Alternatywa emerytalna

chat-dymki
9

      Jedynym sposobem uratowania obecnego systemu emerytalnego jest jego prywatyzacja, bez której już wkrótce dojdzie do załamania się finansów publicznych i gospodarki. Mimo to, w dyskusji nad „reformą emerytalną”, nikt prywatyzacji systemu nawet nie rozważa.

Likwidacja ZUS

          To, że rząd chce utrzymania przymusowego systemu emerytalnego nietrudno zrozumieć. W takim systemie składka emerytalna to ogromny podatek sięgający 60 procent budżetu państwa, a rząd, wiadomo posila się pieniędzmi podatnika. Teoretycznie, pieniądze te do podatnika wracają, ale ile ich po drodze ginie, ile zostaje zmarnowanych, ile jest wykorzystanych dla celów politycznej propagandy i przekupywania grup interesów, tego nawet główny księgowy państwa, minister finansów, nie wie. Wiedzą za to Chilijczycy, którzy na swoim niemal sprywatyzowanym systemie emerytalnym zbudowali swoją potęgę gospodarczą. Nasz model systemu emerytalnego z 1999 roku też opierał się na wzorcach chilijskich, niestety kolejne rządy uczyniły z niego karykaturę, którą obecnie trzeba zmienić.  

      Zastanówmy się zatem, jak by taki nowy, sprywatyzowany system wyglądał?   Na pewno, najkorzystniejszym rozwiązaniem byłaby całkowita likwidacja przymusowego, a także systemu emerytur państwowych i zastąpienie go systemem prywatnym i dobrowolnym. Ponieważ jednak politycy uważają, że człowiekowi dowierzać nie można, trzeba się zgodzić na kompromis. Polegałby on na pozostawieniu przymusu emerytalnego, przy całkowitej prywatyzacji samych emerytur. Każdy pracownik posiadałby indywidualne konto emerytalne (IKE), które byłoby wyłączną jego własnością, z wszystkimi przysługującymi własności prywatnej atrybutami. W ten sposób obowiązkowa składka emerytalna omijałaby kosztowne i marnotrawne sito fiskusa, co doprowadziłoby do drastycznej obniżki podatków oraz likwidacji aparatu ZUS.

 Jak sobie pościelisz

         Zamiast na iluzorycznej opiekuńczości państwa, nowy, sprywatyzowany system emerytalny opierałby się na naturalnej ludzkiej przezorności.

        Każdy człowiek dobrze wie, że będzie kiedyś stary i może nie mieć sił czy ochoty pracować. Powinien też wiedzieć, że żyjemy w świecie dóbr rzadkich, to znaczy, że wszystkiego nam brakuje. Aby zatem na stare lata móc się utrzymać bez pracy, każdy z nas musi posiadać jakieś źródło dochodu. Może to być pomoc ze strony dzieci, rodziny, zgromadzone w trakcie życia oszczędności, a w szczególnym przypadku, pomoc ze strony innych obywateli. Żadna z tych opcji nie jest czymś nadzwyczajnym. Wszystkie rozwiązania opierają się na podstawowej zasadzie ludzkiego działania, jaką jest pragnienie, czy wręcz potrzeba ciągłej poprawy warunków, w jakich żyjemy. Dzięki niej ludzkość przeżyła prawie 50 tysięcy lat bez jakiegokolwiek systemu emerytalnego.

        W jaki sposób przyszły polski emeryt finansowałby swoją emeryturę?

        Robiłby to na trzy sposoby:

1. tworzyłby ją sam w oparciu o własne dochody z pracy lub z biznesu

2. środków dostarczałaby mu rodzina, dzieci, rodzeństwo;

3. pod nieobecność oszczędności czy pomocy ze strony rodziny, wsparcia udzielałaby mu jedna z wielu tysięcy organizacji charytatywnych stworzonych przez ludzi dla tych współbraci, którym powiodło się gorzej. Do takiej kategorii należeliby zarówno ci, którzy nie byli w stanie zgromadzić środków do utrzymania się w wieku starszym, w żaden  powyższych sposobów, a więc ludzie chorzy, upośledzeni, albo niefrasobliwi i nieodpowiedzialni. Filantropia byłaby źródłem utrzymania ich na starość.  

      I to jest finansowanie optymalne: liberalne, przejrzyste, najtańsze – zarówno z punktu widzenia jednostki, jak i całości społeczeństwa – a równocześnie rozwiązanie najbardziej ludzkie. Człowiek pracuje dla siebie, na siebie, a jeśli ktoś mu pomaga, albo on komuś, dzieje się to w kręgu rodziny albo osób mu bliskich, które sam wybrał. Przecież to aberracja, abym ja pracował 40 lat na utrzymanie kompletnie obcego mi człowieka (emeryta), po to tylko, by później jakiś inny człowiek robił pod przymusem na moją emeryturę. To się nazywa elegancko „pay-as-you-go”, ale faktycznie jest formą pańszczyzny. Obaj – płatnik i emeryt – mamy najprawdopodobniej własne rodziny, które być może oczekują pomocy, na którą nas nie stać, gdyż musimy utrzymywać obcego nam człowieka. W ten sposób nie tylko wywołuje się wzajemną wrogość ludzi, ale  i zniechęca ich do zwykłej ludzkiej filantropii i roztropności. System samofinansowania emerytury jest prosty i naturalny. Człowiek dobrze wie, że nikt nie zadba o niego lepiej niż zadba o siebie on sam. Każdy jest w stanie to zrozumieć, zwłaszcza wtedy, gdy na własnej skórze przekona się, że nie posiadanie oszczędności niesie z sobą pewne niewygody. „Tak się wyśpisz, jak sobie pościelisz” – to przysłowie znane jest każdemu od dziecka. Człowiek ma ponosić konsekwencje swojego postepowania. Narusza zasady, ponosi karę. Nie zadba o swoją przyszłość, będzie żył marnie. To nie jest bezduszne stawianie sprawy, tym bardziej, że społeczeństwo jest miłosierne i wyrozumiałe, dlatego chętnie pomaga  upadłym, zagubionym i pokrzywdzonym przez los. Nawet jeśli sami do tego upadku doprowadzili. Nie jest do tego potrzebna machina państwa. Dla pewności i lepszej  motywacji do dobroczynności można dotację na cele dobroczynne zwolnić od podatku.  

Potem już tylko lepiej

        Taki system jest pożyteczny z punktu widzenia całej gospodarki. Opiera się na oszczędnościach będących kapitałem przyszłego emeryta, który może swoje IKE zastawić, podarować, zapisać w spadku, zainwestować czy w całości zużyć. Państwowy „bank emerytur”, czyli ZUS kapitału nie posiada. Korzysta najczęściej z kosztownych kredytów. Wielomiliardowe składki wraz z odsetkami od kredytu stają się dla podatnika i gospodarki kulą u nogi, ginąc w czeluściach niewydolnego państwa. Zresztą najwięcej korzyści odniósłby rząd, uwolniony od uciążliwego obowiązku i samego ZUS.

        Rekompensatą przymusu emerytalnego powinno być zwolnienie pieniędzy (czy innych środków) gromadzonych na IKE od podatku dochodowego. Jeśli nie całkowicie, to przynajmniej w okresie akumulacji, czyli w czasie budowy indywidualnego konta emerytalnego. Z obowiązku posiadania IKE zwolnieni powinni być ci, którzy zgromadzili majątek wystarczający do pokrycia swoich przyszłych potrzeb emerytalnych. W takiej sytuacji ewentualne posiadanie przez nich IKE byłoby tylko dobrowolne.

       W sprywatyzowanym systemie emerytalnym znika przymus pracy. Każdy człowiek idzie na emeryturę wtedy, gdy uzna za stosowane. Nikt już nie powie, że musi pracować do śmierci (chociaż akurat posiadanie środków do życia do dnia śmierci jest przymusem bezwarunkowym, dyktowanym nam przez naturę), lecz tak długo, jak długo chce. Jeśli chce iść na emeryturę w wieku 30 lat, por favor, musi się jednak liczyć z tym, że może mu zasobność konta nie wystarczyć do końca życia. Przekonał się o tym jeden z moich przyjaciół, który błędnie wyliczył swoje możliwości i poszedł na emeryturę w wieku 45 lat, gdy był milionerem w dolarach. W wieku 68 lat sięgnął granicy ubóstwa i musiał pójść ponownie do pracy.

      Ludzie w znakomitej większości są roztropni, zwłaszcza gdy wiedzą, że ich postępowanie daje szansę poprawy ich bytu. Trudno im się dziwić, że protestują przeciwko wydłużeniu okresu pracy do emerytury. Rząd nie tylko zerwał pakt obowiązujący od 1999 roku, ale dodatkowo skonfiskował pieniądze należące do OFE, które każdy Polak uważał za swoje. Na koniec okazało się, że prywatne „filary” też są własnością państwa. Czy można się dziwić, że ludzie nie dowierzają nikomu? Dlatego prywatyzacja systemu obowiązkowych emerytur jest próbą odzyskania zaufania obywateli. Nieprawdą jest, że ludzie nie chcą pracować dłużej, lecz jeśli już pracują, to chcą to robić dla siebie, dla swoich rodzin, a nie na rząd i wspieranych przezeń darmozjadów. Wydłużanie wieku emerytalnego nie jest więc krokiem we właściwym kierunku.     

Prawdziwa reforma

       Przejście na system prywatny nie jest łatwe, nie jest jednak niemożliwe. Dowiodło tego Chile, które ćwierć wieku temu dokonało podobnej do proponowanej, masowej prywatyzacji, stając się dzięki temu potęgą Ameryki Łacińskiej.

      W Polsce najtrudniejszym problemem będzie stworzenie funduszu, który zaspokoi roszczenia emerytalne osób należących do systemu pay-as-you-go. Nie byłoby go, gdyby – tak jak zapowiadano po 1989 roku – rządy odkładały środki z prywatyzacji na jakieś narodowe konto emerytalne, z którego by finansowano emerytury Polaków, wzmacniając jednocześnie system naturalnego wsparcia międzypokoleniowego, między rodzicami i dziećmi.  Wbrew pozorom ludzie starsi nie są wcale aż tak biedni, i tak bezradni, jak to rysują populiści. Mają przeważnie mieszkanie albo dom, działkę, samochód, oszczędności, meble, biżuterię itp. W każdym razie mają się znacznie lepiej niż ich wnuki, które dzisiaj zmuszone są finansować emerytury. Człowiek po 60 roku życia ma też mniejsze potrzeby niż ludzie młodzi. To wchodzącym w życie należy się pomoc, a przynajmniej zwolnienie od absurdalnego obowiązku finansowania ZUS.

       Jednakże rządy po 1989 roku potraktowały pieniądze z prywatyzacji jako własny łup i dlatego nie ma funduszu, który pozwoliłby przełamać błędne koło i zakończyć system bismarckowski. Mimo to nie wszystko skończone. Jeśli prawdą jest, co mówią geologowie, Polska leży na znacznych zasobach gazu łupkowego. Można część (np. 30-40 procent) dochodów z gazu przekazywać na narodowy fundusz emerytalny do czasu, gdy nowe pokolenia zbudują własne, prywatne konta emerytalne. Dodatkowym źródłem zasilania może być powszechna prywatyzacja, a więc ustawa zakazująca prowadzeniu i posiadanie przez rząd jakichkolwiek biznesów. Rząd nie jest od robienia konkurencji sektorowi prywatnemu, raz, że tego nie potrafi, dwa, że podatki służą zaspokajaniu wspólnych wydatków, a nie tworzeniu interesów.  

       Reforma emerytalna, polegająca na przymusowym opóźnianiu narzucanego ludziom przez urzędników wieku emerytalnego, jest pogorszeniem ich sytuacji na rzecz poprawy bilansu ministerstwa finansów. To jest dalsza nacjonalizacja niewydolnego systemu, która co najwyżej obniży chwilowo deficyt budżetu, ale wydatków systemu emerytalnego z przychodami z tytułu składek ZUS nie zrównoważy. Rozwścieczy przy tym naród, który myśli rozsądniej niż rząd. Żadne państwo na Ziemi nie wytrzyma zobowiązań, do jakich zmusiło swoich obywateli „obdarowując” ich systemem emerytalnym typu „pay-as-you-go”. Są tego przykłady; długi amerykańskiego państwowego i wcale nie hojnego systemu rentowo-emerytalnego (Social Security) tylko w 2012 roku sięgają ok. 25 tysięcy dolarów na statystycznego Amerykanina. Jest to niemal tyle, ile Social Security wypłaca obecnie emerytom.

       Na co zatem liczą politycy? Na „import” młodej siły roboczej, z Afryki i Azji, która przeciągnie nas w wiek XXII? A może chcą przy pomocy obecnego systemu tak zubożyć naród, że wróci on do modelu wielodzietnego, panującego w czasach malthusiańskich, gdy człowiek żył krótko, marnie i  beznadziejnie?

Jan M Fijor

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Stanisław pisze:

    Jestem za zlikwidowaniem ZUSu.
    Jestem za zlikwidowaniem Państwa.
    Jestem za zaoraniem Polski.
    Za jednym jednak nie jestem. Nie jestem za tym aby niszczono drzewa.
    Bo niby gdzie Polacy mieli by się po tym wszystkim udać….?

  2. Jan M Fijor pisze:

    Trudno się nie zgodzić, chociaż akurat z tymi drzewami to przesada. Jeśli nie bęziemy ścinać drzew, to z czego zrobimy ksiązki, meble, skrzypce itp?
    pozdrawiam

  3. Stanisław pisze:

    A po co na drzewie meble , książki czy skrzypce ?
    Ilu Polaków czy afrykanerów widziałeś, którzy siedząc na drzewie czytają książki lub grają na skrzypcach ….. i to jeszcze w fotelu lub na kałczu ?

  4. Mariusz Kulawiński pisze:

    Trochę to eklektyczne – przymusowe, ale prywatne – tak jakby to „prywatne” miało osłodzić to „przymusowe”.
    I kto będzie kontrolował tą rzekę kasy? Ci od „prywatnego” czy ci od „przymusowego”?
    Emerytury to tylko fragment większej całości, jaką jest funkcjonowanie społeczeństwa i nie widzę żadnych powodów do „przymusu”. I nie rozumiem tego pochylania się nad tym problemem – jeśli idiota dał się ograć „w trzy karty” (bo ten przed nim odszedł od stolika z kasą), to jest to problem idioty; ale jeśli ilość idiotów liczy się w miliony to jest to problem państwa?

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Mariuszu, ja się zgadzam, napisałem to wyraźnie; najlepszy model to model dobrowolny, ale politycznie jest on nie do wykonania. Stąd kompromis w postaci „przymusu”, w zamian za zwolnienie konta od podatku. Przymus.jest też (mimowoli) kompromisem wobec kolektywizmu obecnej formy emerytur i odpowiedzialności zbiorowej. On ją przy okazji likwiduje. Kto to będzie kontrolować? Myslę, że urzędy skarbowe, które analizują również konsekwencje odpisu pieniędzy na cele IKE.

    pozdrawiam

  6. Stanisław pisze:

    Jest jeszcze prostszy sposób.
    Ludzie , którzy chcą płacić na ZUS to niech płacą. Po iluś latach, ktoś może im da jakąś emeryturę.
    Natomiast ci, którzy nie chcą płacić na ZUS, z chwilą przekroczenia wieku emerytalnego, jeśli nie posiadją oszczedności, powinni podlegać przymusowej eutanazji.

  7. Mariusz Kulawiński pisze:

    W tej chwili może się wydawać politycznie nie do wykonania. To poczekamy. Skoro system został CELOWO stworzony tak, aby nikt z niego nie mógł wyjść (znam nazwisko polityka, który się taką konstrukcją systemu chełpił), to niech wybrzmi. Problemem nie jest stworzenie systemu, który będzie chronił emerytów, tylko stworzenie systemu, który pozwoli kolejnym pokoleniom na wzięcie spraw w swoje ręce. I wtedy będzie ich stać na wsparcie swoich protoplastów. Bo jeśli dzisiejszy emeryt naciska swojego wnuka „pamiętaj, weź taką pracę w której płacą ci ZUS”, to doszliśmy do ściany.

  8. Mariusz Kulawiński pisze:

    A po drugiej stronie ściany może być np. tak:
    http://korwin-mikke.pl/forum/read.php?27,40706

  9. Aleksandra pisze:

    Bardzo dobre tezy. A najlepszą jest chyba ta o likwidacji ZUS-u. Ogólnie rzecz biorąc polski system emerytalny jest wręcz we fatalnym stanie, a jedynym organem, który jeszcze może zapewnić godziwe emerytury jest indywidualne odkładanie na III filar, czyli IKE. Im wcześniej zacznie się to robić, tym sytuacja finansowa danej osoby w momencie jej przejścia na emeryturę będzie lepsza. Warto więc się tym tematem zainteresować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *