Beczka prochu na Kaukazie

chat-dymki
3

Gruzja, po raz czwarty w ciągu ostatnich 10 lat, zbliża się do krawędzi wojny domowej. Pewna dotąd pozycja prezydenta Michaiła Saakashvili i jego kamaryli wydaje się być zagrożona. Znając chorobliwe ambicje gruzińskiego przywódcy i jego parcie do władzy, konflikt wisi na włosku.

Mistrz prowokacji

Tym bardziej, że coraz więcej faktów – dotąd skrzętnie skrywanych w czeluściach pałacu prezydenckiego i kartotek tajnej policji- wskazuje że sprawujący władzę prezydent słabo nadaje się do swej roli, żeby nie powiedzieć, stanowi przeszkodę na drodze do demokracji i reform ustrojowych, które mogą wyciągnąć ten sympatyczny kraj z zapaści gospodarczej.
Ostatnią rewelacją powtarzaną szeptem w domach Gruzinów są doniesienia o tym, jakoby prezydent Saakashvili, celowo doprowadził do odbicia w 2008 roku z rąk Gruzji terenów dwóch autonomicznych republik „gruzińskich”, Abchazji i Adżarii. W zamian za znaczną sumę pieniędzy uzyskaną od tamtejszych (abchaskich i adżarskich) separatystów, mówi się o 3 miliardach dolarów, prezydent sprowokował wybuch konfliktu, dając pretekst Abchazom i Adżarom do zwrócenia się o pomoc do Rosjan i odłączenia od Gruzji. O ile kwestia łapówki jest trudna do udowodnienia, o tyle oskarżenia pod adresem Rosjan, służące jako argument prezydenta Saakashvili przeciwko Rosjanom, że to oni, a konkretnie Włodzimierz Putin, są winna secesji Abchazji i Adżarii – wydają się co najmniej mało prawdopodobne i dęte. Powszechnie bowiem wiadomo, że Putin, po zakończeniu okrutnej wojny w Czeczenii, w obliczu pogłębiającego się kryzysu gospodarczego i wzrostu nastrojów antyrosyjskich był ostatnim człowiekiem, który chciał wywołać kolejną wojnę z kaukaskim sąsiadem. Wobec prowokacji gruzińskiej i prośby o pomoc ze strony secesjonistów, nie maił innego wyjścia. Zresztą Abchazja i Adżaria to nie jedyne prowokacje prezydenta Gruzji. Konflikt z Rosjanami w sprawie Osetii południowej, w którym Warszawa, a konkretnie ówczesny prezydent Lech Kaczyński, opowiedział się jednoznacznie i ostentacyjnie po stronie Gruzji , był również prowokacją Saakashvilego, który – zanim Rosjanie wkroczyli do Osetii – rozpoczął wrogie działania wojskowe przeciwko tej republice. Co prawda postawa Rosjan była nieproporcjonalnie agresywna, można jednak domniemywać, że nie doszłoby do niej, gdyby Sakkashvili nie dał Kremlowi zielonego światła.
Mało o tych sprawach wiemy, i to z kilku powodów. Raz, że Rosja jest naszym odwiecznym wrogiem, a Gruzja przyjacielem, stąd brak nam w odniesieniu do obu państw obiektywizmu. Dwa, z Gruzinami o tym nie pogadasz, bo oni się boją tajnej policji prezydenta. Trzy, ponieważ sprawujący władzę Michaił Saakashvili jest mistrzem kamuflażu i wirtuozem pijaru, kupując przy ich pomocy poparcie ulicy, zwłaszcza młodego pokolenia, ale także zagranicy. Po tym wszględem niewiele różni się od Putina, stąd jego siła i arogancja. .

Seks-maniak?

Nie wszystko udaje się ukryć.
Kilka tygodni temu do Internetu przedostały się na krótką chwilę wspomnienia jednej ze stewardess prezydenckiego samolotu, która oświadczyła, że próby gwałtu na żeńskim personelu pokładowym maszyny prezydenta – nierzadko udane – zdarzały się tak często, iż szef ochrony prezydenta, najprawdopodobniej pod wpływem nacisków ze strony Sandry Saakashvili, czyli pochodzącej z Holandii, pani prezydentowej, zdecydował o zastąpieniu stewardes stewardami. Dzisiaj prezydenta obsługują w powietrzu panowie. W gorszej sytuacji znajduje się żeński personel pałacu prezydenckiego, na który prezydent wciąż ma chrapkę. Bo prezydent Gruzji to człowiek jurny. Plotka głosi, że ma m.in. dwójkę dzieci, które choć urodzone tego samego dnia, nie są wcale bliźniętami. Jedno urodziła żona, drugie konkubina. Kilka lat temu, podczas swej pierwszej oficjalnej wizyty na Ukrainie, rzucił się w Kijowie na hotelową pokojówkę, nie kryjąc wcale swych erotycznych zamiarów. Trudności z rozdzieleniem pary miała sama pani małżonka, która w końcu nie wytrzymała, spakowała się i postanowiła rezydencję gruzińskiej głowy państwa na znak protestu opuścić. Do międzynarodowego skandalu na szczęście (a może nieszczęście) nie doszło. Sandra Saakashvili uległa w końcu błaganiom szefów, ukraińskiego i gruzińskiego protokołu dyplomatycznego. Prezydent przyrzekł poprawę, miał brać na swoją pobudliwość lekarstwa, ale historia się powtórzyła mniej więcej cztery lata temu, tym razem podczas wizyty prezydenta Gruzji w Baku. Pożądliwy Michaił bezczelnie złapał za pupę zjawiskowej urody żonę prezydenta Azerbejdżanu, Mehriban Alijev. Wprawdzie skandal został zręcznie zażegnany, od tego czasu jednak, stosunki między obu krajami, Gruzją i Azerbejdżanem, są bardzo chłodne.
Mimo silnej pozycji politycznej, a także zbudowanej w ciągu ostatnich 3 – 4 lat dużej grupy zwolenników, nie trudno zrozumieć, dlaczego w obliczu krążących o nim opinii prezydent poczuł się nieswojo.

Prezydencka biedzina

Tym bardziej, że pojawiło się całkiem nowe źródło nerwowości. Jest nim „bezczelny” miliarder,
niejaki Bidzina Ivanishvili, popularny w Gruzji finansista, który dorobił się fortuny w Rosji, a od kilku miesięcy (dokładnie od połowy stycznia 2012) – wbrew dotychczasowym zapowiedziom – nie ukrywa, że ma apetyty na Pałac Prezydencki w Tbilisi. Nie pomaga pozbawienie Ivanishvilego oraz jego małżonki, Ekateriny Khvedelidze, matki czwórki dzieci oligarchy – przez dwór Saakashvilego – obywatelstwa gruzińskiego. Legenda Bidziny sprawia, że konkurent staje się powoli ludowym bohaterem; człowiekiem z charyzmą, darzonym w Gruzji szczególnym szacunkiem, podziwem, a nawet miłością.
Bidzina pochodzi z zabitej dechami wiochy, Chorvila. Urodzi się tam w 1954 roku w wielodzietnej rodzinie gruzińskiego hutnika metali kolorowych. Mimo ogromnej biedy, chłopak się sam wykształcił, zrobił studia inżynierskie, rozpoczął studia doktoranckie z ekonomii, a kiedy zrozumiał, że w Gruzji osiągnął już „ścianę” wyjechał w 1982 roku do ZSRS, gdzie dokończył doktorat, po czym dostąpił stopni naukowych w prestiżowej moskiewskiej politechnice inżynierii kolejowej. Kiedy doszło do transformacji ustrojowej założył wraz ze wspólnikiem, też miliarderem, Wiktorem Malkinem, najpierw, firmę sprzedającą komputery, potem, telefony nowej generacji. Zarobione na nich pieniądze inwestowali w hutnictwo i bankowość. Dość powiedzieć, że Bidzina Ivanishvili jest dziś na 153 miejscu listy najbogatszych ludzi świata dwutygodnika Forbes, z majątkiem 6,5 miliarda dolarów. Awansuje w rankingu Forbesa co rok o 10-12 miejsc. Jest chyba jedynym oligarchą na rynku rosyjskim, którego popularność w miarę wzrostu zasobności rośnie. Zawdzięcza to mądrości, a zwłaszcza swemu gołębiemu sercu wrażliwemu na ludzką nędzę.
Kiedy kilka lat temu odwiedził Chorvile, zauważył, że wielu mieszkańców nie stać na instalację elektryczną i siedzą po ciemku. Wyjął więc kilka milionów dolarów i im tę instalację założył. Sam w Chorvili nie byłem, ale zaprzyjaźnieni Gruzini mówią, że jest to dzisiaj najbogatsza wioska w rejonie Kaukazu. Pojawia się jakiś problem? Dzwonią do Bidziny, który przyjeżdża, naradza się z mieszkańcami i po biedzie. Nie rozdaje pieniędzy, bo taka forma pomocy demoralizuje, zamiast tego, funduje stypendia dla zdolnej młodzieży, finansuje biblioteki, szkolenia – jak mądry i dobry ojciec. Przy czym lud jest zafascynowany jego skromnością. Nigdy nie przechwala się swoim majątkiem, nie domaga uznania, robi swoje i robi to szczerze.

Pojedynek

Ivanishvili, to dla obecnego prezydenta nie konkurent, to wyzwanie, żeby nie powiedzieć; katastrofa. Michaił zdaje sobie sprawę, że z Bidziną – tak normalnie, demokratycznie – nie ma szans. Zaczął mu więc dokuczać. Najpierw, że wybudował swój pałac (w przeciwieństwie do prezydent Bidzina postawił go za swoje) w terenie ekologicznym. Potem, że nie jest Gruzinem, lecz Rosjaninem. (N.b. naturalizowany jest raczej Saakashvili, który urodził się w rodzinie ormiańskiej.) Kiedy w połowie stycznia, Ekaterina oświadczyła, że zakłada nową partię, której kandydatem w zbliżających się wyborach prezydenckich będzie jej małżonek, prezydentowi Michaiłowi Saakashvili puściły nerwy. 23 lutego b.r. policja aresztował szefa ochrony Ivanishvilego, Revaza Mumladze za rzekome oszustwo przy kupnie domu, mimo iż specjalne śledztwo wszczęte w tej sprawie 2 lata temu zostało umorzone rok temu z braku dowodów winy Mumladze.
O ile tego typu metody działały w walce z dotychczasowymi przeciwnikami politycznymi prezydenta, tym razem zwodzą. Bidzina to twardy gość. Nawet znacznie zamożniejsi oligarchowie liczą się z jego zdaniem i autorytetem. Nie tylko nie pęka, ale upewnia lud, że dopóki żywy, wystartuje w nadchodzących wyborach prezydenckich i zwycięży. Świadomość pojedynku z takim przeciwnikiem spędza sen z powiek prezydenta. Gruzini zastanawiają się, kiedy sięgnie po swoją wypróbowaną broń: prowokację? Czy Bidzina podejmie taką walkę polityczną, czy może wróci do swoich biznesów…

Jan M Fijor
www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Krystian Sikorski pisze:

    Witam miałem to napisać 4 godziny temu, znowu ciężko jest w inny sposób w miarę szybko napisać do pana czy kamila, niż poprzez komentarze…

    >> Czy moglibyście w środę poruszyć temat wychodzenia z długów, co wy zrobilibyście gdyby zostały wam długi do spłacenia… to że można sprzedać samochód, mieszkanie, wsiąść dodatkową pracę a nawet pożyczyć, można czekać aż komornik cię z licytuje – ale co kiedy już zrobiło się wszystko co można a nadal zostaje duża suma do spłacenia – kiedy komornik czeka na każdy twój ruch, kiedy konta są zablokowane, kiedy jest się w BIK – jednym słowem kiedy jest się bankrutem.
    Oczywiście zawsze wina leży po stronie dłużnika, nawet kiedy wszystko dobrze szło to można było się przeliczyć w swoich możliwościach, można się naciąć na umowie kiedy nie jest się dość czujnym, można w topić się przez urzędnika – ale chodzi mi o to kiedy już mleko się rozlało i trzeba posprzątać…. <<<<

    Myślę że temat jest ważny , oczywiście każdy się zabezpiecza ale nie da się przewidzieć przyszłości. Ostatnim razem dzwoniąc do was miałem zepsuty mikrofon, ale w kwestii inwestowania na giełdzie zdania są tak podzielone że moje pewnie tylko wzbudziło by fale dezaprobaty. Mnie giełda kojarzy się przede wszystkim z Benjaminem Grahamem (Security Analysis, Intelligent Investor, Storage and Stability) mam wszystkie jego książki i połowę Philipa Fishera, trochę również Skousena, także w ubiegłym tygodniu chciałem spytać się. Jak sam Skousen wykorzystuje spuściznę po Grahamie (oraz Fisherze) ale przede wszystkim Grahamie, jaką rolę Graham odegrał w jego życiu i jak Pan Skousen wykorzystuje podejście Grahama do giełdy dziś, kiedy wielu próbuje go obalać i krytykować jako nieaktualną wiedzę nie pasującą do dzisiejszych czasów, jestem również ciekaw jaką rolę odegrał w Pana karierze maklera, trudno mi uwierzyć że nigdy Pan się z tym nie zetknął ale nigdy też pan o nim nie wspomniał.

    Pozdrawiam

  2. Jan M Fijor pisze:

    No i wykrakałem. Prezydent Saakashvili aresztował własnie rosyjski statek Pur-Nowolo, co jest niewątpliwie kolejną prowokacją „Miszki’, Czyżby zaczynał czuć się zagrożony? tym bardziej, że oskarżenie pod adresem rosyjskiego stateczku, który sobie pływał do turcji i z powrotem brzmi dość enigmatycznie; „statek źle manewrował’ narażając gruzińskie wody terytorialne na niebezpieczeństwo.
    Ukłony

  3. Jan M Fijor pisze:

    Kilka dni temu zadzwonił do mnie Geko, przyjaciel z Tbilisi. Gelo nie mieszka w samym miescie, lecz kilka kilometrów od centrum. Oto co mi opowiedział.
    Poprzedniego dnia zjawiła się u nich firma telewizji satelitarnej z propozycją założenia anteny satelitarnej. 350 kanałów, w tym 30 filmowych, cały świat na wyciągnięcie ręki, na dodatek zarówno instalacja jak i pierwszy rok serwisu za darmo, a potem opłata przez trzy lata tylko 3 dolary miesięcznie. W Gruzji taka hojność bywa podejrzana. Wypytał instalatorów anteny, pokazali umowę, wszystko napisane, tak jak powiedzieli. Nic więcej nie wiedzieli, wyglądali uczciwie, więc Gelo zgodził się. Zainstalowali antenę w ciągu 2 godzin, wieczorem oglądał już swoje ulubione programy. Wkrótce radość z darmowej zabawki prysła.
    Następnego ranka, córka Gelo, naujczycielka w miejskim przedszkolu wróciła z pracy z płaczem. Powód? Została wyrzucona. Za co? Za to, że jej rodzina podpisała umowę ze stacją satelitarną. Okazało się bowiem, że fundatorem telewizji jest Bidzina Ivanishvili, kontrkandydat prezydenta – seksmaniaka. Z pracy zostali wyrzuceni wszyscy ci, którzy zgodzili się na propozycję Ivanishvili.
    Nazajutrz zdesperowany Gelo poszedł do rady narodowej, przeprosił, kontrakt i antenę zerwał, dzięki czemu córkę do pracy przywrócili.
    Ta historia ma jednak happy end.
    Sąsiadem Gelo jest Turek, który ma w Tbilisi browar i rozlewnię piwa. Pracuje na swoim więc Saakashvili może mu naskoczyć. Turek wziął kontrakt dla Gelo na siebie. Dzięki temu Gelo ma telewizję, córką pracę, a Ivanishivili trójkę wdzięcznych wyborców.

    Pozdrawiam Gruzinów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *