Strzeż majątek!

chat-dymki
2

Argentyński, turecki, indyjski, system walutowy i bankowy zaczyna się walić. Złoty traci w stosunku do głównych walut po kilka procent tygodniowo. Oddziały potężnego banku HSBC, i to nie na Filipinach czy w Ekwadorze, lecz w samej Anglii ograniczają arbitralnie wypłaty gotówkowe z kont do paru tysięcy funtów, i to trzeba uzasadnić cel wypłaty. Słowem…

Nie znasz dnia ani godziny

Już pod koniec stycznia 2014 roku, a więc zaledwie 2 miesiące po tym, jak ostrzegaliśmy publiczność przed kryzysem, który może doprowadzić do tego, że nawet legalnie posiadane przez nas środki mogą zostać skonfiskowane przez państwo, realia okazały się znacznie bardziej pesymistyczne niż sądziłem.

W wyniku beztroskiej i agresywnej zabawy z amerykańskim dolarem (zresztą z jenem i , w pewnym stopniu z euro, też) doszło do załamania się systemów monetarnych w Argentynie, Turcji, Republice Południowej Afryki, Indiach, a także – na nieco mniejszą skalę – w Polsce, na Węgrzech, w Rosji itp. Co prawda po paru dniach sytuacja na rynkach walutowych uległa pewnemu uspokojeniu, pociągnęło to jednak za sobą dość bolesne skutki – w Argentynie brakuje dewiz, ludzie w inflacyjnej panice wykupują towary ze sklepów, elektrownie wyłączają prąd. Dolar w ciągu kilku miesięcy podrożał aż o 90 proc., w Polsce rząd dokonał skoku na kasę funduszy emerytalnych, w Turcji konieczne było bolesne podniesienie stóp procentowych niemal o drugie tyle.

Kryzysy zwykle pełzają, sytuacja wygląda na normalną, a zmiany traktowane są jako „korekta rynku”, by w ciągu jednego dwóch dni wybuchnąć w sposób niekontrolowany. Proinflacyjna polityka FED-u, Bank of Japan, Bank of England i wielu innych banków centralnych sprawiły, że światowy system monetarny, fundament gospodarek, buzuje, grożąc w każdej chwili wybuchem.

Precedensy i zagrożenia

Najgorzej jest w Argentynie. Politycy nad La Platą to szaleńcy. Aby sobie poprawić notowania potrafią w tydzień rozłożyć gospodarkę na łopatki. Nie bez znaczenia jest panująca w Argentynie korupcja i marnotrawstwo. Dlatego media na całym świecie przypominają to co wydarzyło się w grudniu 2001 roku, kiedy po manipulacjach z kursem dolara, ustalonym odgórne, druga gospodarka Ameryki Łacińskiej, niegdyś najbogatszy kraj świata (sic!), w ciągu 2 tygodni znalazł się na kraju ruiny, a nawet krok dalej. Argentyna odmówiła wykupu obligacji i stała się niewypłacalna. Obecny kryzys ma podobny przebieg. Po 10 latach dynamicznego rozwoju (na kredyt) nadeszła godzina prawdy i rozliczenie. Aby zapobiec chorobie,  nieortodoksyjna pani prezydent zaaplikowała gospodarce lekarstwo szkodliwsze od samej choroby. Najpierw wprowadziła podatek eksportowy, by w efekcie ograniczyć dostęp do dewiz, w końcu ustaliła odgórnie nierealistyczny (nierynkowy) kurs waluty amerykańskiej w stosunku do peso, a gdy mimo to rezerwy dewizowe zaczęły topnieć, praktycznie wstrzymała wymianę.

To samo może stać się wszędzie. Turcja poszła drogą rynkową, ale socjalistyczne Indie są nieobliczalne. Mówi się o trudnościach Chin, choć życzyłbym sobie, aby Unia Europejska była w takich tarapatach jak Państwo Środka. Kryzys może się zdarzyć w Polsce. Entuzjazm, z jakim rządowi ekonomiści obiecują nam 3 a nawet 4 procent wzrostu dochodu narodowego w 2014 nie ma uzasadnienia. Krajowi etatyści liczą na ożywienie gospodarcze w strefie euro, ale gros tego ożywienia, to bańka spekulacyjna na giełdach Zachodu, wywołana inflacją, oraz wydatki rządowe. W Niemczech pani kanclerz uważa za sukces to, iż w 2013 podatki były rekordowo…wysokie.

Wracając do kraju. U nas, co przytomniejsi politycy gotują się do skoku na kasę parlamentu europejskiego, reszta kombinuje, jakby tu nam dokręcić śrubę. Mimo deklaracji, polski rząd i Sejm nadal traktują przedsiębiorców i sektor prywatny, na przemian, jak dojną krowę i przestępców. Zapowiadają się dalsze utrudnienia w procedurach eksportowych i importowych. Usiłuje się zlikwidować czasowe umowy o pracę, umowy na zlecenie, a jeśli nie całkiem zlikwidować, to na pewno podnieść koszty ich funkcjonowania. Ewentualne korzyści z ustawy o zreformowaniu czasu pracy, czy z niewielkich deregulacji zostaną połknięte przez wzrost podatków, ceł i składek ZUS. Jedyny żywiciel kraju, polski rzemieślnik, usługodawca, mały producent czy fabrykant robią bokami, podpierając się szarą strefą. Rośnie jednak armia urzędników, którzy mają im to utrudnić.

W sytuacji, gdy budżet niebezpiecznie się zadłuża, rząd nie ustaje w szukaniu sposobów dalszego wydawania pieniędzy podatnika na coraz to nowe cele. Tym razem na podręczniki szkolne. Jedynym poważnym krajem, który prowadzi w miarę rozsądną politykę wydatków publicznych są Niemcy, ale i tam różową koalicję swędzą ręce do wydawania rekordowych pieniędzy na cele publiczne.

Przezorny zabezpieczony

Mając nadzieję, że do ewentualnych interwencji na razie nie dojdzie, doradzam środki zaradcze. Przypominam też maksymę de Talleyranda o determinacji, z jaką rządy – pozbawione pieniędzy na własne cele – gotowe są skonfiskować (i to wbrew prawu) majątek swoich obywateli. Oto kolejna, tym razem nieco bardziej wyrafinowana, garść porad, które mogą uchronić nasze pieniądze przed konfiskatą.

  1. Zmieniamy perspektywę, jak chodzi o złoto i metale szlachetne, z negatywnej na pozytywną.  Doradzamy w związku z tym ulokowanie części (nie więcej niż 20 procent) majątku w kruszcu (złoto/srebro), przy czym dla bezpieczeństwa warto lokatę tę przechowywać zagranicą;
  2. W czasach inflacji nie ma ratunku przed spadkiem siły nabywczej pieniądza. Innymi słowy, każda lokata jest w jakimś stopniu zagrożona. Jednakże ostatnie lata pokazują, że inflacji najskuteczniej opierają się inwestycje w grunty rolne. Żywność jest potrzebą pierwsze rzędu, najważniejszą i żadnych kompromisów w tym względzie nie ma. Gdyby nawet rząd chciał nam grunty skonfiskować, ich stosunkowo słaba płynność działa na naszą korzyść. Doradzamy zakup nieruchomości rolnych TAKŻE poza granicami Polski (Ukraina, Litwa, Ameryka Łacińska, a nawet Afryka subsaharyjska);
  3. Zanim wybierzemy bank, w którym złożymy nasze oszczędności, warto przeprowadzić analizę jego arkuszy księgowych i raportów kwartalnych/rocznych. Poleganie na rankingach/opiniach komisji nadzoru finansowego, bankowego, czy tym bardziej na mediach jest złudne. Doradzamy banki zagraniczne: stabilne i  cieszące się dobrą reputacją. Szukajcie, aż takie znajdziecie.
  4. W warunkach inflacji i kryzysu trzeba z czegoś żyć. Praca najemna będzie ryzykowna, dlatego doradzamy własny biznes, ewentualnie aktywną inwestycję w dobrze prosperujący biznes. Jeśli posiadamy biznes/firmę trzeba jej poświęcić maksimum uwagi, wyposażając ją w silną przewagę konkurencyjną (cena to nie wszystko, czasem ważniejsza jest jakość, terminowość, serwis, uczciwość, innowacyjność etc.). Jeśli w kraju utrzymanie biznesu nie rokuje dobrze, warto zastanowić się na wywiezieniem go zagranicę. Wybór lokalizacji jest dość prosty: pierwsze 20 pozycji z listy Doing Business. Na kryzysy najskuteczniejszym lekarstwem jest wolność gospodarcza. Rada dla tych, którzy nie mają talentu do biznesu: zmieńcie zawód na bardziej rynkowy. Listy poszukiwanych umiejętności/zawodów publikowane są przynajmniej raz na miesiąc. Bezrobocie dotyka wyłącznie ludzi niewykwalifikowanych, leniwych, albo takich, których umiejętności/praca jest nikomu niepotrzebna;
  5. Szukajmy rezerw: optymalizujmy podatki, dostarczają maksymalnego (legalnego) schronu dla naszych ciężko zarobionych pieniędzy. Optymalizujmy też wydatki, dokonując cięć na zbytecznej konsumpcji. Bądźmy gospodarni, nie szpanujmy, pamiętajmy, że dobry biznesmen żyje za 20 procent tego, na co go stać;
  6. Szkolmy się, uczmy się, czytajmy książki, korzystajmy z wiedzy mądrych i sprawdzonych ludzi. Najlepszą rekomendacją tzw. ekspertów jest stosowanie się ich samych do rad, których udzielają. Większość guru od pieniędzy trzyma swoje zasoby na książeczce oszczędnościowej, rzadziej na lokatach. Zanim zasięgniemy ich rady, sprawdźmy, jak chronią swój majątek. Jeśli będą się zasłaniać tajemnicą, czy ochroną danych “osobistych”, dajmy sobie z nimi spokój;
  7. Zanim wybuchnie kryzys, zróbmy sobie (po uprzedniej analizie dostępnych informacji) wycieczkę do kilku krajów znanych z polityki liberalnej: Szwajcaria, Lichtenstein, Szwecja, USA, Łotwa, Estonia, Panama, Chile, Andora, Vanuatu itp. Uczmy się języków, którymi posługują się w tych krajach. A nuż przyjdzie nam tam pomieszkać do lepszych czasów. Wizair, easyjet czy Ryan Air latają do najdziwniejszych miejsc za stosunkowo niewielkie pieniądze;
  8. Bądźmy dyskretni. Uważajmy na podsłuchy, emaile, smartphony, iphony etc. Podobno nawet Skype jest już inwigilowany. Im więcej prywatności zachowamy, tym bezpieczniej i dostatniej będzie nam się żyło;
  9. Tym, którzy taką szansę mają doradzam zdobycie drugiego paszportu, a jeśli nie, to znalezienie sposobu na alternatywne zamieszkanie – w innym kraju. Z paszportem Unii Europejskiej nie jest to wcale takie trudne;
  10. Dbajmy o edukację naszych dzieci i wnuków. Dobre, prywatne wykształcenie może być wszystkim, co im po zakończeniu kryzysu, po nas zostanie;

Zdaję sobie sprawę z ogólności powyższych uwag. Zdaję też z ludzkiej bezwładności. I tak większość z nas zachowa się jak lemingi i pozwoli kasę zabrać. Na przykład na Cyprze pieniądze uratowała tylko garstka najlepiej przygotowanych, najlepiej poinformowanych obywateli, i najbardziej przedsiębiorczych obywateli, i to pomimo tego, iż o możliwościach konfiskaty oszczędności pisały nawet tabloidy.

Ci z Państwa, którzy po przeczytaniu tego kawałka poczują nieprzyjemny ucisk w gardle, powinni się czym prędzej zainteresować sposobami ochrony swego ciężko zarobionego majątku.

Aha, i czytajcie książki z zakresu szkoły austriackiej! W nich jest prawda, w nich są sposoby, w nich nadzieja!

Jan M Fijor

www.fijor.com

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. john galt pisze:

    Czyżby Panie Janku nadchodziła powtórka z 1929?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Podobno przyczyny skutkują podobnymi rezultatami.Na pewno jesteśmy w przededniu tąpnięcia w USA, a potem siłą rzeczy także w reszcie świata. Prócz krajów wymienionych w tekście, dochodzą problemy Japonii oraz coraz poważniejszy kryzys w Indiach. Na pewno jednak najbardziej dotknięte zostały USA i dolar. Taki model gospodarowania, interwencjonizm, przeregulowanie gospoodarek,manipulacja pieniądzem – to musi zniknąć. Bez standardu złota jednak się nie obejdzie.

    pozdr

    Ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *