Rabowanie emerytów

chat-dymki
14

Bankructwo banków na Cyprze to drobiazg w porównaniu z tym, ile od kilku lat kradnie w majestacie prawa amerykańskim emerytom prezes banku centralnego (FED), Ben Bernanke. A wszystko dlatego, że grupa spryciarzy przekonała milczącą większość, że wolny rynek jest niebezpieczny, stąd trzeba go kontrolować.

Wolny rynek nazywany jest wolnym dlatego, że dokonywane na nim wymiany są dobrowolne, tym samym pozbawione są przymusu. Każda wymiana rynkowa, a więc wymiana dobrowolna służy wszystkim, biorącym w niej udział stronom. Do wymiany rynkowej dochodzi tylko wtedy, gdy korzyści odnoszą wszystkie jej strony. W przeciwnym razie, wymiany nie ma, chyba że pod przymusem.

Z drugiej strony, każda próba ograniczenia wolności rynku staje się źródłem strat przynajmniej jednej ze stron wymiany. Innymi słowy, wymiana do której zmuszają nas regulacje, albo której nam one zabraniają, przynosi stratę co najmniej jednej ze stron. Cło na importowany samochód podnosi jego cenę (tym samym zmniejsza użyteczność samochodu) kosztem kasy państwa. Działanie pod dyktando polityczne (regulacje) służy najczęściej jednej grupie obywateli, kosztem innej grupy. W przypadku ceł wzbogacają się urzędnicy i dealerzy kosztem kupujących (importujących) samochody obywateli.

Jeśli nawet zdarzy się, że z regulacji celnej wynika jakiś zysk, czy korzyść netto, to jest to i tak działanie nie fair. Dlaczego akurat ja mam tracić kosztem innych obywateli, a nie odwrotnie? Złodziej ze swego rabunku osiąga korzyść, czy to wystarczy do uzasadnienia kradzieży?

 

Szczególnie drastycznie wygląda regulowanie przez rząd (bank centralny) tzw. stóp procentowych, czyli ceny pieniądza (ceny kredytu). Gołym okiem widać, że w procesie ustanawiania stóp procentowych dochodzi do rabunku stulecia. Nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że stroną rabującą są bankierzy, poszkodowanymi posiadacze gotówki, czyli klienci banków. Nad prawidłowością i bezkarnością rabunku czuwa rząd i ustawodawcy, którzy udzielili bankom bezprecedensowych przywilejów, a zamian za pomoc udzielaną rządowi w trudnych czasach przez bankierów.

D0obrym przykładem są decyzje rządu cypryjskiego, który utrudnia lub zakazuje wycofywanie depozytów bankowych, a jednocześnie zastanawia się nad ich opodatkowaniem. Jednakże to co dzieje się na Cyprze, to niewinna gra w porównaniu ze znacznie groźniejszym i niekorzystnym działaniem FED i prezesa Bernanke. Ten ostatni, w majestacie prawa, a jakże, rabuje, bo inaczej tego nazwać nie można, ludzi żyjących ze zgromadzonych w trakcie życia oszczędności, wśród których najliczniejszą grupę stanowią emeryci.

Co prawda, emeryci – tak w USA, jak i w Polsce – to wcale nie jest najuboższa grupa obywateli, jednakże okradanie ich nie ma żadnego uzasadnienia, tym bardziej, że daje szkodliwy sygnał dla innych pokoleń, które mogą nie być już tak gospodarne jak obecne.

Utrzymywanie pod przymusem niskiej (praktycznie zerowej) stopy odsetek, co ma rzekomo pobudzić gospodarkę, odbywa się na koszt emerytów, którzy całe życie oszczędzali po to, by dzisiaj od swoich oszczędności otrzymać 0,05 – 0,25 procent rocznie[1].

Nie popełnię wielkiego błędu, jeśli przyjmę, że amerykańskie stopy bazowe ustanowione pod przymusem FED na poziomie od 0 do 0,25 procent są znacznie poziomu, jaki ustaliłby się w warunkach wolnego rynku. Ten przymus to nic innego, jak właśnie redystrybucja, od ciułaczy do bankierów, na której emeryci tracą. Gdyby cena pieniądza kształtowała się na wolnym rynku, wówczas można założyć, że nie wynosiłaby ona 0 procent, bo wtedy nikt by nie oszczędzał, lecz przynajmniej na poziomie 2-3 procent. Już nawet tak niewielki wzrost kosztu pieniądza przyniósłby oszczędzającym, co najmniej, 300-500 miliardów dolarów rocznie. Statystycznie to jest około 10 tysięcy dolarów rocznie na osobę. To już jest coś, tym bardziej, że tych pieniędzy oszczędzający dzisiaj nie mają. Mogą, co prawda sięgnąć do giełdy, ale dla kogoś, kto jest w jesieni życia, ryzyko może być zbyt duże.

Widać więc, że Bernanke zabiera amerykańskim emerytom w ciągu roku więcej niż wynoszą długi upadłego sektora bankowego na Cyprze. A Cypr, choć niewielki, to jednak żyje z banków, które stanowią połowę PKB tej grecko-tureckiej wyspy. Jedynym pocieszeniem dla nas może być fakt, że aż 1/3 tych pieniędzy to pieniądze przywiezione z Rosji.

Jakby tych strat było emerytom mało, prezes Bernanke, czego nie może nie wiedzieć, prowadzi politykę monetarną jawnie antyrozwojową. Stymulacja gospodarki kolejnymi długami to raczej gwóźdź do jej trumny, a nie ratunek. Wzrost gospodarczy za IV kwartał wyniósł aż 0,1 procenta. Bezrobocie spada głównie z powodu przesunięć siły roboczej z zasiłków na renty, a i to, są to spadki po przecinku. Polityka pompowania pieniądza przez bank centralny, czyli kreowania kredytu z powietrza, to na dodatek polityka proinflacyjna. Co prawda inflacja oficjalna jest niewielka, mówi się już o pojawieniu kolejnych baniek spekulacyjnych (złoto, Wall Street oraz ropa naftowa), co zaowocuje – zapowiadaną od dwóch lat przez Marka Skousena i Petera Schiffa, powtórką kryzysu z roku 2008, a kto wie czy nie z 1929. Nie dość, że ludzie tracą z powodu FED odsetki, to na dodatek każdy ich dolar ma coraz mniejszą siłę nabywczą. Najgorsze jest to, że zdezorientowani keynesowskim bełkotem medialnym biorą mimowolny udział w procesie, który – poprzez chociażby wspomniane bańki spekulacyjne – mogą się źle skończyć. A przecież kolejnego krachu, kolejnego kryzysu nawet gospodarka amerykańska może nie wytrzymać. Emerytom może zaglądnąć w oczy głód. A wszystko po to, by sektor bankowy czuł się pewnie i mógł rosnąć w siłę, wypłacając prezesom coraz wyższe bonusy i premie.

W Polsce aż takiego niebezpieczeństwa nie ma, głównie dlatego, że emeryci posiadają znacznie mniej do stracenia. Przez to swoje relatywne ubóstwo narażeni są na więcej zagrożeń, jak choćby drastyczne obniżenie (rabunek) świadczeń emerytalnych. Pamiętajmy, że ZUS oferuje kontrakt, w którym instytucja ta (a więc rząd) nie gwarantuje wysokości emerytury. Aby ten ponury scenariusz się nie ziścił, należy bankowi centralnemu odebrać prawo ustanawiania stóp procentowych, pozostawiając to rynkowi, a przy okazji, pozbawić rząd monopolu na utrzymywanie systemu emerytalnego, zgodnie z zasadami reformy emerytalnej z 1997 roku, której resztki obecna ekipa polityczna w Warszawie właśnie burzy.

A co z Cyprem? W warunkach urynkowienia pieniądza, banki – cypryjskie, amerykańskie, polskie  i inne – będą miały mniej gotówki, ale za to emeryci będą jej mieli więcej. Czyż nie o to właśnie chodzi?

 

Jan M Fijor

www.fijor.com



[1] Np. US Bank płaci na lokatach rocznych od 0,1 proc. do 0,35 proc. rocznie, a więc mniej niż 3 dol. miesięcznie od kapitału w wysokości minimum 10 tysięcy dolarów.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Łukasz Tyniec pisze:

    Czy stopy ustalane przez NBP, to są minimalne stopy procentowe? Przykładowo bank jak wylicza oprocentowanie kredytu hipotecznego to liczy stawka referencyjna+marża banku. Skoro marżę może ustalić dowolnie wysoką, to znaczy, że min.jakie ma określone wyznacza mu ta stawka referencyjna. Idąc dalej w rozumowaniu, jeżeli stawka referencyjna była by na poziomie 0%, to oprocentowanie kredytu było by równe marży banku, a więc tylko bank/rynek decydował by o koszcie pieniądza.
    Jestem początkujący w tym temacie, więc będę wdzięczny za wyjaśnienie.

  2. john galt pisze:

    „Jedynym pocieszeniem dla nas może być fakt, że aż 1/3 tych pieniędzy to pieniądze przywiezione z Rosji” – dlaczego pocieszeniem?

  3. Jan M Fijor pisze:

    To taki żart. Polacy nie lubią Rosjan, a jak się kogoś nie lubi, to się przeważnie cieszy z jego porażek.
    Ukłony

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale logicznie rozumując, jeśli bank centralny jest gotów pożyczyć
    bankowi komercyjnemu po 4,5 procent, to trudno będzie liczyć na to, że będą chętni, aby zapłacić więcej. To są raczej stopy maksymalne.
    a więc cena pieniądza w rozliczeniach międzybankowych. Do tej ceny „hurtowej” banki komercyjne doliczają swoje prowizje, haracze i inne dodatki.

    Ukłony

  5. marcinach pisze:

    Tak czy siak banki komercyjne bez banku cenralnego nie miałyby tak łatwego, taniego pieniądza. No i w razie problemów mają plecy. A co tam ryzyko. Niech zyje moralny hazard. Po nas chodzby potop. Tyle, że to socjalizm finansowy. Że co? Ano tak, p. Fijor ma rację.
    Obecni makroekonomiści i ekonomiści monetarni sprawdają tylko efektywność obecnego systemu. Inni wprowadzają różne strategie (mieszane, BCI, kontroli agregatów – albo najnowsza propozycja strategia celu nominalnego PKB) w ramach tego systemu, a my ponosimy koszty.

  6. marcinach pisze:

    No i jeszcze jedno o czym mało kto pisze. Inflacja – i niekiedy deflacja – to skutek manipulowania pieniądzem. Różnica jest spora, ponieważ na inflacji rząd zarabia. To taki podatek bez ustawy, jak mawiał Friedman. Ale na deflacji rząd nie zarabia, ale za to zwieksza sie sila nabywcza zarobkow u zwyklych zjadaczy chleba. Deflację może powodować wolny rynek i to wcale nie jest złe jak straszą nas eksperci od makroekonomii. Nie raz w historii wystepowal silny rozwoj gospodarczy, ktoremu towarzyszła deflacja. Ale oni od lat za swoim mistrzem Keynesem, ktory szukal lekarstwa na wielki kryzys i deflacje, myla przyczynę z wynikiem. Ale skoro rząd na inflacji zarabia, a makroekonomisci dostaja pieniadze od rzadu, to polityka proinflacyjna zawsze znajdzie u nich poparcie.

  7. Marcin pisze:

    Panie Janku, nie myślał Pan, żeby włączyć możliwość „obserwowania” Pana profilu na Facebooku dla osób, które Pana nie znają, ale mogłyby czytać, co Pan zamieszcza?

    Pozdrawiam

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Nie bardzo wiem, co to znaczy. Mam swoja dzialke na FB i kto chce, neich ja obserwuje, ale niespecjalnie wiele tam się dzieje.

    Ukłony

  9. Adam pisze:

    To się nawet czuje, że wszystko w okół zachęca nas do wydawania, pożyczania, kupowania i jeszcze raz pożyczania. Po takim ataku propagandowym aż dziwnie się czuje człowiek, który wydaje mniej niż zarabia.

  10. darek d pisze:

    Ben Bernanke nie Bob 😀

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Dziękuję. Już poprawiłem.
    Ukłony

  12. marcinach pisze:

    Bob! Bob mu bardziej pasuje. Po tym co narobił długo będziemy czuć.

  13. Tomek pisze:

    Tak, urynkowienie stóp procentowych to podstawa, ale to nie wszystko.

    Uważam, że banksterów za stosowanie mechanizmu rezerwy cząstkowej powinno się karać tak samo jak Plichtę za piramidę finansową.
    Nie może być tak, że ze 100zł mojego depozytu oni udzielają 900zł kredytu.

    Poza tym konta oszczędnościowo-rozliczeniowe to jedna wielka ściema.
    Konta rozliczeniowe powinny mieć 100% pokrycie (miałyby na rynku zerowe oprocentowanie i za ich używanie pewnie trzeba by było płacić).
    Lokaty (czyli pożyczki bankowi gotówki) nie muszą mieć żadnego pokrycia, ale powinny być zawsze zawierane na konkretny termin bez możliwości zerwania przed terminem (chyba, że bank się na to zgodzi).

  14. SWid pisze:

    „Pamiętajmy, że ZUS oferuje kontrakt…”
    Ja bym tego ofertą raczej nie nazywał – powinno być w cudzysłowiu. Oferta to inaczej propozycja, którą można dobrowolnie przyjąć albo odrzucić.Tutaj jesteśmy zmuszani siłą do oddawania części własnych zarobków, pod karą restrykcji, na realizację usług w nieokreślonym zakresie. Przez tzw „państwo”, aparat przemocy który na życzenie tzw demokratycznej większości (która nie rozumie co się dzieje) pod pretekstem pomagania/wyręczania tak naprawdę przeskadza/okrada/marnotrawi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *