Jakoś to będzie?

chat-dymki
0

Dampush 1982

czyli o interesach,  jakie robiliśmy w
Delhi na górskiej wyprawie do Nepalu


Czytając
te słowa można by sądzić, że stanowiliśmy zgraję handlarzy, przemytników i
oszukańców. Niewątpliwie środki stosowane przez takich specjalistów nie były nam
obce. Ale cel zwykle był inny i może nawet te środki choć trochę uświęcał.
Przyjeżdżali tu często ludzie zadłużeni. Zapożyczyli się u rodziny, aby w ogóle
przyjechać. Długi trzeba oddać. A jak ktoś raz zobaczył wielkie góry, to zaraz
będzie chciał zobaczyć je znowu. Znowu będzie potrzebna gotówka. Chciałby też
każdy, choć cokolwiek, z tych stron powiesić u siebie na ścianie. Czasem będzie
to nawet kawał drewnianej snycerki ze starego okna w Kathmandu. Nie zawsze jako
szpan dla kolegów. Czasem miło samemu popatrzeć. Wytrzeć łzę rękawem. Ale po co
się rozczulać. Każdy powinien chcieć i
umieć zarobić trochę pieniędzy
. A w dziesięć lat później okazało się, że
może właśnie dzięki wprawie takich obieżyświatów-handlowców wszystko nagle i
niespodziewanie ruszyło z kopyta.

Na
jednej z górskich wypraw nasza pani doktor chodziła z wielką kulistą bańką. I
potem przez cały dzień marszu, ten globus kołysał się na szczycie jej plecaka.
A każdego ranka był napełniany wodą przegotowaną i wszyscy byliśmy uczciwie
ostrzegani, że to woda nie dla nas, a jeśli chcemy pić to sami się o siebie
zatroszczmy. I potem w południe, nam leniom oczy na wierzch wychodziły, gdy z
zaschłym gardłem patrzyliśmy na pełną bańkę. Ta historyjka jest ważna, bo
tłumaczy podział świata na tych co mają i na tych co tylko chcą mieć. Każdy
czuje, że to nieładnie, że jeden pije, a reszta patrzy, ale mało kogo dziwi, że
jeden dźwiga, a inni idą swobodnie, ciesząc się życiem i jeszcze patrzą na tego
objuczonego tragarza jak na przygłupa, robola. A potem nie dość, że robol sam
pije, to jeszcze innym nie da, chytry i samolubny drań. I tak ze wszystkim.
Jeden zje oba ciastka od razu, a drugi tylko jedno, a pozostałe odłoży i potem
stanie się egoistą, gdy sam je będzie pożerał. Przecież każda religia uczy,
żeby biednego nakarmić, napoić. A potem zdziwienie. Że jedni na tym świecie
mają, a drudzy tylko są. I to z rozdziawioną gębą.

Ludzie
są rozmaicie obdarowani. Różni się już rodzimy. Jedni bystrzy, drudzy tępawi.
Jedni w biedzie, drudzy bogaci od urodzenia. Potem przez całe życie jednych los
smaga, innych nagradza. Sprawiedliwości żadnej. A więc rozważania o równości to
piękne utopie. Tymczasem właśnie tym pokrzywdzonym należy się pomoc, płynąca
właśnie z miłości. Ale czy i tym, którzy rano nie ugotują sobie wody. Bo przecież „jakoś to będzie”. I zwykle
jest
.

 

Jacek Kamler

 

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *