Czy istnieje wolność finansowa?

chat-dymki
7

Z wolnością finansową mamy do czynienia wtedy,

gdy możemy robić, to co lubimy i chcemy, a nie to co musimy.

Słowem kluczowym jest tu jednak słowo: robić. Ludzie, którzy chcą

żyć bez pracy to nie są przedsiębiorcy, lecz rentierzy. Nie wróżę im dobrze.

Opowieści o ludziach, którzy z pucybuta przedzierzgnęli się w milionera czyta się częściej i chętniej niż o ludziach, którzy przeszli drogę w przeciwnym kierunku. Wystarczy jednak drobne  zaniedbanie, pech, nieuwaga by stać się bohaterem tragedii. Podobny los spotkać może każdego. I nie pomogą nawet ogromne pieniądze. Seria błędów w zarządzaniu, nieuzasadniona pewność siebie, lekceważenie konkurencji doprowadziło do upadku jedną z najszybciej rozwijających się linii lotniczych, Lakers Airways. Co prawda, przewoźnik zbudowany przez Frediego Lakersa był w skali potentatów lotnictwa cywilnego karłem, ale nawet potentaci nie są z teflonu, o czym świadczy spektakularna upadłość gigantycznego przewoźnika lotniczego, PANAM. Arogancja, rozrzutność i złe zarządzanie doprowadziły do upadku tę największą na świecie prywatną linię lotniczą, której majątek w okresie prosperity sięgał kilku miliardów dolarów, a udział w rynku był większy niż trzech następnych linii (American Airlines, United i Continental) razem wziętych. Niewiele brakowało, aby w połowie lat 80. ubiegłego stulecia, niemal w szczycie rozkwitu, zniknął z powierzchni Ziemi kolos przemysłu komputerowego, International Business Machine, popularny IBM. Spod młotka aukcyjnego uratował firmę cud; odważna decyzja o całkowitej reorganizacji firmy i utalentowany prezes.

Zrobienie pieniędzy, zgromadzenie fortuny to tylko ułamek problemu dostatniego (materialnie) życia. Znacznie poważniejszym problemem jest utrzymanie wysokiego poziomu przez całe życie. Powiem więcej, utrzymanie majątku, tak, aby nie przeżyć własnych pieniędzy to ogromne wyzwanie. Nie wszyscy milionerzy wyszli z niego obronną ręką. Gwiazdy światowych estrad, Nat King Cole i Elvis Presley zostawili po swoje śmierci długi. Tylko dzięki ciężkiej pracy, w przypadku pierwszego, córki, Natalie, w przypadku drugiego, żony Priscilli udało się zmonetyzować ich sławę i popularność. Albo taki Mike Tyson. Zarobił w trakcie swojej kariery ponad 300 mln dolarów, a mimo to na stare lata musi się włóczyć po świecie i ciężko pracować na utrzymanie swojej i swojej rodziny, z fortuny zostały mu właściwie długi.

Przekonanie o tym, że pieniądz robi pieniądz to medialne uproszczenie, nie mające pokrycia w rzeczywistości. Pieniądz, czyli produkcja/usługi przynoszące pieniądze są prawie wyłącznie dziełem przedsiębiorcy, czy grupy przedsiębiorców, którzy potrafią swoim majątkiem, czyli właśnie pieniądzem umiejętnie zarządzać. Takimi właśnie ludźmi, trzymając się tylko wspomnianych powyżej dziedzin jest Michael Dell (Dell Computers); Rollin King i Herb Kelleher z Teksasu, założyciele linii lotniczej Southwest Airlines, która – po kryzysie z 11 września 2001 roku – jako jedyna linia amerykańska notowała zyski; miłujący przygody i ryzyko Richard Branson z Virgin Airlines; czy niepokorny Irlandczyk, Tony Ryan, który wypowiedział zwycięską wojnę europejskiej elicie lotniczej, dając tym samym początek rewolucji cenowej i taniemu lataniu po Europie. To są wszystko utalentowani przedsiębiorcy. To oni, a nie ich pieniądze „zarobiły” na sukces firm, które stworzyli, usuwając w cień czy w nicość potężnych konkurentów z ich potężnymi pieniędzmi. Mówienie, że pieniądz robi pieniądz jest łatwym usprawiedliwieniem własnej niemocy, braku talentu, czy lenistwa. To wygodne stwierdzenie, uzasadniające brak wiary w sukces, czy naiwność.

Masa krytyczna

Czy zatem jesteśmy skazani na pracę do grobowej deski? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Jeśli chcemy do ostatnich naszych dni żyć godziwie, nie obawiać się przykrych zrządzeń, losu musi nas być na to stać. Zgromadzenie masy krytycznej, a więc takiej ilości zasobów, aby nam ich wystarczyło może być bardzo trudne. Nie chcę nikogo straszyć, zwracam jednak uwagę, że pozostawienie pieniędzy samym sobie, żeby ponadto produkowały nowe pieniądze świadczy o dużej naiwności. Samo – jak mawiają starzy górale – to najwyżej grzmi albo błyska.

Przykład

Wyliczyliśmy, dajmy na to, że do godziwego życia w okresie obniżonej zdolności zarobkowania (niech się to nawet nazywa emeryturą) potrzeba nam netto 100 tysięcy złotych rocznie. Zakładając, że statystyczna lokata bankowa przynosi nam 3 procent, zaś obligacje skarbowe ok. 6 procent; przyjmijmy średnio 4,5 procent. Masa krytyczna dla tego przykładu wynosi ok. 2,8 mln złotych. Musimy bowiem pamiętać, że do zapłacenia mamy podatek Belki. Problem w tym, że opieramy się na średniej. Dzisiaj[1], przykładowo, amerykańskie banki płacą na lokatach rocznych ok. 0,25 – 0,4 procenta, zaś obligacje skarbowe mają rentowność ok. 2,5 procenta. Gdyby to na nas trafiło, zabrakłoby nam, co najmniej, 45 tysięcy złotych rocznie.

Dopóki istnieje bank centralny i ręcznie kieruje polityką pieniężną, musimy być na takie niespodzianki przygotowani. W razie czego, mamy kilka alternatyw:

1. możemy obniżyć swoje aspiracje i zrezygnować z części wydatków;

2. dorobimy brakującą kwotę, albo naruszymy (skonsumujemy) część kapitału;

3.znajdziemy kogoś, kto nas finansowo wesprze;

Innego wyjścia nie ma. Dopóki nie wiemy, jak długo będziemy żyć, dopóty trzeba którąś z możliwości wybrać. Jest co prawda możliwość zainwestowania masy krytycznej w tzw. annuities, czyli renty dożywotnie, które wypłacać nam będą stałą kwotę do końca życia. I to jest dobra wiadomość. Gorsza jest taka, że takie annuities niestety słabo płacą. Aby uzyskać 100 tysięcy dolarów potrzebna jest masa krytyczna rzędu 3,2 miliona złotych. Jest też wiadomość zła: żeby więcej zarobić, trzeba się pogodzić z tym, że zainwestowanych pieniędzy już nigdy nie odzyskamy. Firma ubezpieczeniowa, bo to najczęściej tam kupujemy renty, zobowiązuje się wypłacać pieniądze posiadaczowi annuity do końca życia, nawet jeśli nasz żywot byłby tak długi, że ubezpieczyciel musiałby do interesu dołożyć. Odbija sobie stratę na tych, którzy żyją krócej i nie zdążą wycofać całości zainwestowanego wkładu.

Jest jeszcze jedno wyjście; można wykupić renty dożywotnie w zagranicznych bankach czy innych instytucjach finansowych, ale wtedy dochodzi nam ryzyko kursu walutowego. Przykładowo, 100 tysięcy złotych to dzisiaj ok. 30 tysięcy dolarów USA. Jednakże spadek kursu dolara wobec złotego naraża nas na spadek kwoty w złotych. Nie jest to jakieś dramatyczne ryzyko, ale różnica w kursie dolara wynosiła w ciągu minionych 4 lat ok. 45 procent (od 2 zł/1 dol. do 3,6 zł/1 dol.).

Pewnym pocieszeniem dla amatorów aktywnego rentierstwa, czyli inwestowania jest obowiązujący w większości krajów świata system podatkowy, który hojniej wynagradza osoby zarabiające na inwestowaniu kapitału niż na pracy[2]. Mimo to tylko 2,5 proc. Polaków aktywnie, a 8 procent biernie (głównie poprzez filary emerytalne) inwestuje w papiery wartościowe, zaś ok. 10 procent lokuje pieniądze w ziemię, nieruchomości, prywatne pożyczki, hazard, spekulacje i inne przedsięwzięcia przynoszące dochód „pasywny”[3]. Trzy czwarte narodu od inwestycji stroni. Część przedstawicieli tej grupy (ok. 25 proc.) unika inwestycji ze strachu i ogranicza się do lokowania pieniędzy w bankach, reszta (połowa populacji) wierzy co prawda w dobrodziejstwa inwestowania, jednakże ich na to nie stać.

(fragment książki Jana M Fijora, Licz na siebie.

[1] Wrzesień 2013 rok.

[2] Chociażby dlatego, że pieniądze zarobione pasywnie (np. dochód kapitałowy) nie są opodatkowane podatkiem ZUS, a praca takim podatkiem jest obłożona.

[3] Przez dochód pasywny rozumieć będziemy dochód pochodzący ze źródeł spoza pracy zawodowej.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Bardzo ciekawy artykuł. Często się zastanawiałam jak to się dzieję, że znane, bogate osoby, o których słyszymy, że tak dużo zarabiają, potem mają długi, kłopoty finansowe. Czy to, że raz wypracowały sobie taki dochód oznacza, że teraz wszystko będzie prostsze, że najtrudniejsze już za nimi? Utrzymanie pewnego poziomu, który się osiągnęło wymaga chyba więcej pracy, rozsądku niż samo dojście do niego i to nie tylko w dziedzinie finansów.

  2. mzdunek pisze:

    Wiele osób definiuje bogactwo jako stan posiadania wielu luksusowych rzeczy i prowadzenia wystawnego życia. Tymczasem tak naprawdę większość dóbr konsumpcyjnych jest obecnie nabywana na kredyt. Ikona sukcesu – posiadacz dużego mieszkania, dobrego samochodu, coroczny wizytator kurortów w egzotycznych krajach to tak naprawdę niewolnik. Niewolnik kredytów, etatu zdobytego w upragnionej korporacji, wyścigu szczurów. Życia od urlopu do urlopu. Od weekendu do weekendu. Od awansu do awansu. Dla mnie osobiście wolność finansowa jest wolnością dosłowną. Człowiek wolny finansowo robi co chce – nie ważne, czy jest to prowadzenie własnej firmy, leżenie pod palmami i liczenie spływającej kasy czy siedzenie w domu przed telewizorem. Nie musi chodzić do pracy, nie musi słuchać szefa, właściwie nic nie musi. Po prostu jest wolny.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Do tego, żeby być wolnym nie jest konieczna tzw. wolność finansowa.
    Wolność finansowa w rozumieniu, jakie pan podał bardzo często prowadzi do bankructwa.
    i właśnie to miałem na myśli pisząc ostrzeżenie. Wolność nie znosi przymus, mnie musi p[an podzielać mojego przekonania.

    pozdr

  4. Mariusz Kobak pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł dający do myślenia. Ja bym zdefiniował wolność finansową kiedy koszty życia konkretnej osoby równają się jej przychodom, które pojawiają się niezależnie od tego czy ta osoba musi pracować lub nie.
    Takie przychody mogą pochodzić z wynajmu nieruchomości, z praw autorskich do konkretnych utworów itp.
    Czyli z takich aktywów, które generują przychód „kiedy śpisz” 🙂

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Dziękuję. Cała książka „Licz na siebie” jest ciekawa,
    a przede wszystkim pomocna w drodze do samodzielności finansowej. Bo, niestety, wolności finansowej nie ma.Polecam!
    żeby utrzymać wysoki poziom trzeba się namęczyć.

    Autor

  6. Utrzymanie majątku wydaje się być trudne, szczególnie, że wtedy możesz mnóstwo „przyjaciół”.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    LICZNA RODZINA i przyjaciele, to w Afryce główna przyczyną ubóstwa.
    Wykończą nawet zamożnych wodzów plemiennych.

    Ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *