Zgaga czeska (2)

chat-dymki
12

Może wyjaśnię skąd ten tytuł.

       Coś się porobiło z czeskim piwem. Nawet po Pilsner Urquell dostaje człowiek zgagi. Jiri, który na moście Karola sprzedaje pamiątki, mówi że jak nie chcesz mieć zgagi, to musisz pić „tmavego budweisera”, albo…tyskie.

Mały wielki świat

        Przyjęło się, bo nikt tego naprawdę nie wie, że Czesi nie są narodem bojowym i nie lubią ginąć za ojczyznę, i właściwie poza Polakami nikt nie ma do nich o to pretensji. I mnie się to podoba. Zgagę mają tylko po piwie, z wszystkimi żyją w zgodzie, nie musieli co pół wieku odbudowywać swych miast i wsi. Nie to co my, nieustannie w oblężonej twierdzy, otoczeni przeważającymi siłami wroga, czyhającego na nasz byt narodowy. To, co dla nas jest poczuciem zagrożenia, dla nich było powodem do satysfakcji. Mimo zabawnie brzmiącego języka, byli to ludzie poważni, wiedzący czego chcą, pomysłowi, a przy tym z niebywałym poczuciem humoru. Tę ich odmienność miałem okazję obserwować z zazdrością od małego.  

        Punktem postojowym licznych „czeskich” wycieczek odwiedzających Zakopane był w czasach mojego dzieciństwa Plac Zwycięstwa. Spragnieni kontaktu z wielkim światem oblegaliśmy ich skody, tatry, karosy. Szybko też nauczyliśmy się porozumiewać w języku czeskim, który – jak mi się wtedy wydawało – był podobno podobny do naszego. Piękna to była „pekna”, bogaty, był „bohaty”…ale już teatr był „divadlem”, panna „żeną”, a świeży, pachnący chleb był „czerstwy”. W każdym razie z porozumieniem z turystami zza południowej granicy problemu nie było. Oni myśleli, że mówią po polsku, a my, że rozumiemy czeski. Znacznie więcej trudności komunikacyjnych sprawiały wycieczki zakładowe ze Śląska. Nie dość, że inny język, do tego rozwrzeszczane i na okrągło pijane.

       Początkowo wychodziliśmy na Plac Zwycięstwa przyglądnąć się Pepiczkom. To było dla nas jedyne okno na świat; inni ludzi, inne zwyczaje, inaczej się zachowywali. Z tego zainteresowania światem (każdy ma takie okno, na jakie zasługuje), szybko powstało swoiste przedsiębiorstwo usług turystyczno – finansowych. Rynek nie lubi próżni, a że sektor turystyczny właściwie nie istniał, a kantory były nielegalne, w jego miejsce wdarł się czarny rynek, czyli właśnie my, grupa miejscowych chłopców, którzy cały wolny czas spędzali przy czeskich autokarach.

      Przyjechała wycieczka z Preśova czy Libereca, trzeba było ich zaprowadzić do miejskiej toalety. Skąd ludzie z innego kraju mieli wiedzieć, że w Zakopanem była w owym czasie tylko 1 toaleta publiczna, zresztą i dzisiaj lepiej nie jest. Tym bardziej, że wucet nie był  w niewidocznym miejscu, a poza tym Czesi nigdy nie wiedzieli, co oznacza kółeczko, a co trójkąt, czym drażnili ustępliwą, która im na złość odmawiała papieru. Od każdego turysty, któremu przynieśliśmy ulgę dostawało się koronę, a jak go mocno przycisnęło, to nawet dwie i więcej. Parytet wynosił wtedy 2 do 1 na korzyść waluty czeskiej, rekordziści zarabiali do 500 koron miesięcznie, tyle co polski kolejarz, niewiele mniej od nauczyciela.

       Szybko poznaliśmy obyczaje konsumenckie braci Czechów. I na tym też się zarabiało. Przykładowo, marzeniem Czeszek, których Polki traktowały jak uosobienie bezguścia, na wiele lat przed nastaniem ery księdza Dyrektora, były mohery. Nie czapki, nie berety, lecz swetry. W odpowiedzi na potrzeby rynku, Zakopane stało się wkrótce moherową potęgą. Biznes, jak niemal wszystko w czasach komuny, był jednak kanciarski. Moher robiło się tak: wełnę owczą farbowało się na jakiś jaskrawy kolor, następnie mieszało w stosunku 2:1 z watą higieniczną, a w końcu szarpało ostrym grzebieniem, żeby puściła pióra. Potem z tej „wełny” robiło się sweter, który po pierwszym praniu, albo w czasie wiatru znikał rozwiewany przez podmuchy halnego z ramion posiadaczki.

       Było jednak kilka moherowych brandów, których producentki brzydziły się oszustwem, i właśnie do nich prowadziliśmy czeską wycieczkę, za co byliśmy wynagradzani nie tylko prowizją od góralki, ale i honorarium od szczęśliwej posiadaczki uczciwego swetra moherowego. Zdarzały się weekendy, kiedy na samych tylko swetrach wyciągałem ponad 100 korun dziennie. Do tego dochodziła wymiana koron, a z czasem nieśmiały handel papierosami, narzędziami, przyborami toaletowymi i butami przywożonymi przez czeskich turystów do kraju Wiślan. Później Czesi się ośmielili. Począwszy od lat 1970.  handel polsko-czeski na Podhalu kwitł. Polskie krowy wymieniali górale na motocykle jawa, konie na traktory Zetor, ale ja w już w tej wymianie udziału nie brałem. Jej szczegóły znam jedynie z kronik milicyjnych i reportaży kryminalnych.

Nie to co my

       Moja sympatia do Czechów kłóciła się z opinią obiegową, jaką słyszałem z ust dorosłych; że jedzą knedle bo nie stać ich na kartofle , że tchórze i współpracują ze Stalinem, czy że na skodę szkoda pieniędzy. Nie to co my, bohaterscy obrońcy Westerplatte, partyzanci i antykomuniści. Mimo to uważałem, że są cool i znacznie sympatyczniejsi od naszych znerwicowanych histeryków, którym udają się tylko przegrane powstania i katastrofy narodowe.

      Dla mnie liczył się sukces. Czesi byli jedynym narodem, który potrafił wygrać w hokeja z wielką trójką: Ruskimi, Kanadą  i Amerykanami. Mieli w sobie spokój, dystans do swoich przywar i chociaż nie byli krajem wyjątkowym, potęgą czy tak jak my, mesjaszem narodów, świat o nich wiedział, i wie więcej niż o nas. Praga jest niekwestionowanym zabytkiem klasy zerowej w skali Europy, Rosjanie sprzedają im gaz taniej niż nam, skodą jeździ cały świat, koruna jest dziś trzecią, albo czwartą co do solidności i siły nabywczej walutą Europy, Dvoraka i Smetanę grają we wszystkich filharmoniach globu, i chociaż tabuny turystów odwiedzających Republikę Czeską z wszystkich stron świata narzekają na palącą ich zgagę, pilsnera piją galonami. Amerykanie znieśli im wizy bez proszenia się, mimo iż czeski kontyngent w Iraku wynosił  ledwie 20 żołnierzy. N.b. czeskich firm robiących interesy w Bagdadzie jest kilkakrotnie więcej niż polskich.  

        Niemal połowa zamachów terrorystycznych na Bliskim Wschodzie dokonuje się przy użyciu wybuchowego czeskiego plastiku, semtex, ale nikt nie oskarża Czechów o antysemityzm. N.b. właścicielem firmy Semtex jest firma Kofola, ta sama, która produkuje  niegdyś polskie napoje Hoop.  O czeskim ruchu oporu wobec Hitlera wie każde amerykańskie dziecko, a o pomocy udzielanej przez Czchów Żydom w czasie II wojny światowej izraelskie dzieci uczą się w podręcznikach.  Przed ukazaniem się książki  Normana Davis Rising ‘44, Powstanie Warszawskie było heroicznym zrywem Żydów, którzy wystąpili przeciwko polskim antysemitom i nazistom. Kim byli ci naziści? Jak to kim? Polakami!

       Prezydent Czech, Vaclav Klaus, jest libertarianinem i wcle tego nie ukrywa: odmówił ratowania strefy euro, nazywa ekologów ekoterrorystami,  a Brukselę eurokołchozem, mimo to nikomu nie przyjdzie do głowy twierdzić, że Czesi są eurochuliganami, jak my, Polacy.  Nas alianci zawiedli w 1939 roku, do dzisiaj kilka milionów Polaków nie może z tego powodu zasnąć. Czechosłowację alianci sprzedali sowietom w zamian za wyzwolenie Austrii i Czech z kulaw nogą im o tym nie pamięta. Nawet w czasach komuny wiodło im się lepiej niż nam, a jeśli nawet nie, był to na pewno najweselszy kraj obozu. Zresztą i dziś im nic nie brakuje. Przebojem praskich divadel jest sztuka Mariusza Szczygła, polskiego dziennikarza, Gottland i nikt z tego powodu nie rozdziela szat. Autora udekorowano orderami państwowymi, mimo że w paru miejscach pozwolił sobie nie uszanować uczuć narodowych czy jakichś innych.    

       Jak oni to robią? I to już tyle lat! Czy to tylko PR, czy coś więcej.

cdn.

Jan M Fijor

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Dbx pisze:

    Bo się jasno opowiedzieli – olewamy Kościół i idziemy do przodu. A w Polsce ludzie ciągle nie mogą się zdecydować, niby wierzą, choć nie chodzą, niby nie wolno, ale stosują gumy, ale ślub kościelny, chrzest i koniecznie komunia w hotelu 5 gwiazdkowym muss sein. Bo co sąsiad/rodzina/ktokolwiek powie.

    I tkwimy w tym religijno-moralnym rozkroku od 200 lat zamiast pójść w jakimkolwiek określonym kierunku.

  2. Jan M Fijor pisze:

    Trudno się zgodzić. Pisze pan tak, jakby wybór wiary był wyborem polityczcznym, pod przymusem. Ja myślę, że Czesi zaczynają płacić cenę tego swojego masowego agnostycyzmu, który – co tu ukrywć – podyktowany był przez sowiecka wlast, a nie racją stanu.

    Ukłony

  3. Jaroslaw pisze:

    Panie redaktorze, Nie zamieszkalbym w Czecha z trzech powodow:

    1. Po pierwsze. Czeskie piwo ma jedna wade brakuje mu mocy. I teraz Pan dodal druga: zgaga. Troche mnie to dziwi bo piwo z knedlami zawsze sie dobrze komponowalo?? Ale o gustach sie nie rozprawia.

    2. Czesi to rzeczywiscie agnostycy i zamiast wiary maja sex. Tani sex dla podniesienia wartosci jednostki to nie jest najlepszy pomysl.

    3. Jezyk czeski jest nie do przejscia bo mozna peknac ze smiechu jak sie do porowna z Polskim. Jezdzimy wlakiem, chodzimy nie do teatru ale do „narodne divadla”. Terminator to : „Elektronicky mordulec”: – Ne ubiwajte me pane. Terminatore! …

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Mozna obejsć te trudnosci; pic piwo z knedlami (Budweiser tmavy, czyli ciemny, który nie daje zgagi); uprawiać seks z wiarą; mówić po angielsku, sporo Czechów (i to nie tylko młodziży) mówi w języku Szekspira.
    Bojeśli nie Czechy, to co? Wielka Brytania z ciągłymi recesjami?

    Ukłony

  5. Jaroslaw pisze:

    Wszystko mozna obejsc jak sie czlowiek postara. Sa ludzie co sobie okupacje chwala. Przyzwyczaili sie do najgorszego, polubili oprawcow a niektorzy stali sie tacy jak ci oni.
    Po co w ogole wyjezdzac z Polski. To wspanialy kraj tylko politycy zbuje i dziennikarze sa skorumpowani. Gdyby tak przeprowadzic jakis outsourcing tych obu grup do innych krajow moglibysmy sie stac zielona wyspa z 4 mln ludzi.
    Recesja w U.K ? Po recesji jest boom jak mawiaja ojcowie ekonomii Mr Hayek .. i inni.
    P.S
    U Czechow zawsze fascynowalo mnie to ze my sie raczej bedziemy miotac organizowac powstania a taki Czech pedaluje sobie pod wiatr, tylko glowe schyli. To jest prawdobodobie dobra taktyka na trudne czasy.

    Pozdrawiam

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Gwoli ścislości, Hayek pisze, że po okresie boomie jest recesja. Rzadziej odwrotnie.
    A pzoa tym zgadza się.

    pozdrawiam

  7. ZQW pisze:

    Jeżeli chodzi o czeskie ( i słowackie ) piwo , to średnio zawiera 4.5% alkoholu.
    Mniej niż kiedyś. Sądzę , że ma to związek z opodatkowaniem oraz przepisami koncesyjnymi. Być może także z życzeniami odbiorców zagranicznych. W Anglii w pubach spotyka się często czeskie piwa , obok Stelli i Strongbow , nie należących przecież do najsilniejszych. Co do języka , to wyrazy hudba czy divadlo powstały w XIX w. jako narodowa namiastka „niemieckich” słów Musik i Theater. Zresztą Niemcy sami uznali Theater za mało niemieckie wyrażenie i zastąpili go słowem Schauspielhaus. Są to takie językowe nacjonalizmy. Polskie językowe nacjonalizmy , jak np. w słownictwie chemicznym – słowa „tlen”, „glin” itd. – są bardziej absurdalne i przeszkadzające, ale jakoś się nie śmiejemy.

  8. mccoval pisze:

    Czeskie piwo smakuje jak mydło 😛 Osobiście wolę polskie niepasteryzowane, ewentualnie niemieckiego Beck’sa 🙂

    Co do Czechów.. to nie mam dobrych wrażeń. Pracuję w jednym z koncernów i współpraca z nimi jest ciężka na płaszczyźnie zawodowej. Brakuje nici porozumienia, niby wszystko rozumieją, a potem robią coś innego 😛 Czeski film…

  9. Matej pisze:

    Czeskie piwo smakuje jak mydło??? Od kilku lat nie pijam w ogóle polskich popłuczyn koncernów, bo inaczej się tego czegoś nazwać nie da. Wszystkie smakują tak samo. Różnią się tylko posmakiem, aby rozróżnić który to Lech, Tyskie czy Warka. Zresztą jakiś czas temu był artykuł jak w chwili obecnej produkuje się piwa w Polsce. Jeden koncentrat, woda i dodatki smakowe. Polskie niepasteryzowane? Żarty na bok. Kiedyś piwo niepasteryzowane mogło stać w sklepie kilka dni. Teraz miesięcy. Chwyt marketingowy, a nie żaden brak pasteryzacji. Tylko i wyłącznie piwa czeskie, belgijskie i polskie niszowe z małych browarów.

  10. przemek kraków pisze:

    Wracając do Czechów. Wg mnie poziom rozwoju i świadomość społeczna zależy od zaszłości historycznych. Gdyby cała Polska tak jak Czechy i Węgry znajdowały się w XIX i początku XX wieku pod egidą Habsburską to Polska byłaby zupełnie innym krajem. Sam pochodzę z dawnej Galicji i muszę to przyznać że ludzie z regionu południa polski czy śląska to zupełnie inni ludzie ( mentalnie i świadomościowo ) od ludzi z podlasia, mazur, pomorza. W XIX wieku w Austro -Węgrzech rozwijał się prawdziwy kapitalizm ( wg mnie to on zaowocował austriacką szkołą ekonomii). To on nauczył ludzi samodzielnego myślenia, przedsiębiorczości, troski o swój biznes. Czesi nie są od Polaków ani lepsi ani gorsi , oni po prostu są pragmatyczni. Przewidzieli że wykrwawianie się dla „idei” to głupota ! My możemy im jedynie pozazdrościć tej pragmatyczności i rozsądnych elit !
    Pozdrawiam

    p.s.
    Bardzo fajnie się Pana czyta, ma Pan wyjątkowo świeże spojrzenie na rzeczywistość

  11. Kuba pisze:

    Mi się też Czechy bardzo podobają. Dobre i tanie piwo( nie jakieś Polskie Volty po 7 %) . Poza tym czysto, brak menelstwa jak w Polsce, Czesi bardzo uprzejmi. Podoba mi się też możliwość picia piwka w miejsach publiczych. Co ciekawe większość pijących to Polacy. Zdecydowanie najprzyjemniejszy kraj w którym byłem, i z jednej strony chciałbym w nim zamieszkać, a z drugiej skoro już emigrować to chyba lepiej do USA, UK czy jakiegoś Luksemburga gdzie zarobki są zdecydowanie wyższe
    Pozdrawiam

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Niestety, dla normalnego, wrażliwego człowieka, Stany Zjednoczone to już nie jest wolny kraj. Nie można mówić, co się chce. Na każdym kroku policja albo jakiś inny urząd ingeruje w życie. Politycy i poprawność polityczna zdominowały życie zwykłych ludzi i to kosztem rynku, biznesu. Chyba, że się robi karierę, ale nawet wtedy zderza się człowiek z takimi podatkami, że po prostu krew go zalewa. W Czechach można otworzyć biznes i żyć na dobrym poziomie. Milionów nie będzie, ale wygodne, spokojne i ciekawe życie. Luksemburga nie znam, ale to w razie czego niedaleko od Czech. Ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *