok. 20 mld złotych rocznie. Zadłużenie zagraniczne polskiego rządu wynosi ok. 195 mld złotych, a krajowe ok. 500 mld złotych.

[2] Zadłużenie zagraniczne polskiego rządu wynosi ok. 195 mld złotych (ok. 25 proc. całości), krajowe zaś ok. 500 mld złotych (ok. 75 proc.).

[3] W dniu 20 października 2010 portal forsal.pl donosił, że i tak zagraniczni inwestorzy nie chcą kupować polskich obligacji. Zob. ttp://forsal.pl/artykuly/459934,inwestorzy_nie_chca_polskich_obligacji_wola_papiery_hiszpanii_i_irlandii.html Pobrano 22 XI 2010.

[4] Blisko 60 procent polskiego budżetu stanowi tzw. redystrybucja. Zob. Mały Rocznik Statystyczny Polski 2004, Zakład Wydawnictw Statystycznych, Warszawa 2004. S. 411.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. EstEst pisze:

    Bardzo ciekawa myśl.

    Zwłaszcza, że najlepsze w sprawie jest to, że nikt nam nie udzieli kredytu. Pod tym się podpiszę obydwiema rękami 🙂

    Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że to ciągle jest tylko ,,szwindel w szlachetnej sprawie” i uzasadnienie go tym, że ,,na biednych nie trafi” to żadne moralne wytłumaczenie. Co najwyżej możemy całą sprawę uznać za mniejsze zło.

  2. Ciekawy artykuł. Znalazłem go na wykop.pl i podpisuje sie pod nim obiema rękami.

  3. BarT pisze:

    Genialne i proste, ale co z bezrobociem? Czy nie nastąpi fala bankructw wśród przedsiębiorstw.

  4. Jan M Fijor pisze:

    Odpowiadam zbiorowo:

    1. to nie jest szwindel. Bankructwo nie jest szwindlem, to jest rozwiązanie rynkowe;
    2. dlaczego miałaby nastąpić fala bankructw? Przedsiębioecy nie inwestują w obligacje, ani nawet w akcje, oni inwestują we własny biznes, który musi spłacać pożyczki państwoe.
    3. trzeba tylko wyobraźni i odwagi. Powtarzam bankructwo jest rozwiązaniem rynkowym. ydatki państwa nie są rozwiązaniem rynkowym. To jest przymus!

    Pozdrawiam

  5. Lolek pisze:

    Polecam film Capitalism: A Love Story tam jest jasno powiedziane kto się przyczynia do kryzysu bo co niektórzy już zapomnieli – eksperci

  6. El Mariano pisze:

    Czyżby JKM miał rację??

  7. ProOne pisze:

    Wszystko fajnie..tylko co gdy do tego „wyzwolonego kraju” niemcy się pofatygują po swój dług czolgami…a ich śladem pójdą inni

  8. Jan M Fijor pisze:

    1. Niemcy nie są główenym inwestorem w polskie długi;
    2. nawet jesli wejda, to co wezma? Swoje uzywane mercedesy i golfy?
    3.. jesli wejda, to będzie wojna światowa, bo za długi nie idzie sie nawet do wiezienie, a co dopiero, żeby wymierzać kare śmierci.
    Wojny wybuchaja wtedy, gdy rzady nie maja lepszego wyjscia dla swoich obywateli. Moje rozwiazanie sluzy poprawie sytuacji, wiec do wojny nie doprowadzi.

    pozdrawiam

  9. RSA pisze:

    1. Twierdzenie że drobni ciułacze nie inwestują w obligacje, tylko w akcje agresywne jest IMHO bezpodstawne, raczej pomyślałbym że im mniej mam, tym ostrożniej inwestuję
    2. „Bankructwo nie jest szwindlem, to jest rozwiązanie rynkowe” – zgoda, jednak bankructwo oznacza utratę na rzecz wierzycieli całego majątku. Analogia z bankructwem byłaby więc słuszna, gdyby umorzenie obligacji oznaczało przekazanie ich posiadaczom gruntów państwowych, budynków, majątku ruchomego urzędów itp, itd.
    3. Tak więc, należałoby te grunty, lasy, budynki przekazać polskim, jak i zagranicznym posiadaczom obligacji rządowych, którzy w przypadku pominięcia ich mieliby akurat wygodny pretekst do żądań
    4. W sytuacji jaką pan wymyślił, w krótkim czasie wartość polskich obligacji spadłaby prawie do zera, co oznacza, że np. Niemcy mogliby zostać posiadaczem takich obligacji kosztem niebywale tanim, a następnie na tej podstawie wysuwać roszczenia – i to uprawnione, w bieżącej sytuacji politycznej nie ma sensu mówić o wojnie światowej – kto niby z kim miałby o Polskę walczyć?!? Wystarczyłoby ustanowić, tak-tak – kondominium, które wybierałoby z kraju podatki na pokrycie umorzonych papierów
    5. Kiepski stan polskiej armii nie pozwala żywić nadziei, że spełniłaby ona funkcję odstraszającą

    P.S.
    Jeśli nie Niemcy, to kto jest największym inwestorem w polskie obligacje?

  10. Jan M Fijor pisze:

    Pańskie zarzuty są chybione. Bankrut nie ma zobowiązań. Umorzone obligacje nie istnieją. Obligacje nie maja zastawu w postaci lasow i pol. narody nie inwestują, lecz pojedynczy ludzie lub instytucje, czyli pojedynczy ludzie. Armia jest zbyteczna. I tak dajemy szansę pozostałym członkom UE, że nie muszą nas wykupywać, jak grecję czy irlandię, a potem portugalię i Hiszpanię. .

    Więcej optymizmu
    pozdr

  11. gemini pisze:

    „Bankrut nie ma zobowiązań” – osoba posiadająca jednoosobową działalność gospodarczą odpowiada całym swoim majątkiem. Bankructwo cudownie nie kasuje długów.

    Większość długu publicznego Polski to dług wewnętrzny. Chcesz zatem pozbawić obywateli ich pieniędzy i emerytur (tak dług to też zobowiązania emerytalne)

    „A pozostali wierzyciele? Na biednego nie trafiło.” W ogóle co to za argument? Po co się ograniczać? Może od razu zabierzmy wszystkim bogatym 90% wynagrodzenia.

    Chcesz się pozbyć długu? Sskasuj niepotrzebny socjał i administrację.

  12. Jan M Fijor pisze:

    To nie jest prawda. Odpowiedzialnosc, a bankructwo to dwie rozne sprawy. Ja nie chcę nikogo pozbawiać niczego, poza rządem, prawda jest taka, że tych pieniędzy (na spłatę długu) nie ma i trzeba je zabrać innym. problem z tym, że zabierając je podatnikom znowu trafią do rządu, który je zmarnuje. Mniejsze zlo jest wtedy, gdy raz przetniemy ten wrzód. Zamiast utrzymywać iluzję i obciążać się co rok nowym odsetkami, kończymy zabawę. Każde papiery wartościowe niosą ze soba ryzyko. Należy o tym wiedzieć.
    Co do zabierania bogatym, to przesada, ponieważ bogaci tworzą bogactwo i miejsca pracy, a państwo, z obligacjami, je likwiduje. To państwu trzeba uciąć strumień kasy od ludzi, a nie odwrotnie. Jeśli ktoś ma gangrenę, to trzeba mu uciąć nogę, bo inaczej umrze cały. Noga ważna, ale życie ważniejsze. Przepraszam za obrazowy przykład, ale tak właśnie jest.

    P.S. Od tego jest dobroczynność, żeby ludzie tacy jak RSA, ProOne czy gemini wspomogli tych, którzy stracili. Zawsze wam to wol no zrobić.

    Podrawiam

  13. RSA pisze:

    Abstrahując od dyskusji – czy umorzenie obligacji jest bliższe rynkowemu bankructwu, czy państwowej grabieży – bo tu chyba zostaniemy przy swoich zdaniach.

    Podobno największym nabywcą rządowych obligacji są OFE. Umorzenie obligacji oznacza więc – że państwo jako instytucja pozbędzie się swoich zobowiązań wobec własnych obywateli – bo OFE padną i nie będzie wypłat z II filara, zamiast tego będą wybudowane przez państwo drogi, boiska, stadiony – i urzędy. Dobroczynność w takim wydaniu oznacza tylko, że zwykli ludzie w przekonaniu że płacą na własne emerytury – wspomagali tak naprawdę państwo, zresztą pod przymusem ustawowym.

    Pomysł wydaje się nierealny. Bo taki projekt musiałby przeprowadzić rząd – czyli sam sobie odciąć źródło funduszy. Nierealne… chyba że… Obligacje przestaną się sprzedawać. Widziałem gdzieś na CNBC audycję, w której jakiś ekspert twierdził, że dobrze sprzedają się już tylko 2-3 letnie obligacje, i że jest już poważny problem ze sprzedażą czeskich obligacji 10-letnich, a wkrótce to samo spotka papiery polskie, węgierskie i innych krajów Europy Śr.-Wsch,. Wtedy, być może, rząd porwałby się na takie rozwiązanie – bo i cóż by tracił oprócz wiarygodności…

    Zawsze pozostają mu jeszcze dodruk pieniędzy i podwyżka podatków.

    P.S.
    A nie byłoby lepiej razem z umorzeniem obligacji unieważnić banknoty, monety oraz depozyty i kredyty zapisane w postaci elektronicznej? Moglibyśmy zacząć od absolutnego zera. Tylko jaką mielibyśmy gwarancję, że za 30 lat historia się nie powtórzy?

  14. uri_brodsky pisze:

    Rząd ma wybór – kogo spłacić. Albo umorzyć zagraniczne obligacje, co oznacza niewielką stratę dla kilku banków (w tym EBC) oraz instytucji międzynarodowych i spłacenie krajowych wierzycieli, jak np. emerytów. Albo umorzyć co najmniej część emerytur, np. nie wypłacić ich przez dwa lata po osiągnięciu przez uprawnionego 65 roku życia (tzw. podwyższenie wieku emerytalnego).

  15. Damian pisze:

    Ten pomysł jest strasznie prosty. Wiem ,że proste pomysły są zwykle genialne i najlepsze ,ale chyba to nie ten przypadek i śmiało stwierdzę,że po Panu Pani Janie ,oczekiwałbym bardziej rozsądnych pomysłów.

    Dwa proste przykłady ,które zaprzeczają temu rozwiązaniu to po pierwsze: całe mnóstwo tych obligacji III RP jest w rękach konkretnych obywateli tegoż państwa, ludzi którzy np odkładają na emeryturę i mają po 40-50 lat, dysponują środkami finansowymi, jako takimi siłami fizycznymi i szerokimi kontaktami politycznymi, co z pewnością zaowocowałoby wycofaniem się rządu z tego pomysłu w czasie nie dłuższym niż 7 dni. Osobiście myślę ,że 10 autobusów górników by wystarczyło.
    Drugi aspekt to taki,że państwa MUSZĄ mieć możliwość zadłużania się , czego Pan zdaje się nie dostrzegać przez aspekt ostatnich wydarzeń na świecie ściśle powiązanych z długami państw. Otóż w przypadku choćby wojny konieczne jest zadłużanie ,by oprócz normalnego funkcjonowania gospodarki , państwo mogło zakupić potrzebne uzbrojenie, opłacić żołd wojakom itp.

    Tak więc ten pomysł to tym razem duży niewypał w/g mojej skromnej osoby.

    Jedyne wyjście to zmiana ustroju i szczere głębokie modły o rozsądnego monarchę, który będzie albo te zasady rozumiał ,albo miał doradców którzy mu je wytłumaczą. Demokracja to ustrój ,który zawsze dąży do korupcji, bankructwa i osłabienia państwa ,a co najgorsze również i społeczeństwa. Im szybciej się go pozbędziemy tym lepiej.

    P.S. Jeszcze wtrącę pewien wątek, otóż Rosja Carska po rewolucji bolszewików również anulowała swe obligacje i przestała spłacać długi. A czy jest Pan pewien ,że to uniemożliwiło jej zadłużanie się dziś dzień ? Otóż każdy następny rząd pragnący się zadłużyć na nasz koszt będzie starał się spłacić anulowane obligacje , tak jak zrobiła to Rosja w (chyba) 1991 roku po czym mogła się dalej zadłużać. A jak wiadomo w demokracji z całą pewnością pojawi się klika cwaniaków ,którzy tak właśnie będą chcieli zrobić.

    Uszanowanie!

  16. Jan M Fijor pisze:

    Przy takim założęniu można zrobić wszystko.Ja zakładam, że państwo nie ma prawa się zadłużać. Po to jest budżet, po to jest analiza wydatjków vs. przychodów, że nie ma mioejsca na kredyty. Obecny stan to nadużycie. A jeśli chodzi o wojnę, to primo, jest ona wytworem państwa, secundo, zawiesza wszelkie zobowiązania o charakterze „publicznym”. Mnie nie chodziło o to, żeby znaleźć sposób na zadłużanie się państwa, lecz na to, żeby się państwo nie mogło zadłużać.

    Ukłony

  17. Czytelnik pisze:

    Umorzyć ? Pewnie ,że można. Ale po co ? To usunięcie skutku ,nie przyczyny. Już wiele państw w historii bankrutowało, tzn nie spłacało swoich zobowiązań ,a po kilku lub kilkunastu ,a czasami nawet i po kilkudziesięciu latach sytuacja się powtarzała vide Agentyna, Rosja itd. Zakazy konstytucyjne zadłużania też zdaje się już istniały (chyba nawet w USA) po czym po zmianie rządu były zręcznie usuwane. Bo DŁUG PUBLICZNY to efekt ,a nie przyczyna i należy Panie Janie zdać sobie sprawę ,że wszelkie dywagacje na temat usuwania skutków mają jedną zasadniczą wadę – nie usuwają przyczyn,a tym samym tych skutków w dłuższej perspektywie.Dług, bankructwo i strata obywateli będą nam towarzyszyły zawsze jeśli utrzymamy status quo. I tu zgadzam się z przedmówcą, iż to system polityczny jest temu winien. Dzisiejsza demokracja napędza ten mechanizm i dopóki z nią nie zrobimy porządku dopóty będziemy cierpieć taki los. Ale też popieram pisanie tego typu artykułów ,gdyż ludziom nieprzekonanym co do szkodliwości obecnego ustroju otwierają nierzadko oczy.

    Ciepłych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim czytelnikom
    a przede wszystkim Panu Jankowi !
    Pozdrawiam!

  18. Jan M Fijor pisze:

    Zgadzam sie, ale uważam, że łatwiej wyobrazić sobie likwidację skutku w postaci umorzenia zobolwiązań, niż zmianę przyczyny, w postaci anarchokapitalizmu czy innych rozwiązań anty-etatystycznych. Dopóki bęzie istnieć legalna przemoc, dopóki będzie na nią przyzwolenie, trzeba działać małymi krokami.

    Wesołych Świąt dla Wszystkich i dziękuję za cierpliwość wyrozumiałość i ciekawość. Zawze do usług
    Jan M Fijor
    wraz z Zespołem Fijorr Publishing

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *