Mediator

chat-dymki
3

      Ostatniego kwietnia 2011 roku, w wieku niemal 100 lat zmarł w Santos Lugares, na przedmieściach Buenos Aires wielki argentyński pisarz i myśliciel, przyjaciel Witolda Gombrowicza i Polaków, Ernesto Sabato.  Miałem przyjemność poznać p. Sabato w 1984 roku, przeprowadziłem z nim wywiad, który zniknął gdzieś w czeluściach peerelu. Pamiętam jednak sprawę wokół której toczyła się ta interesująca rozmowa.

        Ernesto Sabato, fizyk z wykształcenia napisał w zasadzie dwie książki, ale od razu dzieła; „Tunel” oraz „O bohaterach i grobach”. Odcisnęły one piętno na całej literaturze latynoskiej, gdyż w przeciwieństwie do głównych jej autorów, Sabato – podobnie jak ostatni laureat Nagrody Nobla, Mario Vargas Llosa – też był człowiekiem liberalizmu i sprzeciwu wobec grozy państwa. Jednakże nie o tym rozmawiałem wtedy z Mistrzem Sabato. Rok 1984 rok to 80. rocznica urodzin Witolda Gombrowicza, polsko-argentyńskiego pisarza, którego w Argentynie spotkała krzywda z winy innego wielkiego autora latynoskiego, Jorge Luis Borgesa, który publicznie zmieszał Polak z błotem, dorabiając mu gębę grafomana i nieuka. Jedynym człowiekiem, który przyszedł wtedy z pomocą polskiemu pisarzowi była właśnie Ernesto Sabato. To właśnie Sabato wziął sobie za punkt honoru pamięć wielkiego Polaka naprawić. Oto co się wtedy wydarzyło…

Cios

     W późnych latach 40. ub. stulecia do świata bogatych argentyńskich mecenasów sztuki dotarło wreszcie nazwisko Witold Gombrowicz. Po trosze ze względu na podszepty życzliwych mu ludzi, ale także ze względu na osiągnięcia literackie, Gombrowicz, po prawie 10 latach pobytu w Argentynie, do której przypłynął na kilka dni przed 1 września 1939 roku, zaczął być widoczny na łamach prasy literackiej, zarówno w Buenos Aires, jak i w Europie. W 1947 roku ukazało się nad La Platą tłumaczenie Ferdydurke, rok później Ślub. O Polaku zaczęto mówić. Osobą, która zainteresowała się Vitoldo szczególnie była Victoria O’Campo – bogata dziedziczka kilku fortun, wspierająca swoimi ciężkimi pieniędzmi świat literacki Buenos Aires. Pewnego dnia 1948 roku wydała na część Gombrowicza przyjęcie, na które zaprosiła śmietankę intelektualną i towarzyską Argentyny. Wśród zaproszonych gości miał być obecny sam Jorge Luis Borges, absolutna gwiazda literatury – nie tylko latynoamerykańskiej; postać dobrze znana także w Europie. Już wtedy mówiło się o nim, jako o kandydacie do Nagrody Nobla, której n.b. nie otrzymał nigdy.

         Król konserwatystów zaproszenie przyjął, ale na salonach O’Campo w dniu przyjęcia nie pojawił się. Tłumaczył to w liście do Victorii, wiem to właśnie od Sabato, nadmiarem zajęć, dodając w post scriptum kilka uszczypliwych uwag pod adresem bohatera wieczoru: Witolda Gombrowicza. Żeby sobie nim głowy nie zawracała, że to miernota, że snob i kilka innych epitetów. Było to potwierdzenie plotki, że to właśnie Borges wpłynął na kierownictwo periodyku literackiego, Sur, aby nie tylko nie drukowało recenzji Ferdydurke, ale w ogóle pisarstwo Polaka przemilczało.

       Co prawda, Gombrowicz dał na wspomnianym przyjęciu taki popis arogancji i megalomanii, że zraził sobie nie tylko właścicielkę, ale i połowę gości, gdyby jednak nie negatywna, żeby nie powiedzieć druzgocząca opinia Borgesa, ekscesy te zostałyby mu wybaczone. Czegóż się nie wybacza ekscentrycznym artystom. Borges go pogrążył i tym samym drzwiczki do sejfu pani O’Campo, a także wstęp na salony Buenos Aires zostały  przed nim zatrzaśnięte.

       Po tym incydencie, w argentyńskiej prasie literackiej ukazało się kilka tyleż niekorzystnych, niesprawiedliwie napastliwych tekstów o „wypocinach” autora Ferdydurke, co temu ostatniemu na pewno nie wyszło na dobre. Siła rażenia Borgesa i jego akolitów była wówczas ogromna. Gombrowicz na ataki odpowiedział kilkoma ironicznymi uwagami na temat snobizmu Argentyńczyków i miałkości tamtejszego świata intelektualnego, odgryzając się, że on o Borgesie też nic dobrego powiedzieć nie może; „Argentyńczyk sepleni i mówi niewyraźnie, stąd trudno się z nim dogadać”. W głębi duszy jednak postawa Borgesa mocno go zabolała. Nie chodziło o to, jak wspomina jedna z przyjaciółek Polaka, Halina Grodzicka, że stracił w ten sposób mecenat pani O’Campo, bo Gombrowicz nigdy nie cierpiał salonów, całego tego nadętego świata porteńos i gdyby nawet O’Campo mu chciała pomóc finansowo, najprawdopodobniej nie tknąłby jej pieniędzy, uznawszy je za poniżającą jałmużnę. A w ogóle, nigdy nie lubił, gdy ktoś się nad nim litował, czy traktował jak niezdarę. Częściowo była to prawda, ale tylko częściowo.

       Ernesto Sabato, który – dowiedziawszy się o konflikcie między Gombrowiczem a Borgesem – samowolnie podjął się niewdzięcznej roli mediatora między pisarzami – był przekonany, że jeśli nawet postawa Borgesa Gombrowiczem nie wstrząsnęła, to na pewno był to dla niego cios, którego się nie spodziewał. Czegoś innego oczekiwał po człowieku, z którym go tyle łączyło; pochodzili z podobnego świata, fascynowała ich odchodząca epoka, obaj byli ironistami, nieśmiałymi dziwakami o nieprzeciętnym poczuciu humoru, a przede wszystkim konserwatystami. O tym, że Borges był ważną postacią w życiu Gombrowicza dowodzą liczne wypowiedzi Rity Gombrowicz, żony pisarza. W „Dziennikach” jest wiele fragmentów świadczących o gombrowiczowskiej fascynacji Borgesem. Tym bardziej był to zawód bolesny.

Wyznanie

      Mediacyjne talenty Sabato nie były imponujące. Aż do chwili wyjazdu Gombrowicza z Argentyny, to jest do 1963 roku, nie przyniosły żadnego skutku. Pisarz kilkakrotnie starał się zorganizować wspólne spotkanie zwaśnionych stron, ale albo Gombrowicz nie chciał, albo Borges wykręcał się sianem. Po tym, jak Sabato usiłował „wyciągnąć” od tego ostatniego, dlaczego z taką pogardą potraktował Gombrowicza, a przede wszystkim, dlaczego tak nisko go ceni – mówiła Matilda Sabato, żona Ernesto – na ostrzu noża stanęła znajomość Sabato z Borgesem. Sabato na jakiś czas zamilkł w tej sprawie, potem Gombrowicz wyjechał i zmarł, nigdy jednak o incydencie nie zapomniał. Choć co prawda, za towarzystwem oschłego i dziwacznego Gombrowicza zbytnio nie przepadał, bardzo wysoko cenił jego dokonania literackie, uważając pisarza w pewnym sensie za swego literackiego brata i sojusznika intelektualnego. Dlatego wrócił do sprawy po śmierci Gombrowicza, zmuszając w końcu Borgesa do wyznania, do którego w przeciwnym razie by nie doszło.

       Do wyznania doszło, wspominał w 1984 roku moim wywiadzie autor Tunelu, około 1970 roku. Być może Borgesa poruszyły wyrzuty sumienia, a może wrodzone poczucie moralności? W każdym razie w jednej z rozmów z Ernesto Sabato przyznał się, że nigdy niczego Gombrowicza właściwie nie czytał.  Na pytanie: dlaczego zatem obsmarował Polaka do O’Campo, flegmatyczny Borges wyznał z niejakim żalem, że najpierw zrobił sobie z Polaka żart, potem jednak tak się do swej „wyimaginowanej” niechęci do Gombrowicza przyzwyczaił, że autentycznie zaczął go tępić. Dlaczego? Sam tego nie wie. Gombrowicz go drażnił? Później, kiedy już mu niechęć minęła, nie wypadało zdania zmieniać. I tak, nie przeczytawszy ani jednej linijki tekstu Polaka, przez resztę życia wydawał złe świadectwo o jego talentach literackich.

       Świństwo nigdy nie wyszło na jaw. W przeciwieństwie do podobnego practical joke w wykonaniu innego Brytyjczyka[1], nb. znajomego Jorge L. Borgesa, Johna M. Keynesa. Żart ten nie dotyczył co prawda świata literatury, lecz ekonomii, był jednak co najmniej tak samo obrzydliwy. Otóż, Keynes, równie wtedy popularny i cieszący się uznaniem elit, co Borges, obsmarował  publicznie Ludwiga von Misesa, zmyślając bezczelnie recenzję jego dzieła Teoria pieniądza i kredytu. Dopiero wiele lat później Keynes wyznał, obracając sprawę w żart, że języka niemieckiego nie zna, więc nie mógł  książki Misesa przeczytać. Nie przeczytał jej zdaje się do końca życia. Wielka szkoda, mógłby wtedy ustrzec świat przee błędami własnej teorii.

      Wielki Austriak miał jednak więcej szczęścia. Nie dość, że zdołał w końcu przekonać świat o swojej racji, to na dodatek żartowniś sam się przyznał do świństwa. Gombrowiczowi nie udało się ani jedno, ani drugie. Na jego pocieszenie mogę przytoczyć uwagę pochodzącą od Ernesto Sabato, który był zdania, że ”niechęć Borgesa wobec  Polaka nie była podyktowana ani pogardą, ani tym bardziej obojętnością. Jej źródeł należy upatrywać w wyjątkowej ekscentryczności Gombrowicza, a także jego talencie zrażania sobie ludzi do siebie. Antypatia ze strony Borgesa miała jednak raczej charakter osobisty niż literacki. Być może także, dumny i zarozumiały Borges, odczuwał w stosunku do autora Transatlantyku jotę zazdrości, którą pokrywał kompletnym przemilczeniem Vitoldo?” Prawda to, czy kurtuazja? Tego się już nigdy nie dowiemy.         

Jan M Fijor

www.fijor.com


[1] Jorge Luis Borges wychowywał się i edukował w Wielkiej Brytanii. Był zafascynowany brytyjskością.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. marcinach pisze:

    Bardzo ciekawy artykul.

    Natomiast, czy bylby Pan w stanie ustosunkowac sie do wypowiedzi prof. Balcerowicza i tego jak dziennikarze postrzegaja dzisiejsza „wladzuchne”? Prosze zob. np. http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,9460474,Balcerowicz__Doradcy_prezydenta_myla_cywilizacje_.html
    W innym tonie pisze o tym samym od lat Rafal Ziemkiewicz, ktory jest traktowany jako repezentant „ciemnogrodu”. Siedzac na emigracji czytam wszystko o Polsce.Nigdy nie bylem pro-Kaczynski, ale ten obecny pseudo-liberalny rzad to jakas cienka atrapa, ktora nieprzeszkadza tym zastyglym juz chorym regulom gry w Polsce. Jakas taka chora sytuacja sie wytworzyla. Np. felietony prof. Winieckiego dotyczace ekonomii sa wciaz niesamowite, a polityczne takie lizusowskie wobec wladzy i wciaz wysmiewa Kaczynskich?Jakos nie widze wilekiej roznicy miedzy polityka spoleczno-gospodarcza Kaczynskich i Tuska-Rosowskiego.Jedna i druga byla/jest strasznie rozrzutna i nieodpowiedzialna.

  2. Jan M Fijor pisze:

    Nie ma żadnej różnicy w metodzie rządzenia – czy to PiS czy PO. Różnica polega na tym, że PiS nie dostrzega obyateli w ogóle, traktuje ich jako słuii, a PO jednak trochę widzi produktywną rolę społeczeństwa. Poza tym PiS składa się z nieudaczników, i takich reprezentuje, a PO jednak jest świadome sukcesu gospodarczego Polaków.
    Jedfni i drudzy chcą sobie porządzić.i onic większego im nie chodzi.

    Pozdrawiam

  3. nd39 pisze:

    Dokładnie o to chodzi. W PO lepiej wiedzą, jak mogą korzystać na tym, co wypracują obywatele, a z PiSem niestety szybko doszliśmy do tego, że nie byłoby czego kraść. Bardziej niż o rządzenie chodzi im po prostu na życiu na koszt innych, jak najdłużej się da. Zastanawiam się tylko, na ile naprawdę istnieje konflikt pomiędzy PO i PiSem, bo zawsze uważałem ich za jedną mafię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *