Pilnuj swoich pieniędzy

chat-dymki
5

Dwa wieku temu, Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord, francuski biskup, dyplomata i polityk zauważył, że nie ma takiej podłości, przed którą cofnąłby się rząd, gdy mu zabraknie pieniędzy. W obliczu kolejnej fali spowolnienia gospodarczego, warto sobie o tej zasadzie przypomnieć..

Co się dzieje?

Powodem do niepokoju są trwające już szósty rok: niefrasobliwa polityka monetarna, deficyty budżetowe, a zwłaszcza nasilająca się ingerencja państwa w gospodarkę. Nie zapominajmy, że redukcja stóp procentowych, stymulacja rynku, a także ochrona miejsc pracy – mają swoją cenę. Światowa gospodarka znalazła się znowu na krawędzi kryzysu. Chwilą prawdy ma być koniec 2014 roku.

Już dziś, rzekomo w fazie wychodzenia z kryzysu, bezrobocie w Hiszpanii sięga 26 procent. Dane amerykańskie mówią wprawdzie, że w Stanach Zjednoczonych odsetek ludzi bez pracy spadł do poziomu najniższego od 2008 roku, jeśli je jednak obedrzeć z łuski ochronnej w postaci rent i innych form pomocy społecznej, okaże się, że bez pracy pozostaje dwukrotnie więcej ludzi (ok. 15 procent), nie mówiąc o tym, że jakość zatrudnienia oferowanego dziś przez amerykańskich pracodawców jest na poziomie płacy minimum, a więc marna. Rządy we Francji, Włoszech, Anglii, a także w Polsce zapowiadają dalszą fiskalizację gospodarki. Tempo wzrostu gospodarczego w Europie i USA, po odliczeniu „stymulujących” wydatków rządowych, jest ujemne. Deficyty łatane są kreacją pieniądza papierowego, ekspansją kredytową oraz inflacją.

Pół biedy, gdyby w obliczu tych zjawisk, rządy zdecydowały się na cięcia w wydatkach, zaciskanie pasa i redukcję deficytu tzw. wydatków publicznych, ale takiej tendencji nie widać nawet w krajach mocno dotkniętych kryzysem, jak Grecja, Hiszpania czy Portugalia. Dzisiejsi politycy nie są w stanie rządzić bez przekupywania elektoratu, do czego niezbędne są duże pieniądze. Skąd je wziąć? Rozpoczęło się gorączkowe poszukiwanie kasy. I tu kłania się Talleyrand. Jedni, jak Francja, sięgają do kieszeni ludzi najbogatszych, nakładając na nich opresyjny podatek w wysokości 75 procent. Inni, w  Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii nawet nie ukrywają, że psują pieniądz dążąc do inflacji. Tą drogą podąża od pół roku zadłużona rekordowo (na poziomie ok. 300 procent PKB) Japonia. Jednakże nawet najwyższy podatek od dochodów najbogatszych nie jest rozwiązaniem. Dotknięci nim podatnicy wyemigrują do bardziej przyjaznych jurysdykcji, albo przestaną pracować i z podatku nici. Ekspansja kredytowa, podobnie jak nadmierna emisja pieniądza grozi hiperinflacją, pozostaje więc bezpardonowy …rabunek.

Precedens już był

Coraz głośniej mówi się, że w obliczu niewypłacalności rządy sięgnąć mogą po majątek obywateli i uwłaszczą się na nim. Najbardziej zagrożone są nasze oszczędności. Taki skok na kasę przeprowadzono już na Cyprze, gdzie rząd skonfiskował prawie 20 procent zdeponowanych w bankach pieniędzy osób prywatnych i firm. Nie nazwano tego ani rabunkiem, ani konfiskatą, lecz podatkiem od nadmiernych oszczędności. Be względu na nazwę, działanie jest bezprecedensowe i nielegalne. Tym groźniejsze, że ani cypryjski rząd, ani domagająca się zdecydowanych działań Bruksela (UE), nie próbowały ukryć swych niegodziwych intencji, nazywając je ratowaniem stabilności finansów publicznych. Ich wiernym sojusznikiem stały się banki, którym rządzący obiecali działkę w zamian za współpracę.

Mimo zapewnień o bezpieczeństwie polskich oszczędności, nie trudno sobie wyobrazić, podobne działania u nas. Dlatego trzeba się na taki wypadek przygotować. Zważywszy na siłę i bezwzględność państwa, wiele zrobić się nie da, ale zawsze to lepsze niż obojętność czy zaufanie do wroga. Oto kilka sposobów na to, by się przed nim ochronić:

 

  1. Konfiskata oszczędności odbędzie się, najprawdopodobniej, w oparciu o scenariusz cypryjski, co oznacza, że ustanowiona zostanie kwota, która będzie wolna od podatku/zaboru, a wszystko, co powyżej, zostanie nam zabrane (lub dotkliwie opodatkowane). Aby się przed wywłaszczeniem bronić, eksperci doradzają rozmieszczenie oszczędności w kilku bankach, na kilku kontach. I to nawet w kilku krajach niechętnie współpracujących z międzynarodówką podatkową świata zachodniego, takich jak: Panama, Kajmany, Singapur, a może Chiny i niektóre kraje islamskie (Emiraty, Katar, Malezja). I tak, zamiast 300 tysięcy złotych, zdeponowanych na jednym koncie, korzystniej będzie przechowywać pieniądze na 6 kontach po 50 tysięcy każde. Przezorne jest także odłożenie okrągłej sumy w gotówce różnych denominacji i przechowywanie jej w domowym materacu/szufladzie czy innych schowku.

 

  1. Jeśli by nawet nie doszło do bezpośredniej konfiskaty, nie bez znaczenia jest wybór banku, w którym deponujemy swoje ciężko uciułane oszczędności. Dlatego zanim założymy konto sprawdźmy rating placówki, w której ma to nastąpić. Słaby bank może upaść, więc nawet bez ingerencji rządu, stracimy część lub całość pieniędzy. Co prawda, poszczególne państwa zapewniają ustawową ochronę depozytów bankowych, jednakże przy głębokim kryzysie może zabraknąć pieniędzy na wypłaty z funduszy odszkodowań. Doświadczyli tego klienci zbankrutowanych biur podróży, którzy – mimo posiadania przez nie ustawowego ubezpieczenia na wypadek upadłości – nie otrzymali rekompensaty, bo rządowy fundusz asekuracyjny okazał się niewypłacalny. Dlatego wybór dobrego, silnego banku jest koniecznością. Kryterium negatywnym przy wyborze banku powinna być analiza bankowego portfela; unikajmy banków o dużej ekspozycji na kredyty hipoteczne; posiadających w swoim portfolio duże pakiety obligacji krajów zagrożonych, a więc takich, jak Grecja, Hiszpania, Portugalia, Cypr, Malta, Słowenia, Włochy; duży udział derywat i innych obligacji wysokiego ryzyka, a także lokaty w giełdowych (exchange traded) funduszach inwestycyjnych.

 

  1. Na wypadek wprowadzenia tzw. jednorazowego podatku od posiadanego majątku doradzam skrupulatne sprawdzenie legalności tytułów własności wszystkiego, co posiadamy. Jednym z takich działań będzie przeglądnięcie aktów notarialnych i innych dokumentów kupna, a także uporządkowanie wszelkich pełnomocnictw, upoważnień, kredytów i innych aktywów i przeniesienie ich od osób upoważnionych czy pośredniczących na prawowitego i faktycznego właściciela. Wątpliwości w tej kwestii mogą działać na niekorzyść tego ostatniego.

 

  1.  Jeśli pozwalają na to zasoby, doradzamy ulokowanie chociażby niewielkiej części aktywów w metalach szlachetnych, głównie w złocie. Złoto kruszcowe ma, co prawda, swoje najlepsze chwile (pik na wysokości ok. 1900 dolarów za uncję) za sobą, to jednak obecna cena – niewiele ponad 1200 dolarów za uncję – zwłaszcza w przypadku pogorszenia się koniunktury zwiastuje nadejście kolejnej fazy aprecjacji żółtego metalu. Mówi się o 2000, a nawet 3000 dolarów za uncję. Przypominam, że wszystkie powyższe wskazania dotyczą działań krótkoterminowych i mają zabezpieczać przed głęboką utratą kapitału. Odradzam kategorycznie certyfikaty, świadectwa itp. dowody własności. Jeśli decydujemy się na złoto, to wyłącznie na kruszec (bullion). Pozostaje kwestia zabezpieczenia tego złota, bo zrujnowane państwo nie cofnie się przed konfiskatą także i złota, co miało miejsce np. w USA w czasach Nowego Ładu. Tę sprawę jednak pozostawiam pomysłowości obywateli.

 

  1. Ukrycie pieniędzy w papierach wartościowych, obligacjach nie zda się na wiele. Jeśli pieniędzy w bankach będzie za mało, zdesperowani politycy mają zawsze na podorędziu nacjonalizację. Może nie totalną, bo to by groziło wojną, na pewno jednak sięgną po papiery wartościowe i nadmierne aktywa w nieruchomościach, ograniczając ich rynkowy obrót. O tym też trzeba pamiętać.

 

  1. O ile nacjonalizacja jest wciąż trudną do wyobrażenia ostatecznością, o tyle wchodzenie w rynek papierów wartościowych, który znajduje się w fazie bańki spekulacyjnej (jak właśnie teraz) i może w każdej chwili wejść w fazę niedźwiedzia, jest wobec zagrożenia kryzysem mało roztropne. Wyjątkiem mogą być lokaty w akcje firm mających długą historię systematycznego wzrostu, a zwłaszcza te, które systematycznie (przynajmniej, nieprzerwanie od 10 lat) wypłacają dywidendę. Unikać jak ognia należy produktów pochodnych (derywatów), kontraktów terminowych oraz lokat w surowce (commodities).

 

  1. Zanim zdecydujemy się ulokować pieniądze (zwłaszcza firmowe) w banku czy innej instytucji finansowej, należy się jej przyglądać przez co najmniej kilka miesięcy. Mimo iż wszystkiego się na ich temat nie dowiemy, analiza oficjalnych komunikatów niesie z sobą wystarczająco dużo informacji, na podstawie której możemy wyrobić sobie opinię co do ich jakości.

 

  1. Czytajmy komunikaty bankowe, a zwłaszcza te, które informują o zmianie warunków  prowadzenia konta, czy wzroście opłat, traktujmy jak sygnał ostrzegawczy. Banki wiedzą wcześniej co się święci, czego dowodem jest przygotowanie się przez nie do obrony. Dlatego w warunkach kryzysu, nawet drobne zmiany statutowe stanowią źródło informacji i sygnał alarmowy. Tym bardziej jest nim każdy, nawet najbardziej niewinny pomysł  czy komunikat wydostający się z gmachów ministerialnych, czy od osób na tzw. kluczowych stanowiskach. Nie wolno lekceważyć plotek. Nawet najgłupsze pomysły stanowią dla rządu inspirację, o ile służą wzbogaceniu go.

 

  1. Ostrzeżenia płyną niekoniecznie z Warszawy. Nie bez znaczenia są tzw. dyrektywy unijne, czy  sytuacja w państwach naszego bloku (lub ościennych). Fala kryzysu rozlewa się szybko. Rząd mamy słaby, do tego dba on wyłącznie o siebie. Różni się tym np. od rządu Niemiec, który w tej kwestii ma znacznie wyższe standardy. Pierwsze poważne objawy kryzysu pojawią się w  Stanach Zjednoczonych, Niemczech i w Chinach. W Polsce najpoważniejszym zagrożeniem jest dług publiczny, regulacje rynku pracy i wysokie podatki. Pogorszenie się parametrów w tym zakresie, to także światełko alarmowe.

 

  1. Na media, a także na tzw. ekspertów rynkowych liczyć nie można, bo z jednej strony trzymają oni z władzą, więc będą uspokajać, z drugiej zaś, wiedza medialnych i instytucjonalnych analityków jest dość ograniczona. Obserwujmy raczej niezależne blogi o proweniencji wolnorynkowej, bo ich autorzy są zwykle lepiej przygotowani od mainstreamu. Dobrym źródłem informacji o nadchodzącym kryzysie są działania partii opozycyjnych z krajów, które wpadły w tarapaty. Unikajmy ekstremy związkowej, nacjonalistycznej, antyrynkowej czy socjalnej. Pomoc oferowana w warunkach kryzysu przez socjalizm i lewicę jest złudna i prowadzi zwykle do pogorszenia się sytuacji, w najlepszym przypadku, do wydłużenia okresu załamania gospodarczego.

 

Pomyślicie Państwo, że przesadzam? Albo że oszalałem i straciłem racjonalny osąd? Pożyjemy, zobaczymy. Obym się mylił. Zakładając nawet, że Talleyrand się omylił, albo zdezaktualizował, podjęcie powyższych działań może nam tylko przynieść korzyść.  W najgorszym wypadku stanowi okazję do refleksji nad własnymi zasobami, a to już dużo.

 

Jan M Fijor

www.fijor.com

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. john galt pisze:

    ja dodam wskazówkę:
    i pamiętać jaki poseł/senator/radny za czym głosował – złodzieja się nie zapomina.
    🙂 pozdr

  2. Piotr Nosek pisze:

    Obawiam się, że niewiele Pan rozumie z dzisiejszej makroekonomii i działań na przykład Fed-u. W sumie to raczej Pana wpis zasiewa ziarno niepokoju, zamiast uspokajać. Wie Pan, ktoś, kto wieszczy apokalipsę, w głębi serca na nią czeka. Warto zdawać sobie sprawę, czego pragniemy. Pozdrawiam!

  3. Piotr pisze:

    Witam

    Generalnie z wszystkim się zgadzam, poza 2 punktami.
    1. Czas kryzysu. Moim zdaniem nastąpi później. Ja raczej obstawiam, że w 2015 spadną pierwsze liście (coraz bardziej rosnąca inflacja, deficyty, względnie niskie pkb w najważniejszych krajach), 2016-2017-2018 w zależności od wielu różnych cznynników rozpocznie się gospodarcza zima w szczycie atlantycznego i zachodnio-indyjskiego zlodowacenia. Jak długa i jak ciężka to się okaże, ale te lata przy zachowaniu tego kursu jaki jest teraz, to będzie zdeerzenie z górą lodową.
    2. Ja bym raczej unikał państw, które swoje dochody opierają na ropie, czy gazie. Prawdopodobnie ryenk za jakiś czas zostanie zalany tymi surowcami, a na dodatek pojawią się alternatywne źródła energii lub tych paliw (gazu już jest).

    Dzięki za ten artykuł, bo jak rozmawiam z ludźmi to mam wrażenie, że jestem wariatem.

    Pozdrawiam i życzę udanych inwestycji
    Piotr

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Obym się mylił. Pożyjemy, zobaczymy. USA już 5 lat wychodzi z recesji i końca tego wychodzenia nie widać.
    Ile można. Gdyby p. Yellen podniosła stopy, to owszem, kryzys się opóźni i będzie płytki, ale ona brnie w drukarstwo,
    więc hiperinflacja tuż tuż.

    Ukłony

  5. GUN-freedom pisze:

    Już widać, że autor się pomylił… ALE TYLKO co do daty. Reszta się zgadza, a być ostrożnym/nieufnym w stosunku do „zarządu” zawsze warto być. Agonię finansów IIIRP przedłużyło OFE- jego kradzież. Ale do 2022 powinny się skończyć tzw. „dotacje” więc między 2020-2022 powinno to upaść. Przypominam, że na wcześniejszą emeryturę zacznie odchodzić „wyż demograficzny” lat 75-85 i to na emerytury „grube”: górnicy, milicja, oraz sędziowie i prokuratura. Oni nakręca spiralę- kulę śnieżną. Jako wzorowe nieroby (sektory deficytowe- nie wypracowujące zysków netto) będą krzyczeć najgłośniej, że im się należy. Bardzo na nich liczę w tych dniach… przewidziałem kradzież OFE z wyprzedzeniem 3 letnim. Obserwuję fiskalizację i kroki do wywłaszczania i nacjonalizacji własności prywatnych (ziemia, domy na podstawie spec-ustawy)…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *