W co wchodzić – 2012/2013 (I)

chat-dymki
7

Od czasu do czasu bawię się w proroka, przewidując na podstawie fundamentalnych danych globalnych i lokalnych, w co warto w najbliższej przyszłości inwestować. Często udaje mi się trafić, co można na tym blogu sprawdzić.

Zacznijmy od USA

Tam nadal znajduje się jedyne prawdziwe, względnie bezpieczne Eldorado inwestycyjne . Co prawda, amerykańska gospodarka znajduje się w stanie śpiączki, pewne objawy wskazują na to, że zbliża się ona do stanu upłynnienia martwych aktywów powstałych w okresie sztucznego boomu (prosperity napędzanej tanimi kredytami i pieniędzmi z powietrza). Analitycy twierdzą, że w nadchodzącym roku (2013) dojdzie do podwyżki kosztów pieniądza (czyli podrożeje kredyt). FED już nie ma miejsca na inny manewr; dalsze drukowanie pieniędzy (QEn) nie tylko nie gospodarki nie podźwignie, ale co gorsza grozi hiper inflacją.

Ostatnie 2 miesiące to seria doniesień o ruchu na rynku nieruchomości, co jest z jednej strony skutkiem oczekiwań inflacyjnych, a więc próbą wykorzystania obecnego, wyjątkowo niskiego (2,5 – 4 proc.) oprocentowania pożyczek hipotecznych. Mamy więc do czynienia pierwszym od prawie 4 lat wzrostem wolumenu sprzedaży, jak i wzrostem cen. Kupno nieruchomości w USA, w ciągu najbliższych 3-6 miesięcy może być dobrym pomysłem. Tani pieniądz (oprocentowania mortgage’ów) i rosnące ceny nieruchomości to dobra kombinacja. Jest to także schron przed efektami polityki monetarnej FED.

Kiedy rynek nieruchomości osiągnie dno? W większości rejonów już osiągnął. Wyjątek stanowi Kalifornia i Midwest (Illinois, Ohio, Wisconsin) gdzie trzeba jeszcze poczekać. Po czym poznać, że to już? Dobrym wskaźnikiem jest obserwacja przyrostu miejsc pracy, wpływów podatkowych i aktywności gospodarczej regionu. Dużo zależeć będzie od wyników wyborów. Zwycięstwo Obamy – kolejne lata rynku niedźwiedzia, wygrana Romneya – wystartuje rynek byka.

Podobną charakterystykę ma rynek długu. Cena obligacji spada, wzrastają dywidendy dobrych spółek. Dlatego na rynku papierów wartościowych jak zwykle dobrym ruchem będą lokaty w akcje i fundusze spółek płacących dywidendy. Trzeba jednak być bardzo  ostrożnym, gdyż podrożenie pieniądza będzie chwilą prawdy dla firm, które przetrwały ostatnie lata wyłącznie dzięki tanim kredytom (stymulacja). Zjawisko analogiczne do subsydiów unijnych w Polsce, które dla wielu firm są jedynym dochodem. Przy droższym (trudniejszym) pieniądzu takie spółki mogą upaść. Wskazówką dla inwestora powinien być poziom zadłużenia spółki, w którą pragniemy inwestować. Inwestorom długoterminowym doradzam jak zwykle spółki typu value (branże tradycyjne). Spółki technologiczne (growth) pozostawiając spekulantom. Obserwujcie otoczenie makroekonomiczne, a dokładniej, polityczne.  Im więcej socjalizmu, tym ostrożniej rozstawajcie się z kasą.

Stąd, wygrana prezydenta Obamy oznacza populizm da capo al. fine – bańkę inwestycyjną i nieuchronny krach na giełdzie. Zwycięstwo Romneya – przynajmniej przez pierwsze 4-6 kwartałów gwarantuje hossę.

Powiedzenie J.P. Morgana, że ktoś, kto stawia na upadek Ameryki ten się przejedzie, jest wciąż aktualne. Jak długo będzie obowiązywać? To zależy od nastrojów w Stanach Zjednoczonych. Jeśli zwycięży duch rewolucji amerykańskiej, słowa Morgana będą drogowskazem; jeśli jednak duch rewolucji francuskiej – staną się tylko wspomnieniem.

 

Uwaga:

 

Wielu analityków z Wall Street ostrzega, że do czasu wyborów nastroje na rynku papierów wartościowych będą niedźwiedzie. Niektórzy są zdania, że może nastąpić kolejne tąpnięcie. Stąd przeważają rekomendacje odnośnie inwestycji w złoto, a ostatnio, nawet częściej, w srebro i metale ziem rzadkich (REE). Giełda w USA przez najbliższe 3 tygodnie, do 6 listopada 2012, to jest do pierwszego wtorku po pierwszym czwartku listopada, a więc do dnia wyborów to spekulacje dla ludzi o silnych nerwach.

Jan M Fijor

www.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Michał Januszczak pisze:

    Wielu analityków/specjalistów/magików z Wall Street ostrzega/alarmuje/rekomenduje… Nie pozostało im nic innego jak reklamować swój towar. Te informacje są dla niedoświadczonych „inwestorów” bądź wręcz laików by nie nazwać tej grupy ludzi ignorantami finansowymi. Może źle rozumuję, więc wtedy proszę mnie poprawić, ale uważam, że jeżeli płynące z Wall Street komunikaty mówią iż: „przeważają rekomendacje odnośnie inwestycji w złoto, a ostatnio, nawet częściej, w srebro i metale ziem rzadkich (REE)” to znaczy to ni mniej ni więcej, że ktoś się już obłowił w wyżej wymienione i teraz czeka aż rynki będą zwyżkować. Wiadomo relacja popyt vs. podaż zrobi swoje. Wtedy zawodowi inwestorzy złożą u swoich brokerów polecenia sprzedaży, natomiast niedzielni inwestorzy wciąż będą liczyć na zwyżki. Pierwsi się obłowią ponad miarę, drudzy będą liczyć straty.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    To co pan powie na rekomendacji kupna złota wydawane przez Petera Schiffa w 2006 roku, kiedy cena żółtego kruszca wahała sie między 250 a 300 dol. za uncję? Też chciał upłynnić swoje złoto? A jeśli nawet, to się przejechał. Sprzedał je po 300 dol. za uncję gdy tymczasem mogl zarobić dodatkowo w 3-4 lata prawie 1000 dol. na uncji więcej. Poza tym traktuje pan inwestorów jak półgłówków, którzy nie wiedzą co z pieniędzmi zrobić. Nie potrafią także się uczyć. No, bo jeśli doradcy kłamią, to ile razy można ich słuchać. Za dużo się pan naoglądał CNBC i TVP Info.

    Ukłony

  3. Michał Januszczak pisze:

    Panie Janie, jeżeli pisząc o „analitykach z Wall Street” miał Pan na myśli swoją osobę lub osobę Petera Schiffa, to zmienia to postać rzeczy, gdyż będą to opinie dwóch doświadczonych inwestorów, których zdanie na temat finansów bardzo sobie cenię.

    Jeżeli jednak Wall Street to prawdziwe Wall Street, to jego rekomendacja dla mnie osobiście wyglądają dużo mniej wiarygodnie. Nie dlatego, że pracują tam mało kompetentni lub nieuczciwi ludzie, chociaż tacy są wszędzie, ale dlatego, że ostatnimi czasy różne instytucje finansowe mocno nadwątliły swoją reputację, wpędzając nas wszystkich w obecny kryzys. Moja ostrożność jest tym większa, ponieważ w czasach kryzysu ludzie, którzy na co dzień nie mają wiele wspólnego z finansami, kierują się chęcią szybkiego zysku i najlepiej „pewnego zsyku”, co pokazała choćby sprawa z bursztynem w nazwie. Łatwo wtedy racjonalność zamienić na emocjonalność. Co więcej, w pole można wywieść również wielkich i doświadczonych inwestorów. Wejście Facebooka na giełdę idealnie obrazuje ten stan. Komu zależało na tym najbardziej – nie wiem. Ale jeżeli cena akcji w przeciągu pół roku potrafi stracić na wartości ponad połowę(max 38, min 17), to w moim rozumieniu oznacza, że należałoby bardziej ostrożnie podchodzić zarówno do inwestowania jak i różnego rodzaju rekomendacji. Zresztą przykład z polskiego podwórka sprzed blisko 20 lat obrazuje ten sam schemat. Prywatyzacją Banku Śląskiego żyła cała Polska. Tak przed jak i po wejściu Banku na giełdę. Drastycznie odmienne były tylko nastroje. Wspomniane przez Pana media czy wiele innych, w moim doświadczeniu tylko „cytują” inne media, co sprawia, że ich komunikaty różnią się wyłącznie sposobem redagowania treści. Dlatego uważam, iż lepiej jest zajrzeć do twórczości ludzi związanych z austriacką szkołą ekonomii, w której książki Pana wydawnictwo jest bogate.

    Co do samych surowców, moją największą sympatię budzi obecnie srebro jako dużo tańsze od złota oraz jako metal szlachetny, który jest szeroko wykorzystywany w przemyśle i przez to zużywalny. Uważam, że jego cena powinna gwałtownie rosnąć w najbliższych kilku latach, ale proszę mnie poprawić jeśli się mylę. Nie zmienia to faktu, iż na rekomendacje pośredników, szczególnie tych instytucjonalnych, zawsze patrzę z dużą dozą nieufności.

    Ukłony
    MJ

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Jest takie stare amerykańskie powiedzenie: Nie radź się fryzjera, czy powinieneś się ostrzyc.
    ja bym w srebro już nie inwestował, bo to metal szlachetny dla ubogich.
    Jeśli już, to złoto i platyna, ale gdy będzie wysoka inflacja, to i one nie pomogą.
    Ziemia rolna; dwa w jednym. Schron przeciwko inflacji oraz żywność. Jeść trzeba.

    powodzenia

  5. Paweł Potrepko pisze:

    Panie Janie, czym Pan się kieruje w ocenie rynku nieruchomości? Mortgage rent ratio wskazuje na to, że nieruchomości powinny jeszcze polecieć w dół.

  6. Jan M Fijor pisze:

    Moim zdaniem dramat na rynku nieruchomości dobiega końca. Oprocentowanie niskie, lekki wzrost dochodów ludności, a także prawie 4 lata spadku cen uruchomiły proces upłynniania się aktywów sprzed końca lata 2008. Sam martgage rate by nie wystarczył, ale wszystkie te czynniki łącznie wzięte wydają się działać. Co prawda Bernanke inflacji nie pokazuje, ale ludzie głupi nie są. Zwłaszcza wygrana Romneya powinna ludziom dodać skrzydeł (wiary).
    Ukłony

  7. asd pisze:

    Ja z kolei jestem zdania. ze ziemia rolna w Polsce jest znacznie przewartościowana przez dopłaty bezpośrednie z UE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *