Polityka absurdu, czyli jak długo jeszcze…

chat-dymki
2

Powrót, zobaczymy na jak długo…

Poruszony ostatnimi danymi i komentarzami nie wytrzymałem. Oto poniżej jeden z artykułów:

http://forsal.pl/artykuly/704911,indeksy_na_wall_street_ugiely_sie_pod_ciezarem_danych_makro.html

„Indeksy na Wall Street ugięły się pod ciężarem danych makro”. Chciałoby się powiedzieć: w końcu! Od dłuższego czasu powinno się zastanowić jak długo polityka taniego pieniądza stosowana przez FED, EBC i resztę instytucji będzie sztucznie zasilać indeksy. Niemożliwe jest przecież, a przynajmniej nielogiczne, że gospodarka (chociażby USA) jest w stanie stagnacji, a giełdy osiągają kolejne szczyty. Jeżeli prawdą jest to co pisze parkiet (http://www.parkiet.com/artykul/1320747-Warszawa-wciaz-pod-kreska.html), że obligacje skarbowe USA są skupowane na kwotę 85 mld dol. miesięcznie, to chyba nikt nie ma wątpliwości co jest powodem zwyżki indeksów giełdowych.

Problem polega na tym, że działalność FED wspomniana powyżej nie generuje żadnych pozytywnych reakcji w gospodarce. Co więcej, prowadzi do niebezpiecznych anomalii. Wsparcie pieniężne instytucji finansowych daje im nisko oprocentowany kapitał do inwestycji giełdowych w spółki, których wyniki się pogarszają. Zachowanie to miałoby podstawy, gdyby przewidywano poprawę koniunktury gospodarczej w przyszłości. Dane z amerykańskiego rynku nieruchomości czy zatrudnienia wcale jednak takiej sytuacji nie potwierdzają. W efekcie wydaje się powstawać kolejna bańka w obrocie giełdowym. Czy nastąpi przełamanie i inwestorzy zaczną kierować się danymi? Póki mają dostęp do tanich źródeł kapitału wydaje się to mało prawdopodobne.

Należałoby zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Skup obligacji przez FED stanowi premiowanie instytucji finansowych (posiadających te obligacje) jako sił napędowych koniunktury. Nic bardziej mylnego. Kierują się one celem maksymalnego zwrotu z inwestycji. Co jest oczywiście zrozumiałe. Niestety, zwrot z inwestycji finansowych nie prowadzi do zwiększenia produktywności całej gospodarki. Żadna firma nie zwiększy bowiem produkcji tylko ze względu na wzrost cen jej akcji, gdyż musi się ona kierować przewidywaniami co do popytu na jej produkty. Dla przyspieszenia wzrostu gospodarczego niezbędne są inwestycje w realnej sferze gospodarki., zamiast tych czysto finansowych. Dodatkowe nakłady na nowe inwestycje prowadzą do zwiększenia produkcji, a w konsekwencji także zatrudnienia.

Moim zdaniem, celem rządów i banków centralnych powinno więc być zapewnienie odpowiednich warunków do przyspieszenia inwestycji prywatnych w gospodarce. Wspieranie finansjery raczej oddala nas od rozwoju gospodarczego aniżeli do niego prowadzić. Ale w innym przypadku kto by tych wszystkich polityków utrzymywał. Przecież chyba nie podatnicy…

Tomasz | 17 Maj 2013 o 00:12 | Tagi: dług, FED, finansjera, giełda, inwestycje, wzrost gospodarczy | Categories: ekonomia | URL: http://wp.me/p1UhqV-4g

komentarz    Zobacz wszystkie komentarze
Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Zaledwie w ciągu jednego tygodnia banki centralne wpompowały do międzynarodowego rynku finansowego ok. 200 miliardów dolarów. Ma to zapobiec niewypłacalności kolejnych instytucji finansowych. Szczególnie mocno w ratowanie bankrutów zaangażował się Fed. Krytycy tej decyzji nie przebierają w słowach. Jim Rogers, szef Rogers Holding, stwierdził wprost, że ratowanie Fannie Mae i Freddie Mac to katastrofa. – Fannie i Freddie winne są firmom na świecie co najmniej 5,2 bln USD. Przejęcie tych firm zwiększyło zadłużenie USA dwukrotnie. Firmy finansowe i banki w USA są technicznie bankrutami, nawet jeśli nie ogłaszają bankructwa. Mają poważne problemy – podsumował Rogers.

  2. pogodynka2013 pisze:

    Jeśli USA zbankrutują, to 3/4 kuli ziemskiej też, niestety Polska jako „podnóżek” też wiele na tym straci, nie umiemy wystarczająco skierować swoją uwagę i gospodarkę w kierunku Azji i przez to dużo na tym stracimy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *