Partnerzy

chat-dymki
2

Ograniczanie dostępności w handlu tzw. reklamówek, tylko z pozoru ma na celu ochronę środowiska. W rzeczywistości kryje się za nim korupcja, chciwość i podatki. Na przykładzie amerykańskim można lepiej zrozumieć, o co tutaj chodzi.

Rwanda w Kalifornii

Władze lokalne powiatu Santa Cruz w Kalifornii podjęły wiosną 2013 roku uchwałę zabraniającą miejscowym placówkom handlowym pakowania zakupionych towarów w torby foliowe, znane u nas, jako reklamówki. Z krajobrazu handlowego, podobnie jak w najbardziej na świecie ortodoksyjnej pod tym względem, Rwandzie (Afryka), do której wwiezienie torebki foliowej karane jest niemal na równi z przemytem narkotyków, z powiatu Santa Cruz w Kalifornii reklamówki zniknęły (prawie) całkowicie.

Oficjalnym powodem wprowadzenia uchwały, jak mi wyjaśnił menadżer dużej amerykańskiej sieci drogeryjnej, CVS, była troska władz o czystość środowiska, a ściślej, o ekosystem pobliskiej zatoki Monterrey, w której, podobno, „plastykowych torebek jest więcej niż glonów i planktonu”. Od chwili wprowadzenia zakazu, zamiast w darmowe, popularne reklamówki, zakupione towary, od produktów spożywczych, po komputery, kosmetyki i odzież, pakowane są w firmowe torby plastykowe, ewentualnie papierowe. Zmieniło się więc niewiele, z tą różnicą, że dawniej opakowania handel dostarczał gratis, obecnie trzeba za nie zapłacić, co najmniej, 25 centów za sztukę. Władze powiatu mają nadzieję, że to wystarczy do poprawy stanu morza, i środowiska w ogóle.

W Rwandzie, w każdym razie, fruwających na wietrze folii nie widać. Jeśli tam poskutkowało, to pewnie i tutaj się uda.

Papier kontra folia

Mimo, iż sam uważam, że zakaz korzystania z torebek foliowych ograniczy zanieczyszczenie środowiska, nie podobają mi się takie ingerencje administracyjne w biznes. Zwłaszcza, że jest to w dużym stopniu działanie krótkowzroczne. Zakładając nawet, że intencje ustawodawców są czyste i szczere, torby foliowe, to nie jedyne zagrożenie dla środowiska. Co prawda, toreb foliowych, za które odtąd trzeba płacić, ubędzie, ale pojawią się za to „niewinne” torby papierowe, a więc też śmieci. Papier rozkłada się w przyrodzie szybciej niż polipropylen, jest więc dla środowiska mniej uciążliwy, ale również i on ma swoje szkodliwe strony.

O ile torba z polipropylenu ma stosunkowo dużą wytrzymałość na nacisk i skręcanie, o tyle papier jest znacznie słabszy, czego skutkiem jest konieczność większego zużycia celulozy. Torba z tworzywa sztucznego zdolna unieść pięciokilowe zakupy waży ok. 2-3 procent tego, ile waży – zdolna unieść tyle samo – torba z papieru. Porównując okres rozpadu folii i papieru trzeba tę różnicę wziąć pod uwagę. Aby doprowadzić do całkowitego rozpadu  torebki foliowej potrzeba ok. 150 lat, rozkład podobnej ilości papieru trwa niespełna rok. Dwieście razy krócej. Zachowując jednak proporcje wytrzymałości i użycia obu toreb, przyroda z papierem zmagać się będzie już tylko 4 – 5 razy krócej. Wskaźnik szkodliwości folii spada o połowę jeśli weźmie się pod uwagę chociażby to, że część osób (na oko szacuje się, że jest ich ok. 30 procent) wykorzystuje torby foliowe do wtórnego pakowania opadów domowych, których luzem do pojemników wyrzucać nie wolno. Spada więc zużycie toreb na śmieci.

Człowiek a środowisko

Zatem wybór nie polega przede wszystkim na tym, czy tworzywem, z którego robi się opakowania będzie polipropylen, papier czy jeszcze coś innego, lecz między tzw. środowiskiem naturalnym a wygodą i bezpieczeństwem człowieka/konsumenta. Inaczej, chodzi o to, czy człowiek – ze wszystkimi swoimi atrybutami – jest częścią środowiska, czy nią nie jest? Właśnie do odpowiedzi na to pytanie sprowadza się przedkładanie dobrostanu środowiska nad dobrostanem człowieka. W Santa Cruz uznano, że człowieka, zresztą nie po raz pierwszy, elementem środowiska raczej nie jest, a jeśli już, to ustępuje delfinom i rybom. Zakazując pakowania w torby foliowe i nakazując kupno toreb papierowych, ustawodawca poświęca nie tylko wygodę człowieka, ale i drewno, czyli las. Odtąd, co prawda, ryby i delfiny nie będą się zaplątywać w torebki z folii, ale za to, ptaki czy małpy, stracą niektóre ze swoich gniazd i siedlisk leśnych. O ile interesy życiowe ryby, drzewa, ptaka i małpy są porównywalne, to jednak pozycja człowieka (a tym samym jego interes) są w środowisku naturalnym, niewątpliwie, najwyższe. Co z tego, że postępowanie ekologów jest politycznie poprawne, skoro jest ono nie do przyjęcia z etycznego punktu widzenia.

Zresztą etyka to jedynie wierzchołek góry lodowej, której na imię ideologia, za którą kryje się którą chciwość, przemoc i władza.

Gdzie leży pies

Torba foliowa, taka, w jaką do niedawna pakowano nam gratis produkty spożywcze w supermarketach kosztuje od 0,1 do 2 centów amerykańskich, dla równego rachunku zaokrąglijmy to do 1 – 5 groszy. Torba papierowa odpowiadająca tym samym parametrom, co foliowa jest, co najmniej, 10 razy droższa. Przed wejściem w życie nowej ustawy sklep darował opakowania klientowi, obecnie je sprzedaje. Przedtem tracił na jednej transakcji ekwiwalent ok. 40 groszy w przeliczeniu na kupującego, dzisiaj sprzedaje torby papierowe w cenie ok. 25 centów (80 groszy) za sztukę, czyli – przy średnim zużyciu 3 toreb na kupującego – wydatek ok. 75 centów. Właśnie ta różnica uzasadnia entuzjazm, z jakim prywatny handel powitał publiczny zakaz.

To nie interes środowiska, lecz interes lobby handlowego spowodowały wprowadzenie w miejsce rynku i konkurencji, które zmuszały handlowców do pakowania produktów we własne opakowania, zakaz dostarczania ich przez handel. W obawie przed gniewem ludu, czyli konsumentów, albo przed oskarżeniami o zmowę, handel sięgnął po partnerstwo polityków, żeby to oni zmusili tych pierwszych do zrobienia tego, co dla tego pierwszego będzie korzystniejsze. Spytacie, skąd ja to wiem? Jakim prawem rzucam takie oskarżenia? Ja posługuję się wyłącznie logiką.

Przecież, gdyby handlowcom zależało na ochronie środowiska, mogli sami zrezygnować z toreb foliowych na rzecz papierowych, a jeśli uznaliby, że i to jest dla nich zbyt drogie, mogli wprowadzić sprzedaż toreb foliowych sami – bez polityków.  (Tak jak to uczyniły polskie supermarkety, kierujące się wyłącznie zyskiem.) Dlaczego zarządzający sieciami Safeway, czy Whole Foods sami nie wstrzymali darmowego pakowania zakupów w torby foliowe? Bo tak im było wygodniej; więksi handlowcy obawiali się, że mały biznes wykorzysta sytuację i z kontynuacji istniejącego status quo uczyni dla siebie przewagę konkurencyjną.  Uchwała radnych powiatowych supermarkety chroni przed konkurencją. Politycy, rączka w rączkę z handlem, wsparli się wzajemnie, żeby konsumentom dokopać.

Hipokryci

Gdyby w całym tym działaniu chodziło wyłącznie o ochronę środowiska, to by radni kategorycznie zakazali korzystania z wszystkich toreb foliowych, i już. Tymczasem sklepom nadal wolno pakować w reklamówki z polipropylenu, pod warunkiem, że klient za nie zapłaci. Jasno widać, że motywem radnych nie jest przede wszystkim środowisko, lecz kasa i władza; zakaz jest formą opodatkowania obywateli, a przy okazji formą wsparcia życzliwych im supermarketów nękanych w Kalifornii coraz głębszym kryzysem gospodarczym. Problem w tym, że przyczyną tamtejszej zapaści jest właśnie nadmiar regulacji prowadzący do ubezwłasnowolnienia obywateli i instytucji prywatnych, a przede wszystkim ignorowania rynku .

Przecież gdyby torby papierowe były lepsze, to by ludzie używali ich dobrowolnie, tak jak dobrowolnie używali toreb foliowych. To, że są droższe, nie znaczy wcale, że są lepsze. Są droższe dlatego, że drewno jest dobrem rzadszym niż ropa naftowa, z której robi się reklamówki, a praca przy produkcji toreb papierowych rzadsza od pracy przy ich produkcji. Rzadsze dobro przy podobnym popycie rośnie w cenie. Konsument nie ma z tej wyższej ceny większego pożytku.  Torba foliowa stwarza zagrożenie dla środowiska z chwilą jej wykorzystania i wyrzucenia, w przypadku torby papierowej, zagrożenie istnieje w momencie ich produkcji. Jest nim konieczność wycinania drzew potrzebnych do produkcji papieru. Problemem jest nie tylko niska użyteczność biomasy stosowanej do produkcji toreb, wzrost poziomu szkodliwego (rzekomo) dwutlenku węgla, lecz także koszt alternatywny ziemi wykorzystanej do produkcji biomasy (pulpy papierowej). Zamiast wykorzystać ziemię do produkcji żywności, część z niej musi zostać przesunięta do produkcji drewna na potrzeby opakowań papierowych. Spadek podaży ziemi przeznaczonej na cele żywnościowe powoduje wzrost jej ceny. I tak się już dzieje. Po kilkunastu latach względnego dostatku żywnościowego, światu zagląda w oczy głód. Winą za ten stan rzeczy należy winić czempionów źle pojętej ochrony środowiska, którym przyświeca jedynie chęć dokuczenia kapitalistom, i konsumentom, również.

Ograniczenie zużycia trudno rozkładalnych surowców, z których wytworzona jest torba foliowa (polimery), zmniejsza co prawda ilość zanieczyszczeń środowiska opakowaniami foliowymi, równocześnie zwiększając ilość zanieczyszczeń wywołanych koniecznością wykonania toreb papierowych, na co potrzeba więcej energii, której towarzyszy produkcja innych opadów i zanieczyszczeń. Trwałość opakowań papierowych jest mniejsza niż foliowych, tym samym zawartość opakowań papierowych łatwiej przenika do środowiska również powodując jego zatruwanie. Nie wiadomo, co gorsze – torby, nad którymi można zapanować, czy gazy energetyczne i toksyny, nad którymi zapanować trudniej.

Jan M Fijor

www.fijor.com

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Bruno Zachariasiewicz pisze:

    Papier kontra folia. A może lepiej własna, mocna torba wielokrotnego użytku?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Dobre rozwiązanie, ale – podobnie jak papier – wymaga dobrowolności, a nie przymusu administracyjnego, który może się łatwo obrócić przeciwko dobrym intencjom. ja mam plecak i w nim przwożę zakupy.
    ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *