nieznana-wojna-hollywod-przeciwko-polsce-1939-45-biskupski-[1]

Nieznana wojna. Hollywood przeciwko Polsce. 1939-45.

chat-dymki
33
  • Autor: M.B.B. Biskupski
  • Tłumaczenie:
  • ISBN: 978-83-89812-77-3
  • Strony: 392
  • Cena: 38 zł (cena hurtowa)
Zamów
Niezwykła książka o niezwykłym epizodzie II wojny światowej, kiedy amerykańskie środowisko filmowe – jak jeden mąż – stanęło przeciwko Polsce i Polakom, niszcząc nas propagandowo i moralnie. Zdarzenie o tyle dziwne, co niespotykane. Do ub. roku, kiedy opublikowało ją wydawnictwo University of Kentucky, nikt o tym wstydliwym epizodzie Hollywood nie wiedział; tak w USA, jak i  w Polsce.
Książka napisana ze swadą, z sercem, a przy tym wyjątkowo humorystycznie, jak na toczące się wokół wydarzenia. Gorąco polecamy!
Wstęp do wydania polskiego:
Haggada to w kulturze żydowskiej opowiadanie, rodzaj sagi, w której nie tyle chodzi o wierne odtworzenie wydarzeń    będących kanwą opowieści, co o morał, jaki trzeba z niej wysnuć. Stąd też opowieść jest komponowana w taki sposób, by zaprojektowany zawczasu morał wprost słuchaczowi się narzucał. W tym celu w jednych miejscach – jak to określił Steven Spielberg – „dodaje się dramatyzmu”, a w innych się go ujmuje i wszystko – jak powiadają gitowcy – „gra i koliduje”. Oczywiście koliduje z prawdą, ale prawda nie ma tu nic do rzeczy, bo przecież chodzi o morał. Na przykład – że Żydzi są plemieniem szczególnie upodobanym przez Stwórcę Wszechświata, który wiąże z nimi jakieś bliżej niesprecyzowane, tajemnicze projekty. Temu morałowi służy haggada odczytywana podczas wieczerzy sederowej, opowiadająca o ucieczce z Egiptu. Co tam jest prawdą, a co – dodatkiem „dramatyzmu” – trudno zgadnąć. Bo czy na przykład bez oznaczenia drzwi domów zajmowanych przez Żydów baranią juchą, wysłany przez Najwyższego Anioł Niszczyciel również i u nich dokonałby rzezi pierworodnych – czy raczej był to umówiony znak dla komanda morderców? Czy rzeczywiście Żydzi byli w Egipcie tak strasznie znienawidzeni i prześladowani, skoro ich egipscy sąsiedzi bez najmniejszego wahania, z pełnym zaufaniem pożyczają im swoje kosztowności, z którymi ci uciekają na pustynię, radując się, że w ten oto sposób „złupili Egipcjan”? Wreszcie – czy uciekają, bo dalszy pobyt w Egipcie stał się dla nich nie do wytrzymania, czy też uciekli w obawie przez represjami, jakie nieuchronnie spadłyby na nich na skutek nocnej masakry dokonanej, ma się rozumieć, przez Anioła Niszczyciela, za którym mogło jednak – niech Bóg zabroni! – ukrywać się dowodzone przez Mojżesza komando sztyletników? Bo przecież faraon, a nawet lokalny wielkorządca, takiej psoty nie puściłby chyba płazem, a zanim by mu wytłumaczono, że to nie komando, tylko Anioł Niszczyciel, mogłoby spaść wiele głów. Wyrzuty czynione Mojżeszowi na pustyni wskazują, że w Egipcie nie musiało być Żydom aż tak bardzo źle i że gdyby nie obawa przed represjami za nocną masakrę, to kto wie? – może żadnego exodusu z „domu niewoli” by nie było?  I tak dalej. Oczywiście tych wszystkich wątpliwości nikt nie podnosił, toteż haggady bez przeszkód snuły się przy szabasowych świecach w zabitych dechami sztetlach Środkowej i Wschodniej Europy, zamieszkiwanej przez wyznających chrześcijańską herezję gojów,  których Talmud stawia niewiele wyżej nad człekokształtne zwierzęta.
I taki właśnie intelektualny i emocjonalny bagaż, taki sposób postrzegania świata, mieszkańcy owych sztetli wywieźli ze sobą za ocean, emigrując do Ameryki. Wynalazek Augusta i Ludwika, braci Lumiere oddał w ręce miłośników haggad nieoceniony instrument. Dzięki kinematografowi, który bardzo szybko oczarował niezliczone miliony ludzi na całym świecie, można było przystąpić  do urabiania ich umysłów na skalę dotychczas niewyobrażalną. W kinie bowiem fikcja nabiera pozorów rzeczywistości, bo cóż bardziej może przekonać człowieka, niż to, co zobaczył na własne oczy?
Karol Olgierd Borchardt opowiada, jak to podczas rejsu „Polonii” na linii palestyńskiej, gdzie był pierwszym oficerem, podczas nocnej wachty podeszła do mostka para narzeczonych, prosząc o pozwolenie pozostania tam, by rozkoszować się pięknem nocy i morza. Wywiązała się rozmowa, podczas której w pewnym momencie goście powiedzieli zaskoczonemu oficerowi: panom to dobrze, w porównaniu z tamtymi, co wiosłują pod pokładem. Borchardt próbował przekonywać, że maszyny i tak dalej, ale narzeczeni wiedzieli lepiej: my wiemy, że panu nie wolno o tym mówić i my nie mamy do pana pretensji, ale my wiemy, jak panowie tam ich męczą i biją, my to wszystko widzieliśmy na własne oczy w kinie. Skoro obrazkowa haggada miała taki potężny wpływ  nawet na osoby w końcu z nią otrzaskane, to cóż dopiero mówić o gojach, od czasów Arystotelesa przyzwyczajanych, że prawda istnieje obiektywnie?
Dzięki temu lepiej rozumiemy przyczyny, dla których prof. Mieczysław B.B. Biskupski, kierownik katedry historii Polski i Polonii w Central Connecticut State Uniwersity w New Britain, w książce „Nieznana wojna. Hollywood przeciw Polsce, 1939-1945” zajął się opisem stosunku właścicieli „fabryk snów” w tamtejszym sztatełe do Polski i Polaków. Wprawdzie czy to z ostrożności, czy z jakichś innych powodów,  nie poświęca większej uwagi intelektualnemu i emocjonalnemu bagażowi, jaki producenci owych „snów”, które dla wielu trwale zastąpiły i zastępują jawę, przetransportowali za ocean – ale z opisu wyraźnie wynika, jak wielki wpływ na sposób postrzegania świata przez „inżynierów ludzkich dusz” miała plemienna pamięć uformowana w owych sztetlach i ukształtowana przez Talmud hierarchia rodzaju ludzkiego. Na to wszystko nałożyła się przodująca ideologia, dając w efekcie cocktail określany brutalnie „żydokomuną”.
Autor na przykład odnotowuje, że według szacunków FBI w roku 1934 liczba członków Komunistycznej Partii USA w rejonie Los Angeles nie przekraczała „marnych trzech tuzinów”, ale właśnie wtedy utworzona została „sekcja wytwórni hollywoodzkich”, która w następnych latach gwałtownie się rozrastała. Podlegała ona bezpośrednio centrali partii w Nowym Jorku, która szczególny nacisk kładła na pozyskanie do kolaboracji przede wszystkim scenarzystów. Nietrudno się temu dziwić. Skoro w samym cudnym raju Ojciec Narodów otaczał „inżynierów dusz” szczególną opieką i nadzorem, to czyż w Nowym Jorku i Los Angeles mogło być inaczej? Toteż w roku 1935 agent Kominternu Otto Katz przybył do Hollywood i przy pomocy – jakże by inaczej! – Ligi Antynazistowskiej – skutecznie poddał „fabrykę snów” zarówno komunistycznej infiltracji, jak i sowieckim standardom. Naturalnie „walka z faszyzmem” była zaledwie pretekstem do promowania w amerykańskim społeczeństwie sowieckiego punktu widzenia za pośrednictwem sztuki filmowej. Nie obyło się przy tym bez potężnych poznawczych dysonansów; oto 23 sierpnia 1939 roku, to znaczy w dniu podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow,  tamtejszy Salon został niemile zaskoczony gwałtownym zakończeniem walki z „nazizmem”, którą zastąpiła walka z „podżegaczami wojennymi”, czyli propagandą amerykańskiego izolacjonizmu. Autor skrupulatnie odnotowuje, że dokonany wkrótce potem kolejny rozbiór Polski został gorąco poparty również przez Sekcję Żydowską KP USA, która ponad wszelką wątpliwość uznała, że znalezienie się znacznej liczby współrodaków pod sowiecką kontrolą jest „dobre dla Żydów”. Czyż wypada temu zaprzeczać, zwłaszcza, że wszystkie te zawirowania, ustalenia i nastroje znajdowały swój wyraz w filmach?
Absolutnie nie wypada, zwłaszcza, że w pewnym momencie pojawił się również Złoty Cielec w postaci zamówień rządowych. Już w sierpniu 1940 roku Jack Warner z Warner Brothers oświadczył, że nakręci „każdy film, jakiego zechce administracja, bez względu na koszt”. Na odzew z drugiej strony nie trzeba było długo czekać, więc nietrudno sobie wyobrazić wzruszenie, jakie mogły w duszy Jacka Warnera wywołać słowa, że „szczerze i otwarcie traktujemy całe Warner Bros jako kolejną agencję rządową”. Toteż kiedy źli „naziści” podstępnie zaatakowali miłujący pokój Związek Radziecki, nikt nie miał głowy do zajmowania się jakimiś tam Polakami tym bardziej, że sam prezydent Roosevelt – co szczegółowo i z irytacją opisują autorzy książki „Od własnej kuli – tajna wojna między aliantami” – wprost wyłaził ze skóry, by dogodzić „wujkowi Joe”, którego upatrzył sobie za partnera, z którym będzie do spółki rządził powojennym światem. Powojenny świat, a zwłaszcza Polska i inne nieszczęśliwe kraje Wschodniej i Środkowej Europy, drogo za te fantasmagorie zapłaciły, ale na razie entuzjazm prezydenta Roosevelta do „wujka Joe” udzielił się również „inżynierom dusz”, dysponującym, jak już wiemy, doborową ekipą scenarzystów. Ci nawet robiąc film o bitwie o Monte Cassino potrafili nie zauważyć tam ani jednego Polaka. Podobnie, jak w słynnym i – jak to mówią – „kultowym” filmie „Casablanka”, który jest opowieścią o internacjonalistycznym podziemiu, podlegającym jakiemuś głęboko zakonspirowanemu sanhedrynowi. Prof. Biskupski zauważa nie bez ironii, że takie „wielonarodowe podziemie podczas drugiej wojny światowej istniało tylko w tym filmie”, ale w takim razie wizje scenarzystów musimy uznać za swego rodzaju prefigurację czasów obecnych.
Znakomitym przykładem kontynuacji tego nurtu jest cykl George’a Lucasa o gwiezdnych wojnach, którymi dyskretnie kieruje „sam główny Srul” –  dysponent Mocy, objawiający się tylko członkom  wyselekcjonowanego genetycznie sanhedrynu „rycerzy Jedi”, szczególnie uwrażliwionych na odczuwanie Mocy. Celem tych „rycerzy” jest utrzymanie pokoju w skali galaktyki, do którego droga prowadzi przez ostateczne rozwiązanie kwestii Lordów Sithów. Dzięki ultymatywnej broni, skonstruowanej przy wydatnym udziale Mocy, ostateczne rozwiązanie tej kwestii wydaje się równie nieuchronne, jak nieskomplikowane, ale zanim to nastąpi, „rycerze” toczą z „zakonem” rozmaite turnieje i bitwy, dzięki czemu scenarzyści mogą „dodawać dramatyzmu” ile dusza zapragnie, a reżyser – inkasować kolejne nagrody. Uderzające podobieństwo tego cyklu do „Protokołów Mędrców Syjonu” na pewno jest całkowicie przypadkowe, bo te „protokoły” to podobno fałszywka wyprodukowana jeszcze przez carską Ochranę. Oczywiście nie wypada zaprzeczać, ale jeśli nawet i one były tylko swego rodzaju haggadą, to nie można wykluczyć, że  niektóre zawarte tam pomysły mogły okazać się szalenie inspirujące, zwłaszcza w czasach, w których za sprawą „inżynierów dusz” granica między jawą i snem nie jest już taka wyraźna, jak kiedyś.
Stanisław Michalkiewicz
Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. marek pisze:

    Wszystko fajnie, tylko akurat reżyserem jak i producentem gwiezdnych wojen jest George Lucas, metodysta z wiary (taki konserwatywny odłam chrześcijaństwa)

  2. Jan M Fijor pisze:

    Tak, poprawilismy to. Już koryguje.
    dziekuje
    r

  3. Jan M Fijor pisze:

    Tak, poprawilismy to. Już koryguje.
    dziekuje

  4. Hiroo Onoda pisze:

    A na co poszły pieniądze od syjonistów z USA przekazane ZSRR na początku lat 20? ano na wojnę z Polską.

  5. Jan M Fijor pisze:

    Czyli słusznie. Dzięki tej dotacji mieliśmy szansę wykazać bojowego ducha i zwyciężyć. Ucierpiał Tuchaczewski, podobno syjonista.

    pozdrawiam

  6. rudyyy pisze:

    Co do akapitu o SW to dwie uwagi:
    1) G. Lucas jest reżyserem 4 z 6 filmów z serii
    2) ma ktoś namiary na dilera, u którego zaopatruje się pan Michalkiewicz?

  7. guido pisze:

    genetyczna selekcja w sanhedrynie rycerzy Jedi, hahahaha
    czy ten człowiek widział ten film?
    Panie Fijor, jak lubie Pana i to wydawnictwo, bo dobre rzeczy wydajecie, to nie wpuszczaj Pan takich ludzi na łamy

    Bo Michalkiewicz to albo mitoman, który udaje, że zna/widział Gwiezdne Wojny
    albo ma demencję

    tertium non datur 😛

  8. Jan M Fijor pisze:

    Guido, jesli masz racje, to bije sie w piersi.
    To nie jest ksiazka dla ciebie.
    od czasu do czasu musze wydac cos, zeby przezyc.
    Szkola Austriacka to dla większości rodaków2 nadal czary-mary.
    A zyc trzeba!

    pozdrowko

  9. marcinach pisze:

    @Guido
    Ja nie wiedzial, ze „Nieznana wojna. Hollywod przeciwko Polsce. 1939-45”.to ta sama z ekranu, co pan Lucas nakrecil. Musze zobaczyc czy Yoda ma jarmulke. A tak na powaznie to nie ma znaczenia, czy Lucas 2 czy 8 – bo, to w errate mozna wrzucic. Ciekawy jest sam temat tytulowej „wojny” (wprawdzie nie gwiezdnej, ale moze „gwiazdnej”?). No coz, kazdy narod ma swoj interes, tylko Polacy jakos tego nie rozumieja i tylko teorii spiskowych szukaja. A co z biologia ewolucyjna (z ktorej, korzysta pelnymi garsciami psychologia ewolucyna, ale rowniez antropologia) lub ekonomia (logika dzialan zbiorowych Macura Olsona lub Teoria wyboru publicznego Buchanana, dzialanie lobby)?

  10. marcinach pisze:

    Nie jestem antysemita, bo tego terminu nierozumiem. Moimi ulubionymi ekonomisci sa Ludwig von Mises, Murray Rothbard i Milton Friedman…

  11. Jan M Fijor pisze:

    Moimi też, choć mam też antypatie np. Krugman, Samuelson, Brus.

    pozdrawiam

  12. nd39 pisze:

    Jak to jest, że większość komentatorów skupia się na „Gwiezdnych wojnach” zamiast na tym, co jest istotą tekstu?

    Swoją drogą dlatego właśnie nie warto w tekstach odnosić się do Harrych Potterów, Gwiezdnych wojen etc. etc. bo fani tych ‚dzieł’ wiedzą o nich wszystko i są w stanie wyłapać każdy najmniejszy błąd, a gdy już się go znajdzie, wtedy cały tekst staje się dla nich bezwartościowy, bo zawierał nieścisłości dotyczące ich bożka.

  13. Biskupski, M. B. B. pisze:

    Jestem bardzo wdzięczny za przychylne słowa Pana Michalkiewicza i Pana Profesora Chodakiewicza na temat mojej pracy Nieznana Wojna. Jednocześnie jednak obawiam się jakie wrażenie wywrą one na czytalnikach. Moja książka poświęcona jest polityce Stanóew Zjednoczonych wobec sprawy polskiej podczas drugiej wojny światowej. Polityka ta wynikała przede wszystkiem ze znaczenia Związku Radzieckiego dla Waszyngtonu. Rosja była Amerykanom potrzebna, sprawa polska komplikowała harmonijne stosunki z Moskwą, więc Polska stała się kłopotliwa. Ta polityka Roosevelta była postrzegana przychylnie przez lewicę w Holywood. Lewica ta współdziałała więc z administracją waszyngtońską z krzywdą dla Polski i Polaków, nawet tych urodzonych w Stanach Zjednoczonych. Najbardziej antypolskim scenarzystą był Howard Koch, który napisał scenariusz In Our Time, będący bardzo ostrym atakiem przeciwko Polsce. Koch był także autorem scenariuszy filmów Casablanca, który – o dziwo – pomija całkowicie Polaków, oraz Mission to Moscow, który przedstawia Polskę w złym świetle. Koch był protestantem anglosaskiego pochodzenia. Why We Fight – przykład anty-polskiej propagandy – był dziełem Franka Capry, włoskiego katolika. Wilson – nudny i haniebny film nie wspominający o Polsce i Paderewskim – był zrobiony przez Darryla Zanucka, amerykańskiego młodego człowieka ze Środkowego Zachodu o protestancko-szwajcarskim pochodzeniu. Problem, o którym piszę, nie wynika ze stosunków polsko-żydowskich. W Holywood było wielu Żydów, także bardzo wpływowych. Czy holywoodzcy Żydzi polskiego pochodzenia byli przychylnie nastawieni do Polski i wspominali ich przeszłość tamże z sentymentem? Prawdopodobnie nie. Ale problem ten leży na marginesie mojej książki. Nie ma ona nic wspólnego z historią Żydów czy z „Gwiezdnymi Wojnami“. Jest ona książką o polityce, o wojnie i o Polsce w oczach Amerykanów – tak żydowskiego jak i nie-żydowskiego pochodzenia.

  14. Woziwoda pisze:

    Szanowny Panie Biskupski. Na stronie Tygodnika Powszechnego Michał Oleszczyk chroni potencjalnych czytelników książki przed absmakiem jaki mógłby zdegustować tychże czytelników głupiejących po lekturze wstępu autorstwa Pana Michalkiewicza.

  15. Camillo pisze:

    Czy nikt nie zauważył, że p. Michalkiewicz „pojechał Nergalem”. Ten wstęp neguje Biblię!

  16. Whatever pisze:

    Ja także poproszę namiar na dilera Pana Michalkiewicza. Ale się uśmiałem…

  17. Mel Gibbson pisze:

    Czy obraz Polaka głupka i pijaka w niektórych filmach made in Hollywood to jedynie przypadek? Czy Polish Jokes w filmach to tylko przypadek? Czy pokazywanie polskiego katolicyzmu jako czegoś prymitywnego to przypadek? I don’t think so!

  18. Moimoi pisze:

    Scenarzyści to jedno – producenci to drugie – kto wykładał pieniądze, ten narzucał kształt scenariusza.

  19. Leslaw Dobrzanski pisze:

    wstep do ksiazki,moze troche basniowy,nie mija sie jednak z prawda i wspolczesna rzeczywistoscia polityczna,gdzie kazda opinia o Zydach jest zla.jezeli nie jest przez nich odpowiednio ocenzurowana.Profesor Biskupski,zeby przypodobac sie Zydom podaje ze kilku scenarzystow mialo takie,czy inne pochodzenie .co nie zmienia faktu,ze zapewnie byli Zydami,o roznej religijnej orientacji,czy kraju pochodzenia.Nie trzeba siegac az tak dalekiego okresu,w dzisiejszej Polsce zydowska gazeta GW celuje w antypolskiej i antykatolickiej kampanii, sekunduje jej grono zydowskich dyzurnych,pracujacych 24 godziny na forach. Zydzi sa i byli antypolscy,a sklada sie na to wiele czynnikow jak;wspolna historia,doskonala znajomosc zydowskiej natury i nikczemnosci.W Polsce nie da sie zamiesc pod dywan powszechnego udzialu Zydow w budowaniu siermieznego socjalizmu i zydowskiego aparatu terroru,jak UB. Dzisiaj na czele Polski stoi Zyd Komorowski,jego zona jest Zydowka corka zydowskich pracownikow UB.Na czele rzadu stoi Zyd niemieckiego pochodzenia Tusk,na czele Sejmu Zyd Szechtyna itd.itd.

    Leslaw Dobrzanski

  20. Oficer pisze:

    Widzę że tow. Bereta znowu nieźle namieszał!

  21. Jozf Figa pisze:

    Michalkiewicz na prawo do swoich pogladowi ich publicznego wypowiadania. Ale powinien miec troche poczucia przyzwoitosci i brac za nie odpowiedzialnosc. Proba podszycia swojejgo obsesyjnego antysemityzmu pod prace naukowa profesora Biskupskiego lub kogolwiek innnego, to zwykla bezczelnosc.

  22. Leslaw Dobrzanski pisze:

    Pytanie do Pana Jozefa Figi,czy Gross cierpi na „obsesyjny antypolonizm” i co jest nieprawda w tym co pisze Michalkiewicz? Konkrety prosze,a nie pomowienia.

  23. Józef K. pisze:

    Pan Michalkiewicz zakwestionował w swoim tekscie prawdziwość Starego Testamentu ,robiąc z Niego jakąś żydowską legendę.Przypominam ,że Stary Testament jest integralną cześcią Biblii ,którą Kościół Katolicki przyjmuje kanonicznie jako Słowo Boże.I co na tą ewidentną herezję Ojciec Dyrektor ?
    Pan Michalkiwicz jest stałym publicystą na arcykatoliczkich falach i łamach ,kierowanych przez Ojca Tadeusza.

  24. Paweł pisze:

    Wstyd i hańba publikować znaczącą naukową pozycję z przedmową przygłupa Michalkiewicza. Panie Fijor, powinien się pan ze wstydu pod ziemię zapaść.

  25. Marcin pisze:

    Fantastyczny wstęp, mam nadzieję, ze książka mu dorównuje! Wiele komentarzy powyżej dowodzi skuteczności tresury. Jak bardzo potrzeba więcej takich mądrych i odważnych ludzi, jak Stanisław Michalkiewicz!

  26. Jan M Fijor pisze:

    Na wszelki wypadke poprosze o listę ewentualnych piszących, uprawnionych do pisywania wstępów w wydawanych przez nas książkach. To mi bardzo pomoże. o listę wydawanych tytułów nawet nie smiem prosić, bo przecież nie zrobię konkurencji masowym wydawcom podręczników szkolnych.

    Ukłony

    PS,. A ksiązka biskupskiego naprawdę świetna. dowcipna, rzeczowa i barwna. Polecam!.

  27. marcinach pisze:

    Proszę o wycięcie moich dwóch poprzednich komentarzy:
    P. Michalkiewicz pisze to, czego inni się nawet boją pomysleć. Powodów jest kilka, o których szkoda teraz pisać. Zresztą, już z boku czają się anty-antysemci i dostanę po łapkach lub chociaż żółtą kartkę. Swoją drogą, musi to być ciekawy temat, nawet pomijając wątek p. Michalkiewicza. Książkę p. Biskupskiego zostwiam sobie na deser – za jakiś czas. A p. Michalkiewicz jest kompetentnym i bardzo konsekwentynym pisarzem. Fakt, przybliża jak pod mikroskopem sprawy, o których byśmy woleli nie wiedzieć i najlepiej przemilczeć, bo tak jest >nieźlejHistoria zatacza kołosoc-liberalnych< stróżów Pisma.

  28. Jagnella pisze:

    Hmm. To Platon mówił, że Prawda istnieje obiektywnie. Arystoteles twierdził, że jeśli coś się zgadza z faktami to jest to prawdziwe. Arystoteles nie był idealistą.

  29. Sataniszek pisze:

    Patrzę na te komentarze 2 tygodnie później i zastanawiam się, jak wielu ANTY trafiło tu, na ten portal, chociaż swoje kontrpropozycje mogli powypisywać w innych, bardziej uczęszczanych miejscach. Może to jakiś atawizm? Zamiłowanie do skrobania gwoździem po ścianach szkolnego klozetu?

  30. jajacek pisze:

    wsciekle komentarze przeciwko p. Michalkiewiczowi przekonuja mnie ze ksiazka jest wyjatkowa. radze zydom sluchac innych zydow.n czasem przemilczenie wroga daje lepszy efekt niz oplucie go. panie fijor, zamawiam wieksza ilosc. bede mial znakomity prezent dla moich przyjaciol na gwiazdke !!!! a plujacym polecam witamine c w duzych dawkach – slinotok zapewniony.

  31. Zachwycony pisze:

    Dawno nie usmialem sie szczerze taka iloscia inteligentnych, a dowcipnych wypowiedzi, lacznie z tekstem Michalkiewicza, ktory tez lamie konwenanse, czasem az nazbyt odwaznie. Cudny jest tez Prof. Bisupski z tym niby zagubieniem, co sie w tej Polsce wypisuje, ale i czuje tez, ze wstep i ta dyskusja moze furore ksiace przyniesc. Wie o tym podswiadomie chyba Jan M Fijor i dowcipnie moderuje te dyskusje. Dawno sie nie ubawilem w internecie, jak za spara Tych Inteligentnych Panow i jak Jajacek chyba wszystko przeczytam z ochota.

  32. […] traktuje książka M. Biskupskiego „Nieznana wojna. Hollywood przeciwko Polsce. 1939 – 45” (http://www.fijor.com/2011/08/10/2793/). Jak widać, propaganda nazistowska i amerykańska pracowały ręka w rękę przeciwko Polakom […]

  33. Maksymilian Otrebowski pisze:

    Ksiazka Biskupskiego rzeczywiscie moze byc ciekawa. Wrecz bardzo ciekawa.
    I wielka szkoda, ze te ciekawosc niemal zabija belkot trawionego goraczka czlowieka, ktory ma wyryte laserem „ZYD!” na siatkowkach obojga oczu. Owo indywiduum wzieloby nawet legendy Aztekow i znalazl w nich zydowskie korzenie. Co tam Aztekow. U Navajo, Cherokee albo u samych Inuuitow znalazby komanda sztyletnikow, ktorych jedynym celem jest pozbawianie ludzi napletka.
    Tekst o Gwiezdnych Wojnach, ktory tak podoba sie jednym, a tak mierzi drugich, jest w istocie bardzo dobrym wskaznikiem obiektywizmu pana Michalkiewicza. Nie wazne o czym piszemy, wazne zeby udowodnic swoja teze…
    …czy czegos Wam to nie przypomina? Czyzby Michalkiewicz, swiety rycerz walczacy z zalewem syjonizmu, sam stosowal haggade?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *