DZIEŃ DOBRY, CHCIAŁBYM ZGŁOSIĆ KRADZIEŻ

chat-dymki
5

Na początku stycznia kupiliśmy z narzeczoną samochód. Kilka dni temu załatwiliśmy ostatnią formalność związaną z jego rejestracją. Zgodnie z przepisami przelewaliśmy pieniądze kolejnym urzędasom w kolejnych instytucjach na kolejne głupoty. Za którymś razem oprócz standardowej reakcji (http://nooooooooooooooo.com/) pojawiła się myśl, żeby policzyć, choćby z czystej ciekawości, ile to złodziejskie państwo zabrało nam pieniędzy na tej jednej „operacji”.

Pieniądze na samochód zarobiliśmy na Forexie i jako zysk kapitałowy są one obciążone 19% podatkiem Belki (wprowadzonym „tymczasowo” przez Marka Belkę, w czasie gdy był ministrem finansów… 13 lat temu). Teraz dokładniej: zarobiliśmy pieniądze spekulując walutami zagranicznymi przez Internet i zmuszono nas do oddania 19% zysków państwu. Za Internet płaciliśmy rachunki, za każdą wykonaną transakcję płaciliśmy prowizję brokerowi, państwowych dróg do spekulacji walutą nie używaliśmy. Edukacja państwowa? Nie róbmy sobie kpin. Ekonomii w szkole albo nie uczy się wcale albo uczy ktoś z przypadku, bez jakiegokolwiek doświadczenia w biznesie, czy merytorycznego przygotowania (np. pan od WF-u). Gdy byliśmy w liceum przedmiot o nazwie „przedsiębiorczość” pojawił się na jeden semestr, prowadziła go nauczycielka wiedzy o kulturze i uczyła jak poprawnie wypełniać PIT-y. Naprawdę trudno znaleźć powód, z racji którego państwo mogłoby czuć się współautorem choćby złotówki z tych zysków, a jednak zachowuje się, jak ich współwłaściciel.

Idźmy dalej. Sprowadzając samochód z zagranicy trzeba zapłacić cło. Cła wprowadzane są głownie w dwóch celach – zwiększenia wpływów do budżetu państwa oraz ochrony rynku wewnętrznego i rodzimych producentów. Oba powody są bezsensowne, a kwestia rodzimych producentów Polski w ogóle nie dotyczy. Co oznacza, że zapłaciłem cło, żeby państwo miało więcej pieniędzy i żeby polskim handlarzom samochodów używanych żyło się lepiej. Wielu mądrych ludzi wielokrotnie obalało zasadność ekonomiczną ceł. Wystarczy poszukać co na ten temat sądzą ekonomiści, poczytać o teorii przewagi komparatywnej. Dowolnym obu krajom zawsze opłaca się znieść wszelkie cła. Tzn. opłaca się to nie krajom, tylko ich mieszkańcom. I właśnie dlatego mamy cła – bo chociaż stratni są konsumenci, zarabiają dzięki nim państwo oraz branża, której zapewniają one przewagę nad zagraniczną konkurencją. Wielkim biznesom opłaca się przekupić polityków, milionom ludzi nie opłaca się poświęcić czasu na protesty, bo każdy z osobna traci niewiele. Z pewnością zbyt mało, żeby zwalniać się z pracy na kilka dni i pikietować przed sejmem. O tym dlaczego silne, skupione interesy wygrywają w demokracji z rozproszoną większością w prosty sposób opowiadał noblista w dziedzinie ekonomii Milton Friedman. Pewnie nie wszyscy się zgodzą, ale ja uważam , że nakładając cło na mój samochód państwo po raz kolejny niesłusznie zabrało mi pieniądze.

Sama wizyta w urzędzie celnym była ciekawa i miała ciekawy rezultat. Przepis mówi, że akcyzę oblicza się na podstawie kwoty, za którą samochód został kupiony za granicą (czyli ceny za jaką polski handlarz kupił go np. w Niemczech), chyba że jest ona niższa o więcej niż 20% od ceny rynkowej w Polsce. Wówczas to za ile kupiłeś przestaje mieć znaczenie. Pan celnik wypytał mnie jaki mam samochód (podstawowe informacje) i po chwili wpatrywania się w monitor podał jego obecną cenę rynkową z dokładnością do 100zł oraz oznajmił, że cena na umowie kupna od Niemca odbiega o 60% od ceny rynkowej u nas. Od razu pomyślałem, że facet z tak cenną umiejętnością szacowania w minutę aktualnej ceny rynkowej samochodu, którego nigdy na oczy nie widział, powinien być wybitnym handlarzem, a nie marnować się na stanowisku urzędniczym. Na pewno zarobiłby więcej niż handlarz, od którego kupiłem, bo zapłaciłem mu mniej, niż powyliczał pan celnik. Podenerwowany faktem, że cło muszę policzyć od dwukrotnie wyższej kwoty, zapytałem, czy można się targować. NIE. Policzył na kalkulatorku 3,1% z jego „aktualnej ceny rynkowej”, wydrukował mi dane do przelewu, a ja grzecznie go zrealizowałem. Później licząc to sobie dokładnie w domu zorientowałem się, że nie najlepiej mu poszło liczenie na  tym kalkulatorku i walnął się sporo na moją korzyść. Dobrze, że nie można było się targować, bo przy drugim liczeniu pewnie on też by się zorientował. Dodatkowa opłata to 17zł, chyba za 10 minut, jakie poświęcił mi pan celnik, a może na wkład do długopisu, albo amortyzacje krzesła, na którym siedział.

Kolejna przeszkoda to urząd skarbowy i podatek VAT. Szperam po Internecie i znajduję coś, że jeśli samochód jest sprowadzany z kraju członkowskiego Unii Europejskiej, kupujący zwolniony jest z płacenia od niego VAT-u. O! Super! Czytam dalej – za zaświadczenie zwalniające z podatku VAT należy uiścić opłatę w wysokości 160zł. Że co ?! W skrócie przebiegało to mniej więcej tak:

– Dzień dobry, może mi Pani tu podpisać takie zaświadczenie, że nie muszę płacić VAT-u?

– Oczywiście, poproszę 160zł i po weekendzie będzie do odebrania.

Po drodze trzeba jeszcze zapłacić tzw. „opłatę recyklingową na poczet złomowania auta”. Wynosi ona magiczne 500zł, płaci się ją przelewem na konto Narodowego Funduszu Ochrony
Środowiska i Gospodarki Wodnej cokolwiek to jest. Absurd goni absurd, ale jeśli komuś ciągle mało odsyłam do artykułu, na jaki trafiłem szukając w sieci czegoś o tej opłacie. http://www.biztok.pl/artykul/rzad-wycofuje-oplate-recyklingowa-kto-na-tym-zyska-a-kto-straci_a14450

Ostatni przystanek to Wydział Komunikacji, gdzie rejestrują samochód. Zapłaciłem 256zł, ale tam przynajmniej dają coś w zamian – dowód rejestracyjny, tablice, karta pojazdu. Opłata na pewno nie jest po cenie rynkowej (tutaj urzędnikowi to nie przeszkadza), ale ile przepłaciłem nie ma szans się dowiedzieć. Nie jest to pierwsza przymusowa „usługa” po cenie z kosmosu – wcześniej trzeba było zrobić pierwszy przegląd po sprowadzeniu samochodu z zagranicy za ustawowo ustaloną cenę 169zł. Zrobił to handlarz zanim sprzedał mi auto i na pewno doliczył ten koszt do jego ceny. Ciekawostka – istnieje możliwość wyrobienia indywidualnych tablic rejestracyjnych. Chodzi o to, że można sobie zażyczyć tablice z napisem „ADAM”, „SZEF”, czy coś takiego, albo z jakimś fajnym numerkiem (666?). Jaka jest cena takiej usługi? 1000zł. Poważnie. Nie sądzę, by taka okrągła sumka wynikała z optymalizacji ceny do popytu w celu maksymalizacji zysków. Raczej ktoś powiedział „daj to za tysiaka, nie będą dupy zawracać”.

Żeby być super dokładnym policzyłem też podatek zapłacony w paliwie, jakie zużyłem na przywiezienie auta spod Szczecina. Pojechaliśmy tam razem z bratem, jednym samochodem (obaj zmęczeni i niewyspani), a wróciliśmy osobno dwoma (brat jeszcze bardziej zmęczony i niewyspany, a ja uchachany, jak małe dziecko). Po drodze spaliliśmy około 100 litrów benzyny, w której cenie dużą część stanowi podatek. I jeśli pieniądze uzbierane w ten sposób byłyby przeznaczane na budowy i remonty dróg, nie marudziłbym. Zależnie od tego ile jeździsz (ile zużywasz dróg), tyle płacisz. Niestety jest zupełnie inaczej. Przykładowo, gdy cena wynosi 5,60 za litr, koszt paliwa to zaledwie 2,70zł. Kolejne 2,70zł to podatki (VAT – 0,62zł, akcyza – 1,95zł, opłata paliwowa – 0,13zł), a 0,2zł to marża chciwego właściciela stacji paliw. Łatwo policzyć, że podatki stanowią około 48% ceny, z czego na infrastrukturę drogową przeznacza się niewiele. Większość trafia do wspólnego wora, czyli państwo wydaje je sobie na co akurat potrzebuje. Z opłaty paliwowej 80% idzie na drogi, 20% na kolej. Z akcyzy około 20% idzie na infrastrukturę lądową (też w stosunku 80/20 na drogi i kolej). Reszta razem z wpływami z VAT-u trafia do studni bez dna. Z luźnych obliczeń wyszło mi, że tylko niecałe 16% podatku doliczonego do ceny paliwa przeznaczane jest na budowę dróg. Z 560zł jakie straciłem na przywiezienie samochodu, państwo zabrało mi ponad 260zł, z czego zaledwie 40zł spożytkuje na dobro publiczne, z którego korzystałem. Pozostałe 220zł wyda na zasiłki, służbę zdrowia, łatanie dziury w ZUS-ie, dofinansowanie kijków do nordic walkingu, albo laptopów dla żuli (http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/1086748,wolsztyn-dostali-laptopy-od-gminy-teraz-probuja-je-sprzedac,id,t.html?cookie=1#czytaj_dalej).

Warto też mieć na uwadze, że handlarz za pieniądze otrzymane ode mnie kupi przeróżne dobra i usługi także obciążone podatkiem VAT, a może i akcyzą jeśli dużo pije, pali i jeździ samochodem. No właśnie, jeśli płacenie podatków to „nowoczesny patriotyzm”, to chyba taki powinien być wzór postawy obywatelskiej.

Po zsumowaniu tych wszystkich opłat dostałem miły, okrągły wynik 30%. PAŃSTWO BUCHNĘŁO MI 30% PIENIĘDZY, KTÓRE PRZEZNACZYŁEM NA SAMOCHÓD. Należy do tego dodać podatki zapłacone przez handlarza z tego co zarobił ode mnie oraz podatki ukryte w cenach przymusowych opłat o nierynkowych, ustawowo ustalonych cenach tj. rejestracja, gdzie za dwie blaszane tabliczki, naklejkę na szybę i dowód zapłaciłem 256zł i przegląd za 169zł. Mogłem się gdzieś pomylić w jedną, czy drugą stronę, niewykluczone. Ale nie zmienia to ogólnego wniosku, że od zarobienia pieniędzy, poprzez transakcje kupna auta, aż do jego dopuszczenia do ruchu cały czas podbierano mi pieniądze bez uzasadnienia lub z uzasadnieniem bardzo wątpliwym.

Na niektórych te 30% może nie robić wrażenia. Pewnie z przyzwyczajenia. Do różnych niemiłych rzeczy z czasem się przyzwyczajamy, ale czy to dobrze?  Dla mnie, osoby żyjącej niestandardowo, poza systemem jest to skandalicznie dużo. Na ile to możliwe próbuję odcinać się od tego gigantycznego komunału jakim jest obecne państwo – unikając płacenia podatków i korzystania z darmochy. Staram się trzymać jak najdalej od wspólnego wora – nie wrzucać i nie wybierać. A kiedy tylko na moment się wychyliłem, państwo czekało zwarte i gotowe i mam 30% mniej. Wywołało to u mnie bardzo nieprzyjemne uczucie, którego szczególnie nie lubię – uczucie kompletniej bezsilności. No nic, postaram się wychylać na tyle rzadko, żeby się nie przyzwyczaić.

Krzysztof ZUBER

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Radek R. pisze:

    No jest kilka błędów:
    1. Podatek od zysków kapitałowych (sam go uważam za źle skonstruowany, tzn. byłby OK, gdyby ciął zyski powyżej jakiejś w miarę rozsądnej kwoty, a nie urywał 4 grosze odsetek emerytce z konta oszczędnościowego). Zasadność w podanym przykładzie jednak jest:
    a/ Państwo „za darmo” nauczyło autora czytać i pisać, nie tylko autora, ale i tych, co obsługują platformę Forex (no chyba, że nie polska)
    b/ Państwo „daje” warunki gospodarowania podmiotowi, który ten Forex uskutecznia – prawo itp.
    c/ Państwo utrzymuje infrastrukturę, czyli np. drogi, którymi dojeżdżają do pracy ludzie, którzy ten internet obsługują.
    OK, można się zżymać na jakoś oferowanych przez Państwo usług, można dowodzić, że być może danina została już pobrana w innych opłatach/podatkach (np. akcyza w paliwie), można pomstować, że 19% to przegięcie, a np. 3% byłoby OK, ale nie można twierdzić, że udziału Państwa w tej transakcji nie ma, bo jakiś tam (ciężki do zmierzenia) jest.

    BTW, poprawniejszą formą byłoby „Foreksie”.

    2. Cło – faktycznie bzdura w tym przypadku, typowe wyciąganie kasy od „burżuja”, który kupił sobie samochód. Bardziej pasowałaby akcyza, jeśli już Państwo chce sobie takie wpływy jakoś zapewnić.

    3. Akcyza – trzeba się było kłócić, zdaje się ustawodawstwo unijne mówi, że cena z umowy jest wiążąca. Mój samochód (fakt, nietypowy i 23-letni) miał cenę sporo poniżej rynkowej i nikt nawet nie pisnął. Ustawodawstwo unijne zwyczajnie nie przewiduje, że obywatel będzie chciał kantować (ja nie kantowałem, akurat udało mi się tanio kupić). 17 zł to znośne koszty obsługi.

    4.VAT – no to jest jakaś kompletna PARANOJA. 160 zł za zaświadczenie?! Kpina

    5. Opłata recyklingowa – w sumie średnio się interesowałem, co się z tymi pieniędzmi dzieje, moim zdaniem też PARANOJA, albo sobie ktoś gnije samochód na swoim terenie, albo odwozi na złomowisko i tam płaci za złomowanie. Jeśli „złomuje” na ulicy, to się ustala właściciela i się go ściga.

    6. Tablice indywidualne – Państwo oferuje podstawowy poziom usług w „rynkowej” cenie, jak ktoś ma kaprys, musi zapłacić 1000 zł. Nie różni się to od działalności podmiotu prywatnego, który za „Limited Edition” może sobie zażyczyć bajońskich sum, a i tak znajdą się chętni, więc w czym problem?

    7. Przegląd – powinien być obowiązkowy, czy ustalona taksa jest sensowna? Jeśli został przeprowadzony skrupulatnie i rzetelnie, sądzę, że tak.

  2. Krzysztof Zuber pisze:

    Dziękuję za krytykę, pozwoli Pan, że odniosę się do niej.

    Napisał Pan, „no jest kilka błędów:” i wymienił siedem punktów, a o rzekomych błędach pisze Pan tylko w dwóch z nich. Trochę myląca konstrukcja wypowiedzi.

    Ad. 1. Nie istnieje coś takiego jak „jakaś w miarę rozsądna kwota”. Poza tym zauważam błąd w rozumowaniu. Jeśli jakieś działanie, w tym przypadku podatkowanie zysków kapitałowych, uznajemy za niesprawiedliwe, gdy dotyczy ono emerytki, dlaczego nagle miałoby stać się usprawiedliwione wobec innych, których zyski znajdą się powyżej tej „jakiejś w miarę rozsądnej kwoty”?

    Ad. 1a/ Edukacja państwowa jest przymusowa i nie da się jej uniknąć. Czy wobec powszechnego przymusu edukacyjnego państwo może uważać się za współautora każdego naszego sukcesu? Wiem która jest godzina, bo w szkole nauczyłem się odczytywać zegarek?

    Ad. 1b/ Jeśli chodzi o to, że państwo zapewnia ochronę i pilnuje dotrzymywania umów, to tu mogę się zgodzić, chociaż Murray Rothbard by dyskutował 🙂

    Ad. 1c/ Zupełnie nie rozumiem zarzutu. W tekście pisałem przecież, że za korzystanie z dróg każdy ich użytkownik płaci aż nad to w akcyzie.

    Ad. 6. To pisałem w ramach ciekawostki. Chodzi o to, że prywaciarz pewnie ustaliłby za taką usługę dużo niższą cenę, skorzystałoby wtedy więcej klientów i jego wpływy byłyby wyższe. Państwu się nie chce.

    Pozdrawiam

  3. Jan M. Fijor pisze:

    To jest normalka. Dostaję list od zaniepokojonego czytelnika, który pisze, że w książce, którą akurat wydałem „roi się od błędów”.
    on mi to pisze w trosce o wydawnictwo.
    ja wiem, że jest kilka błędów (3 lub 4), ALE zakładam, że może coś pominąłem. proszę więc whistleblowera, żeby mi podał chociaż z 10 błędów.
    po czym on szuka miesiąc i znajduje 3 błędy. Potem przeprasza, ale jest nieprzekonany. Podejrzewa, że musiałem zrobić jakiś szwindel i błędy pousuwać.
    Przypominam powiedzenie mojego autorstwa: nikt nam, Polakom nie zaszkodził tyle, ile my sobie.
    mnie się twój tekst bardzo podobał i dlatego go zamieściłem.

    pozdr
    jmfijor

  4. Bartosz Szczepaniak pisze:

    Do Krzysztof Zuber

    Jeśli państwo zapewnia ład prawny, to robi coś co jest korzystne (i nieuknione) dla wszystkich, więc po co ktoś ma za to płacić? Co to ma na celu? Trzeba opłacać urzędników, posłów, sądy – czyli tych co tym ładem prawnym się zajmują – a nie płacić dodatkowo za coś abstrakcyjnego jak „usługa zapewniania ładu prawnego” – po co za to dodatkowo płacić?

    Poza tym kwestia finansowania państwa może być różnie rozwiązana. Może być państwo, które za całość świadczonych usług pobierałoby jeden podatek od wszystkich bez względu za to co robią, bo ład prawny umożliwia wszystko – nie tylko handel, ale też oddychanie albo jedzenie obiadu. Ale za te dwie ostatnie czynności nikt osobno podatku nie pobiera, prawda? . Celem systemu podatkowego jest to, żeby wszystkim się żyło jak najlepiej – czyli w praktyce ludzie jak najmniej płacili i w jak najprostszy sposób.

  5. Katarzyna pisze:

    Jak sie boagacisz-płać, jak kupujesz samochód za zarobione przez siebie w uczciwy sposób pieniądze (opodatkowane!) też płać! Nie dość, że trzeba odłożyć kase na samochód to jeszcze dodatkowo aż 30% na podatki i różne opłaty. Szczerze-jestem w szoku, że wyszło tego aż tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *