koniec wielkiego mitu

Koniec wielkiego mitu

chat-dymki
13
  • Autor: Thomas Aubrey
  • Tłumaczenie: -
  • ISBN: 978-83-89812-30-8
  • Strony: 352
  • Cena: 55 zł (cena hurtowa)
Zamów

koniec wielkiego mituPodtytuł tej ważnej książki brzmi: Jak zarabiać na polityce monetarnej i cyklach koniunkturalnych.

Jest to kolejny tytuł, po Inwestowanie w jednej lekcji oraz Austriacka Szkoła Ekonomii dla inwestorów – obie Marka Skousena, Giełda, kredyt, kapitał – Fritza Machlupa, wprowadzający nas w świat rynku papierów wartościowych, a konkretnie, pokazujący praktyczne implikacje szkoły austriackiej, i dowodzący, że żadna z teorii ekonomicznych nie sprawdza się w inwestowaniu w papiery wartościowe tak jak właśnie Austriacy. problematyka ta dotyczy nie tylko inwestorów indywidualnych, lecz także menadżerów funduszy inwestycyjnych, analityków i wszystkich tych, którzy z giełdy żyją i dają pożyć innym. Nietrudno zrozumieć, dlaczego najnowsza pozycja Fijorr Publishing Koniec wielkiego mitu, stała się na Wall Street  bestsellerem, zaś jej autor, Thomas Aubrey, założyciel firmy analitycznej/inwestycyjnej  Credit Capital Advisory, jest zawodowym zarządzającym potężnymi funduszami emerytalnymi.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Sebastian pisze:

    Dzień dobry.
    Czy będzie polskie wydanie „A Viennese Waltz Down Wall Street” Skousena ? Razem z powyższą pozycją Aubrey’a byłby dobry komplet.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Ja też tak uważałem, dlatego Walce wiedeński na Wall Street ukaże się za 2 tygodnie. Aubrey już jest gotowy w księgarniach.
    pozdrawiam
    jmfijor

  3. Laik pisze:

    Jakiś czas temu na stronie Instytut Misesa poinformował Pan, że w najbliższych miesiącach pojawi się Economic logic, którą można traktować jako swego rodzaju podręcznik do mikroekonomii – świetnie.
    A czy kiedykolwiek rozważał Pan wydanie Time and Money Garrisona, gdzie z kolei poruszane są kwestie makro?

  4. Sebastian pisze:

    Oj tak tak… Garrison jak najbardziej. Gdybym miał zgadywać to „Time and Money” rozeszło by się (mniej-więcej) tyle samo egzemplarzy co „Struktury Produkcji” Skousena 🙂

    A jeszcze gdyby Tad Witkowicz napisał drugą książkę…oj byłby dobry rok 😀

  5. Przemysław pisze:

    Powiem krótko kapitalna książka

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Mam nadzieję, że s;poro ludzi na niej skorzysta. Thomas Aubrey zrobił mi analizę polskiego rynku papierów wartościowych (Delta Wicksella),
    więc tylko czytać i zarabiać. Za kilka dni zamieszczę tę analizę na fijor.com.

    ukłony

  7. Leon Orlikowski pisze:

    Thomas Aubrey w swej książce: „Koniec wielkiego mitu, czyli jak zarabiać na polityce monetarnej i cyklach koniunkturalnych” ( wyd. Fijorr Publishing, Warszawa 2014) ukazuje nowe podejście do zrozumienia istoty kryzysu, którego w 2008 r. zapoczątkowało pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku kredytów hipotecznych. Opierając się na metodologii wypracowanej przez austriacką szkołę ekonomii dowodzi, że istniejący paradygmat makroekonomiczny dotyczący tzw. „equilibrium”, czyli samoistnego dążenia gospodarki do osiągania równowagi w wymianie rynkowej, jest po prostu błędny (str.70). Zwodnicza jest więc oparta na nim polityka celu inflacyjnego, która jest nastawiona na zapewnienie niskiej i stabilnej inflacji. Już w XVIII wieku irlandzki ekonomista i finansista Richard Cantillon (1680 – 1734), który zręcznym inwestowaniem w akcje Missisipi Company, kampanię utworzoną wówczas do handlu z Indiami Zachodnimi i z Ameryką Północną, zdobył pokaźną fortunę, zauważył i opisał w eseju zatytułowanym „On the Nature of Trade in General’ (O ogólnej naturze handlu), że wzrostowi ilości pieniądza towarzyszy proces stopniowego rozprzestrzeniania się wzrostu cen. Do jego spostrzeżeń sięgnęła szkoła austriacka. Twierdzi ona, że najbardziej istotne dla kształtowania się cen oraz realizowania wysokich zysków od zaangażowanych kapitałów są te kanały podaży, przez które nowy pieniądz jest wtłaczany do obiegu. Od tego miejsca nadzwyczajne zyski rozchodzą się na rynku w sposób degresyjny podobnie, jak rozprzestrzeniają się fale, które od źródła ich powstawania stopniowo zanikają. W oparciu o twierdzenie „austriaków” szwedzki ekonomista Knut Wicksell (1851 – 1926) doszedł do wniosku, że rozwój koniunktury gospodarczej jest uzależniony od wzajemnego kształtowania się pomiędzy stopami procentowymi: naturalną i rynkową/pieniężną. „Najlepszym wskaźnikiem naturalnej stopy procentowej dla każdej firmy jest zwrot z zainwestowanego kapitału” (str. 190). Jeżeli rynkowa stopa procentowa jest wyższa od naturalnej, następuje rozwój koniunktury, tym bujniejszy im bardziej stopa rynkowa przewyższa naturalną; natomiast gdy odwrotnie stopa naturalna jest wyższa od rynkowej, koniunktura zwija się, bo ceny nie dają zwrotu z zainwestowanego kapitału, czyli następuje dekapitalizacja. Następnie autor stwierdza, że porównując obie stopy procentowe w czasie, z nadwyżki stopy rynkowej nad naturalną „pozwala to na obliczenie zwrotu powyżej kosztu kapitału, co nazwiemy deltą (Differential) Wicksella” (str. 195-196). Gdy obie stopy procentowe są równe, delta Wicksella równa jest zeru. „Jeżeli delta Wicksella jest dodatnia i rośnie, możemy spodziewać się wzrostu cen akcji ze względu na wzrost poziomu lewarowania (czyli kredytowania – LO) w całej gospodarce; jeśli delta Wicksella spada, ceny akcji także powinny iść w dół (str. 196). Należy podkreślić, że delta Wicksella jest tym większa, im węższy jest kanał oraz szybszy strumień wtłaczania pieniądza do obiegu, czyli im finansowanie kredytowych zakupów jest bardziej ograniczone asortymentowo oraz wzrasta w wyższym tempie od tempa wzrostu PKB. Właśnie w takich warunkach rozwija się bańka spekulacyjna, która pęka wtedy, gdy wyczerpuje się popyt na dany asortyment towarowy i zaczynają spadać jego zakupy finansowane kredytem nie z oszczędności a z kreacji bankowej..

  8. Leon Orlikowski pisze:

    Thomas Aubrey w swej książce: „Koniec wielkiego mitu, czyli jak zarabiać na polityce monetarnej i cyklach koniunkturalnych” ( wyd. Fijorr Publishing, Warszawa 2014) ukazuje nowe podejście do zrozumienia istoty kryzysu, którego w 2008 r. zapoczątkowało pęknięcie bańki spekulacyjnej na rynku kredytów hipotecznych. Opierając się na metodologii wypracowanej przez austriacką szkołę ekonomii dowodzi, że istniejący paradygmat makroekonomiczny dotyczący tzw. „equilibrium”, czyli samoistnego dążenia gospodarki do osiągania równowagi w wymianie rynkowej, jest po prostu błędny (str.70). Zwodnicza jest więc oparta na nim polityka celu inflacyjnego, która jest nastawiona na zapewnienie niskiej i stabilnej inflacji. Już w XVIII wieku irlandzki ekonomista i finansista Richard Cantillon (1680 – 1734), który zręcznym inwestowaniem w akcje Missisipi Company, kampanię utworzoną wówczas do handlu z Indiami Zachodnimi i z Ameryką Północną, zdobył pokaźną fortunę, zauważył i opisał w eseju zatytułowanym „On the Nature of Trade in General” (O ogólnej naturze handlu), że wzrostowi ilości pieniądza towarzyszy proces stopniowego rozprzestrzeniania się wzrostu cen. Do jego spostrzeżeń sięgnęła szkoła austriacka. Twierdzi ona, że najbardziej istotne dla kształtowania się cen oraz realizowania wysokich zysków od zaangażowanych kapitałów są te kanały podaży, przez które nowy pieniądz jest wtłaczany do obiegu. Od tego miejsca nadzwyczajne zyski rozchodzą się na rynku w sposób degresywny podobnie, jak rozprzestrzeniają się fale, które od źródła ich powstawania stopniowo zanikają. W oparciu o twierdzenie „austriaków” szwedzki ekonomista Knut Wicksell (1851 – 1926) doszedł do wniosku, że rozwój koniunktury gospodarczej jest uzależniony od wzajemnego kształtowania się stosunku/różnicy pomiędzy stopami procentowymi: naturalną i rynkową/pieniężną. „Najlepszym wskaźnikiem naturalnej stopy procentowej dla każdej firmy jest zwrot z zainwestowanego kapitału” (190). Jeżeli rynkowa stopa procentowa jest niższa od naturalnej, następuje rozwój koniunktury, tym bujniejszy im bardziej stopa naturalna przewyższa rynkową; natomiast gdy odwrotnie stopa rynkowa jest wyższa od naturalnej, koniunktura zwija się, bo ceny nie dają zwrotu z zainwestowanego kapitału, czyli następuje dekapitalizacja (str. 142). Następnie autor stwierdza, że porównując obie stopy procentowe w czasie z nadwyżki stopy naturalnej nad rynkową „pozwala to na obliczenie zwrotu powyżej kosztu kapitału, co nazwiemy deltą (Differential) Wicksella” (str. 195-196). Gdy obie stopy procentowe są równe, delta Wicksella równa jest zeru. „Jeżeli delta Wicksella jest dodatnia i rośnie, możemy spodziewać się wzrostu cen akcji ze względu na wzrost poziomu lewarowania (czyli kredytowania – LO) w całej gospodarce; jeśli delta Wicksella spada, ceny akcji także powinny iść w dół (str. 196). Należy podkreślić, że delta Wicksella jest tym większa, im węższy jest kanał oraz szybszy strumień wtłaczania pieniądza do obiegu, czyli im finansowanie kredytowych zakupów jest bardziej ograniczone asortymentowo oraz wzrasta w wyższym tempie od tempa wzrostu PKB. Właśnie w takich warunkach rozwija się bańka spekulacyjna, która pęka wtedy, gdy wyczerpuje się popyt na dany asortyment towarowy i zaczynają spadać jego zakupy finansowane kredytem.

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Bańka spekulacyjną pęka, gdy spada popyt, ale ciekawsze pytanie brzmi: dlaczego nagle spada popyt? Zwykle jest to kryzys na rynku kredytów. Ciekaw jestem pańskiego zdania na przyczynę kryzysu kredytowe, czyli cyklu koniunkturalnego. Raz pan posiłkuje się teorią austriacką, innym razem monetarystyczną albo klasyczną ekonomią, proszę się określić odpowiadając na moje pytanie.
    Ukłony

  10. Leon Orlikowski pisze:

    Sądzę, że problem załamywania się popytu, co skutkuje pęknięciem bańki spekulacyjnej bardzo komunikatywnie i przekonująco wyjaśnił Thomas Aubrey w swej książce, odwołując się do interpretacji tego zagadnienia dokonanej przez H. Minsky’go w jego pracy pt.: „Stabilising An Unstable Economy” (McGraw Hill, 2008 r.). Otóż bańka spekulacyjna rozwija się wtedy, gdy tempo wzrostu popytu na określone dobro rozwija się w wyższym tempie od tempa jego produkcji i podaży. Różnica tych dwóch temp jest wyrównywana przez wzrost cen, co przedsiębiorcom pozwala realizować coraz większe zyski i reinwestować je w dalszy wzrost coraz bardziej rentownej produkcji. „Wraz ze wzrostem zysków firm rośnie także cena aktywów kapitałowych, i to nawet szybciej niż zyski, ze względu na kapitalizację przyszłych zysków. Oczekiwanie wzrostu zysków prowadzi z kolei firmy do podejmowania decyzji o rozwoju, co dzieje się w odniesieniu do zewnętrznego finansowania dłużnego (kreowania dodatkowych kredytów przez banki komercyjne – LO), które z kolei wywołuje inflację, przy dalszym wzroście zysków i zysków oczekiwanych. Proces ten nakręca bańkę na aktywach. „Boom” tego rodzaju jest w sposób oczywisty nie do utrzymania ze względu na granice lewarowania (czyli kredytowania pod dopuszczalne minimalne zabezpieczenie kapitałowe banków komercyjnych – LO). Jedynym sposobem „wiecznego” trwania bańki na aktywach jest stały wzrost poziomu lewara (kredytu – LO) – stąd bierze się porównanie „boomów” kredytowych do tzw. schematu (piramidy) Ponziego. Kłopoty gospodarki zaczynają się wtedy, kiedy zachowania nastawione na maksymalizacje zysków nie są w stanie generować przepływów gotówki pozwalających na obsługę długu, co umożliwiłoby utrzymanie wartości aktywów („Koniec wielkiego mitu,…” str. 118-119). (Czyli albo ci nadmiernie zadłużeni nie są zdolni obsługiwać swych długów, czyli spłacać rat i oprocentowania od zaciągniętych kredytów, albo też nie ma już dalszych chętnych do zadłużania się; ten drugi przypadek jest nawet istotniejszy dla dalszego podtrzymywania banki spekulacyjnej – LO).

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Dziękuję, ale moje pytanie dotyczy własnie granic lewarowania. Kiedy kończy się racjonalne lewarowanie i dlaczego? A własnie wtedy pęka bańka. Dlaczego np. pęka dziś a nie 3 dni temu?

    Ukłony

  12. Leon Orlikowski pisze:

    Na pytanie: „Kiedy kończy się racjonalne lewarowanie i dlaczego?” właściwej odpowiedzi udzielają „austriacy”. Ich stanowisko w tym temacie bardzo dobrze przekazał Mark Skousen w swej książce pt.: „Walc wiedeński na Wall Street” (Fijorr Publishing, Warszawa 2014). Oto cytaty z odpowiednich fragmentów dot. tego tematu: „Z czego wynikał wielki kryzys lat trzydziestych? Mises i Hayek dowodzą, że źródła kryzysu leżą przede wszystkim w polityce taniego pieniądza prowadzonej przez Rezerwę Federalną w latach dwudziestych XX wieku, która spowodowała sztuczny wybuch aktywności w produkcji przemysłowej i na giełdzie. Obaj wiedeńscy ekonomiści stwierdzili, że załamanie na Wall Street było nieuchronne, gdy tylko Rezerwa Federalna rozpoczęła obniżanie stopy dyskontowej w latach dwudziestych”. (str. 58-59). Obniżanie stopy dyskontowej z jednej strony obniża koszt kredytowanych inwestycji, a z drugiej aktywizuje globalny popyt na środki produkcji i dobra konsumpcyjne zgłaszany przez dodatkowo zatrudnianą siłę roboczą i w ten sztuczny sposób pobudza nadmierny wzrost koniunktury, który nie ma uzasadnienia w wydajności realnych czynników produkcji, która na wolnym rynku sprowadza pieniężną stopę procentową, – czyli tę, którą manipuluje Fed – do poziomu stopy naturalnej. I dalej cytuję: „Była to tylko kwestia czasu, szczególnie że w owych czasach uznawany był międzynarodowy standard złota. Jednakże Mises i Hayek nigdy nie podali konkretnej daty załamania (pamiętacie o zasadzie niepewności?). Ostatecznie Rezerwa Federalna zmuszona została do podniesienia stóp w 1929 roku i nie minęło wiele czasu, nim na Wall Street zagościły spadki, a światowa gospodarka wpadła w recesję” (str. 59). Oto, co Mark Skousen pisze dalej na temat hossy Reagana i krachu roku 1987: „W 1982 roku amerykańska gospodarka już od kilku lat znajdowała się pod wpływem polityki ograniczania podaży pieniądza i cięć podatkowych (którą rekomendowali Robert Mundell, Art Laffer i inni przedstawiciele szkoły podażowej). Stopy procentowe wystrzeliły na wysokość 21 procent. Królowała recesja, a ceny ropy, obligacji, nieruchomości, złota i srebra przeżywały załamanie. Udało się ugasić oczekiwania inflacyjne, lecz pozostał strach przed kryzysem bankowym rozpoczynającym się w Meksyku. Nagle, latem 1982 roku Rezerwa Federalna uratowała Meksyk, wpompowała środki w system monetarny i obniżyła stopę dyskontowa. Indeks Dow Industrials eksplodował w górę z poziomu 700 punktów. Okazało się to być początkiem hossy Reagana lat osiemdziesiątych. (…). Ale austriacka teoria uczy nas bardzo istotnej zasady: polityka reinflacyjna banku centralnego powoduje inflacyjny wzrost aktywności w niektórych sektorach, ale nie jest on trwały. W końcu stopy procentowe muszą wzrosnąć, co spowoduje spowolnienie w gospodarce i spadki na giełdzie. Kiedy to nastąpi? Tego nikt nie wie. Tamta hossa trwała pięć lat” (str. 62). Otóż, Fed podnosi stopy procentowe zawsze wtedy, gdy inflacja przekracza górny pułap przyjętego, zaplanowanego tzw. „celu inflacyjnego”. Podniesienie stóp procentowych powoduje: 1) wzrost kosztów kredytowania, co automatycznie eliminuje z realizacji część najmniej rentownych inwestycji, mianowicie tych, z których przewidywana stopa zwrotu jest niższa od wysokości nowej stopy procentowej wprowadzonej decyzją Fed (są to inwestycje chybione, w nowych warunkach ekonomicznie nieopłacalne, zamiast zysków, przynosiłyby bowiem straty); 2) część wcześniejszych kredytobiorców, zwłaszcza tych, których biznes jest oparty na krótkoterminowych kredytach obrotowych, przestają być wypłacalni i muszą likwidować swoją działalność w wyniku bankructwa. Kurczą się więc: ogólny popyt, przepływy pieniądza, produkcja i podaż towarów. Gospodarka pogrąża się w recesji. LO

  13. Leon Orlikowski pisze:

    Ponieważ wyjaśnienia na pytania, jakie zrodził mój komentarz (prawidłowa jest wersja z dnia 4 kwietnia 2014 o 17,52) są bardzo skrótowe i niewyczerpujące temat, co niewątpliwie może nie satysfakcjonować zainteresowanych czytelników, fakt ten skłonił mnie do wnikliwego przeanalizowania teoretycznego modelu, którego Thomas Aubrey skonstruował i w swej książce „Koniec wielkiego mitu, czyli jak zarabiać na polityce monetarnej i cyklach koniunkturalnych” zaprezentował pod mianem „delty Wicksella”. Poniżej podaję moje spostrzeżenia i uwagi na ten temat:
    Thomas Aubrey w swym wieloletnim doświadczeniu w roli międzynarodowego konsultanta do spraw zarządzania w Europie, Ameryce Północnej i Azji niewątpliwie zdołał zgromadzić bogate dane faktograficzne o kształtowaniu się dochodowości aktywów w różnych fazach cykli koniunkturalnych. Uogólniając je w swej książce pt.: „Koniec wielkiego mitu, czyli jak zarabiać na polityce monetarnej i cyklach koniunkturalnych”, zbudował teoretyczny model kształtowania się w czasie „zwrotu powyżej kosztu kapitału” (czyli po odliczeniu kosztu oprocentowania kapitału – LO), co określił mianem „delty Wicksella”. Pisze on: „Nasze teoretyczne „equilibrium” może być więc teraz zdefiniowane jako punkt, w którym stopy procentowe (naturalna i rynkowa – LO) są równe, a delta Wicksella równa jest zeru. (…) Delta Wicksella mierzy, rzecz jasna, stopę zysku (realizowanego przez przedsiębiorców – LO) będącą efektem kumulatywnego procesu kreacji bądź destrukcji kredytu” (str. 195-196). Mimo że model ten autor buduje i testuje na blisko stu stronach książki, czytelnik nie otrzymuje przekonujących dowodów na to, jakie czynniki i kiedy bezpośrednio powodują oraz przyczyniają się do powstawania i wzrostu a potem kurczenia się delty Wicksella (dlatego mój komentarz zrodził wymienione wyżej pytania). W rozdziale 6 pt.: „Testowanie Wicksella” znajduje się 18 wykresów, wśród których aż w 8 jest zobrazowane kształtowanie się w czasie wartości delty Wicksell, jednak w żadnym z nich nie ma naniesionego ani jednego czynnika, który ze względu na swą korelację z deltą Wicksella przypuszczalnie sugerowałby o istnieniu jego przyczynowego wpływu na deltę.
    Wiadomo, że poprzez manipulowanie poziomem stopy procentowej Rezerwa Federalna (Fed) oddziałuje na przebieg koniunktury gospodarczej: gdy obniża stopę procentową, kredyt staje się tańszy i bardziej dostępny, co pobudza inwestycje i podnosi rozwój koniunktury; z kolei, gdy Fed podwyższa stopę procentową, koszt kredytu wzrasta, a to powoduje, że wiele zaprogramowanych a nawet znajdujących się już w realizacji inwestycji staje się automatycznie nierentownymi i jako takie muszą zostać zaniechane względnie też przeprogramowane na rzecz innych przedsięwzięć, w nowych warunkach rentownych. Tymczasem Thomas Aubrey nie prezentuje w swej książce ani jednego wykresu, na którym zostałaby pokazana korelacja pomiędzy dokonywanymi zmianami stropy procentowej a kształtowaniem się wartości delty Wicksella.
    Należy przywołać przykład wieloletnich, skrupulatnych i wnikliwych badań, jakie Anna J. Schwartz i Milton Friedman prowadzili w zakresie kształtowania się podaży pieniądza oraz wzrostu produkcji i dochodu w USA na przestrzeni ponad 90 lat i wyniki których opublikowali w pracy wydanej w 1963 r. pt.: ” A Monetary History of the United States 1867 – 1960″. Na podstawie przedstawionych w tej pracy danych i ich analizy Milton Friedman doszedł do wniosku, że to zmiany wartości pieniądza w obiegu są tym głównym czynnikiem, który oddziałuje na stan i przebieg koniunktury gospodarczej. Po pierwsze stwierdził, że każda inflacja jest przede wszystkim skutkiem nadpodaży pieniądza w stosunku do realnej podaży masy towarowej. Po drugie, że przyrost podaży pieniądza nie powinien być wyższy od realnych czynników wzrostu, tj. przyrostu zatrudnianej siły roboczej i wzrostu wydajności pracy; dlatego według niego przyrost podaży pieniądza powinien kształtować się na poziomie ca 4 – 5 procent.
    Niestety, z modelu Thomasa Audrey czytelnik nie dowiaduje się, od bezpośrednio jakiego czynnika, czy pośrednio też od innych czynników, zależne jest powstawanie oraz kształtowanie się wartości delty Wicksella w rozwijającej się bańce spekulacyjnej. Okazuje się, że z modelowego narzędzia, które zbudował, sam nie potrafi korzystać w interpretowaniu zjawisk ekonomicznych. Nie potrafi bowiem wyjaśnić dlaczego „czasami poziom długu rządowego może być postrzegany jako coś negatywnego, a w innych przypadkach jako coś pozytywnego”, i dlaczego „deficyty związane z wojną wietnamską skutkowały tzw. efektem wypychania [czyli spadkiem poziomu inwestycji w sektorze prywatnym wywołanym koniecznością (przesunięcia prywatnego kapitału poprzez sprzedaż obligacji skarbu państwa do – LO) finansowania wydatków publicznych za pomocą deficytu budżetowego] oraz (prowadziły – LO) do wzrostu stóp procentowych. Jednak ( w końcu przyznaje, iż – LO) założenie, że wszystkie rodzaje finansowania jakichś przedsięwzięć poprzez deficyt budżetowy prowadzą do negatywnych oczekiwań „ex ante”, nie odpowiada faktom” (str. 259). Wytłumaczenia tych faktów doszukuje się więc nie w sferze ekonomicznej a organizacyjnej. Pisze: „Teoretycy zarządzania od wielu lat jasno stwierdzają, że niski poziom zarządzania w sektorze publicznym jest jedną z podstawowych przyczyn ograniczających wzrost wydajności w gospodarce. To ograniczenie efektywności sektora publicznego nie oznacza bynajmniej, że wszyscy menadżerowie zatrudnieni w tym sektorze, niejako „ex-definitione”, nie są w stanie efektywnie alokować kapitału”. Dalej stwierdza, iż jest prawdopodobne, że w niektórych projektach infrastrukturalnych stopa zwrotu z kapitału jest zbyt niska i dlatego nie przyciąga prywatnego kapitału, zaś „tego rodzaju inwestycja (finansowana z budżetu – LO) może rzeczywiście mieć tzw. efekt mnożnika, dostarczający pracy i sprzyjając wzrostowi wydajności lokalnych przedsiębiorstw, których koszty transportu są niższe”(str. 260). Swoje dywagacje na temat roli deficytu budżetowego podsumowuje następująco: „W rzeczywistości jednak dyskusja na temat wydatków rządowych nie dotyczy ekonomii (sic! – LO), lecz teorii zarządzania, czego ekonomiści nie są jednak gotowi przyjąć”?! (s .261). Sądzi, że takim stwierdzeniem uwolnił się od wyjaśnienia problemu wpływu wydatków z deficytu budżetowego na gospodarkę.
    Gdyby natomiast dokonał pogłębionej analizy zebranych przez siebie danych historycznych i dopracował zbudowany na ich podstawie model, to musiałby dojść do wniosku, że w oddziaływaniu na rozwój koniunktury gospodarczej występuje porównywalna analogia pomiędzy bańką spekulacyjną a długiem publicznym. Nadmiernie wybujała bańka spekulacyjna, która jest zbudowana przede wszystkim na wzroście zadłużenia podmiotów gospodarczych, w końcu pęka i pogrąża całą gospodarkę w kryzysie. Do podobnego kryzysu prowadzi nadmierny poziom długu publicznego, czyli taki poziom, po przekroczeniu którego rząd nie jest już nie tylko w stanie obsługiwać swoich dłużniczych zobowiązań, ale państwowy dług powodując wzrost inflacji zaczyna pożerać prywatne oszczędności i inwestycje.
    Z dotąd uzyskanych doświadczeń w zakresie pobudzania aktywności i rozwoju koniunktury gospodarczej wiadomo, że z każdym wzrostem produkcji i dochodu jest związany wzrost zadłużenia prywatnego lub publicznego względnie też obydwóch, przy czym, jeśli w polityce gospodarczej rząd kieruje się doktryną keynesizmu, to najczęściej impuls do wyjścia z zastoju gospodarczego dają wydatki z deficytu budżetowego. Dopiero potem, gdy wydatki te zaktywizują popyt rynkowy, zaczyna stopniowo włączać i rozszerzać się popyt podmiotów prywatnych finansowany z zaciąganych kredytów, udzielanych przez bankowość komercyjną najpierw ze zgromadzonych depozytów, a później też z kreacji kredytów, które tylko w niewielkiej części są zabezpieczone kapitałem własnym lub pożyczonym, czyli z tzw. lewarowania. Jeżeli wzrasta wartość wymiany towarowej, to musi też wzrastać wartość obiegu pieniężnego. W warunkach obiegu pieniądza towarowego, kruszcowego, każdy wzrost podaży tego pieniądza, powiększał też wartość jego obiegu. Jeżeli strumień podaży pieniądza towarowego był ściśle dostosowany do płynącego mu naprzeciw wartości strumienia podaży masy towarowej, to wymiana towarowa pomiędzy kontrahentami rynkowymi dokonywała się po względnie stałych cenach. Gdy natomiast tempa wzrostu tych strumieni różniły się, np. gdy tempo wartości przyrostu strumienia podaży pieniądza było niższe od tempa przyrostu podaży masy towarowej, ceny sprzedaży towarów odpowiednio obniżały się, gdy zaś było odwrotnie, ceny sprzedaży wzrastały. W warunkach obiegu pieniądza kruszcowego w całej rozciągłości obowiązywało więc prawo Say’a. Każdy bowiem wzrost podaży pieniądza-towaru stwarzał dla siebie automatycznie popyt, bo jako pełnowartościowy pośrednik w wymianie był chętnie przyjmowany i wymieniany na inny, użyteczny dla jego posiadacza towar. Ze wzrostem obiegu pieniądza kruszcowego nie był więc związany problem powstawania i narastania długu. Odwrotnie, to starożytni i średniowieczni władcy monopolizowali dla siebie emitowanie kruszcowego pieniądza po to, aby móc wybijać i puszczać do obiegu monety o coraz niższej zawartości kruszcu i z tego procederu czerpać dla siebie i realizować nadzwyczajne dochody. Co ciekawa, jeżeli zawartość kruszcu w monetach obniżali w sposób umiarkowany, ceny towarów utrzymywały się na względnie stałym poziomie. Dopiero gdy obniżka zawartości kruszcu była duża oraz jednocześnie władca puszczał do obiegu dużą ilość podwartościowych monet, ceny towarów odpowiednio wzrastały i wybuchała inflacja. Między innymi wielokrotnie potwierdzane w długiej historii funkcjonowania pieniądza kruszcowego takie fakty, że monety podwartościowe pośredniczyły skutecznie w wymianie towarów o wartości większej od wartości zawartego w nich kruszcu, doprowadziły do wyewoluowania pieniądza papierowego.
    Już Adam Smith zauważył, że gdy pieniądz kruszcowy jest zastępowany pieniądzem papierowym, na kreację którego nakłady są znikome, wtedy powstają duże oszczędności na kosztach obiegu, które mogą być wykorzystane na inwestycje i dać dodatkowy wzrost produkcji i dochodu, czyli dodatkowo powiększyć ten przyrost produkcji i dochodu, jakie dają inwestycje finansowane z oszczędności realizowanych z dochodów. Wartość dodatkowych oszczędności, jakich daje zastępowanie w obiegu pieniądza kruszcowego pieniądzem nietowarowym, fiducjarnym, jest tym większa, im większej wartości zostaje wykreowane i wtłoczone do obiegu pieniądza nietowarowego. Aby ceny mogły być utrzymywane na względnie stałym poziomie, strumień wartości przyrostu podaży nowo wykreowanego pieniądza fiducjarnego powinien być ściśle dostosowany do wartości strumienia przyrostu podaży masy towarowej, wytwarzanej i dostarczanej na rynek w sumie z zainwestowanych zarówno oszczędności z dochodów jak i na kosztach obiegu. Ale dodatkowy przyrost produkcji i podaży towarów uzyskany z zainwestowanych oszczędności z kreacji pieniądza nietowarowego powoduje dalszy wzrost popytu na pieniądz, z czego powstaje jeszcze większy wzrost oszczędności i dodatkowych inwestycji! W rezultacie systematyczne inwestowanie oszczędności, – które są uzyskiwane na kosztach obiegu – we wzrost produkcji skutkuje stałym podnoszeniem się realizowanego tempa wzrostu produkcji, czyli działa wtedy tzw. akceleracja, która powoduje rozwój boomu koniunkturalnego lub puchnięcie bańki spekulacyjnej. Boom koniunkturalny załamuje się albo na skutek wzrostu rynkowych stóp procentowych powyżej naturalnej stopy zwrotu z kapitału, czyli gdy delta Wicksella staje się ujemna, albo też na skutek tego, że tempo wzrostu łącznych oszczędności z dochodów i na kosztach obiegu pieniężnego oraz ich inwestowania jest wyższe od podaży naturalnych czynników wzrostu, czyli z przyrostów angażowanej siły roboczej i wydajności pracy jako efektu z wdrażanego postępu techniczno-organizacyjnego. Jednak w tym drugim przypadku dalsze lewarowanie produkcji skutkuje już nie wzrostem realnym a tylko inflacją, która rozwija się wtedy w coraz bardziej przyspieszonym tempie. Zaporą przed wpadnięciem gospodarki w hiperinflację jest radykalne, do bardzo wysokiego poziomu podniesienie rynkowej stopy procentowej.
    Z powyższego wynika, że oszczędności, jakie daje gospodarce każdy przyrost w obiegu pieniądza nietowarowego, powinny być nie inwestowane we wzrost produkcji towarowej za pomocą udzielanych przez bankowość komercyjną kredytów, a zużywane na inne cele, przede wszystkim na budowę i rozwój szeroko rozumianej infrastruktury gospodarczej i społecznej, względnie też na konsumpcję. Jednak dotychczasowe doświadczenie dowodzi, że popyt konsumpcyjny reprezentowany przez podmioty gospodarcze indywidualne i instytucjonalne kredytowo finansowany z oszczędności pochodzących i uzyskiwanych z przyrostu pieniądza nietowarowego nie rozkłada się w sposób odpowiednio proporcjonalny do struktury popytu finansowanego z realizowanych dochodów. Popyt ten koncentruje się bowiem z reguły na bardzo wąskim asortymencie towarowym, co skutkuje dużym wzrostem ich cen oraz w efekcie wysokim tempem wzrostu ich podaży. W ten sposób rodzą się i rozwijają bańki spekulacyjne: w latach 2000-2001 była to bańka internetowa, a po jej zdławieniu powstała i rozwinęła się jeszcze większa bańka w budownictwie mieszkaniowym. Ponieważ pękające bańki powodują ogromne szkody gospodarcze i społeczne, należało by zaniechać polityki dalszego kredytowania indywidualnej konsumpcji i inwestycji z kreowania pieniądza przez bankowość komercyjną. Natomiast całą wartość oszczędności uzyskiwanych z przyrostu obiegu kreowanego pieniądza fiducjarnego należało by przeznaczać i wykorzystywać na cele ogólnogospodarcze i społeczne finansowane poprzez wydatki budżetowe. Taka polityka zagospodarowywania oszczędności z obiegu pieniężnego gwarantowałaby, że popyt finansowany z tych oszczędności nie koncentrowałby się na wąskim asortymencie towarowym, a rozkładałby się bardziej równomiernie w stosunku do struktury popytu finansowanego z realizowanych dochodów. Nawet gdyby na skutek wydatków budżetowych finansowanych z kreowanego pieniądza popyt na niektóre towary rozwijał się w tempie wyższym od przeciętnego tempa wzrostu produkcji i dochodu, czyli gdyby w aktywach zaangażowanych w produkcję takich towarów powstawałyby dodatnie delty Wicksella, nie mogłyby i nie osiągałyby tak wysokich poziomów, jakie uzyskują aktywa umieszczone w bańkach spekulacyjnych, które powstają i rozwijają się z kredytów kreowanych przez bankowość komercyjną i udzielanych podmiotom prywatnym. Przy odpowiedniej polityce rządu prawidłowo nadzorowanej przez demokratyczne organy ustawodawcze, gdyby nawet powstawały ewentualne delty Wicksella z wydatków budżetowych, wykazywałyby tendencje do zanikania w czasie, w miarę wzrostów nakładów, które dostosowywałyby tempa przyrostów produkcji i podaży danych towarów do wzrostów popytu na nie. Ponadto gdyby pieniądz obiegowy był kreowany wyłącznie przez bankowość centralną, to wzrost jego podaży mógłby być bez trudności regulowany i utrzymywany na poziomie naturalnej stopy procentowej. Po prostu bankowość centralna w realizowanej przez nią polityce pieniężnej byłaby wiązana podejmowanymi ustawami w tym zakresie przez organy ustawodawcze. Ponadto w warunkach kreacji pieniądza obiegowego przez bank centralny i wtłaczania go do obiegu poprzez finansowanie odpowiedniej części wydatków budżetowych nie było by już konieczne centralne manipulowanie poziomem stopy procentowej; wysokość tej stopy kształtowałaby się bowiem swobodnie na wolnym rynku w wyniku wzajemnego oddziaływania podaży i popytu na kapitał.
    Należy jeszcze wyjaśnić, kiedy i w jakich okolicznościach wydatki z deficytu budżetowego wypychają prywatne inwestycje, czyli przede wszystkim te, których realizacja według austriackiej szkoły ekonomii daje faktyczny wzrost produkcji i dochodu. Otóż, jeżeli wartość oferowanych i sprzedawanych na rynku pieniężnym obligacji rządowych nie przewyższa wartości oszczędności, jakie daje kreacja i przyrost w obiegu pieniądza nietowarowego, nie występuje zjawisko wypychania. Odwrotnie, wydatki z deficytu budżetowego realizowane na poziomie wartości oszczędności uzyskiwanych na obiegu pieniężnym przyczyniają się wtedy do stabilizowania wzrostu produkcji i dochodu, tak jak to ogólnie twierdzi i zaleca keynesizm. Jednak sam Keynes tezę o konieczności absorbowania nadmiernych oszczędności wydatkami z deficytu budżetowego sformułował w sposób intuicyjny. Nie przeprowadził pogłębionej analizy tego problemu, dlatego nie dokonał rozróżnienia pomiędzy oszczędnościami pochodzącymi z dochodów, które według austriackiej szkoły ekonomii stanowią podstawę dla tych inwestycji produkcyjnych, które dają wzrost produkcji według stałego określonego tempa, a tymi dodatkowymi oszczędnościami powstającymi przy kreacji nietowarowego pieniądza, które inwestowane w produkcję wytrącają układ gospodarczy z równowagi dynamicznej. Keynes formułując swoją koncepcję nadmiernych oszczędności, nie miał w ogóle świadomości, że ich przyczyną nie są te oszczędności, których dokonują prywatne podmioty i które są poprzez rynek kapitałowy inwestowane w przyszły wzrost produkcji oraz przyrost podaży towarów na rynek, ale te dodatkowe powstające z kreacji i wtłaczania do obiegu pieniądza fiducjarnego, którego siła nabywcza z mocy nadanego mu prawa jest taka sama jak pieniądza towarowego, pełnowartościowego, natomiast koszty jego kreacji są znikome, po prostu nie posiada on żadnej swojej wewnętrznej wartości. Kreacja pieniądza fiducjarnego i wtłaczanie go do obiegu zamiast pieniądza kruszcowego, pełnowartościowego daje więc ową dodatkowa oszczędność, o występowaniu której już przed ponad dwustu laty wiedział Adam Smith, a o istnieniu której nie miał w ogóle pojęcia Keynes.
    Sądzę, że w wyżej podanych wyjaśnieniach i uwagach udało mi się w sposób wystarczająco komunikatywny przekonać czytelnika, że oszczędności powstające przy kreacji pieniądza fiducjarnego powinny być nie inwestowane produkcyjnie a absorbowane na inne nieprodukcyjne cele, przede wszystkim na realizowane przez państwo. Jeżeli budżet nie absorbuje w całości tych oszczędności, dopiero wtedy część niewykorzystywana przez budżet powinna być wypożyczana podmiotom prywatnym, ale tylko na finansowanie konsumpcji. Albowiem bez uzupełniającego popytu konsumpcyjnego finansowanego z kredytu ceny towarów musiałyby odpowiednio spaść, co doprowadzało by niektórych przedsiębiorców do bankructwa, zwłaszcza tych, których biznes jest prowadzony w sferze wysokich kosztów krańcowych. Gdyby zaś spadek cen z powodu niekreowania kredytem odpowiedniej wartości wzrostu popytu do wzrostu wartości nadwyżki podaży był zbyt głęboki, gospodarka wpadłaby, bo musiałaby wpadać w recesję. Gdyby z kolei wartość wydatków z deficytu budżetowego ukształtowała się na poziomie wyższym od wartości oszczędności uzyskiwanych ze wzrostu obiegu pieniądza nietowarowego, wtedy właśnie wystąpiłoby zjawisko tzw. wypychania prywatnych inwestycji, albowiem cała nadwyżka deficytowych wydatków budżetu nad tymi oszczędnościami, które pochodzą z kreacji pieniądza, byłaby finansowana z oszczędności prywatnych, czyli o taką właśnie wartość zmniejszyłyby się nakłady na przyszły wzrost produkcji i dochodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *