Podwójny standard

chat-dymki
4

        Gdyby prywatny właściciel firmy transportowej wysłał w trasę nieubezpieczonym autokarem grupę wycieczkowiczów, a nie daj Boże, przytrafił im się nieszczęśliwy wypadek, nie tylko straciłby licencję na prowadzenie biznesu i cały majątek, ale na dodatek wylądował – wraz z kierowcą, mechanikami, czy innymi pośrednimi współsprawcami wypadku – w kryminale na długie lata.

       Państwowym operatorom lotu wycieczkowego do Smoleńska nie tylko włos z głowy nie spadł, ale nawet prokurator z kulawą nogą nie zainteresował się tym, że samolot należący do rządu (czy jakiejś z jego agend) zabrał na pokład prawie setkę ludzi, zaniedbując podstawowy obowiązek, jakim jest ubezpieczenie (przynajmniej OC) pojazdu i znajdujących się w nim ludzi. W wyniku karygodnego niedbalstwa powstała strata w wysokości ok. 100 milionów złotych (25 mln odszkodowania dla rodzin ofiar plus utrata samolotu). Za taką malwersację prywatny właściciel firmy poszedłby do kryminału na resztę życia, i to nawet wtedy, gdyby roztrwonił na nią swoje osobiste oszczędności, swego własnego przedsiębiorstwa. Krajowi politycy rozglądnęli się dokoła, zrobili poważne miny i bez słowa wyjaśnienia sięgnęli bezczelnie do kieszeni podatnika, aby ten ostatni pokrył koszty ich beztroski i ignorancji, płacąc za nie własnymi, ciężko zarobionymi pieniędzy odszkodowania rodzinom ofiar pamiętnej katastrofy, wśród których główną grupę stanowili współpracownicy i sojusznicy rządzących. Nie muszę dodawać, że i w kwestii korzyści osiąganych dzięki sojuszowi z rządzącymi obowiązuje podwójny standard; zwykły, nienależący do „elity” rządowej człowiek prawa do tak sowitych odszkodowań nie ma.

         Podwójny standard, to nic  innego, jak wszechwładza czy czyli samowola. Rządzący są w stanie postawić się ponad, czy obok prawa, karząc za swoje błędy nas, obywateli. Innym przykładem jest bezprawna decyzja konfiskaty prywatnych pieniędzy emerytów.

         Minister finansów, a wraz z nim czereda polityków i tzw. ekonomistów powtarzają od pary miesięcy jak mantra, że rośnie „nam” deficyt budżetowy i trzeba z tym coś uczynić. A ponieważ rządowi zabrakło pieniędzy, zmuszony jest (nie chce, ale musi) nam je zabrać. Dziwne, że w całej tej retoryce brak jest pytania: czy przypadkiem nam, społeczeństwu też pieniędzy nie brakuje? Jeśli rządowi zabrakło, to rządu problem. Podobnie jak moim problemem jest zmaganie się z sytuacją, w której to mnie zabrakło na kino czy pantofle. W każdym razie, my tych deficytowych pieniędzy nie wydawaliśmy. Primo, nie mamy do nich dostępu, secundo, dobrze wiemy, że nie stać nas na bezsensowną i szkodliwą gospodarczo renacjonalizację prywatnych banków (np. BOŚ, PKO BP, BZ WBK), budowanie czeboli węglowych (Węglokoks, Remag), „inwestowania” w koncerny energetyczne (np. ENEA, Tauron), firmy telekomunikacyjne (Dialog, Exatel, nie mówiąc o quasi-prywatnych kolosach:  Orlen, KGHM, Lotus, Ciech i setkach innych spółek i spółeczek. Dzisiaj już wiadomo, że duża część manka w rządowej kasie, to wydatki na tworzenie zasobów znajdujących się w gestii kierownictwa rządu, za który ten ostatni kupuje sojuszników i głosy poparcia w wyborach, a tym samym spokój rządzenia. To nie jest wcale kapitalizm, a jeśli już, to co najwyżej kompradorski, dla wybranych. To nie jest nawet demokracja!

        Pali się grunt pod nogami? Przekroczony został dopuszczalny konstytucyjnie próg zadłużenia 55 procent? To, co? Rząd, jak każdy inny źle zarządzający majątkiem biznes ma ogłosić niewypłacalność. My noża na gardle nie mamy. Mają go politycy, którzy doprowadzając gospodarkę do katastrofy tracą poparcie społeczne, a tym samym władze. A kto powiedział, że rząd ma mieć łatwo? To nam, obywatelom ma być łatwo. Tym bardziej, że oni nas nie pytali, czy zgadzamy się na taki deficyt. Jeśli nawet z powodu długu – jak nas straszą – nie wejdziemy do strefy euro, to i tak nie wiadomo, czy to dobrze, czy źle. Pomijam już fakt, że w kwestii wysokości zadłużenia byliśmy w żywe oczy okłamywani. Gdyby księgowy, czy prezes jakiejś prywatnej firmy pomylił się w oszacowaniu jej budżetu o kilka milionów złotych, poszedłby do kryminału. Ryszard Krauze staje przed sądem, za to, że – zdaniem jakiegoś urzędnika – zbyt ryzykownie zainwestował  3 miliony złotych pochodzące z własnej firmy. Nie ważne, że to on, a nie urzędnik czy sędzia kierują przedsiębiorstwem, ani nawet to, że ryzykowna decyzja przyniosła firmie Krauzego zysk. Nie podoba się, więc do prokuratora z nim. Rządu, polityków takie ograniczenia nie  obowiązują. Stąd bez skrupułów sięga po pieniądze obywateli zgromadzone w OFE, pozbawiając szansy na sfinansowanie przez nich, sobie lub/i ich dzieciom, lepszej, bardziej ambitnej przyszłości tylko dlatego, że politycy boją się (a może brak im na to pomysłu) uwolnić polską gospodarkę z więzów, anachronicznych regulacji, podejrzliwości aparatu represji, wysokich podatków i innych barier hamujących przedsiębiorczość Polaków, uznawszy, że dotacje unijne nam wystarczą.

       Rząd, któremu z jakiegoś tajemniczego powodu wolno więcej niż obywatelom, którym ma rzekomo służyć, marnotrawi zbiorowy kapitał Polaków.  I to bez różnicy, czy robi to ekipa rządząca czy opozycja. Taka jest zasada rządzenia Polską; byle państwu, czyli politykom było dobrze. Stąd, pomimo wysiłku, przedsiębiorczości, pomysłowości i pracowitości Polaków,  nadal jesteśmy prowincjonalnym kraikiem, w którym kopie się węgiel, ziemniaki, robi proste meble i składa samochodziki z części importowanych z Chin. Dlaczego? Bo kiedy tylko chcemy coś dobrego uczynić, pojawia się zgraja darmozjadów, dla których rządzący (n.b. część tej zgrai) każą nam utrzymywać tysiące spółek skarbu państwa, setki zbędnych agencji, urzędów, fundacji żyjących ze zrabowanego obywatelom mienia, co gorsza, utrudniających tym ostatnim życie.

        Dzisiaj konfiskuje się nam prywatne konta emerytalne, następnym razem mogą to być nasze nieruchomości.

        Mamy rzekomo państwo prawa, w którym arogancka administracja przejęła bezprawnie mienie milionów obywateli i wcale nie myśli go zwrócić. Gdyby prywatny obywatel zajął cudzą własność, zostałby eksmitowany, postawiony przed sąd i zmuszony do odszkodowania.  Rząd, władza za podobne czyny żadnej odpowiedzialności nie ponosi, a jeśli już, to obarcza jej kosztami nas, podatników. Stosowanie innych standardów dla władzy, innych dla obywateli, bez ponoszenia odpowiedzialności za taką samowolę jest sprzeczne z prawem i winni takiego stanu rzeczy powinni zostać ukarani. Przykre i zarazem niebezpieczne jest to, że nie ma w Polsce siły czy choćby ruchu intelektualnego, który by dostrzegł, że państwo ma tyle praw, ile mu obywatele dadzą, albo ile wolności pozwolą sobie zabrać. Jeśli tego nie zrozumiemy, nie tylko samoloty rządowe, ale całe nasze życie będzie narażone na katastrofę, i to bez żadnego prawa do odszkodowania. Tym bardziej, że państwo szykuje się właśnie do wprowadzenia cenzury Internetu, jedynego w miarę wolnego medium informacyjnego.

Jan Bereta

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Ted Stawicki pisze:

    Mieszkam w USA i nie rozumiem, o co chodzi z tym OFE. czy mozesz to wyjasnic?
    ts

  2. futszaK pisze:

    Każdy legalnie pracujący jest przymusowo okradany z prawie 50% swoich ciężko zarobionych pieniędzy które idą między innymi na tak zwane obowiązkowe ubezpieczenie emerytalne dające złudzenie,że po przepracowaniu na w/w warunkach bliżej nieokreślonej ilości lat i osiągnięciu bliżej nieokreślonego wieku zwanego wiekiem emerytalnym zacznie otrzymywać bliżej nieokreśloną sumę pieniędzy zwaną emeryturą.Używam wyrażenia „bliżej nieokreślone” ponieważ jest zależne od decyzji polityków i mogą być zmieniane w każdej chwili bez zgody ubezpieczonych.Reszta szczegółów jest tak naprawdę mało istotna.

  3. Post zdecydowanie przykuł moją uwagę. Pozdrawiam!

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Sprawa jest skomplikowana, z grubsza jednak chodzi o to, że rząd znacjonalizował prywatne rzekomo konta emerytalne obywateli (właśnie w OFE), obiecując im w zamian ekwiwalent emerytury. Okazało się bowiem, że twórcy reformy emerytalnej z 1999 roku „zapomnieli” zaznaczyć w ustawie, że pieniądze zgromadzone an kontach w OFE są prywatne. Kiedy rząd Tuska postanowił konta w OFE upaństwowić, miał łatwe zadanie. Twórcy OFE zostawili furtkę dla ich nacjonalizację. Wątpię, aby był to przypadek. Dlaczego jednak twórcom złej ustawy włos z głoewy nie spadł, a jeden z nich, Ryszard Petru, aspiruje w nadchodzących wyborach (25 X 2015) do polityki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *