okladka

Carl Menger – Zasady ekonomii

chat-dymki
19
  • Autor: Carl Menger
  • Tłumaczenie:
  • ISBN: 978-83-89812-90-8
  • Strony: 340
  • Cena: 65 zł (cena hurtowa)
Zamów

okladka

Jest to pierwsza i najważniejsza książka tzw. szkoły austriackiej, której autor urodził się w Nowym Sączu, a  doktoryzował na krakowskiej Alma Mater. Menger Zasadami dokonał przewrotu Kopernikańskiego w ekonomii. Książka zmieniła spojrzenie na współczesną ekonomię, a jej autor uchodzi, coraz częściej, za najwybitniejszego ekonomistę w dziejach. Ironią jest to, że nawet dzisiaj, po tylu latach,  praca Mengera wabi swoją świeżością spojrzenia, jest odkrywcza, a jej logika przystępna i jakże zdrowo rozsądkowa. Mimo to urzędujący ekonomiści wolą posługiwać się skompromitowaną teorią Keynesa i jego dworu. Z tym większą satysfakcją anonsujemy to dzieło. Gwarantujemy ucztę duchową/intelektualną i zmianę spojrzenia na wysiłki działającego człowieka.Mamy nadzieję, że przysłużymy się Państwu nie tylko okazją do pogłębienia zasad rewolucji marginalistycznej, nowoczesnej i rewolucyjnej teorii pieniądza, ale przede wszystkim  tym, że przedstawiamy wybitnego człowieka, uczonego, który nie doczekał się jeszcze uznania na jakie zasługuje.

Podstawą przekładu było zarówno niemieckie, jak i angielskie wydanie Zasad ekonomii. Pomocą przy wydaniu służył Mark Skousen, a także Robert Senholz oraz Libertarian Press.

Fascynującej lektury życzy
Jan M Fijor

Fragment Wstępu do wydania polskiego:

        Oryginalność i wielkość jego wkładu w myśl ekonomiczną była tak znacząca, że moją własną rozprawę, zatytułowaną Struktura produkcji[1] (1990) zadedykowałem Carlowi Mengerowi, największemu z ekonomistów świata. No, bo któż inny może twierdzić, że zbudował podstawową strukturę  współczesnej mikroekonomii, subiektywistycznej teorii wartości krańcowej, a zwłaszcza zasadniczą formację nowoczesnej mikroekonomii, jaką jest czasowa struktura produkcji?

Tymczasem ten wybitny człowiek, Carl Menger, jest wśród ekonomistów niemalże nieznany. Chyba, że za dowód tej znajomości uznać przypisy w podręcznikach ekonomii, z których wynika, iż był jednym z trzech ekonomistów, którym zawdzięczamy rewolucję marginalistyczną lat 70. XIX stulecia. Dwóch pozostałych, to Brytyjczyk, William Stanley Jevons, oraz francuski matematyk, Leon Walras.  Nawet wśród ekonomistów austriackich stawia się Mengera w cieniu dwóch innych, znacznie bardziej od niego popularnych, dwudziestowiecznych spadkobierców intelektualnych jego myśli, Ludwiga von Misesa and Friedricha Hayeka.

Głównym tego powodem jest to, że Mengerowskie magnum opus, Grundsätze der Volkswirtschaftslehre (1871), przetłumaczone zostało na język angielski dopiero w 1950 roku (pod tytułem The Principles of Economics).

W tym czasie, znacznie większą popularność zyskały prace innych wielkich Austriaków: Eugena Böhm-Bawerka Positive Theory of Capital, opublikowana przez oficynę Macmillana w roku 1890, czyniąc z Böhm-Bawerka (studenta Mengera na Uniwersytecie Wiedeńskim) najsłynniejszego ekonomistę przełomu wieku XIX i XX.); Friedricha von Hayeka Monetary Theory and the Trade Cycle została przełożona na angielski w roku 1932, zaś Misesa Theory of Money and Credit[2] opublikowano po angielsku w roku 1934.  Dzięki tym publikacjom, drugie i trzecie pokolenie Austriaków stało się wiele sławniejsze niż założyciel szkoły –  mimo iż sława, jaką zdobyli, opierała się na gigantycznych dokonaniach ich wielkiego Mistrza. Zresztą wszyscy współcześni ekonomiści szkoły austriackiej, wliczając w to niżej podpisanego, budowali swoje osiągnięcia na pracach Mengera(…)

Mark Skousen

ROZDZIAŁ IV (fragment)
TEORIA WYMIANY

  1. Podstawy wymiany gospodarczej

„Czy skłonność ta [do wymiany, handlu i zamiany jednej rzeczy na drugą] jest jedną z tych pierwotnych cech natury ludzkiej, których nie można już bliżej wyjaśnić, czy też, co wydaje się bardziej prawdopodobne, jest koniecznym następstwem zdolności myślenia i mówienia”, czy może jeszcze jakieś inne przyczyny skłaniają ludzi do wymiany dóbr? Pytanie to Adam Smith pozostawił bez odpowiedzi. Ten wybitny myśliciel zauważa jedynie, jako rzecz pewną, że skłonność do barteru i wymiany jest wspólna wszystkim ludziom i nie znajdziemy jej u żadnego gatunku zwierząt[1].

Aby wyjaśnić problem, załóżmy najpierw, że dwaj – mieszkający po sąsiedzku – rolnicy dysponują po urodzajnych zbiorach wielką obfitością tego samego rodzaju jęczmienia i że nie ma żadnych przeszkód, aby wymienili się między sobą tym dobrem. W tym przypadku obaj rolnicy mogą dać upust swojej skłonności do wymiany i bez końca wymieniać pomiędzy sobą 100 buszli lub jakąkolwiek inną ilość zboża. Jeśli wymiana dóbr sama w sobie daje przyjemność jej uczestnikom, to nie ma powodu, dla którego mieliby w tym wypadku zaniechać handlu. Jestem jednak całkowicie przekonany, że te dwie osoby całkowicie zrezygnują z handlu/wymiany. A jeśli nawet zaangażowaliby się w tego typu wymianę, ryzykowaliby, że ich zadowolenie z handlu w takich okolicznościach zostałoby uznane przez inne gospodarujące jednostki za szaleństwo.

A teraz wyobraźmy sobie myśliwego posiadającego wielkie ilości futer, a więc surowców potrzebnych do produkcji odzieży, ale za to bardzo małe zapasy żywności. Nie musi się on więc martwić o swoje zapotrzebowanie na odzież, za to jego zapotrzebowanie na jedzenie nie jest jeszcze w pełni zaspokojone. Mieszkający nieopodal rolnik znajduje się w sytuacji dokładnie przeciwnej. Załóżmy też, że nie ma żadnych przeszkód, aby myśliwy wymienił swoją żywność na materiały odzieżowe rolnika. Jest oczywiste, że wymiana towarów jest w tym wypadku jeszcze mniej prawdopodobna. Kiedy myśliwy wymieni część swoich skąpych zapasów żywności, aby uzyskać część równie skąpych zasobów futer należących do rolnika, nadwyżka surowców do produkcji odzieży myśliwego, jak i nadwyżka pożywienia rolnika, staną się jeszcze większe niż przed wymianą. Ponieważ myśliwy nie zapewnił sobie jak dotąd odpowiedniego zaspokojenia swoich potrzeb odnośnie jedzenia, a rolnik zaspokojenia potrzeb na ubrania, sytuacja gospodarcza handlujących zdecydowanie się pogorszy. Doprawdy trudno utrzymywać, że tych dwoje będzie odczuwało przyjemność z tego typu wymiany. Przeciwnie, bez wątpienia zarówno myśliwy jak i rolnik, będą zdecydowanie opierać się zaangażowaniu w handel, który niewątpliwie pogorszy ich sytuację, a może nawet spowodować zagrożenie dla ich życia. Gdyby jednak w jakiś sposób doszło do takiej wymiany, tych dwoje nie miałoby nic pilniejszego do roboty niż wycofanie się z niej.

Za ludzką skłonnością do handlu musi zatem stać jakaś inna przyczyna, niż sama przyjemność z niego płynąca. Gdyby handel był przyjemnością samą w sobie, więc i samym w sobie celem, a nie pracochłonnym działaniem związanym z ryzykiem i gospodarczym poświęceniem, nie byłoby żadnego powodu, dla którego ludzie nie mieliby się angażować w handel zarówno w powyższym, jak i w tysiącach innych podobnych przypadków. Tak naprawdę nie istniałyby żadne przeciwwskazania dla transakcji handlowych przeprowadzanych w obydwie strony dowolną ilość razy. W praktyce możemy jednak zaobserwować, że gospodarujący ludzie zawsze dokładnie rozważają każdą wymianę, którą chcą zawrzeć, i że istnieje granica, po przekroczeniu której dwie osoby zrezygnują z handlu.

Skoro ustaliliśmy, że wymiana nie jest celem samym w sobie, a tym bardziej czystą przyjemnością, poruszymy teraz problem jej charakteru i pochodzenia.

Zacznijmy od najprostszego przykładu. Wyobraźmy sobie dwóch rolników A i B. Obaj prowadzą samodzielne gospodarstwa. Po wyjątkowo obfitych zbiorach rolnik A posiada tyle zboża, że nawet w przypadku najbardziej rozdętych oczekiwań względem potrzeb swoich i rodziny nie będzie w stanie skonsumować całości tych zbiorów. Z drugiej strony winnice rolnika B, sąsiada rolnika A, doskonale w tym roku obrodziły. Zaś piwnica B wciąż jest wypełniona ubiegłymi rocznikami, a ponieważ brakuje mu naczyń, rozważa wylanie części starszego wina, pochodzącego z gorszych roczników. Obaj rolnicy posiadają nadwyżki jednego z dóbr i poważny niedobór drugiego. Rolnik z nadwyżką zboża musi całkowicie zrezygnować z konsumpcji wina, ponieważ w ogóle nie posiada winnicy, a temu z nadwyżką wina brakuje za to żywności. Farmer A może pozwolić wielu tonom zboża niszczeć na swoich polach, podczas gdy beczka wina zapewniłaby mu znaczną przyjemność. Farmer B ma zamiar zniszczyć wiele beczek z winem, podczas gdy mógłby z powodzeniem wykorzystać kilka ton ziarna w swoim gospodarstwie. Łaknienie pierwszego i głód drugiego mogą być uśmierzone za pomocą psującego się zboża A i wylewanego wina B. Farmer A, w tym samym stopniu co wcześniej, mógłby zaspokoić głód swój oraz swojej rodziny i dodatkowo dogodzić sobie radością picia wina. Rolnik B nadal mógłby cieszyć się taką ilością wina, jaka mu odpowiada, ale nie musiałby głodować. Jest zatem oczywiste, że mamy do czynienia z przypadkiem, w którym jeśli A przekaże pewną ilość dóbr B, a pewna ilość dóbr B zostanie przekazana A, potrzeby obu gospodarujących jednostek będą lepiej zaspokojone, niż gdyby do wymiany w ogóle nie doszło.

Przypadek właśnie opisany, w którym potrzeby dwóch osób mogą zostać zaspokojone lepiej niż dotychczas, poprzez wzajemne przekazywanie dóbr nieposiadających wartości przed wymianą, a tym samym bez ekonomicznego poświęcenia z obu stron, szczególnie nadaje się do przedstawienia – w sposób najbardziej pouczający – charakteru stosunków gospodarczych prowadzących do handlu. Interpretowalibyśmy jednak ten związek zbyt wąsko, gdybyśmy ograniczyli naszą uwagę do przypadków, w których osoba – posiadająca ilość jednego dobra większą od jej oczekiwań – cierpi niedostatek drugiego dobra, a inna osoba posiada porównywalną nadwyżkę drugiego dobra i cierpi niedostatek pierwszego. Omawiane stosunki można zaobserwować także w mniej oczywistych przypadkach, gdy dana osoba posiada dobra, których pewne ilości posiadają dla niej mniejszą wartość niż ilości innego dobra posiadanego przez inną osobę, znajdującą się w odwrotnej sytuacji.

Przykładowo załóżmy, że pierwszy z dwóch rolników nie zbiera aż tyle zboża, aby mógł pozwolić pewnej części zgnić na polu, nie szkodząc tym samym zaspokojeniu swoich potrzeb, a drugi nie posiada aż tyle wina, żeby mógł bez odczucia straty wylać jakąś jego część. Każdy z nich może wykorzystać całe zapasy dostępnego mu dobra w jakiś użyteczny dla siebie i swojego domu sposób. Pierwszy rolnik, po zaspokojeniu tych najpilniejszych potrzeb związanych z jedzeniem, może nakarmić nim swoje bydło. Drugi z nich nie ma aż tak dużo wina, by móc pozwolić sobie na wylanie części zapasów, ale wystarczająco dużo, by rozdać pewną ilości niewolnikom w nagrodę za ich wysiłek. Tak więc, chociaż niewielką wartość posiada pewna część zboża (np. jedna tona) dla pierwszego rolnika i pewna część wina (np. jedna beczka) dla drugiego, to przecież jednak jakąś wartością się te ilości dóbr odznaczają, ponieważ w sposób bezpośredni lub pośredni zaspokojenie części potrzeb rolników od tych części zależy. Jednakże fakt, że dana ilość ziarna (np. jedna tona) ma pewną wartość dla pierwszego rolnika, w żaden sposób nie wyklucza możliwości tego, że pewna ilość wina (np. jedna beczka) będzie mieć dla niego większą wartość. Byłoby tak, gdyby radość zapewniana przez beczkę wina była dla niego ważniejsza, niż kompletne utuczenie jego bydła.  Podobnie jest z drugim rolnikiem. To, że beczka wina ma dla niego pewną wartość, wcale nie oznacza, że tona pszenicy nie byłaby dla niego bardziej wartościowa. Mógłby on w ten sposób zapewnić sobie i swojej rodzinie bardziej odpowiednią dietę, a może nawet uchronić ją od głodu.

Najbardziej ogólną relację odpowiedzialną za handel między ludźmi można ująć następująco: gospodarująca jednostka A posiada pewną ilość dobra, które ma dla niej mniejszą wartość, niż określona ilość innego dobra należącego do drugiej gospodarującej jednostki B, oceniającej wartość tej samej ilości dóbr w sposób odwrotny. Odpowiednia ilość drugiego dobra ma dla niej mniejszą wartość od danej ilości posiadanego przez A pierwszego dobra[2]. Nazwijmy należącą do A ilość pierwszego dobra – 10a, a ilość drugiego dobra znajdującego się w posiadaniu B – 10b. Przyjmijmy, że wartość 1a dla A wynosi W, a wartość 1b dla A, o ile mógłby je uzyskać, wynosi W+x. Równocześnie wartość 1b dla B to w, a wartość 1a dla B, o ile mógłby je uzyskać, to w+y. Oczywiście A zyska wartość x, a B wartość y, jeżeli A przekaże 1a do B, natomiast B odda 1b dla A. Innymi słowy, po wymianie A znajdzie się w sytuacji takiej, jak gdyby do jego majątku dodano dobra o wartości x, a sytuacja B będzie taka sama, jak gdyby do jego majątku dodano dobra o wartości y.

Jeśli dodatkowo dwie gospodarujące jednostki (a) dostrzegają tę sytuację oraz (b) mogą rzeczywiście dokonać transferu dóbr, tworzy się relacja umożliwiająca – dzięki wspólnemu porozumieniu – lepsze lub bardziej kompletne zaspokojenie ich potrzeb, niż gdyby do tej relacji nie doszło.

Ta sama siła, która popycha ludzi do gospodarczej aktywności, która zmusza ich do poszukiwania przydatnych rzeczy w otaczającym ich świecie natury i poddawania ich swojej kontroli, która wzbudza w nich troskę o polepszanie swojej sytuacji ekonomicznej i skłania do dążenia do zaspokojenia potrzeb w sposób możliwie kompletny, prowadzi również do wytężonych poszukiwań tej relacji, gdziekolwiek można ją znaleźć i do wykorzystywania jej w celu lepszego zaspokojenia swoich potrzeb. W opisanej powyżej sytuacji dwie gospodarujące jednostki zrobią wszystko co konieczne, aby transakcja faktycznie się odbyła. Działania podejmowane w celu jak najpełniejszego zaspokojenia  potrzeb są zatem przyczyną wszelkich zjawisk życia gospodarczego, określanych słowem „wymiana”. Należy zauważyć, że termin ten używany jest w ekonomii w szczególnym sensie i ma o wiele szersze zastosowanie niż w życiu codziennym, czy tym bardziej, w znaczeniu prawnym. W sensie ekonomicznym dotyczy on zakupu i sprzedaży, ale też wszelkich częściowych transferów dóbr gospodarczych (dzierżawy, najmu, pożyczki itp.) w zamian za jakąś korzyść.

Podsumowując wynik naszych dotychczasowych dociekań, otrzymujemy następujące twierdzenia: zasada, która skłania ludzi do wymiany, przewodzi im także w całej aktywności gospodarczej. Jest to dążenie do zapewnienia sobie możliwie najpełniejszego zaspokojenia potrzeb. Radość płynąca z ekonomicznej wymiany dóbr mieści się w ogólnym poczuciu przyjemności odczuwanej, gdy jakieś zdarzenie umożliwia lepsze zaspokojenie potrzeb, niż byłoby to możliwe w innej sytuacji. Ale korzyści płynące z wzajemnego przekazywania sobie dóbr zależą, jak widzieliśmy, od spełnienia trzech warunków:

(a) gospodarująca jednostka musi kontrolować ilość dóbr, które mają dla niej mniejszą wartość, niż inne ilości dóbr posiadanych przez drugą osobę oceniającą dobra w odwrotny sposób,

(b) dwie gospodarujące jednostki muszą uświadomić sobie tę relację oraz

(c) muszą mieć moc faktycznego dokonania tej wymiany.

Nieobecność jednego z tych warunków oznacza, że brakuje niezbędnych przesłanek dla wymiany gospodarczej i że wymiana dóbr jest ekonomicznie niemożliwa.

Carl Menger


[1]    Adam Smith, Badania (…), op. cit., s. 19.

[2]    Pozostała część tego akapitu jest przypisem w oryginale – TR.


[1] Mark Skousen Struktura produkcji, tłum. K. Śledziński, Fijorr Publishing Warszawa 2010.

[2] Zaś wydanie polskie, Teoria pieniądza i kredytu, tłum. K. Śledziński. Fijorr Publishing, Warszawa, dopiero w 2012 roku, w stulecie napisania tej książki.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. TRJ pisze:

    Dacie jakiś krótki fragment, jakieś 2-3 strony?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Życzenia naszych sympatyków są dla nas rozkazem.

    Ukłony

  3. Obserwator pisze:

    Kiedy książka pojawi się w sprzedaży, bo ani na fijor.pl, ani na capitalbook jej nie ma.

  4. Jan M Fijor pisze:

    Książka jest w sprzedaży od 8 dni. Być może nie wystawili jej jeszcze , ale zapewniam, że jest w sprzedaży.

    Miłej lektury

  5. Marcin N. pisze:

    Janku, nie ma w sprzedaży ani na fijor.pl ani na capitalbook.pl. Pilnuj tego, bo przecież 06.12 przychodzi Mikołaj, a tutaj nowości z Twojego wydawnictwa brak, szkoda zmarnowanych szans sprzedażowych :-), pozdrawiam, Marcin

  6. Jan M. Fijor pisze:

    W obu księgarniach (pilnuje tego) są wszystkie pozycje naszego wydawnictwa.
    Zasady ekonomii – to obecnie flagowy tytul Fijorr Publishing. książka była sprzedawana na Targach Książki i cieszyła się
    – mimo braku jakiejkolwiek reklamy – dużym zainteresowaniem.

    Czytajcie Austriaków!

    np.
    http://capitalbook.pl/home/1179-zasady-ekonomii-carl-menger.html

  7. Marek R. pisze:

    Panie Janie,

    kupiłem dzisiaj Carla Mengera i przeżyłem zawód. Książka ponadczasowa, na lata, porządna okładka a papier – tragedia. Czy dobry papier aż tak waży na cenie książki, że trzeba się uciekać do czegoś takiego?

    Pozdrawiam
    Marek R.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    A co się panu w tym papierze nie podoba? Na takim papierze drukuje się 90 proc. książek w USA. No, cóż, o gustach się nie dyskutuje, mogę tylko dodać, iż ubolewam nad tym, że nie zaspokoiłem pańskich oczekiwań.

    Ukłony

  9. Przemek pisze:

    Janku czy jest szansa na ebooka?
    Ciągle temat ebookow się przewija przez audycję, ale ciągle jest nie zakończony 🙁

    Pozdrawiam

  10. Jan M. Fijor pisze:

    To jest prawdziwa rewolucja – organizacyjna i mentalna, Dlatego tak się to przedłuża.
    Jesteśmy już blisko. Proszę o cierpliwość.

    pozdr

  11. zet pisze:

    Jesli ebook to tylko taki w wersji do czytania na kindlu (mobi), bron boze jakies polskie wynalazki w postaci pliku ktory da sie czytac tylko na ekranie komputera… (kilka wydawnictw poszlo w te strone i to jest nieporozumienie totalne)

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Będziemy produkować e-booki w formacie mobi (kindle) oraz e-pub.ukłony

  13. Laik pisze:

    Kiedy ruszy Instytut Mengera?

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Już ruszył.
    ukłony

  15. Laik pisze:

    Ale swojej strony internetowej, na której będą pojawiać się publikacje jeszcze chyba nie ma?

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Nie wiem, czy chodzi panu o to, żeby strona była, czy żeby jej nie było. Bez względu na wszystko będzie pod adresem: menger.pl

    Ukłony

  17. Leon Orlikowski pisze:

    Zwolennicy austriackiej szkoły ekonomii w Polsce niewątpliwie z ogromną satysfakcją przyjęli wydanie przez Fijorr Publishing Company polskie tłumaczenie podstawowego dzieła twórcy tej szkoły Carla Mengera pt.: „Zasady ekonomii”. W książce znajdują się dwa wstępy: jeden napisany przez wybitnego kontynuatora tej szkoły Friedricha Augusta von Hayeka (1899-1992) oraz drugi napisany specjalnie do I wydania polskiego przez Marka Skousena (ur. w 1947 r.) analityka i konsultanta gospodarczego oraz wykładowcy ekonomii i finansów na kilku uczelniach w USA. Jednak to, co w swym wstępie pisze Skousen o Mengera teorii cen i kosztów nie zgadza się zupełnie z tym, co na ten temat pisze von Hayek. Oto, co pisze Skousen: „Odkrywszy prawdziwą naturę procesu produkcji oraz stworzywszy swą teorię cen, (Menger) pisał swoje tezy w stanie chorobliwego podniecenia. Dzieło rozpoczął od rozdziału zatytułowanego „Ogólna teoria dóbr”. Zauważył w nim, że wszystkie dobra i usługi konsumpcyjne powstają w długim procesie produkcji, który wymaga czasu i wysiłku. Budując to, co byśmy dzisiaj nazwali ekonomią „produkcji” (pośrednich etapów produkcji), Menger stworzył swą rewolucyjną teorię imputacji, wedle której ceny towaru, dóbr kapitałowych, a także dóbr niewykończonych wyznaczane są ostatecznie przez konsumentów. To końcowy popyt demonstrowany przez konsumentów, a nie koszty produkcji czy ludzka praca , decydują o kierunkach działalności produkcyjnej” (str. 49 – 50).
    A oto, co na ten sam temat wiele lat wcześniej, bo w 1976 r. napisał von Hayek: „W pierwszej części książki, poświęconej teorii wartości subiektywnych, … jest tylko jeden fragment, w którym wykład Mengera pozostawia jakąś większą lukę. Teoria wartości nie może być kompletna, a z pewnością nie będzie wystarczająco przekonująca, jeśli nie będzie zawierać wyraźnego wyjaśnienia roli, jaką w określaniu względnej wartości różnych artykułów odgrywają koszty produkcji. Już we wczesnych akapitach swego wykładu Menger pokazuje, że dostrzega ten problem i obiecuje rozwiązać go później. Nigdy jednak nie spełnił tej obietnicy” (str. 19). Przez wiele lat Menger podejmował wysiłki, aby zrealizować zamiar napisania bardziej dopracowanej wersji swej teorii. W tym celu najpierw ograniczył swą aktywność pisarską (po 1892 r.), a potem „W 1903 roku, w stosunkowo młodym wieku 63 lat, zdecydował się na rezygnację z prowadzenia katedry, chcąc się całkowicie poświęcić swemu dziełu. Wciąż jednak nie był z niego zadowolony. (…) Mimo słabnącego zdrowia Menger jednak wciąż przerabiał rękopisy do tego stopnia, że jakakolwiek ich rekonstrukcja wydawała się wręcz niemożliwa (po jego śmierci w 1921 r. w wieku 81 lat – LO). Część materiałów, zwłaszcza te związane z „Zasadami ekonomii”, które miały wejść w skład nowego dzieła, została włączona przez jego syna do drugiego wydania „Zasad’ z 1923 roku. Znacznie więcej materiałów pozostało jednak w formie chaotycznych rękopisów, które mogłyby stać się przydatne dopiero po długotrwałych i żmudnych wysiłkach redakcyjnych. W chwili obecnej rezultaty ostatnich lat pracy Mengera trzeba uznać za stracone”. (str. 35).
    Dlatego twierdzenie Marka Skousena, że „Menger odrzucił laborystyczną teorię wartości, która święciła triumfy w ekonomii klasycznej, …” jest po prostu nieuprawnione! Nie wiadomo bowiem, w jaki sposób w zaplanowanym dziele Menger zamierzał rozwiązać problem kosztów produkcji. Przecież jeżeli chodzi o koszty usług pracy, czyli płace, to mogą być one również wyznaczane tak samo jak ceny dóbr kosumpcyjnych (dobra pierwszego rzędu) w wyniku kształtowania się stosunku pomiędzy podażą a popytem na pracę i faktycznie na wolnym rynku tak się dzieje!
    Natomiast to, co Mark Skousen napisał w dalszym akapicie musi budzić sprzeciw każdego, komu znana jest historia rozwoju myśli ekonomicznej. Cytuję: „Mimo iż Menger pisał swą książkę w stanie rozgorączkowania, pamiętał o tym, żeby swoimi tezami nie zniszczyć „systemu naturalnej wolności” Adama Smitha. Jeśli nawet system ten zmieniał, to jedynie dlatego, żeby uczynić go lepszym; nie chciał zastępować modelu Adama Smitha, a jedynie go udoskonalić. Wiele lat później, syn Carla Mengera – Karl – napisał, że celem, jaki postawił sobie jego ojciec, było wyłącznie „zakwestionowanie tych myśli Adama Smitha, które jego zdaniem były błędne”” (str. 50).
    Ponieważ ani Karl syn Carla Mengera ani też Mark Skousen nie podają i nie argumentują, jakie to błędy popełnił Adam Smith w swym „Bogactwie narodów”, które Carl Menger zakwestionował w swych „Zasadach ekonomii”, czytelnik może się tylko domyślać, że owo zakwestionowanie zostało przedstawione przez Carla Mengera w podrozdziale zatytułowanym „Przyczyny rozwoju ludzkiego dobrobytu” umieszczonym w rozdziale pt.: „Ogólna teoria dóbr” jego dzieła. Zacytujmy więc, jakie to błędy Carl Menger wytyka w nim Adamowi Smithowi: „”Największy rozwój sił produkcyjnych pracy” – pisze Adam Smith – i przeważna część umiejętności, sprawności i znawstwa, z jakim kieruje się pracą lub jakie się w pracę wkłada, są, jak się wydaje rezultatem podziału pracy” oraz: „właśnie wielkie wzmożenie produkcji we wszelkich sztukach i rzemiosłach, wynikające z podziału pracy, daje w dobrze rządzonym społeczeństwie ową powszechną zamożność, która sięga aż do najniższych warstw ludności”. W ten sposób – pisze dalej Menger – Adam Smith uczynił stopniowy podział pracy głównym czynnikiem rozwoju gospodarczego ludzkości, co stało w zgodzie z olbrzymią wagą, jaką przykładał on do pracy, jako elementu gospodarki. Wierzę wszelako, iż właśnie zacytowany szanowny autor, pisząc o podziale pracy, rzucił światło na jeden tylko czynnik ludzkiego rozwoju, podczas gdy inne, niemniej ważne, umknęły jego uwadze.” Niestety w tym miejscu Menger nie podaje, jakie to inne ważne czynniki ludzkiego rozwoju umknęły uwadze Adama Smitha. Śledźmy więc dalej, jakie to czynniki ma na uwadze: ” Możemy zakładać, że większość prac wykonywanych w zbierackim plemieniu aborygenów, przydzielona została w najbardziej efektywny sposób. Niektórzy są myśliwymi, inni rybakami, a jeszcze kolejni zbierają jedynie dzikie rośliny nadające się do jedzenia. Niektóre kobiety poświęcają się jedynie gotowaniu jedzenia, podczas gdy inne tylko wyrabianiu ubrań. Możemy sobie wyobrazić dalszy rozwój tego podziału, w taki sposób, że każde specjalistyczne zadanie jest wykonywane tylko przez konkretnego członka plemienia – specjalistę. Sprawdźmy teraz czy opisany podział pracy, miałby taki wpływ na zwiększenie się ilości dostępnych członkom plemienia dóbr konsumpcyjnych, jak wyobrażony przez Adama Smitha efekt progresywnego podziału pracy. Wyraźnie widać, że w wyniku takiego rozwoju [czyli poziomego różnicowania się podziału pracy – LO] – plemię (jak i każdy inny zbiór ludzi) – doświadczy bądź tego samego produktu wyjściowego przy mniejszej ilości pracy, bądź też zwiększonego produktu wyjściowego przy takiej samej ilości pracy. Zatem polepszy ono swą sytuację, o ile jest to możliwe, poprzez bardziej odpowiednią i efektywniejszą alokację zadań do poszczególnych członków grupy. Ale ten przykład postępu różni się znacznie od tego , co obserwujemy u prawdziwych rozwijających się gospodarczo ludów.” A więc rozwój poziomego podziału pracy nie jest jeszcze tym satysfakcjonującym rodzajem postępu, którego „obserwujemy u prawdziwych rozwijających się gospodarczo ludów”. W następnym akapicie wyłuszcza, że tym właściwym postępem, dającym wysokie efekty, jest rozwój pionowego podziału pracy. Pisze: „Porównajmy ostatni przykład z innym. Załóżmy, że istnieje lud, którego rozwój umożliwia mu zajęcie się dobrami trzeciego, czwartego i wyższych rzędów, zamiast tylko prymitywnym zbieractwem, czyli przejmowaniem naturalnie dostępnych dóbr najniższego rzędu (zwykle dóbr pierwszego, a czasem także drugiego rzędu) [ dobra pierwszego rzędu według Mengera to nadające się do bezpośredniego spożycia dobra pozyskane z natury, a drugiego rzędu to takie, które wymagają wcześniejszego uzdatnienia do spożycia, np. ziarna dziko rosnących traw wymagają najpierw zmielenia a potem upieczenia placków nadających się do spożycia – LO]. Jeżeli lud ten będzie [pisze dalej] stopniowo wykorzystywał dobra wyższych rzędów do zaspokojenia potrzeb, a ponadto, jeżeli każdy krok w tym kierunku związany będzie z odpowiednim podziałem pracy, niewątpliwie zaobserwujemy rozwój dobrobytu, który Adam Smith był skłonny przypisywać jedynie drugiemu z wymienionych czynników”. W zdaniu tym Menger w sposób nieprecyzyjny wyraża swoje myśli, bo nie jest oczywiste, o jaki drugi czynnik tutaj chodzi. Tylko konfrontując oba akapity – ten i poprzedni – czytelnik może domyślać się, że tym pierwszym czynnikiem jest pionowy a tym drugim poziomy podział pracy i że tylko w tym drugim, czyli w poziomym podziale pracy Adam Smith dostrzegał postęp gospodarczy. „Zobaczymy myśliwego (kontynuuje Menger), który początkowo podchodził zwierzynę z pałką, następnie zaczyna używać łuku oraz sieci myśliwskiej, zaczyna hodować zwierzęta, co prowadzi do jeszcze bardziej zaawansowanych form hodowli. Zobaczymy także ludzi żywiących się początkowo dziko rosnącymi roślinami, którzy rozwijają coraz bardziej skomplikowane formy uprawy rolnej. Zobaczymy powstanie manufaktur oraz ulepszanie znajdujących się w nich narzędzi i urządzeń” (str. 71 – 72).
    Jeżeli prawidłowo udało się nam rozszyfrować bardzo zagmatwane w tym ostatnio cytowanym akapicie myśli Mengera, to możemy stwierdzić, że to nie Adamowi Smithowi umknął uwadze ważny czynnik ludzkiego rozwoju, a jedynie to, że to Menger niedokładnie przeczytał i zrozumiał dzieło Smitha. Adam Smith swe dzieło rozpoczyna od analizy podziału pracy, której poświęca aż trzy rozdziały: I „O podziale pracy”, II „O źródle podziału pracy” oraz III „Podział pracy jest ograniczony rozległością rynku”. Oto, co pisze na temat pionowego podziału pracy: „Weźmy więc dla przykładu drobny przemysł, który jednak swym podziałem pracy często zwracał na siebie uwagę, mianowicie wyrób szpilek; robotnik niezaprawiony do tej pracy (której podział pracy uczynił odrębnym zawodem) i nie obeznany z używanymi w niej maszynami (do których wynalezienia podnietę dał prawdopodobnie właśnie ten podział pracy) potrafiłby może z trudnością przy największej pilności zrobić jedną szpilkę na dzień, ale z pewnością nie zrobiłby dwudziestu. Jednak przy obecnym sposobie wykonywania tej pracy jest ona nie tylko odrębnym zawodem, ale dzieli się jeszcze na szereg gałęzi, których większość stanowi również pewnego rodzaju odrębne zajęcia. Jeden robotnik wyciąga drut, drugi go prostuje, trzeci tnie, czwarty zaostrza, piąty szlifuje koniec dla osadzenia główki; by zrobić główkę potrzebne są dwie lub trzy czynności. Odrębną pracą jest nałożyć ją, inną jeszcze pobielić szpilki; oddzielnym nawet zajęciem jest wetknąć szpilki w papier; w ten sposób ważne rzemiosło wyrobu szpilek jest podzielone na blisko 18 odrębnych czynności, które w pewnych manufakturach wykonują różni pracownicy, chociaż w innych ten sam pracownik wykonuje czasami dwie lub trzy czynności. Widziałem małą pracownię tego rodzaju, gdzie zatrudnionych było tylko dziesięć osób, niektóre z nich wykonywały więc dwie lub trzy odrębne czynności. Chociaż ludzie ci byli bardzo biedni i dlatego tylko skąpo zaopatrzeni w niezbędne maszyny, mogli, gdy się przyłożyli do pracy, wyrobić wspólnie około dwunastu funtów szpilek dziennie. Na funt szpilek przypada z górą 4000 szpilek średniej wielkości. Owe dziesięć osób mogło więc wyprodukować wspólnie ponad
    48 000 szpilek dziennie. Ponieważ każda z nich robiła dziesiątą część owych 48 000 szpilek, przeto można uważać, że wyrabiała 4800 szpilek dziennie. Gdyby natomiast każda z tych osób pracowała oddzielnie i samodzielnie i nie była uprzednio wyszkolona w tej specjalnej pracy, to z pewnością żadna nie zrobiłaby dwudziestu, a może nawet i jednej szpilki na dzień; tzn., że nie wykonałaby 240, a może nawet 4800 części tego, co może wyprodukować teraz dzięki właściwemu podziałowi i współdziałaniu tych różnych czynności.” (Adam Smith: „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” T. I, PWN Warszawa 1954, str. 10-11).
    W zacytowanym fragmencie tekstu Adam Smith w sposób jasny i bardzo precyzyjny wyjaśnia istotę pionowego podziału pracy oraz ogromnych efektów, jakie jego zastosowanie daje. Carl Menger nie mógł nie zrozumieć go jednoznacznie i zaakceptować. Jeżeli skrytykował Adama Smitha to tylko za to, że do podziału pracy nie włączył on też myśli wynalazczej. Łuk myśliwego oraz sieć rybacka jako uprzedmiotowione dobra myśli wynalazczej wzmagają niebywale efekty ludzkiego wysiłku w pozyskiwaniu dóbr pierwszego rzędu, czyli tych dóbr, które nadają się do bezpośredniego spożycia. Same jednak są dobrami dalszego rzędu, bo najpierw trzeba je wytworzyć, a dopiero potem z łuku ustrzelić leśną zwierzynę, a siecią złowić ryby i w ten łatwiejszy sposób pozyskać większe ilości dób pierwszego rzędu, w stosunku do tych ilości, jakie mógł i pozyskiwał nomada nie uzbrojony w łuk lub w sieć rybacką. Włączenie myśli wynalazczej do pionowego podziału pracy było dla Carla Mengera niezbędne dla zbudowanego przez niego modelu hierarchicznej struktury dóbr. Jednak zrobił to w sposób tak zagmatwany i enigmatyczny, że czytelnikowi trudno się zorientować, o co mu faktycznie chodzi. Sam Adam Smith, chociaż nie włączył myśli wynalazczej do swego modelu podziału pracy, widział i doceniał jej ogromną rolę w pomnażaniu efektów ludzkiej działalności (cyt. wyd. str. 15 -16).

  18. […] właśnie, o co? O koszt transportu wyłącznie. Zwraca na to uwagę inny „austriak”, Carl Menger. Spekulanci nie znają słowa „wyłączność rynkowa”. Jeśli cena oferowana przez […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *