Fasada (korespondencja z Gruzji, dokończenie)

chat-dymki
3

W minioną noc sylwestrową, prezydent Gruzji (dochód narodowy ok. 1700 dol. na osobę) zafundował narodowi koncert Julio Iglesiasa w amfiteatrze w Batumi (http://www.georgiatoday.ge/ ), za który artysta policzył sobie blisko 2 miliony dolarów. Nowy Rok 2011 witała Gruzja przy śpiewie Andrea Bocelli. Rachunek również szedł w miliony dolarów.

Wojna w kulturze

W miejsce wolności, reform i nadziei na przyszłość, rząd raczy nas nędzą, głodem i korupcją. Naród rozpada się moralnie i politycznie. W ciągu ostatnich kilku lat, wskutek nieroztropności prezydenta, Gruzja straciła  swoje perły w koronie, autonomiczne republiki, Abchazję i Adżarię, a także Osetię Południową. Tępi się najdrobniejsze przejawy opozycji. Saakashvili niszczy najlepszych ludzi. Nie tego spodziewał się Gieorgij Tewzadze po rewolucji róż z 23 listopada 2003 roku, gdy w Gieorgioba, święto jego patrona, triumwirat na czele z ówczesnymi ministrem sprawiedliwości, późniejszym prezydentem kraju, Michaiłem Saakashvili, zmusił do rezygnacji niezdarnego Edwarda Szewardnadze. Nowy prezydent obiecywał że wyrwie kraj z dręczących go od chwili upadku ZSRR bratobójczych walk, marazmu, chaosu i przestępczości. Dzisiaj Tewzadze wstydzi się swej naiwności. W przeciwieństwie do większości Gruzinów, którzy choć czują podobnie jak on, z lęku przed konsekwencjami, kryją się ze swoją wrogością wobec głowy państwa, on wręcz żąda ujawnienia swoich personaliów. Z wykształcenia muzyk i muzykolog, prowadzi dziś udane gospodarstwo rybne, ale jeszcze 4 lata temu był dyrektorem jednego z największych i cieszących się wyjątkową sławą teatrów dramatycznych z terenu byłego ZSRR. Za taki właśnie uchodził tbiliski Teatr im. Shota Rustawelego, który Tewzadze objął w 1990 roku.
– Królowa Elżbieta II zaszczyciła nas dwukrotnie, podczas występów w Londynie – wspomina z nutą dumy i żalu – Nie mogła wyjść z zachwytu nad gruzińską adaptacją szekspirowskiego Ryszarda III. Nie było miesiąca, żebyśmy gdzieś nie byli zapraszani; Paryż, Rzym, Londyn, Moskwa, Berlin.

Zdobywali nagrody, wyróżnienia, bilety na ich spektakle były wyprzedawane do ostatniego. I oto po 17 latach sukcesów, Tewzadze został z dnia na dzień zwolniony. Powód? Wypowiedział się krytycznie o polityce kulturalnej urzędującego prezydenta. Poszło o…Stinga. Oburzyło go to, że rząd lekką ręką wydaje milion dolarów na darmowy koncert brytyjskiego artysty, a gruzińscy artyści muszą szukać pracy poza granicami kraju, bo środków na kulturę rzekomo brak. Konkretnie poszło o wybitnego gruzińskiego reżysera teatralnego, Roberta Sturua (http://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Sturua), który z braku zajęć w swoim własnym teatrze musiał szukać pracy w Londynie. Tewzadze  stracił stanowisko i pracę. Zresztą niewiele później stracił je także w podobny sposób Sturua. Nie spodobała się prezydentowi wypowiedź reżysera, który  stwierdził publicznie, cytuje Tewzadze, iż „prezydent nie orientuje się w prawdziwych potrzebach narodu, bo jest Ormianinem”.

Nie był to przejaw niechęci wobec sąsiadującego z Gruzją narodu, lecz wyraz protestu wobec ignorowania i poniżania rodzimej kultury przez sprawującego władzę prezydenta. Przewodzący gruzińskim narodowcom ze Zjednoczonego Ruchu Narodowego, Saakashvili oskarżył Sturua o ksenofobię i z teatru go wylał.

– Neofici chętnie udają nadgorliwość – tłumaczy Gieorgij Tewzadze. A to, że o Saakashvili jest z pochodzenia Ormianinem wie w Gruzji każde dziecko. Jeśli więc nie jest swój, to jak ma dbać o kulturę nie swojego kraju?

Spór artystów gruzińskich z prezydentem– twierdzi Tewzadze – ma wyłącznie podłoże polityczne – W walce o władzę
absolutną, Saakashvili manipuluje opinią publiczną.

A co ma z tym wspólnego Sting?

Sting, ale i Andrea Bocelli, Shakira, Placido Domingo, Jose Carreras, czy Julio Iglesias to artyści, którzy mimo woli
stali się marionetkami wykorzystywanymi przez prezydenta w swoistym teatrzyku politycznym i swoją zgodą na warunki tbiliskiego dworu robią narodowi krzywdę. Na przykład, w minioną noc sylwestrową, prezydent zafundował narodowi koncert Julio Iglesiasa w amfiteatrze w Batumi (http://www.georgiatoday.ge/ ), za który artysta policzył sobie blisko 2 miliony dolarów. Rok wcześniej, Nowy Rok witała Gruzja przy śpiewie Andrea Bocelli. Wcześniej, przy różnych okazjach po milionie dolarów otrzymali: Sting, Domingo, Shakira, Careras i parę innych gwiazd.

– Czy nas stać na taką rozrzutność? – oburza się Tewzadze. I chyba ma rację. Aby zdobyć Iglesiasa dla siebie, Gruzja przelicytowała Miami, Buenos Aires, Las Vegas  i kilka innych zamożniejszych metropolii, które zabiegały o sylwestrowy występ hiszpańskiej gwiazdy.

Być może narodu na taką rozrzutność nie stać, ale prezydentowi miłość do światowych gwiazd opłaca się. To dla niego reklama polityczna. Dzięki koncertom zyskuje poparcie biernej większości, która okaże mu wdzięczność przy kolejnych wyborach. Szasta więc, już to na drzewko Bożonarodzeniowe w centrum stolicy zakupione za pieniądze z kasy publicznej za ekwiwalent 3 milionów złotych; są kolejne okazałe pomniki, fontanny, festiwale, aż cztery huczne bale w Sylwestrową noc na ulicach stolicy. Wśród młodzieży, która urok życia widzi w zabawie, wdzięczność jest największa. Przeszłość i starsze pokolenia – powiedział niedawno Saakashvili na spotkaniu z młodzieżą – trzeba spuścić z wodą w klozecie. W taki sposób głowa państwa wznieca międzypokoleniowy konflikt, zyskując sobie głosy tych, którzy nie pamiętają co mówił, gdy doszedł do władzy.

– Wtedy – wspomina Tewzadze – poparliśmy go wszyscy. W wyborach 2004 roku, które przypieczętowały władzę obecnego  prezydenta, poparło go aż 90 procent narodu. Miał 36 lat, robił dobre wrażenie, powoływał się na swoje amerykańskie korzenie, obiecywał kapitalizm dla wszystkich, walkę z korupcją. I  co mamy dzisiaj – zasępia się Georgij Tewzadze.

Wojna z Rosją

Michaił Saakashvili rozpoczął swoje rządy od wojny na górze; pozbył się szefowej parlamentu, Nino Burdżanadze,
potem w tajemniczych okolicznościach zatruł się gazem premier Żurab Żwania; przeprowadził co prawda czystkę w policji i poprawił bezpieczeństwo w kraju, ale korupcja nadal kwitła. W miejsce skorumpowanych urzędników reżymu Szewardnadze, pojawili się przedstawiciele nowego reżymu. Pewny poparcia ze strony Amerykanów, którzy w zamian za życzliwość w trakcie wojny z Irakiem obiecali Gruzji pomoc, rozpoczął rządy silnej ręki, wywołując równocześnie  niepotrzebny nikomu konflikt z Rosją. Na jego skutki nie trzeba było długo czekać. Z okazji skorzystali nacjonaliści abchascy i adżarscy, którzy znaleźli pomoc i poparcie w Moskwie. Rosja odcięła Gruzji pomoc gospodarczą, potem nastąpiły ograniczenia w handlu, spadek inwestycji rosyjskich w Gruzji, aż wreszcie zerwanie stosunków dyplomatycznych między obu krajami.

– Najgorsze jednak – kontynuuje swoją opowieść Tzewadze – było to, że Rosjanie, którzy nawet w czasach sowieckich darzyli Gruzinów najwyższą sympatią, czego efektem była  bezprecedensowa autonomia
kaukaskiej republiki, stracili do nas serce. Z polskiego punktu widzenia brzmi to co najmniej niejasno. Michaił Saakashvili cieszy się w Polsce  sympatią, a prezydent Lech Kaczyński nagrodził go Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi RP, trzeba jednak pamiętać, że na terenie ZSRR i w dzisiejszej Rosji mieszka od lat prawie 30 procent Gruzinów. Gruzińską diasporę w Rosji można porównać do Polonii amerykańskiej. Skutkiem polityki konfrontacji był dramatyczny spadek prestiżu Gruzinów, wygodna dla prezydenta psychoza oblężonej twierdzy, a przede wszystkim gwałtowne obniżenie się poziomu ich życia.
Pod koniec 2007 roku ludziom puściły nerwy.Poczuli się zdradzeni. Wyszli na ulicę. Prezydent ogłosił stan wyjątkowy,
wyprowadził wojsko na ulicę, siłą tłumiąc manifestacje ludności. Jednakże pod wpływem nacisków ze strony Waszyngtonu zgodził się rozpisać nowe wybory. Odbyły się one z początkiem 2008 roku. Saakashvili uzyskał już tylko niewiele ponad 50 procent głosów, po raz drugi uzyskując mandat narodu. Wymęczony, zdezorientowany  naród po raz drugi okazał prezydentowi zaufanie.

– Trzeciego razu już nie będzie! – odgraża się Tewzadze, który zrezygnował z ogromnego kontraktu artystycznego w Moskwie, żeby z bliska przyglądać się władzy na ręce i czeka. Nie on jeden. Pod pokrywą gościnności, łagodności i patriotycznych toastów wykrzykiwanych przez gruzińskich tamada w sercach tych kaukaskich bojowników kryje się żal, bunt i determinacja. Michaił Saakashvili udaje, że tych podłych nastrojów nie dostrzega. Na wszelki wypadek, w czasie wizyty z okazji święta winobrania w Kahetii, kazał jednak rozmieścić na dachach domów snajperów.

Fasada

Przepaść między prezydentem a narodem powiększa się.

Uroczyste przecięcie wstęgi z okazji oddania do użytku, po długiej renowacji, XIX. wiecznego prospektu w sercu Tbilisi, Alei Davita Aghmashenebelego, nazwanej od imienia gruzińskiego króla, Davita Budowniczego było dla prezydenta wielkim sukcesem swojej władzy. Naród jednak widzi coś innego. Co prawda, kosztem wieluset milionów lari zmieniła się fasada kwartału, powstały eleganckie salony i butiki, to jednak duża część wnętrz odrestaurowanych budynków mieszkalnych nadal pozostaje w stanie nietkniętym, czyli w ruinie. Renowacja była natomiast okazją do wywłaszczeń zamieszkujących stare budynki ludzi i odsprzedania ich życzliwym władzy nabywcom.
–  Za pieniądze podatników i z pomocy międzynarodowej prowadzi się renowacje całych kwartałów, by je później odsprzedać inwestorom z Bliskiego Wschodu czy oligarchom z Rosji – tłumaczy Volodia, rosyjski przedsiębiorca budowlany, który sam brał udział w kilku udanych przetargach.

Na rządowych pracach, przy remontowaniu zabytkowych cerkwi i monastyrów, od których w Gruzji wprost roi się, korzysta uprzywilejowane zaplecze finansowe łaskawej dla nich władzy. Przy okazji modernizacji kraju, której symbolem jest nikomu nie potrzebny szklany most na rzece Kura, za kilkadziesiąt milionów euro, pieniądze gruzińskich podatników przepływają przez czeluści rządowej administracji. Duża część w nich przepada. Taka jest rzekomo cena międzynarodowego uznania Gruzji, jednakże zwykli ludzie, jak choćby Sergo, którego mieszkanie  znajduje się w kamienicy zlokalizowanej „poza planem renowacji”, uznania międzynarodowego nie czuje. On boi się o bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny. Sergo na remont domu nie stać, jako bezrobotny kierowca marszrutki kredytu nie dostanie, łata więc kawałkami blachy i drewna przegniłą podłogę, bo nie chce, żeby mu żona czy dziecko w dziurę wpadło.
Oficjalnie bezrobocie w Gruzji wynosi 16 procent, ale mówi się, że bez pracy jest 35, a nawet 40 procent ludzi. Kapitał
zagraniczny, nawet rosyjski, który był zwykle odważniejszy i dlatego opanował wszystkie newralgiczne branże od górnictwa po energetykę, od Gruzji zaczyna stronić. Co prawda gruzińską ziemią interesują się szejkowie naftowi, co z tego, skoro prawie nic na niej nie budują. Stąd głównym źródłem utrzymania dużej części ludzi są stoiska na bazarach i targowiskach. Przemysł ciężki ogranicza się do dwóch postsowieckich zakładów produkcyjnych, kombinatu azotowego i metalurgicznego. Oba są zresztą przestarzałe i przynoszą straty. Dobrze rokujący sektor rolny, w tym przemysł winiarski, mógłby się rozwijać, gdyby nie bariery celne w Unii Europejskiej i blokada handlowa z Rosją. Turystyka mogłaby przyciągnąć do tego starego, pięknego, a przede wszystkim interesującego kraju miliony odwiedzających, gdyby oparła się o inicjatywę oddolną i przedsiębiorczość Gruzinów. Z braku rodzimego kapitału prywatnego wciąż raczkuje. N.b. największą grupę odwiedzających Gruzję turystów stanowią….Polacy.

W kraju, w którym ceny wielu produktów dorównują, a często przewyższają ceny w Polsce, nauczyciel zarabia 200 – 250 lari (1 lari to ok. 2 zł), podobnie muzyk w filharmonii, średnia emerytura wynosi 100 lari, pensja wiceministra sięga 40 tysięcy lari, a dieta parlamentarzysty 2500 lari, miesięcznie. Nie muszę dodawać, że wysokie stanowiska  zarezerwowane są wyłącznie dla ludzi prezydenta.
Fasadową prosperitę buduje rząd głównie przy pomocy kredytów z MFW, pomocy zagranicznej i wojskowej, odwzajemniając się „darczyńcom” wyrazami sympatii w postaci ulicy Billa Clintona, Alei George W.
Busha czy skweru Lecha i Marii Kaczyńskich.

– Po co nam te wszystkie ulice? – pyta Tewzadze – Jeśli już, to ja bym wyfasował aleję Gorbaczowowi za to, że pozwolił odrodzić się demokracji. Po chwili milczenia dodaje z żalem: To straszne, że po 20 lat od upadku komunizmu udają nam się jedynie fasady.

Jan M Fijor (www.fijor.com)

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. fuks pisze:

    Janku, dzięki za bardzo ciekawy artykuł pełen nieznanych mi wcześniej wieści.

  2. Mateusz pisze:

    „W ciągu ostat­nich kilku lat, wsku­tek nie­roz­trop­no­ści pre­zy­denta, Gru­zja stra­ciła swoje perły w koro­nie, auto­no­miczne repu­bliki, Abcha­zję i Adża­rię, a także Ose­tię Połu­dniową.” Gruzja straciła te republiki zaraz po odzyskaniu niepodległości, w latach 90. Za rządów obecnego prezydenta odzyskała/podbiła Adżarię. PKB per capita wyniosło w 2010 roku 2623 dolary, dochód narodowy per capita 2542 dolary (też za 2010). Skąd Pan wziął te 1700 dolarów na głowę? Średnia nominalna płaca między 2004 a 2010 rokiem wzrosła czterokrotnie, co daje realnie wzrost dwuipółkrotny.. W tym samym czasie napłynęło do Gruzji ponad 7 mld dolarów bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Dług publiczny to jakieś 30% PKB. Te dane jakoś średnio z pańską narracją korespondują.

  3. Jan M Fijor pisze:

    Dane o PKB znalazlłem na Internecie, dotyczyły bodajże 2009 roku. Czy gdyby nawet PKB wynosił 2600 dol. uważa pan, że to uzasadnia wydawanie milionów dolarów na darmowe koncerty gwiazd? Albo 700 mln dolarów na buidowę pałacu prezydenckiego? Albo na 4 zabawy sylwestrowe w Tbilisi? Albo pensje ministerialne 20-50 razy wyższe od średniej emerytury?

    Ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *