Krótki kurs prywatyzacji stołówek

chat-dymki
0

Zamiar prywatyzacji powstaje, gdy władze dzielnicy dochodzą do wniosku, że obecna forma organizacyjna prowadzenia stołówek jest mało wydajna pod względem ekonomicznym i należy to zmienić. Urząd podlicza starannie swój koszt prowadzenia stołówki. Składają się na niego rozmaite wydatki jawne, jak dotacje, opłaty za media, i ukryte: etaty osób zajmujących się stołówkami, być może nieodpłatny wynajem pomieszczeń itp.

Następnie ogłasza się przetarg na prowadzenie stołówki, który wygrywa firma oferująca najniższą łączną cenę posiłków przy zachowaniu standardów określonych w warunkach przetargu. Od ceny oferowanej przez zwycięską firmę odejmuje się sumę opłat ponoszonych przez rodziców.

W urzędzie prawdopodobnie pominięto jakiś wydatek: na energię elektryczną, na podatki, albo – co najbardziej prawdopodobne – na etat np. księgowej.

Takich samych, jak dotychczas, aczkolwiek władze dzielnicy mogłyby zdecydować o ich obniżce – wszak cały proces prywatyzacji powinien doprowadzić do potanienia. Wynik tego odejmowania to koszt prowadzenia stołówki, jaki musi ponieść urząd. Koszt realny, bo określony przez rynek.

I teraz najważniejsze, choć najprostsze. Ten koszt porównuje się z dotychczasowym kosztem prowadzenia stołówki przez urząd. Jeżeli jest niższy, to dobrze. Jeżeli jest znacznie niższy, władze dzielnicy powinny jeszcze raz rozważyć obniżenie opłat ponoszonych przez rodziców. Jeżeli natomiast jest wyższy, to znaczy, że samorząd prowadzi stołówkę bardziej efektywnie, niż najtańsza firma i nie należy tego zmieniać – bo niby dlaczego?

Nie wierzę w tę ostatnią możliwość. Urzędnicy na ogół wszystko robią drożej niż przedsiębiorca. Jeżeli wyjdzie z obliczeń, że jest inaczej, należy jeszcze raz przeanalizować wyliczenie kosztu ponoszonego przez urząd przed prywatyzacją. Przedsiębiorca swoje koszty policzył na pewno dokładnie, on nie może sobie pozwolić na dokładanie do interesu. Natomiast w urzędzie prawdopodobnie pominięto jakiś wydatek: na energię elektryczną, na podatki, albo – co najbardziej prawdopodobne – na etat np. księgowej. Możemy mieć podejrzenia, że choć prywatna firma prowadząca po przetargu stołówkę prowadzi księgowość na własny koszt wliczony w cenę posiłku, to osoba robiąca to wcześniej w urzędzie nadal tam pracuje, zajmując się teraz czymś innym. A to już jest nie fair wobec rodziców, którym wmawia się, że posiłki zdrożały. Nie na tym polega prywatyzacja.

Co zatem wyrabiają władze Bemowa i innych stołecznych dzielnic?

Maciej Białecki

www.bialecki.net.pl

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *