Odpowiedź Tuska

chat-dymki
11

Jakie są sprawdzone sposoby pokonywania kryzysów gospodarczych? Takie pytanie powinien sobie postawić premier Donald Tusk, zanim wygłosi orędzie swego nowego gabinetu i sformułuje budżet na wypadek grożącego Polsce załamania gospodarki. Czy premier odrobił zadanie domowe? A no zobaczmy…

Dobre sposoby

Nie ma wątpliwości, że najlepszym, a może nawet jedynym sposobem na stabilny wzrost gospodarczy są nowe inwestycje. Przynoszą one nie tylko wzrost produkcji, ale i zatrudnienie, pracę, dochód. Jak je przyciągnąć? Sprzyjając inwestorom, którzy najchętniej i najkorzystniej lokują swoje pieniądze i wysiłki w sektor prywatny. Konieczna jest zatem prywatyzacja. Co jeszcze?
Deregulacja, czyli uwolnienie gospodarki od pęt, które hamują ludzką przedsiębiorczość. Deregulacja, to także spadek zatrudnienia w sektorze publicznym i niższe wydatki budżetowe administracyjne. Za jednym zamachem dynamizujemy
inwestowanie i obniżamy wydatki, co umożliwia cięcia podatków, w tym, spadek kosztów pracy. W ten sposób najbardziej produktywni obywatele odczują ulgę w portfelach, tworząc za te dodatkowe pieniądze nowe miejsca pracy dla tych, którzy – z powodu bezrobocia – byli dotąd na garnuszku państwa. Teraz będą mieli pracę. Co jeszcze sprzyja rozwojowi, dobrobytowi mieszkańców? Na pewno, oszczędzanie, gospodarność, silna konkurencja na rynku, niższe koszty pracy, a także wzrost
wydajności pracy.

Precedens

Recepta jest, tylko sięgać. Tym bardziej, że została sprawdzona już w połowie lat 80. ubiegłego wieku przez ówczesnego
prezydenta Stanów Zjednoczonych, Ronalda Reagana. On też stanął oko w oko z dramatyczną sytuacją gospodarczą. Kto wie, może nawet bardziej dramatyczną  niż ta, przed jaką usiłuje nas ochronić premier Tusk. Deficyt budżetowy sięgał 80 procent PKB, bezrobocie było dwucyfrowe, bazowe stopy procentowe (w związku z wysiłkami zahamowania dwucyfrowej
inflacji) znajdowały się na poziomie powyżej 20 procent, mimo to dolar dołował, a tradycyjnie wysoki wolumen inwestycji zagranicznych w USA spadał w tempie dwucyfrowym. Na domiar złego trwała wojna; zimna, kosztowna  wojna.

I co w tej sytuacji uczynił prezydent USA?

Wbrew opozycji kongresowej, nie tylko nie podniósł podatków, ale je obniżył. Wiedział bowiem, że obywatel zawsze lepiej
wyda swoje pieniądze niż zrobi to biurokrata rządowy. Dlatego marginalną stopę podatkową, która wynosiła 50 procent obniżył do 28 procent. Obniżył też podatek korporacyjny. Zamiast trzymać gospodarkę w garści i stosować doktrynę oblężonej
twierdzy, Reagan rozpoczął deregulację, najpierw transportu lotniczego, systemu bankowego, telekomunikacji, potem też przemysłu naftowego i wydobywczego. Już pół roku później wpływy podatkowe państwa brutto wzrosły; w ciągu roku były wyższe o 90 procent. Ludzie mieli więcej pieniędzy w portfelu i je inwestowali. I to pomimo wzrostu opodatkowania zysków kapitałowych, a la podatek Belki, co było koncesją wobec demokratów za to, że zgodzili się na ogólne cięcia stóp podatkowych. Mieszkałem wtedy w USA. Widziałem więc na własne oczy, jak działa reaganomika. Na własnej skórze czułem, jak gospodarka rośnie, jak spada oprocentowanie kredytów (w 1987 było ono już w pobliżu 10 procent), jak rośnie rynek nieruchomości, zwiększa się ilość miejsc pracy, jak rośnie duch Amerykanów.

Odpowiedź Tuska

Jakie są priorytety premiera Polski AD 2012?

On nie dba o pieniądze Polaków, robi wszystko, żeby jemu, czyli rządowi nie zabrakło. I dlatego podatki podnosi, zniechęcając od inwestowania w polską gospodarkę. Tym bardziej, że duży rząd, nadregulacja, biurokracja utrudniają
życie i hamują przedsiębiorczość. Jakby  mu było mało, podnosząc podatek Belki, zwalcza cnotę oszczędności. Oficjalnie Tusk
walczy z bezrobociem, faktycznie zaś pracuje nad jego wzrostem. W myśl zasady, że im więcej obywateli bez pieniędzy i pracy, tym większa wdzięczność wobec biurokratów, którzy wezmą tych nędzarzy na garnuszek socjalu. Na jakiej
podstawie rzucam takie oskarżenie? To proste, ktoś kto chce, żeby ludzie pracowali, nie podnosi ceny pracy (podatek ZUS), lecz ją obniża. Nie trudno zgadnąć, że przy takiej polityce nie będzie miejsca na zmniejszenie sektora państwowego, ani tym
bardziej na prywatyzację majątku państwa, który służy jako miejsce pracy dla establishmentu politycznego.

Czyżby zatem premier Tusk i jego rządu nie chciał, aby Polacy żyli w prospericie i było im dobrze? Może i by chciał, ale kłóci się
to z dobrobytem samego premiera i jego kamaryli. Państwo i jego przedstawiciele żyją kosztem narodu, i przeciwnie, im narodowi lepiej, tym rządowi niekoniecznie. Problem jednak leży w tym, że większość ludzi – podobnie jak premier Tusk i jego doradcy – widzi tylko to co widać, a konkretniej, co słychać z mównic rządowych. Kiedy rząd im mówi, że będzie o nich dbać i będzie imdawać, to  im się wydaje, że coś na tym zyskają. Nie wiedzą, o naiwni, że to co rząd im da, to najpierw weźmie, oddzieli swoje i resztę, zwykle będzie tego do 20-30 proc. wziątka, zwróci „dawcom”, którzy w zamian za to będą stratni, ale
pełni nadziei.

Konkluzja

Donald Tusk robi wszystko, żeby rządowi i rządzącej partii było dobrze. Dlatego nawet nie ryzykuje prosperity, bo a nuż
się nie uda…

Reagan przeciwnie. On nie bał się tego, że w przypadku fiaska naród go wypędzi, potępi. Uważał, że teoria ekonomiczna
jest po jego stronie, że to się musi udać. Zaryzykował, wiedząc że w razie porażki zapłaci cenę utraty władzy. To nie był malutki polityk, dla którego najważniejsze są rankingi popularności i bezmyślne poparcie milczącej większości. To był mąż stanu, który chciał aby ludziom żyło się lepiej, bez względu na to, czy będą na niego głosować, czy nie. Nie bał się lewicowych
haseł i protestów, nazywając je po imieniu:  hipokryzją. Zwykli Amerykanie to zrozumieli i dlatego w drugiej kadencji, ten wyśmiewany przez lewactwo, przez Hollywood i potępiany przez związki zawodowe „kowboj” zdobył poparcie nawet ze strony s swoich największych wrogów ideowych.

William Niskanen, szef doradców ekonomicznych prezydenta USA uważa, że odważna, wręcz ryzykowna strategia Reagana doprowadziła do bezprecedensowego w dziejach Ameryki okresu wzrostu gospodarczego, zamożności i awansu ekonomicznego ludzi najuboższych. Przez kolejne 20 lat, mimo energicznych prób dewaluowania dorobku i samgo Reagana, jego spuścizna trwała aż ostatecznie dobili ją wojnami George W Bush oraz Barack Obama.

Nasz premier, minister finansów czy minister spraw zagranicznych mężami stanu nie są. To statystyczni politycy, dla których liczy się władza, splendory i poklask układu, a nie interes kraju, narodu,  Polaków. Tusk chce, aby ludzie go kochali;
Rostowski ma swoje plany, o których pisać niezręcznie, a Sikorski na dodatek nie rozumie się na ekonomii. Jedna nadzieja w tym, że Polacy mają charakter i nie pozwolą, aby rząd psuł im pracę i niweczył ambicje. Jak to uczynią? Wzrostem przedsiębiorczości, oporem wobec przemocy ze strony państwa i pewnie szarą strefą. Jeśli osiągniemy w najbliższych latach sukces gospodarczy, a wierzę, że tak, to będzie on właśnie udziałem rebeliantów, a nie uświadomioną strategią rządu, który boi się najprostszych reform. Bo trudno przecież za reformę uznać większy haracz podatkowy, więcej regulacji, więcej kontroli i
represji i mniejsze emerytury przy wyższych składkach.

Jan
M Fijor

www.fijor.com

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. marcinach pisze:

    Brawo p. Janie. Reagan był niesamowity, ale Polsce przydalby się ktos tak zdecydowany jak baronessa Margaret Thatcher.

  2. Jan M Fijor pisze:

    No, przydałby się, ale go/jej nie ma. Są za to małe cwaniaczki.

    pozdrawiam

  3. Stanisław pisze:

    Najważniesze , że ochronił Polaków przed Kaczyńskim.
    Gospodarka, podatki ? Jakie to ma znaczenie ?

    Nie wyobrażacie sobie jakie by były podatki jakby rządził PiS.
    Napewno byłoby gorzej.
    PiSowska zgraja nic nie potrafi. Nawet podnieśc podatków .

    Dlatego cieszę się, że jest dobrze.
    Podatki miały być 3 x15 %, ale jak dobrze pójdzie to bedą 3 x 30 %.
    Wolę jak moje podatki wydają prawdziwi europejczycy.
    Jak bedzie trzeba to dam i 40% a może i 70%.
    Tylko prawdziwie nowoczesny Polak potrafi zadłużyć moje dzieci, wnuki i prawnuki.
    Mieszkać na zielonej wyspie, to polish dream…., i ja w nim uczestniczę.
    Mieszkać w kraju, wśród ludzi o nieprzeciętnej inteligencji, jakim bez wątlienia są Polacy to następny dream.
    A być zarządzanym przez geniuszy intelektualnych to prawdziwe szczęście.

    P.S
    Aha, jakby ktoś chciał kupić moje nieruchomości w Polsce to się polecam . Jedyna okazja

  4. marcinach pisze:

    Fakt. To bardzo smutne. W Polsce reformowanie malymi kroczkami (o ktroej mowia liberlani bochaterowie lat 90-tych) nic nie da. Odroczyc kryzys do nastepnych wyborow? Bez demontazu obecnego systemu niewiele sie zmieni. Szwedzi zmniejszaja wydatki publiczne i ma to pewne pozytywy, ale nie nadrobia takimi kroczkami straty 60 lat spowodowanych panstwem opiekunczym. A co z Polska? Najpierw PRL, a potem nieudolne, bo odgornie , budowany kapitalizm (przynajmniej tak to brzmialo: L. Balcerowicz w 1989 roku mowil o systemie gospodarczym zblizonym do zachodniego. Rzad do konstytucji wpisal spoleczna gospodarka rynkowa). Pytania: jakiego kapitalizmu? Gdzie wolnosci gospodarcze? Ile wlasnosci prywatnej jest w Polsce? Wspolczesni politycy pokochali – pozwole sobie uzyc terminu prof. Tarchalskiego – „finansowy socjalizm”.

  5. Jan M Fijor pisze:

    Co gorsza, o socjalizmie mówi sięcoraz bardziej z podniesioną głową, a dobrodziejstwa kapitalizmu się przemilcza. Na uczelniach wyższych modne jest socjalizowanie, niemodne liberalizowanie. do głosu dochodzą etatyści, keynesiści, utrąca się nawet tych, którzy chcą nieco więcej wolności. jak w takiej atmosferze kraj ma się rozwijać? Nie ma gdzie uciec, bo cała UE taka sama. USA też. Urzas!

    pozdr

  6. nd39 pisze:

    Niestety dla tych oszołomów ciągle największym autorytetem pozostaje Marks. Dlatego nie zdziwię się jeśli kolejnymi metodami na „kryzys” będzie zwiększanie podatków. Wystarczy spojrzeć w jaki sposób próbuje się „ratować” Włochy.

  7. Co chwila odradząją się pomysły, by ograniczać dostęp do tego czy owego zawodu, by to czy owo regulować, koncesjonować itd. Jak to się ma do liberalizmu? A UE i dyskusje nt. krzywizny ogórka, czy truskawka jest warzywem czy owocem itp. – państwa w państwie powinno być jak najmniej i jak najwięcej swobody gospodarczej. Obecny nowy stary rząd zdaje się tego nie rozumieć i jeżeli w jakiś sposób w najbliższych latach będzie wzrost gospodarczy (jak w ostatnim akapicie pisze Pan Jan), to rząd przypisze go sobie, bo przecież propaganda sukcesu, ekipa fachowców, „rząd zderzaków na trudne czasy”. Przydaliby się mężowie stanu potrafiący stanąć ponad podziałami i patrzący dużo bardziej perspektywicznie niż koniec interesów partii i własnego nosa.

  8. Jan M Fijor pisze:

    Już dawno wiadomo, że rządy Tuska nie są liberalne. Jedynym ich celem jest utrzymywanie się przy sładzy, co w UE nie jest żadnym wyjątkiem. Prywata!

    Ukłony

  9. Janek pisze:

    Nie rozumiem dlaczego aby uniknąć tego co jest w przyszłości i zrównoważyć strefę gospodarki europejskiej zamiast wprowadzać wspólną walutę zarządzaną z jednej centrali pozostawić waluty stare ale zwyczajnie nadać im równy stosunek wartości 1:1. Efekt przecież będzie taki sam.

    Co do Tuska to stanie się on kim zechcą by reprezentował konkretne interesy. Jaka to różnica czy poklepywany po plecach będzie liberał czy lewak?
    To całe nazewnictwo to zwykła zasłona dymna nic więcej. Byleby pójść do wyborów.

    Gwarantem spokoju w gospodarce jest zachowanie równowagi czyli uczciwy podział w procesie powstawania wartości dodanej na zasadach np. udziałów oczywiście proporcjonalnie do poniesionych nakładów.
    Obecnie jest tak, że śmietankę spija właściciel przedsiębiorca a zatrudnieni nie domagają się swojej części zgodnie z poniesionymi nakładami bo nawet nie wiedzą jak to policzyć. nie mają dostępu do danych. Stąd bierze się patologia i zachwianie równowagi w strukturze.
    Tyle się mówi o demokracji ale tylko w polityce. Dlaczego nie zastosować jej w gospodarce i podziale wypracowanych dóbr zgodnie oczywiście z formalnym prawem?

  10. Jan M Fijor pisze:

    @Janek – czy to może przedswiąteczna depresja tak panem targa? ilość 1;1, parytet pieniądza 1;1, a może by tak jednak połówkę spróbować. Podobno teraz krupnik podchodzi najlepiej.

    Ukłony

  11. Janek pisze:

    rozumiem, że dla Pana 100zł różni się od 100euro lub 100dolarów czymś więcej niż nazwą? Proszę mnie oświecić czymże? Może kolorem farby czy rodzajem papieru? Czekam z niecierpliwością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *