Wielki Kryzys nadchodzi

chat-dymki
89

Wielki kryzys nadchodzi

    Zaczęło się!

    Nie chcę być fałszywym prorokiem, obawiam się jednak że nadchodzi Wielki Kryzys 2011 -?. Prowadzona ręcznie od wielu lat polityka monetarna, arogancja polityków oraz ciężka ignorancja ekonomiczna zepchnęły świat na krawędź gospodarczej katastrofy. Zamiast wrócić do fundamentów i wolnego rynku politycy postanowili wziąć gospodarkę (w tym także najważniejszą jej część, to jest pieniądz) w swoje ręce niszcząc wysiłek ciężko pracujących ludzi.

 

     Stany Zjednoczone beztrosko zadłużają się poza granice możliwości. Podobnie dzieje się z Europą, a ostatnią także z Azją. Jedynym wyjątkiem były do niedawna Chiny, ale i one zeszły na ścieżkę cudownego rozmnażania pieniędzy poprzez beztroskie drukowanie ich i rozdawanie maluczkim. Władcom tego świata wydaje się, że w ten sposób kupią sobie łaskawość elektoratów, zyskując dla siebie dozgonne poparcie i władzę.

       W 2008 roku system” wydał pomruk; sygnał, że nie tędy droga, że nikt nie jest w stanie zastąpić rynku, a polityka ignorowania go poprzez regulacje monetarne prowadzi do zguby. Niestety, lekcja ta poszła na marne. Za ciężkie pieniądze establishment ratował gospodarkę, a tak naprawdę, to jedynie swoją władzę przed gniewem ludu. Jak widać, wbrew propagandzie politycznej, zabieg się nie udał. Mimo to nadal naczelnym zadaniem rządów jest zapewnianie „dobrobytu” na kredyt . Państwo opiekuńcze kwitnie. Paradygmat Keynesa obalony przez Ludwiga von Misesa na wiele lat zanim się ukazał drukiem  nadal święci triumfy. Pompowanie konsumpcji na kredyt, brak dyscypliny tzw. finansów publicznych, które powoli wypierają gospodarkę wolnorynkową pogłębia kryzys. Zamiast wrócić do standardu złota, zlikwidować wolną bankowość z rezerwą cząstkową, trwa tworzenie pieniądza a powietrza.

       Z czasem na łamach tego bloga postaram  się przedstawić przyczyny obecnego załamania gospodarczego, a także sposoby wyjścia z tej pułapki, na razie jednak apeluję do Czytelników, aby:

  1. Wstrzymali się od jakichkolwiek decyzji odnośnie inwestowania w akcje. Ci bardziej zaawansowani mogą grać na zniżkę (krótkie pozycje), ale i to ostrożnie. Taniejące obligacje (w związku z podwyżką rentowności) są jakimś rozwiązaniem, ale też ryzykownym, gdyż rentowność może wzrosnąć nawet do 20 procent. Oznacza to duży spadek ceny, nawet o 30-40 procent.
  2. Podobną rekomendację kieruję dla inwestorów w nieruchomości. To nie jest dobry czas. Jeśli macie gotówkę, to poczekajcie. Kupicie wszystko za rok albo dłużej najwyżej za pół ceny;
  3. Na złoto, srebro nie jest jeszcze za późno, ale to także ryzyko. Politycy ratują się grabieżą przy pomocy inflacji, sprzedanie metali szlachetnych w „czarnej godzinie” będzie trudne. Podobne  wskazanie odnosi się do modnych ostatnio inwestycji w wina, kolekcje sztuki czy inne tego typu wynalazki. Zmarły niedawno Felix Zandman (patrz: Nigdy nie zgaśnie nadzieja) opowiadał mi kiedyś, że gdy w czasie wojny dziadek wysłał go na bazar w Grodnie, aby sprzedał złoto i kupił za nie ziemniaki, młody Zandman za stugramową sztabkę złota przyniósł do domu niewielki woreczek kartofli.
  4. Waluty są zagadką. Frank jest już drogi. Poza tym frank to nie jest inwestycja pozytywna, to raczej mniejsze zło, schron, ucieczka od euro, dolara czy jena. Równie dobrą inwestycją może być złoty polski. Trzymajcie gotówkę! Polską gotówkę. Żadnych nowych kredytów;
  5. Osoby zadłużone we frankach niech nie panikują. Waluta szwajcarska wróci do właściwych proporcji, chyba że politycy zaczną ratować franka, tak jak to czynią Japończycy. Silny pieniądz to dobry pieniądz, chociaż różni mędrcy od gospodarki mogą wam wmawiać, że silna waluta hamuje eksport;
  6. Jeśli chcecie zainwestować, to zainwestujcie w siebie. Uczcie się prawdziwej ekonomii, nie słuchajcie guru w rodzaju premiera Pawlaka czy ekonomisty Kuczyńskiego. Ci ludzie nie zawsze rozumieją mechanizmy ekonomiczne, pamiętajcie też, że ich interesy są sprzeczne z Waszymi;
  7. Zaciśnijcie pasa, nie kupujcie nowych samochodów, a już broń Boże, na kredyt, ograniczcie wydatki, weźcie się do cięższej pracy i zacznijcie bywać na wiecach, zwracając uwagę na to, co Wam mówią ci, którym władza wymyka się z rąk. Mam na myśli tzw. klasę polityczną;
  8. Pamiętajcie: cudów nie ma. Pieniądze, bogactwo i dobrobyt biorą się tylko z ciężkiej pracy, a nie z zasiłków, subsydiów, programów Rodzina na swoim czy jakichś innych iluzji państwa opiekuńczego. Jest dokładnie odwrotnie: im więcej programów, tym wyższe podatki, tym mniej inwestycji i drożyzny;
  9. I na koniec: gotówka w ciężkich czasach jest królem. Oszczędzajcie ile możecie. Tylko oszczędność, gospodarność i przedsiębiorczość mogą przynieść poprawę. Oszczędzając  stworzycie bazę dla przyszłych przedsiębiorców, a więc ludzi którzy wyciągną gospodarkę z bagna w jakie wpędzili ją rządzący i inni pseudo-dobroczyńcy, którzy jedno co potrafią, to zabrać nam, aby przekazać swoim bliskim i sojusznikom, zatrzymując przy okazji sporo dla siebie. Bo te grupy same na siebie zapracować nie potrafią albo nie chcą. Nie pozwólmy im dłużej bezkarnie działać;

10.  W czasie nadchodzących wyborów uważajcie na świętych Mikołajów, którzy będą Was uspokajać. Oni nie działają w naszym imieniu, a jedynie w swoim partykularnym interesie, jaki przynosi im władza.

P.S. Polecam przy okazji lekturę naszych książek. Żadna szkoła ekonomiczna nie była nigdy tak bliska prawdy, jak SZKOŁA AUSTRIACKA, której pozostajemy wierni którą Wam przybliżamy. Piszcie do nas. Będziemy dzielić się z Wami wiedzą, która – mam nadzieję – pomoże przezwyciężyć trudne czasy.

Jan M Fijor

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Stanisław pisze:

    Jan mnie uprzedził.
    Stabilny pieniadz Pana ZQW już po paru dniach, czy godzinach, przestał być stabilny.
    Czy tu nie ma miejsca rozmowa jak u murarzy po wypłacie …?
    Jan Fijor ma rację co do Izraela, złota i złotówek.
    Ale czy wśród indian Śmutsu – Mutsu za złoto by jedzenia kupił…… ?
    A za maczetę , i owszem.
    Wszędzie są potrzebne portfele lub portfolia ( te są zwykle wieksze….).
    Najlepszy jest taki gdzie jest miejsce: i na franki, i talary, i łojro, i kawał ziemi na Karaibaach, o prochu i ołowiu nie wspomnę….. no i jakiś papier na kogoś ważnego w celu szantażu……na czarną godzinę.

  2. Andrzej pisze:

    Panie Janie
    patrzac w kontekscie tego co sie stalo po dwoch, trzech tygodniach, napisal Pan bzdury, zwlaszcze, jesli chodzi o ceny mieszkan 🙂
    Chyba przyzna Pan, ze przesadzil Pan z tym, prawda?

  3. Jan M Fijor pisze:

    @Andrzej – a skąd pan wie? ja tego nie napisałem na 2-3 tygodnie, tylko na rok albo i dłużej. Poczekajmy z ostateczną oceną.

    pozdrawiam

  4. Andrzej pisze:

    @Jan

    Czyli dzisiaj, po wszystkim co sie przez 2-3 tygodnie wydarzylo, napisalby Pan to samo?
    Pozdrowienia

  5. ZQW pisze:

    @ JF
    Pisałem , że pieniądz powinien być w miarę stabilny.
    Coś w rodzaju deutsche mark w latach 1949-1999.
    Pieniądz oparty o złocie wcale nie jest stabilny. Są okresy gdy jest złota bardzo dużo ( np. XVI wiek ) i złoty pieniądz pożerany jest przez inflację . W XIX wieku też były okresy nadmiernej podaży złota ( odkrycie nowych złóż ). Z kolei w latach 30. pieniądz oparty na złocie był chomikowany ( a więc nie puszczany w obieg ) i nie pełnił swojej funkcji , co przyczyniło się do bankructwa kilku państw. Pieniądz pełni dwie funkcje : jest środkiem wymiany towaru za towar i przedmiotem przechowywania wartości. W pierwszym przypadku najlepiej pełni swoją rolę gdy wzrost podaży pieniądza odpowiada wzrostowi ilości towarów i usług.( złoty pieniądz nie pełni dobrze tej roli, bo jego podaż jest ograniczona ). Druga funkcja – tezauryzacyjna , czy jako narzędzie do przechowywania wartości – nie jest podstawową rolą pieniądza i często stoi w sprzeczności z podstawową rolą pieniądza czyli byciem „medium of exchange”.Chomikować można cokolwiek – złoto , srebro , kamienie szlachetne , akcje , obrazy. Chomikowanie pieniądza w nadziei , że będzie jego wartość wzrastać jest szkodliwe dla gospodarki . Na szczęście czasy „gold standardu” i „gold exchange standardu” przeszły do historii.

  6. Jan M Fijor pisze:

    A co się wydarzyło przez ostatnie 2-3 tygodnie? p[ieniądz się wzmocnił? Wzrosły oszczędności? Zmniejszono rząd o kilka ministerstw? A może ustawiły csię kolejki do deweloperów? Ropa potaniała?
    Czekam na dobre wiadomości z ostatnich 2-3 tygodni. Tylko proszę nie pisać, zę bankructwo Węgrów, to dobra rzecz, albo że Grecja wyszła z zapaści. Ze bezrobocie w USA spada, w Japonii rośnie koniunitura i tp. kłamstwa.

    Ukłony

  7. Jan M Fijor pisze:

    @ZQW – jasne, że rodzina która posiada milion dolarów oszczedności, znajduje się na skraju kryzysu, natomiast taka, która w to miejsce posiada 120 par butów czy 12 samochodów dobrze rokuje. Gratuluję dobrego samopoczucia. Przy okazji ukatrupił pan sektor bankowy, który bez oszczędności nie ma co pożyczać. A przecież żyje z pożyczania.

    Ukłony

  8. Stanisław pisze:

    Sektor bankowy pożycza ( w ogromnej części) to co naprodukował w fabrykach FEDowskich w nocy.
    To jest tak jak z produkcją ( pieczeniem) bułek. W nocy sie produkuje a rano sprzedaje…..
    Pan ZQW świetnie pisze.
    Pieniądz stabilny.
    Pieniądz niestabilny.
    Pieniądz w miarę stabilny.

    Zaraz bedzie :
    Odpowiednio stabilny
    Żeby skończyć na :
    Stabilny inaczej…….

  9. Stanisław pisze:

    Dyskusja u Pana jana na tym forum i na ten konkretny temat nie jest ani zbyt smieszna ani zbyt realistyczna.
    A jak dyskusja była by realistyczna i śmieszna ?
    Ano taka jak ponizej.
    To jedno z najśmieszniejszych i bardzo realistycznych widełło jakie widziałem !!!
    Polecam

    http://www.youtube.com/watch?v=lWDdcD-1xoo

    http://www.youtube.com/watch?v=ScwGBNMH428&feature=related

  10. Andrzej pisze:

    @Jan
    Chocby dzisiejsze dane o wzroscie PKB w drugim kwartale.

  11. Przemek pisze:

    @Andrzej: już niedługo dotacje unijne się skończą, eksport spowolnieje, a razem z nimi resztki koniunktury. A jeśli do tego NBP zacznie robić to co teraz EBC czy Fed, a ZUS zbankrutuje to nie będzie co zbierać. Na miejscu tych z bandy czworga już bym szukał azylu.

  12. […] W ciągu ostatnich lat, nauczyłem się na temat ekonomi kryzysów, między innymi tego, iż nigdy nie wiadomo który kamyczek wywoła lawinę. Można tylko wiedzieć, czy jesteśmy bliżej, czy dalej od lawiny. Kilka lat temu usłyszałem, że kryzys będzie za kilka lat. Obecnie da się usłyszeć i przeczytać, iż niektórzy przewidują lawinę na rok przyszły. Chociaż, na przykład, Jan Fijor obstawia rok bieżący: http://www.fijor.com/2011/08/05/wielki-kryzys-nadchodzi/ […]

  13. Jan M Fijor pisze:

    QAndrzeju, PKB ma tyle wspolnego z gospodarką, co mapa Polski z Polską, jako krajem zlokalizowanym tu i tu. Ja sie nie dziwię. młodzi ludzie słuchają TVN, książek nie czytają, a jeśli już to naomi Klein i Riffkina, i takie są potem skutki. Ekonomia nie jest nauką intuicyjną. jest wręcz counter intuitive.

    pozdrawiam

  14. Andrzej pisze:

    Nie pisze o tym, ze nie bedzie zalamania, bo to oczywiste, ze cos sie stanie (ale jeszcze nie w tym roku). I mimo wszystko uwazam, ze napisal Pan glupote o spadku cen mieszkan – kupno mieszkania wiele osob postrzega jako inwestycje kapitalu „na trudne czasy”.

    I chodzilo mi tylko o to, by przyznal Pan, ze napisal glupote o spadku cen mieszkan o polowe 🙂 Z tym PKB to rzeczywiscie palnalem…

  15. MaxMartini pisze:

    ludzie ale jestescie naiwni, nie wierzycie w to ze nieruchomosci spadna o polowe??? Przeczytajcie sobie chociaz raport NBP na nastepne lata.
    Tam nie ma mowy o zalamaniu finansowym, o kryzysie ekonomicznym a jest mowa o spadku cen nieruchomosci i to znacznym. A co dopiero gdy wybuchnie kryzys?? Wtedy to tylko przyspieszy spadek cen.

    A jakie sa powody spadku cen nieruchomosci? Podstawowa kwestia to kredyt. Gdyby nie bylo kredytow na nieruchomosci metr bylby po 1500zl max! Bo kto by to kupil za gotowke. Dostepnosc kredytu i jego cena w najwyzszym stopniu reguluje ceny nieruchomosci.
    W kryzysie dostepnosc kredytow dreastycznie spada, banki maja dziury w rezerwach, traca na nietrafionych inwestycjach. Co robia? Ponodsza depozyty jak tylko moga aby uzupelnic rezerwy, ograniczaja do minimum wydawanie kredytow! Jesli juz to kredyty sa bardzo drogie.
    To ograniczy popyt, zapoczatkuje pierwsze spadki. Potem rusza ci co kupili mieszkania na inwestycje, zaczna sprzedawac widac co sie szykuje.

    Cala ta sytuacje przyspieszy pogarszajaca sie sytuacja w kraju, to znaczy, wieksze podatki, wzrost cen zywnosci, energi, wieksze problemy z praca. A TO NIE NASTRAJA LUDZI DO BRANIA KREDYTOW HIPOTECZNYCH!
    Poza tym ludzi w takiej sytuacji po prostu na nie nie stac.

    Pamietajcie tez o tym, ze w duzej mierze zagranica wywindowala ceny, kupiono mase mieszkan na wynajem, na inwestycje. Co sie dzieje w obliczu gdy zlotowka spada?? Ci inwestorzy pozbywaja sie tych mieszkan bo traca podwojnie, na spadajacej zlotowce i spadajaych cenach mieszkan

    W roku 2012 zaczna podnosic stopy proventowe, nawet w usa to zapowiedziano. O kredytach w zlotowce na 7% mozecie zapomniec. Trzeba sie oswoic z oprocentowaniem 10% a moze i wiecej. Zapytajcie siebie samemu, czy to pomoze wzrostowi cen nieruchomosci?

    Sprawa kolejna, wyz demograficzny! NIeruchomosci kupowaly glownie osoby z wyzu demograficznego z konca lat 70tych. Ci co mogli, tak jak np ja (mam 33 lata)
    mieszkania juz kupili. Teraz bedzie znizka, lata 80te i koncowka to niz.
    Kto ma kupowac te mieszkania? Nastepny maly wyz demograficzny to wlasnie lata 2000-2010. Ci ludzie dopiero za 25 lat beda kupowac.

    Sprwa kolejna, deweloperzy mieli gigantyczne marze, Zobaczcie sobie jak niektore spolki od zera zbudowaly gigantyczny majatek, a prezesi stali sie jedymi z nabogatszych ludzi w polsce, dlaczego?? Bo takie gigantyczne byly przebitki. I ci deweloperzy maja jeszcze duzy potencjal aby z marzy schodzic i obnizac ceny, a beda to robily zeby nadal zarabiac, mniej ale ciagle do przodu. Juz teraz to widac np we wroclawiu nowe mieszkania w centrum po 5.5tysiaca za metr, a bedzie jeszcze taniej, i ci deweloperzy nadal buduja! i moga sprzedawac taniej i taniej ciagle zarabiajac.

    Mieszkania stanieja, powtarzam to raz jeszcze. Ja kupilem dom i mieszkanie, ale nie kupilem zeby zarobic a zeby mieszkac! Wiem ze to straci na wartosci, ale co z tego. Wole miec i mieszkac i wiedziec ze stracilem niz nie miec i nie mieszkac! Kupielm gdy kredyty byly latwo dostepne teraz by nie dostal.

    Najgorzej maja ci ktorzy kupili bo mysleli ze zarobia.

  16. MaxMartini pisze:

    kupno mieszknaia to jest inwestycja na ciezkie czasy, tak jaki zloto czy srebro
    racja

    tylko to nie znaczy ze ich wartosc wzrosnie!!! TO tylko znaczy tyle ze jest to przechowalnia kapitalu najbezpieczniejsza z innych

    na papieracowej walucie stracicie 90% na nieruchomosciach stracicie 60%
    i bedziecie sie cieszyc ze kupiliscie to mieszkanie a nie trzymaliscie kasy w banku

    wlasnie taka ta dobra inwestycja kryzysowa sa nieruchomosci!

    jesli myslicie ze zarobicie to jestescie totalnie naiwni

    myslicie ze w kryzysie ludzie beda sie zabijac o wasze mieszkanie??
    Myslicie ze w kryzysie ludzie ktorzy nie maja pracy albo wiaza ledwo koniec z koncem beda kupowac wasze srebro czy zloto?

    Mysliciet ze moze inni bogaci, bo zawsze pewna czesc bedzie bogata odkupia od was wasze zloto czy nieruchomosci w normlanych cenach gdy bedzie cala rzesza najbiedniejszych ktorzy beda gotowi oddac ostatnie piersionki, monety na to zeby miec co jest , za co zapalcic oplaty i czynsz???

    w kryzysie luksusowe dobra zawsze tanieja bo nie ma na nie chetnych!
    To jest wtedy czas dla bardzo bogatych, aby tanio wykupic co sie da

    GLUPCY! to nie jest czas dla was aby sprzedac te wasze super inwestycje na ciezkie czasy jak nieruchomosci czy metale szlachetne.

    Zrozumcie to w koncu, bo macie sieczke w glowie zamiast mozgu.

    Gromadzcie walute, dobra walute, nie euro nie franka. Za tro wykupicie od naiwniakow ich kryzysowe inwestycje.
    Frank to spekula, euro to bankrut.
    Polecam korone norweska, ewnetualnie dolar (tak dolar, zobacycie jego wielki comeback w 2012)

  17. Andrzej pisze:

    @MaxMartini
    Czyli majac zlotowki oplaca sie kupic mieszkanie, tak? Prosze to jasno powiedziec naiwniakom, ktorzy trzymaja kase na kontach czekajac na spadki cen.
    Sam nie mysle o sprzedazy, bo nie mam czego sprzedawac. Mysle o komentarzach na roznych forach, czekajacych z utesknieniem na spadki cen… Sam chcialbym, aby tak sie spelnilo, ale to sa marzenia. Myslac o spadku mam na mysli odniesienie do polskiej waluty! To chyba oczywiste, nie?

  18. Przemek pisze:

    Panie Janie, czy wobec niewypłacalności głównych banków europejskich banki polskie również pójdą na dno? Jak pan prognozuje sytuację takich banków jak PKO BP czy Getin, które nie są uzależnione od wyników banków matek? A jak będzie wyglądać sytuacja reszty banków w Polsce które niestety są zależne od sytuacji ich zachodnich centrali? Jak długo trzymać depozyty w banku? Czy banki norweskie są bezpieczną przystanią na czas kryzysu?

  19. […] przypomnę pierwszą jaskułkę: Link Myślę, że nagłe załamanie się giełdy i waluty nie jest niemożliwe. Nierozwiązany problem […]

  20. Jan M Fijor pisze:

    Nie wiem, nie mam danych na ten temat, ale sądząc po sytuacji kraju, Polski, banki mogą mieć kłopoty. Z tym, że polskie banki będą w dużo klepszej sytuacji niż banki strefy euro, którym grozić będzie zmiana waluty. Złoty trzyma się dość stabilnie. Gdyby NBP przestał ratować spadającą złotówkę mielibysmy sytuację znacznie bardziej stabilną. Złoty spada m.in. dlatego, że spada siła nabywcza dolara i euro.

    pozdr

  21. Paweł pisze:

    Panie Janie, mam prośbę odnośnie punktu nr. 5.

    „Silny pieniądz to dobry pieniądz, chociaż różni mędrcy od gospodarki
    mogą wam wmawiać, że silna waluta hamuje eksport.”

    Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że silna waluta może hamować
    eksport, bo ceny towarów eksportowych rosną i są trudniej dostępne dla
    odbiorców.
    Dlatego też prosiłbym o rozwinięcie Pańskiej myśli…

    Szczególnie, że Szwajcaria niedawno sztucznie osłabiała swoją
    walutę, właśnie z uwagi na hamowanie eksportu.
    Choć te informacje mam z prasy, więc może to tylko polityczna propaganda…

  22. Janek pisze:

    To nie rządy i politycy doprowadzili do tego stanu. Są oni skutkiem i przyczyną ale tylko pośrednią. Prawdziwą przyczyną jest chciwość ludzka, która w systemie pieniądza bilateralnego opartego na bezustannym gromadzeniu kapitału pozbawia słabszą większość realnego majątku poprzez zysk o stałym kierunku przepływu od biedniejszych w stronę najbogatszych.
    Oczywiście, że drukowanie pieniądza bez opamiętania kilkukrotnie przyspiesza ten stan ale nie jest głównym powodem tej sytuacji. Zgromadzenie kapitału w rękach najsilniejszych tak czy siak doprowadziłoby świat na krawędź tyle, że trwało by to o wiele dłużej. Nie ma innego wyjścia i błędem jest sądzenie, że jakaś niewidzialna ręka rynku może uzdrowić sytuację. Może ale na krótko i tylko dla niektórych. Ostatecznie efekt będzie taki sam. Ci którzy operatywnie manipulują kapitałem posiadają go coraz więcej aż w końcu przejmują całość. Czysta matematyka.
    Samo skupienie dużej ilości kapitału w rękach kogokolwiek daje możliwości sterowania politykami więc to nie oni są przyczyną a sama ilość kapitału czyli powstanie narzędzia do sterowania.
    Założenie, że zysk musi istnieć by świat się rozwijał jest błędne. Świat się może rozwijać bez generowania zysku. Jeżeli zarabiamy 1500zł i wydajemy 1500zł czyli nasze życie stanowi w 100% koszty czyż się nie rozwijamy?
    Zysk jest tylko narzędziem stopniowej eliminacji konkurencji. Na końcu tej drogi jest zawsze jedno jak w grze w monopoly.

  23. Jan M Fijor pisze:

    No, to panie Janku, niech pan przestanie odbierać swoją pensję i działa za friko. Wszystko co pan napisał jest nieprawdą. Biznes nie działa rpzeciwko sob ie, tak jak żaden normalny człowiek tego nie robi. Tylko politycy działają przeciwko przedsiębiorcom i oni są winni wszystkiemu. Dali bankom przywileje i teraz mamy tego konsekwencje. A zresztą…

    Ukłony i chyba trafił pan na złą witrynę

  24. Janek pisze:

    Chyba nie zaprzeczy Pan temu, że kapitał tworzy kapitał a bieda rodzi biedę?
    Jeżeli kapitał rodzi kapitał to jaki będzie ostateczny tego efekt?

    Bo wg mnie jedni będą mieli wszystko a inni nic. I polityka nie ma tu nic do rzeczy. Polityka jako sztuka rządzenia państwem w ogóle mogłaby nie istnieć tak jak mogłyby nie istnieć państwa a problem nierównomiernego gromadzenia kapitału (podziału wypracowanych dóbr) nie zniknie.
    Politycy (niektórzy) nie działają przeciwko przedsiębiorcom ale na często ukryte zlecenie przedsiębiorców najsilniejszych (niewielu) a na niekorzyść najsłabszych (bardzo wielu). Było to rok temu widoczne np. podczas tzw. świńskiej grypy i szczepionkach.
    Bierze się to z ilości posiadania zbyt dużej kapitału co naturalnie rodzi ogromne możliwości i zasięg działania o czym już wspominałem.

    Nie zrozumieliśmy się. Nie mówiłem o zarobku (pensji) tylko o zysku a to różnica. Pensja jest przecież kosztem. Jeżeli dane przedsiębiorstwo w 100% zarabia na wszystkie koszty wytwarzania i wypłaty, które też są kosztem i wychodzi na tzw. 0 (zero) to przedsiębiorstwo się rozwija tzn. utrzymuje niepogorszone moce produkcyjne przy stałej zmianie technologii i wszystkich innych korzyściach wewnętrznych ale nie niszcząc zewnętrznej struktury rynku.
    Jeżeli generuje zysk tzn., że przy (zakładanej) stałej ilości majątku na świecie jego działalność przynosi innemu przedsiębiorstwu stratę. Nie ma innego wyjścia. To wynika z dodawania i odejmowania.
    Ale wiadomo, że majątek światowy nieustannie zwiększa się i nie jest stały a więc…
    w przypadku generowania większych przychodów jeżeli nie są one dzielone równomiernie na wszystkich, którzy przyczynili się ich powstania kapitał kumuluje się u jednych a zanika u innych i równowaga zostaje zachwiana. Nadmierne rozchwianie jeżeli nie jest korygowane grozi ostatecznie zniszczeniem struktury.
    Dlatego podział zwiększonego wypracowanego majątku w danym okresie powinien być zawarty nie w zysku a w podwyższeniu wynagrodzeń wszystkich pracujących czyli w koszcie wytwarzania. (Inny problem to to czy w ogóle da się to przeprowadzić. Wg mnie nie.)
    Jeżeli przedsiębiorstwo generuje zysk to oznacza, że nie dzieli się równomiernie (może być proporcjonalnie) ze wszystkimi przyczyniającymi się do powstania danego dobra i muszą powstać gdzieś luki i nadwyżki bo nie ma innej możliwości.

    Najistotniejsze pytanie.
    Czy można stworzyć idealny (tzn. sprawiedliwy) system podziału dóbr na świecie tak by wszystkim bądź większości (np. zainteresowanym) żyło się dobrze? Oczywiście, że NIE.
    Kolejne istotne pytanie.
    Co jest przyczyną, że nie można stworzyć systemu, w którym wszyscy zainteresowani w jego uczestnictwie byliby zadowoleni?
    Przyczyną jest człowiek a raczej jego natura (chciwość) i możliwość wyboru raz wypracowany kapitał rozdziela równomiernie a raz nie.
    Można co prawda stworzyć prawo i je sankcjonować ale na straży przestrzegania tego prawa stoi również inny, podatny na korzyści majątkowe człowiek i koło się zamyka. To jest pułapka.
    Ostatecznie cały kapitał przejmują ludzie bez wielu (z grzeczności nie wymienię jakich) zahamowań a ludzie kierujący się innymi zasadami niż wyrachowane pomnażanie kapitału zostają tego kapitału pozbawieni.
    Nie ma innego wyjścia.

    Mało tego ludzie posiadający kapitał zmuszają tych co tego kapitału nie posiadają lub posiadają go niewiele do własnego sposobu życia obarczając zyskiem wszystkie dobra natury (zasoby), które z zasady nie przynależą do nikogo konkretnie. Można by wiele o tym pisać ale ważne jest by to zrozumieć bo jest to bardzo proste i bardzo logiczne.

    Polityka to bardzo zaszczytna dziedzina natomiast obecnie ludzie, którzy się w niej znajdują i tam lgną to ludzie w większości nieuczciwi a idą tam dlatego, że są tam duże pieniądze. Skąd? Ano od dużych przedsiębiorców, których skala i zakres działania, nieustanna chęć gromadzenia kapitału oraz ilość już nagromadzonego kapitału wymusza ingerencję w prawa pisane. To nie politycy są bezpośrednią przyczyną obecnych problemów a właśnie zbyt duża ilość zgromadzonego kapitału, który wymusza przeróżne ciągoty biorące się wyłącznie z chciwości bo zysk bierze się z chciwości i niczego innego.

    Co do banków to jeszcze się odniosę nie chcę by wypowiedzi były zbyt długie.
    Jeżeli zarzuca mi Pan pisanie nieprawdy to byłbym wdzięczny jeżeli zechciałby Pan wskazać gdzie konkretnie i to uargumentować. Jestem najbardziej zainteresowany tym by ewentualne błędy w swoich poglądach wyeliminować. Pozdrawiam.

  25. Grzegorz pisze:

    Pozwolę sobie uprzedzić Pana Fijora i odpowiedzieć następująco.

    > „Chyba nie zaprzeczy Pan temu, że kapitał tworzy kapitał a bieda rodzi biedę?”
    Ja zaprzeczę, i myślę, że Pan Fijor również (polecam przed dalszą dyskusją zapoznanie się z: http://www.millionaire.pl/mjm-portret-milionera-jan-m-fijor.html – na dole są dwa linki do video i mp3; oraz http://www.kamilcebulski.pl/mjm2009-jan-fijor-po-co-nam-ludzie-bogaci/). Tezie tej zaprzecza np: osoba Pana Tadeusza Witkowicza (http://www.tadwitkowicz.pl/o-mnie/) którego biednym już nazwać nie można czy moja osoba, gdzie może ja jeszcze bogactwa nie osiągnąłem ale stanowczo zmienił się mój statu materialny w porównaniu do tego z dzieciństwa. Zaprzecza też historia milionów przedsiębiorców którzy własną ciężką pracą zdobywają kapitał od przysłowiowego zera. Wiec brak kapitału nie determinuje zawsze nieustawicznego jego braku. W odwrotną stronę jaskrawe przykłady osób które odziedziczyły lub wygrały w popularnego lotka, a następnie w wszystko straciły a nawet pogrążyły się w długach zaprzeczają Pańskiemu twierdzeniu. Wspomnę również o milionach przedsiębiorców którzy mając kapitał, zbankrutowali i stracili dorobek życia.

    > „Jeżeli kapitał rodzi kapitał to jaki będzie ostateczny tego efekt?”
    Jeszcze więcej kapitału.

    > „Bo wg mnie jedni będą mieli wszystko a inni nic. ”
    Powyższy wniosek wysnuwa Pan z poprzednich dwóch zdań, a ponieważ pierwsze zdanie nie jest prawdziwe, wniosek również.

    Po drugie powinien Pan raczej wg. Pańskiego rozumowania wywnioskować, że to jedna osoba osoba w ostateczności zdobędzie cały kapitał, nie widzę powodu żeby ta pewna grupa posiadaczy kapitału miała mieć go dokładnie po równo. A skoro są wśród nich nierówności, to wg. Pana ci którzy mają go więcej odbiorą go tym co mają mniej, ostatecznie doprowadzając do sytuacji, że będzie tylko jeden co będzie miał wszystko.

    Gdyby Pańskie twierdzenie miało być prawdziwe już mielibyśmy sytuację, że jeden człowiek lub jakaś grupa na świecie ma wszystko a reszta nie ma nic. Dlaczego tak się jeszcze nie stało? Dlaczego w historii obserwujemy raczej trend odwrotny? Gdzie Ci faraoni, cesarze, królowie co posiadali całe kraje?

  26. Grzegorz pisze:

    > „Polityka jako sztuka rządzenia państwem w ogóle mogłaby nie istnieć tak jak mogłyby nie istnieć państwa a problem nierównomiernego gromadzenia kapitału (podziału wypracowanych dóbr) nie zniknie.”
    Tu mamy kwintesencję naszego niezrozumienia. Dla Pana problemem jest nierówność podziału wypracowanych dóbr. Dla mnie to nie jest problem, pod warunkiem, że ja osobiście będę miał szanse te dobra gromadzić, że nikt mi jej nie będzie pomniejszał lub całkiem nie odbierze. Pan chce równości w podziale, ja chcę wolności, dostępu do możliwości, dania szansy.

    > „Bierze się to z ilości posiadania zbyt dużej kapitału co naturalnie rodzi ogromne możliwości i zasięg działania o czym już wspominałem.”
    Hymmm, skąd ten wniosek? A może tych szczepionek chciało społeczeństwo, w końcu ludzie wybrali tych polityków w wyborach? A może dlatego, że politycy czują się bezkarni, że się ich nie rozlicza z tego jak działają? A może się to brać również, z tego że politycy mają tak ogromną władze! Gdyby sobie wyobrazić, że odbieramy możliwości decyzyjne politykom, że decyzje podejmujemy wspólnie, na zebraniach, referendach, przez głosowanie w internecie, to jak wtedy ten wielki kapitał, którym kieruje chciwość ludzka miał by wpłynąć na nas?

    Zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że duże pieniądze to duża pokusa.
    Ale to nie kapitał, bogactwo, pieniądze są złem wcielonym, ich można jak noża użyć i dobrze i źle. Zawsze znajdą się ludzie którzy nie będą się oglądać na moralność, przykazania, prawo, życie czy zdrowie można stracić za przysłowiowe 5 zł, nie brakuje takich historii. Winowajcą jest ludzka WOLNA WOLA. Może się Pan zgodzi że bieda sprzyja wynaturzeniom, ja twierdzę że najlepszym sposobem na biedę jest wolność ludzi, wolność do przemieszczania się, do zawierania umów, wolność do ustalania ile kto ma mi zapłaci za moją pracę i ile ja zechcę zapłacić komuś innemu.

    >”… ale nie niszcząc zewnętrznej struktury rynku.”
    Co to takiego ta „zewnętrzna struktura rynku” ? Jak ona powstaje, bo rozumiem że niszczeje gdy ktoś zarabia więcej nie powinien. Tyle, że nadal nie wiem ile to jest to „powinien”, jak to policzyć? Śmierdzi mi to centralnym ustalaniem cen, centralnym planowaniem, co wydaje się, że zostało udowodnione, że się nie da zrobić.

    >”Jeżeli generuje zysk tzn., że przy (zakładanej) stałej ilości majątku na świecie jego działalność przynosi innemu przedsiębiorstwu stratę. Nie ma innego wyjścia. To wynika z dodawania i odejmowania.
    Ale wiadomo, że majątek światowy nieustannie zwiększa się i nie jest stały a więc…”

    Pozwolę sobie zmienić kolejność Pańskiej wypowiedzi:

    „Ale wiadomo, że majątek światowy nieustannie zwiększa się i nie jest stały a więc…”
    „… że przy (zakładanej) stałej ilości majątku na świecie jego działalność przynosi innemu przedsiębiorstwu stratę. Nie ma innego wyjścia. To wynika z dodawania i odejmowania.
    Ale wiadomo, że majątek światowy nieustannie zwiększa się i nie jest stały a więc…”

    Zdanie po zdaniu i zaprzecza Pan sobie samemu. To jak jest z tym majątkiem, jest stały, czy wiadomo, że nieustannie się zwiększa i nie jest stały?

  27. Grzegorz pisze:

    >”Najistotniejsze pytanie.
    Czy można stworzyć idealny (tzn. sprawiedliwy) system podziału dóbr na świecie tak by wszystkim bądź większości (np. zainteresowanym) żyło się dobrze? Oczywiście, że NIE.”

    Zgodzę się z jednym: żeby wszystkim żyło się dobrze – nie da się. Ale nie da się bo: Ludzkie potrzeby są nieograniczone. Proszę się zatrzymać nad tym stwierdzeniem i je dokładnie przemyśleć. Powtórzę: Ludzkie potrzeby są nieograniczone.

    Dalej z tego co wnioskuję z powyższej Pana wypowiedzi, Pański idealny (sprawiedliwy) system podziału to podział równy. Dla mnie to nie jest sprawiedliwość, ja nie pracuje równo z moimi kolegami, jedni robią wiecej, inni mniej, jedni bo się obijają, inni bo są ambitni, albo więcej potrafią, są szybsi, mądrzejsi innym brakuje wiedzy, nie mają zdolności. Jak Pan chce dokonać tego podziału zysku w firmie? Każdemu po ustalonej kwocie ekstra? A ile w takim przedsiębiorstwie powinni ludzie zarabiać, jak ustalić wysokość płacy. Wnioskując za Panem jeśli przedsiębiorcy nie powiini móc zarabiać zbyt dużo, a napewno nie więcej niż pozostali przedsiębiorcy to wśród ludzi też nie powinno być zróżnicowania w zarobkach. Więc ja dalej pytam Pana jak ustalić wysokość płacy?

    > „Kolejne istotne pytanie.
    Co jest przyczyną, że nie można stworzyć systemu, w którym wszyscy zainteresowani w jego uczestnictwie byliby zadowoleni?
    Przyczyną jest człowiek a raczej jego natura (chciwość) i możliwość wyboru raz wypracowany kapitał rozdziela równomiernie a raz nie.
    Można co prawda stworzyć prawo i je sankcjonować ale na straży przestrzegania tego prawa stoi również inny, podatny na korzyści majątkowe człowiek i koło się zamyka. To jest pułapka.
    Ostatecznie cały kapitał przejmują ludzie bez wielu (z grzeczności nie wymienię jakich) zahamowań a ludzie kierujący się innymi zasadami niż wyrachowane pomnażanie kapitału zostają tego kapitału pozbawieni.
    Nie ma innego wyjścia.”

    Dlaczego do tego jeszcze nie doszło? Ludzkość nie istnieje od 50 lat przecież.

    > „Mało tego ludzie posiadający kapitał zmuszają tych co tego kapitału nie posiadają lub posiadają go niewiele do własnego sposobu życia obarczając zyskiem wszystkie dobra natury (zasoby), które z zasady nie przynależą do nikogo konkretnie. Można by wiele o tym pisać ale ważne jest by to zrozumieć bo jest to bardzo proste i bardzo logiczne.”

    Ja nie rozumiem. Co znaczy „ludzie posiadający kapitał zmuszają tych co tego kapitału nie posiadają do własnego sposobu życia obarczając zyskiem wszystkie dobra natury” ? W jaki sposób zmuszają? Jaki to sposób życia? Co znaczy obarczajć zyskiem wszystkie dobra natury? Ne rozumiem co znaczy obarczać zyskiem. Obarczyć za słownikiem języka polskiego to obciążyć, nałożyć obowiązki, uczynić odpowiedzialnym. Natomiast zysk za sjp to zysk, korzyść, pożytek.

    pozdrawiam.

  28. Janek pisze:

    Panie Grzegorzu jestem człowiekiem takim samym jak i Pan. Myślę, że nasze oraz innych ludzi problemy są wspólne. Choć nie mam pewności czy mnie Pan rozumie.
    Myśli Pan, że kryzys ominie najbogatszych? Do pewnego momentu dopóki najbiedniejsi nie zrozumieją jak zostali oszukani. A wtedy poleje się krew. W historii nieraz już tak bywało jak widać nie wyciągneliśmy wniosków.
    Jeżeli struktura się zawali ucierpią wszyscy. Mam nadzieję, że mnie Pan rozumie. Moje stanowisko nie dotyczy zakresu mojego stanu posiadania a całości.

    Z tej perspektywy równomierny podział dóbr jest w interesie wszystkich nie w moim. Oczywiście piszę ideowo bo w praktyce jest to niewykonalne dlatego każdy działa na swój rachunek. Ludzie jednoczą się w społeczności tylko w chwilach trudnych – jeżeli muszą.

    Pomniejszanie możliwości (czyt. pana dochodów) zaczęło się zanim się Pan urodził. Weźmy chociaż równomierny podział ziemi i dostęp do zasobów. On nie istnieje. Rodzi się Pan późno nie dostaje Pan nic. Rodzi się pan tysiąc lat temu może pan zorganizować strukturę i zarezerwować ile Pan chce.

    Co do zebrań referendów itp. Poruszył Pan istotną kwestię.
    Proszę zauważyć, że własność WSPÓLNA rodzi porozumienie nawet jeżeli trzeba je uzyskiwać „na pięści” a własność indywidualna rodzi wyzysk. Nie ma innej możliwości poza tą, że danego właściciela najdzie chwila czułości i zrobi prezent ale na to bym nie liczył.
    Porozumienie to punkt wyjścia. Kwestia własności i posiadania jest już kwestią umowną i tym co dana społeczność uważa za podział równomierny.
    Jeden będzie chciał gitarę bo lubi grać inny ferrari bo lubi się ścigać.

    Dziś mamy możliwości technologiczne by takie porozumienie usprawnić a technologia wspomaga nas by nie pracować cały tydzień. Pracujemy tylko dlatego, że rządzi zysk. Nadprodukcja za pomocą machiny propagandy wmawia nam, że musimy np. zmieniać telewizor co kilka lat lub latać na wakacje na Karaiby co rzadko jest prawdą i rzadko jest rozsądne. To czynności które zaspokajają naszą próżność. Nic więcej.

    Oczywiście, że to nie pieniądze są złem 🙂 One są tylko narzędziem, miernikiem.
    Dobry może być jedynie wybór człowieka. Brak wyboru właściwego jest niewłaściwością. Tylko tyle i aż tyle.
    Nie wiem czy bieda sprzyja wynaturzeniom. nie zastanawiałem się. Ale na pewno bieda oczyszcza i uwrażliwia. Nadmiar zaślepia i człowiek staje się wrażliwy tylko na jedno – STRATĘ materialną i z tym się liczy najbardziej i to jest jego pryzmatem. Dlatego bogactwo materialne prowadzi do zubożenia duchowego nie zawsze tak jest oczywiście. Od reguły są wyjątki, ją potwierdzające 🙂

    Struktura rynku – proszę sobie wziąć 10 szklanek i jeden duży garnek i przelewać ZYSK ze szklanek do garnka. To jest zachwianie równowagi i zniszczenie struktury można rzec szklanek, przedsiębiorstw, firm, biznesu itp.
    Oczywiście, że nie da się tego przeprowadzić – a jeżeli się próbuje to nie tam gdzie trzeba. Zmiany trzeba zapoczątkować w człowieku. Natura (np. zwierzęta) sobie świetnie z tym radzi. Dlaczego? Bo nie myśli, nie jest próżna, nie zazdrości i dlatego nie gromadzi nadmiaru. Dlatego trwa w równowadze.

    Nie zaprzeczam sobie dlatego, że zyski przedsiębiorstw powiedzmy tych największych rosną nie proporcjonalnie do wzrostu całego światowego majątku. (dlaczego? kredyty)
    Dlatego zaburzają strukturę. Winne są tu np. operacje na mierniku wartości, który jest traktowany jak kapitał a nim nie jest. Całę te ubezpieczenia, fundusze, puste kredyty i inne derywaty winny być zakazane. Tworzą ułudę nic więcej.

    Nieograniczone potrzeby wynikają z próżności. Ja mówię o podstawowych potrzebach. Jeżeli ktoś chce mieć nieograniczone dobra niech nieograniczenie pracuje i wtedy jego majątek będzie się nieograniczenie rozrastał. Ale jeżeli nie pracuje sam to niech dzieli równomiernie na tych co też chcą mieć nieograniczenie dużo. Kiedy rodzi się przymus z winy inflacji, wysokich kosztów energii itp. to już nie jest wzajemne porozumienie i umowa a przymus pośredni ale jednak przymus.

    Da się zrobić tak żeby wszystkim a raczej każdemu było dobrze. Tylko zmian nie należy przeprowadzać w systemie. System zewnętrzny jest zbędny. Zmiany należy przeprowadzić w każdym z nas i już za 5 sekund wszystko się odmieni. Nigdzie nie mówię, że jest to wykonalne ale możliwe i bardzo proste do wykonania tzn. nie wymaga czasu i kosztów – tylko myśl 🙂
    Jeżeli ktoś robi więcej niech ma więcej jeżeli mniej niech ma wg wykonanej pracy. To proste. Cały rozwój technologiczny jest zbędny bo do czego niby prowadzi??? To, że wypoczywamy lepiej przy palmie niż przy sośnie jest ułudą oszustwem naszego ego, woda też wszędzie wygląda tak samo. Praca w imię tych idei to zbędne koszty i zbędny wysiłek.

    Różnice w zarobkach mogą i powinny być. Nie wszyscy mają takie samo hobby 🙂 Wtedy dopiero by poszaleli.
    Każdy niech otrzymuje wynagrodzenie wg wypracowanych przez siebie udziałów. Mam na myśli także wcześniej wypracowaną własność np. udział w majątku przedsiębiorstwa.
    Jak ustalić wartość płacy? A jak wspólnoty ustalają wysokość czynszu? Od udziałów czyli od powierzchni lokali. To proste i wzajemne pretensje nie istnieją. ten co ma więcej cieszy się bo jest „lepszy” od innych a ten co ma mniej cieszy się bo ma mniejsze koszty i może mniej pracować i też uważa że jest lepszy. Każdy uważa drugiego za głupca i tak jest dobrze.

    Do rewolucji doszło nie raz ale w zakresie cywilizacji a nie globalnym. W obecnych czasach po raz pierwszy technologia umożliwia upadek w skali globalnej. To w wyniku błyskawicznej informacji i paniki jaką ona może spowodować. Zapewne przekonamy się o tym za naszego życia jeszcze.

    Jak obciążają? Kosztami wytworzenia majątku, danego dobra. Kapitalizm z założenia miał być tańszy, wydajniejszy. Skąd więc kilkuzerowe inflacje?
    Widać gołym okiem, że kapitalizm w wydaniu społecznym jest kilka razy tańszy od tego w wydaniu prywatnym. Jak Pan ma do mnie cierpliwość to wytłumaczę Panu dlaczego.
    Mieszkania mogą być tańsze, energia bezpłatna i wiele wiele innych. Potrzeba zysku blokuje pewną wiedzę i w przypadku zaistnienia bezpłatnych nośników energii powoduje katastrofę zamiast dostatek i brak potrzeby pracy. Dodam tylko, że już od co najmniej 100 lat najprawdopodobniej 48 tydzień pracy nie jest potrzebny a koszty winny być tańsze. Winą za nieustanny wzrost cen obarczony jest zysk – czyli chciwość. Nikt więcej.
    Rozwinę jeszcze temat.
    pzdr

  29. Grzegorz pisze:

    > „Nieograniczone potrzeby wynikają z próżności”
    Ok, ludzie z natury są próżni. Jak by nie było, można z tym się pogodzić albo zmienić człowieka. Pan postuluje zmianę natury ludzkiej, ja proponuję zasady które pozwolą ludziom z niezmienioną naturą żyć.

    Moim zdaniem wspólna własność może sprawdzić się jedynie gdy wspólnicy dobrowolnie do niej przystąpią. Doświadczenie moje pokazuje, że nawet gdy jest to wspólnota dobrowolna, zawarta we wspólnym celu, nie zawsze udaje się zgodzić. Przymus się nie sprawdza, szczególnie przymus wspólnej własności. Jestem nadal za prywatą.

    >”Kapitalizm z założenia miał być tańszy, wydajniejszy. Skąd więc kilkuzerowe inflacje?”

    Bo mamy pieniądz papierowy, drukowany z prędkością światła przez polityków, którzy nim kupują sobie trwanie na stanowiskach. To nie „kapitalizm” jest winien to władza konglomeratu polityków i bankierów nad legalnymi środkami płatniczymi.

    Znów wracamy do problemu pojęciowego, co to jest wolny rynek (świadomość że go nie ma w wielu dziedzinach naszego życia), co to jest kapitalizm (na marginesie słowo to nie wywodzi się od capital=kapitału tylko od capita=głowa) ich pierwotnych znaczeń, a przeinaczeń i treści jakie w obecnej kulturze one niosą.

    Zgodzę się z jednym, że ludzie chętnie i łatwo poddają sugestii co jest modne, jak dobrze wypocząć, co jeść, co pić, jak żyć. Nie myślą samodzielnie, naśladują. Powiem tylko: ” no cóż, dorośli nic nie rozumieją, nie wiedzą co jest ważne.” – polecam lekturę Małego Księcia. Ale gdzie tu wina własności prywatnej, gdzie tu wina możliwości akumulacji kapitału, tego nie wiem.

    pozdrawiam

  30. Janek pisze:

    Wspólna własność nie wyklucza własności prywatnej czy lepiej indywidualnej. Wspólne nie znaczy wszystkich a tylko wspólnie zarządzane. Udziały są jak najbardziej prywatne. I najśmieszniejsze jest to, że tego typu działalność w Polsce jest stosunkowo popularna i często atrakcyjna. Własność może być indywidualna, zbiorowa i państwowa też np. w sektorach strategicznych choć to mało zdrowe. Powinna być zapewniona zwyczajna równowaga. Ale zostawmy to.

    Wg mnie każdy pracownik danego przedsiębiorstwa powinien mieć prawnie zagwarantowaną jakąś część przychodu ogólnego przedsiębiorstwa i jakiś głos decyzji w sprawie jego przyszłości. Najlepiej jak jest to notarialne prawo własności czy to udziału w nieruchomości czy sprzęcie czy innym. TWtedy zwalniając takiego pracownika obie strony zmuszone są do negocjacji opartej na równych zasadach. Jeden che odejść i nie stracić a drugi chce udziały tanio zyskać. To są uczciwe zasady a nie bandyckie jak jest dzisiaj że wywala się z roboty z dnia na dzień albo ogłasza się upadłość budynki i sprzęt sprzedaje a jak braknie na wypłaty to nikt się tym nie przejmuje. Ale to też pominę.

    Już tłumaczyłem dlaczego osoba z udziałem czyli własnością częściową nie jest zainteresowana nadmiernym wysiłkiem a jeden właściciel indywidualny podkręci pracownikowi śrubę ile można, czasem z utratą zdrowia włącznie.
    Wg mnie nie ma innej możliwości jak równowaga w podziale dóbr. Inaczej każda struktura prędzej czy później runie właśnie ze względu na wyeliminowanie konkurencji przez wąską grupę najsilniejszych graczy (firm). Tak jak się dzieje w małych miasteczkach w USA z rodzinnym handlem kiedy do miasta wkracza Walmart. Dobrze prosperujące firmy upadają właściciele muszą iść dymać za grosze, klient traci poczucie dbałości w takim molochu. Same straty. Zyskuje tylko właściciel korporacji i jest obrzydliwie bogaty. Nie wie co zrobić z gotówką więc kupuje np. 100 mieszkań i stoją one puste w dobrej lokalizacji i zyskują na wartości poprzez sztuczne zawyżanie cen bo inni tacy samych jak on robią podobnie. A ich pracowników na to nie stać bo cały przychód w postaci zysku trafia tylko do właściciela. Im zostają ochłapy.

    Gdyby te firmy były jeszcze ograniczone granicami państw to powiedzmy że zniszczenie zrównoważonej struktury rynku można by było uniknąć. Ale te korporacje są dziś międzynarodowe i ich ekspansja = zamykanie firm drobnych nie ma końca.
    Jest taka książka Philipa Kotlera Marketing. Kiedyś kupiłem ją za 90 zeta jak otwierałem działalność, myślałem, że zdobędę wiedzę i będę mądry. Po przeczytaniu okazało się, że jestem przerażony tym jak duże firmy gonią za zyskiem i jak ta gonitwa nie ma końca i nie zna litości.
    Oczywiście problem jest złożony i nie da się go krótko omówić w szczegółach ale recepty że zdrowa gospodarka kapitałowa ocali system to nieporozumienie. Ocaliłaby go ale tylko na jakiś czas.
    A kredyty udzielane z innych źródeł jak fizycznych lokat winny być zabronione.
    Wszystkie te metody spekulacji na papierach wartościowych i inflacja są ukrytymi sposobami by ostatecznie przejąć maksymalny majątek trwały głównie na fali kryzysu. To powinno być karane więzieniem.
    W zdrowej gospodarce inflacja nie powinna w ogóle istnieć tak jak nie powinno istnieć oprocentowanie od pożyczek pieniężnych. No chyba że byłoby oparte na przyroście dóbr i wrzucone w koszty wynagrodzenia pracowników. Wtedy tak.

    Dawniej dom się budowało z drewna pomagali sąsiedzi i w kilka dni chałupa stała. Dziś spłaca się mieszkanie dwupokojowe 40 lat. A ja zapytam dlaczego akurat tyle ile człowiek pracuje? A dlaczego nie 20 albo nie 200 lat? Bo tyle akurat żyjemy. Gdybyśmy żyli 200 pracowalibyśmy na to 200 lat.
    Moim zdaniem jest to wina właśnie nierównomiernego podziału dóbr z pracy
    i przez to powstanie nierówności, lepszych i gorszych szans startowych.
    I nie ma systemowej recepty by stan ten naprawić. Można go poprawiać i przez wiele pokoleń się utrzyma ale ostatecznie zawsze kapitał skupi się w rękach jednych kosztem innych. Wg mnie taka jest natura siły nabywczej kapitału. To chyba tyle na co chciałem zwrócić uwagę.

  31. Jan M. Fijor pisze:

    Panie Janek, w Polsce dominuje własność publiczna, która nie jest ani wspólna, ani grupowa. Jest to własność polityczna, którą włada ten, kto akurat rządzi. Rzecz jasna „wszystko jest nasze wspólne”, ojczyzna, własność Polaków, ale to brednie. Wspólne jest to co jest własnością wielu ludzi i to jest własność prywatna także.

    Ukłony

  32. Janek pisze:

    Zgadzam się z Panem.
    Dlatego używanie słowa, że to co jest wspólne jest państwowe to kłamstwo na użytek propagandy. Nie jest państwowe a jest rządowe. Korzyść czerpie ten obszar, który wybierze rząd. Jakoś nigdy tym obszarem nie jest naród, który jest podstawą istnienia państwowości.

    Popełnimy ogromny błąd, jeżeli będziemy szukać sposobów naprawy obecnego systemu w ramach tegoż systemu. System narzuca nam poglądy różne i biegunowo odmienne ale zawsze są to poglądy w ramach systemu. Ten kto nie potrafi wyjść poza ramy systemu nigdy tego nie dostrzeże. Wyjście poza ramy systemu już na etapie wieku szkolnego traktowane jest jako choroba. System nie znosi jednego – nie znosi buntu. Bunt podważa zasadność istnienia systemu jako jedynej możliwości funkcjonowania w społeczeństwie. Jednostki buntownicze są natychmiast eliminowane jako zagrożenie dla systemu ale także dla innych jednostek, które nie mają bladego pojęcia, że są częścią systemu.

    Piszę naturalnie o systemie opartym na pieniądzu i rozwoju generowanym poprzez zysk.
    Pytanie co zrobić z ludźmi, których praca nie jest już potrzebna ze względu na to, że pracę tę zastąpiły maszyny? Czy jest inna forma niż współuczestnictwo w systemie na zaproponowanie tym zbędnym jednostką czy tylko wyrzucenie ich poza nawias?
    Pytanie kolejne co stanie się z pozostałymi jednostkami systemu, których pracę w ramach rozwoju zastąpi technologia?
    Przecież założenie rozwoju technologii było zgoła odmienne. Miała dostarczyć więcej czasu wolnego.
    Dziś dla jednostek systemu czas wolny jest utrapieniem. Nie potrafią one z niego korzystać i „nudzą się”. Więc jednostki podłącza się do masowej rozrywki, która eliminuje stres.
    Oczywiście można samodzielnie wyrzucić się poza nawias i spróbować żyć poza systemem ale to nie jest takie łatwe. Jeść trzeba, kupować trzeba, energii używać trzeba więc rachunki płacić trzeba więc pracować trzeba.
    Poza tym strach, który bierze się z uzależnienia od systemu i pojawia się w momencie zaistnienia możliwości zerwania połączenia z systemem.
    Jest on oczywiście nieuzasadniony bo nie ma niczego bardziej zdrowego niż odłączenie od systemu i powrót do natury.
    Sam posmakowałem tego w tym roku i uważam siebie za głupca kiedy w duchu naśmiewałem się z rolników i działkowiczów. Teraz bardziej rozumiem na czym polega współuczestnictwo w jednej wspólnej naturalnej energii. Teraz kiedy przewracam skoszoną trawę zamienioną w gnój nie patrzę na nią jak na krowi placek ale jak na żyjącą energię. Biorę do ręki i rozcieram palcami i widzę, że to czysta, bezpłatna i samonapędzająca się energia.
    Oczywiście nie mam na to dowodów ale uważam,że gdyby wynalazkami technologicznymi nie rządził zysk i koszty to już dawno nie musielibyśmy pracować po 42 godziny w tygodniu a często więcej a np. 15 godzin. Resztę uzupełniała by technologia. Ale istnienie zysku obarczonego kosztem ukrywa rozwój technologii w tę stronę bo jest to niekorzystne dla systemu stworzonego na bazie bezustannego przepływu pieniądza.

    Natomiast system ulegnie samozagładzie i to nie jest pytanie czy ale pytanie kiedy. Zbyt liczna ilość jednostek systemu kiedyś okaże się zbędna i nie będzie potrzebna wyższym warstwom zarządzającym systemem. W jaki sposób zostanie wyeliminowana to już inna sprawa. Być może dzieje się to już.
    To dlatego właśnie szukając rozwiązań w ramach systemu nie znajdziemy ich. To dlatego właśnie systemowa „większość” powyższy tekst uzna za niezgodny z tematem bo nie jest w stanie sięgnąć myślowo poza system gdyż traktuje ją jako rzeczywistość nieograniczonych możliwości. A w rzeczywistości ta rzeczywistość jest ograniczona choć ma tysiące propozycji. Jest ograniczona ZYSKIEM. Kiedy nie ma zysku system rozpada się pomimo, że wszystko wokół rozwija się w najlepsze.

    Nie trzeba być specjalnie bystrym żeby zauważyć, że jest wielu bezrobotnych tak więc wcale nie musimy pracować długo oraz to że istnieje robotyka i elektronika i to jeszcze bardziej wspomaga nasza pracę i nas wyręcza. Dlaczego więc pracujemy dłużej i ciężej jak nigdy przedtem?
    Bo podstawa systemu ZYSK to powoduje. System się powoli dławi i zjada własny ogon. Narzuca coraz to większe obciążenia na jednostki oraz równocześnie wmawia im, że potrzebują coraz więcej kiedy komfort życia już od dziesiątek lat jest wystarczający. A biorąc pod uwagę zarządzających by wystarczający nawet w czasach rzymskich.
    Pytanie co stanie się kiedy zarządzający systemem uznają, że miliardy ludzi są niepotrzebne do dalszego utrzymywania systemu i są tylko zbędnym kosztem? Np. koszty ich utrzymania przewyższają zysk. Chyba nie trudno to przewidzieć. Koszty się tnie. A kosztów jest wiele: kontrola społeczeństwa, utrzymywanie bezpieczeństwa systemu, sankcjonowanie kar, zaopatrzenie i transport, zużycie zasobów, eksploatacja i odbudowa systemu w miejscach buntów i wiele wiele innych.

    Śmietniska nie mieszczą już zużytych zasobów. Niedługo będziemy oddychać powietrzem ze spalarni czyli koło się tak zacieśni, że wyeliminuje nas samo nasze działanie. I nie pomoże świadomość bo chciwość łechtana atrakcyjnymi propozycjami systemu rodząca pożądliwości i żądze jest o wiele silniejsza kiedy żyje się w ramach systemu.
    No chyba, że chcemy by system odrzucił nas jako przegranych i pokazywał na ulicach palcem.
    Dlatego właśnie Amerykanie zawsze na pytanie jak leci odpowiadali I`m fine pomimo, że przed momentem tornado sprzątnęło im dom.
    Bo nie mogli przed innymi przyznać się do tego, że nie radzą sobie w ramach systemu. łatwiej jest oszukać samego siebie niż spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać się że utraciło się dorobek 40 lat życia.
    Młodzi powracający z emigracji i wielkich miast Polacy robią dokładnie to samo. Robią wszystko by pozory pokazały osiągnięcie sukcesu w ramach możliwości systemu.

    Pytanie najważniejsze kto stoi za systemem. Kto pociąga za sznurki i ustala zasady? Czy są to ludzie przypadkowi? Czy ci ludzie są tak genialni czy samo istnienie systemu jest przypadkiem i nie jest niczym innym jak naturalnym rozwojem cywilizacyjnym?
    Widząc przerażającą perfekcję systemu ciężko wierzyć w przypadki oraz w niewidzialne ręce rynku. Chyba nadchodzi już czas się obudzić i wyjść poza ramy systemu albo upaść wraz z nim.

  33. Paweł pisze:

    Panie Janie F., mam prośbę odnośnie punktu nr. 5.

    „Silny pieniądz to dobry pieniądz, chociaż różni mędrcy od gospodarki
    mogą wam wmawiać, że silna waluta hamuje eksport.”

    Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że silna waluta może hamować
    eksport, bo ceny towarów eksportowych rosną i są trudniej dostępne dla
    odbiorców.
    Dlatego też prosiłbym o rozwinięcie Pańskiej myśli…

    Szczególnie, że Szwajcaria niedawno sztucznie osłabiała swoją
    walutę, właśnie z uwagi na hamowanie eksportu.
    Choć te informacje mam z prasy, więc może to tylko polityczna propaganda…

  34. Lukasz pisze:

    @Pawel

    Jesli nie jest Pan exporterem, to prosze sobie wyobrazic, ze Euro kosztuje 2 PLN i jaka ma Pan wtedy sile nabywcza (zarabia Pan juz nie 1/4 tego co Niemiec, a 1/2!) 🙂
    Nie jestem pewien, ale wydaje mi sie, ze Pan Jan ma na mysli wlasnie to, tzn., ze w ten sposob bogaca sie spolecznestwa (Japonia, Szwajcaria itp.)
    Jesli napisalem glupote, prosze Pana Jana o poprawe 🙂

  35. Jan M Fijor pisze:

    Jesli euro kosztuje 2 zl, to wtedy wystarczy mi mniejsza ilosc polskich zlotyych, eksporcie, gdyz zlotowka ma wtedy duza sile nabywcza, ktora doprowadzi w otatecznosci do spadku cen. Do tego potrebny jednak wolny rynek, a nie proinflacyjna polityka banku centralnego.

    pozdrawiam

  36. Michal G pisze:

    Wszystko ok, ale z tymi ceniami mieszkan to Pan pojechac 🙂

    Nic nie wskazuje na to, ze ta prognoza sie spelni…

  37. Wielki Kryzys pisze:

    I mimo krzywienia się i cytowania „doradców finansowych” (chyba z agencji nieruchomości) okazuje się, że Pan Fijor miał rację!

    Nie dość, że ceny mieszkań w tym roku spadły 5% – 10% to w następnym roku przewiduje się jeszcze większe spadki.

    Nic dziwnego, przy wzroście bezrobocia nikt nie myśli o mieszkaniach, szczególnie tych na kredyt (no może z wyjątkiem łasych windykatorów).

    Wielki Kryzys is coming!

  38. Jan M. Fijor pisze:

    U nas kryzys nie będzie taki wielki, jak w UE, ale zasady sa zasadami. Madrzy ludzie w takim okresie nie kupują nieruchomości, czekają na dno cenowe, a głupi, którzy by kupili, nie mają kasy. Pozostaje jecze grupa tych, którzy kupili, gdy było ich zdaniem dobrze. Niestety, nie czytali szkoły austriackiej i nie wiedzieli, kiedy jest naprawdę dobrze
    Kontrarianie, czekajcie na okazje. Cierpliwosci, to jeszcze trochę potrwa,.

    pozdrawiam

  39. glomek pisze:

    „Cier­pli­wo­sci, to jesz­cze tro­chę potrwa” Mysli Pan, że w 2012 nastąpi ten kryzys?
    bo słychać, że jak będzie źle to chińczycy pożyczą setki mld euro unii europejskiej. Kryzys o którym Pan mówi co najwyżej może się pojawić za 10 – 15 lat wraz z kryzysem demograficznym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *