Dzieci nasze i dzieci cudze. O filantropii pod przymusem.

chat-dymki
21

Obecny protest zdesperowanych rodziców dzieci niepełnosprawnych jest kolejnym dowodem na to, że państwowy system opieki społecznej, czyli filantropia pod przymusem, jest nie tylko absurdalny, ale i nieludzki.

Rodzice dzieci niepełnosprawnych, zmęczeni opieką nad swymi pociechami i kosztami z niej wynikającymi postanowili przerzucić na innych, jej trud i swoje problemy.  Okupują Sejm, domagając się od reszty Polaków, bez względu na to, czy oni sami mają problemy z opieką nad swoimi dziećmi, albo jakieś inne, czy nie, by zakasali rękawy i sfinansowali opiekę nad dziećmi okupujących.

Rozumowanie zdesperowanych rodziców sprowadza się do przerzucenia obowiązków opieki nad ich własnymi, rodzonymi dziećmi na ludzi obcych, którzy najczęściej tych dzieci nawet nie znają, nie są także winni nieszczęścia jakie ich dotknęło. Innymi słowy, rodzice dzieci niepełnosprawnych chcą, żeby rząd czy Sejm zmusił nas, czyli obcych wobec niepełnosprawnych dzieci ludzi, do tego, byśmy je kochali tak samo jak kochamy swoje, a na pewno bardziej niż kochają je ich właśni rodzice, którzy wypowiedzieli tym dzieciom swój czas, wysiłek, cierpliwość i miłość.

Co gorsza, większość posłów jest zdania, że takie działanie nie tylko ma sens, ale jest uzasadnione. W perspektywie zatem możemy się spodziewać nowych aktów wymuszania na Polakach, by zajęli się finansowaniem opieki nad kolejną – po emerytach, rencistach, inwalidach, dzieciach w wieku szkolnym, więźniach, bankach itp. grupach obcych nam ludzi, na których łożymy już teraz, bo tak się podoba politykom. Nie muszę dodawać, że to ci ostatni odnoszą korzyści z naszego poświęcenia. Tym bardziej, że adresaci naszej pomocy pod przymusem: emeryci, renciści, inwalidzi, bankierzy, dzieci w wieku szkolnym etc. są wdzięczni politykom za to, że zmusili nas do płacenia na nich, a nie nam, za to że oddajemy im nasze ciężko zarobione pieniądze.

W warunkach naturalnej, prywatnej filantropii, rodzice dzieci dotkniętych chorobą czy kalectwem mogliby w takiej – jak opisana- sytuacji zwrócić się do jednej z wielu organizacji charytatywnych zajmujących się pomocy dzieciom i pomoc tę uzyskać. W warunkach pomocy przymusowej, takie organizacje też istnieją, ale jest ich mniej, mają mniej środków, część z nich i tak pochodzi z budżetu, czyli od nas – podatników. Nie trzeba być ekspertem, żeby zauważyć, iż w systemach socjalistycznych, gdzie pomoc jednych dla drugich jest wymuszana przez prawo, filantropia i związane z nią miłosierdzie, współczucie, litość  obumierają. Obywatele, wiedząc, że państwo za zabrane im pieniądze pomaga innym, czują się z dobroczynności w dużym stopniu zwolnieni. Zapłaciłem, odwalcie się, idźcie do państwa. Tym czasem państwo sprawy nie załatwia. Rozdaje co prawda nie swoje pieniądze, nie zwracając uwagi na celowość ich wydawania. Nie tylko działa marnotrawnie, ale i na oślep. Pomaga więc nie tym co trzeba, albo nie w takim stopniu, w jakim trzeba. Chętniej też pomaga SWOIM. Przykład: ministerialny system rejestrowania meneli – Empatia.

Potrzebujący tracą podwójnie – z jednej strony istniejący system marnuje dużą część funduszy, z drugiej, osłabia filantropię prywatną.

Zwracam uwagę, że nawet najbardziej prywatna i najlepiej zorganizowana pomoc społeczna obarczona jest błędami i niedoskonałością. Nigdy nie wiemy na pewno komu pomoc należy się bardziej. Nie wiemy też, czy jest ona udzielana w sposób najskuteczniejszy z możliwych. Mamy też z tyłu głowy podstawowy fakt naszego życia, czyli rzadkość dóbr. To co damy osobnikowi A, nie damy osobnikowi B. Nikt, nawet Gates czy Buffett, nie mają tyle pieniędzy, żeby nie trzeba było kogoś z pomocy wyeliminować. Siłą rzeczy, w takich sytuacjami kierujemy się osobistymi preferencjami. Nasz wybór, jednemu przyniesie korzyść, innego może skrzywdzić. I tego nie da się zmienić. Choćby zabrać całemu narodowi wszystko co posiada i obdarować tym potrzebujących!

Stąd łożąc na dobroczynność, zastanawiamy się: a może lepiej uczynimy jeśli wesprzemy rozwój intelektualny genialnego dziecka, poprzez np. opłacanie nauki gry na instrumencie przyszłego wirtuoza? Wprawdzie pomaganie dziecku ciężko choremu jest aktem głębokiego humanizmu, ale pomaganie młodemu geniuszowi też ma swoją wartość. Dlatego, nikt nie ma prawa zmuszać mnie do tego, bym pomagał dziecku choremu na porażenie mózgowe, a zaniedbał geniusza. Zróżnicowanie ludzkich preferencji przy zachowaniu wolnego wyboru doprowadzi najprawdopodobniej do pewnego zaspokojenia potrzeb obu tych dzieci, dlatego właśnie nie można przy pomocy siły (nakazy, zakazy) wymuszać na nas zmiany własnych preferencji czy wyborów.

Wolny wybór ma to do siebie, że przynosi korzyść wszystkim wymieniającym się stronom. Wybór pod przymusem obarczony jest z definicji stratą przynajmniej jednej ze stron. Co jest lepsze?

Odmowa pomocy dziecku (czy dorosłemu) znajdującemu się w potrzebie nie musi być wcale czynem niemoralnym. Nie jest też wstydliwa. Dziecko, któremu odmówiliśmy pomocy nie znajdzie się z tego powodu w sytuacji gorszej niż znajduje się obecnie. Dlatego, nikt nie ma prawa zmuszać mnie, abym pomagał dziecku A, a nie pomagał dziecku B. Pomaganie dziecku A kosztem dobrostanu dziecka B jest niemoralne, a nawet nieludzkie. Dobrostanu różnych ludzi nie można zmierzyć. Nie ma bowiem jednostki dobrostanu. Dlatego nieuzasadnione jest twierdzenie, że niepełnosprawne dziecko obcego człowieka jest bardziej nieszczęśliwe od pełnosprawnego dziecka naszego. Porównywanie dobrostanu czy poziomu nieszczęść nie ma sensu. Dlatego niemoralna jest filantropia pod przymusem. Filantropia, dobroczynność musi być prywatna, a więc wolna.

Rodzice dzieci dotkniętych nieszczęściem mają prawo prosić o nasze datki, ale tylko prosić. Wymuszanie ich siłą czy szantażem jest równoznaczne z pozbawianiem nas prawa do opieki nad własnymi dziećmi czy innymi członkami rodziny. Co więcej naraża tych ostatnich na szkodę, chorobę, albo i śmierć. Tylko darczyńca pomocy wie, komu pomoc ta należy się przed innymi. Jeśli rodzice dzieci w potrzebie uważają, że o tym nie wie, powinni mu to uświadomić.

www.fijor.com

Jan M Fijor

 

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Witek Kwaśnicki pisze:

    Dziękuję (dziękujemy) za ten wpis.
    Czy zrozumieją to przesłanie ci, którzy są w potrzebie i nie maja odwagi by zrezygnować z wymuszania działań na instytucjach państwowych?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Witku,
    pytanie jest retoryczne. Jeśli nawet by to rozumieli, to władza im nie pozwoli.
    są jakże wdzięcznym obiektem starań naszych kochanych dobroczyńców z Sejmu.

    Jestem zaszczycony, że zerknąłeś na mojego bloga.

    Ukłony
    Jan M Fijor

  3. Darek Kwiatkowski pisze:

    Dobry tekst, całkowicie odmienny od tych funkcjonujących w mass mediach.
    Napisałem coś podobnego w jakimś komentarzu na jednym z dużych portali – mało mnie nie zlinczowali.
    Tylko te błędy, ktoś kto wydaje książki powinien chyba przynajmniej raz przeczytać to co napisał….

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Wstawiłem plik roboczy, zamiast ostatecznego. Niniejszym poprawiłem.

    Ludzi myślących tak jak ja jest wielu. Tyle, że nie rozgłaszają tego, bo się wstydzą/boją. Tymczasem kto świadomie daje, ten dwa razy daje. Dobroczynność z serca jest warta wiele więcej niż przymus polityczny.

    Ukłony

  5. Darek Kwiatkowski pisze:

    Dziękuję. Ale i tak chętnie Pana czytam.
    Pozdrawiam

  6. Mocny artykuł i odważny. Pewnie wielu ludzi ma takie podejście jak Pan, ale praktycznie nikt tego zdania głośno nie wypowiada. Dlaczego? Pewnie dlatego, że media wymuszają na nas współczucie dla takich ludzi, a to co powiedzą media robi większość ludzi. I nagle taka postawa staje się pewnego rodzaju normą, od której odstępstwo wiąże się z licznym hejtem. Mi osobiście artykuł dał do myślenia, bo nigdy w taki sposób nie spojrzałam na tą sytuację Dziękuję.

  7. Roman Kowalczyk pisze:

    Witaj Janie.
    Mistrzowski artykuł. Sam nie napisałbym tego lepiej. Powiem więcej, to jak byś wziął wszystkie moje myśli, wątpliwości i przemyślenia dotyczące tego działania, przelał je na monitor i jeszcze wszystko pięknie wyprostował i poukładał. Dobrze, że są jeszcze w tym kraju ludzie świadomi i myślący… Myślałem, że w moim przekonaniu i postrzeganiu sytuacji trwam w pojedynkę. Pozdrawiam, Romek.

  8. ZQW pisze:

    Wspaniały tekst ! Normalny punkt widzenia. Niestety, nie do końca mogę się zgodzić. Jeżeli państwo tj. społeczeństwo zakazuje np. badań prenatalnych i pod przymusem- np. zakazując aborcji – zmusza kobietę do urodzenia takiego dziecka, to niech płaci. Albo daje się wolność wyboru i zostawia wszelkie konsekwencje z tego płynące na dokonujących tego wyboru, w ramach zasady, że „chcącemu nie dzieje się krzywda”, albo wprowadza się różnorodne ograniczenia i zakazy, ale skutkami tychże nie powinno się obarczać osób, które nie nawet nie miały możliwości dokonać własnego, często jakże trudnego wyboru. Jest absolutnie nieludzkie, zmuszać ludzi do urodzenia „potworka”, a później zostawiać ich samych do uporania się z tym problemem.

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Państwo nie zakazuje badań prenatalnych, jeśli już, to odmawia płacenia za nie. No bo z jakiej racji obcy człowiek (podatnik) ma płacić za moje dzieci? Zgadzam się, że socjal i inne iluzje opieki ze strony państwa wzmacniają pewne postawy, być może zachęcają do większego ryzyka, ale to że tak jest, to nasz wina. Godzimy się płacić za złudzenie bezpieczeństwa, wybierając polityków, którzy nam je obiecują. Chcącemu nie dzieje się krzywda, a ludzie chcą takich polityków. ukłony

  10. ZQW pisze:

    Szanowny Panie Janie,
    w polskim prawie i praktyce, możliwe wady genetyczne nie stanowią przesłanki do dokonania aborcji. Cokolwiek się sądzi na temat przerywania ciąży, to wydaje się, że zmuszanie ludzi ( pod groźbą przeróżnych kar ) do urodzenia dzieci z ciężkimi chorobami genetycznymi i zostawianie ich samych z problemem, jest nieludzkie. Były już precedensowe przypadki ( niejaka pani Alicja Tysiąc ), gdzie sąd zasądził duże odszkodowanie od państwa, w związku ze zmuszeniem jej do urodzenia dziecka z wadą genetyczną, którym ze względu na własną chorobę nie mogła się w pełni opiekować. Zasiłek dla rodziców takich dzieci, to takie odszkodowanie wypłacane w ratach. Oczywiście właściwym by było, gdyby istniały ubezpieczenia od takich przypadków i sprawę załatwiały prywatne firmy.
    Pzdr

  11. Przemysław pisze:

    Szanowny ZQW oczywiście mylisz się co do swojej wypowiedzi o precedensie pani Alicji Tysiąc Casus tej pani nie polegał na urodzeniu dziecka z wadą genetyczną. Problem stanowił stan zdrowia pani Tysiąc i obawa przed jej pogarszającym się wzrokiem (-20 dioprii). Powoływanie się na jej przypadek w rozmowie na temat wychowywania niepełnosprawnych dzieci jest bezcelowe.

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Zgadza się. Pani Tysiąc znają zagrożenie, podjęła decyzję urodzenia dziecka, które mogło mieć (choć tak się nie stało) wadę genetyczną. Nie wiadomo za co sąd zasądził jej odszkodowanie. Moim zdaniem to ona powinna zapłacić grzywnę za narażenie siebie i dziecka na zagrożenia życia lub zdrowia.

    Ukłony

  13. Myślę, że nie ma złotego środka na to by pomóc każdemu tak samo. Nie można także ocenić tego czy ktoś jest bardziej potrzebujący, a ktoś mniej. Jednak uważam, że rodzice dzieci niepełnosprawnych mają prawo do jakiejś pomocy od państwa. Nie jest winą tych rodziców ani tym bardziej dzieci, że się urodziły chore lub nie w pełni sprawne. Być może sytuacja tych rodziców sprawiła, że są zmuszeni do takiej manifestacji. Chyba nikt z nas nie chciałby mieć takiego problemu i być w takiej sytuacji? Co byśmy wtedy zrobili, gdybyśmy byli samotnym rodzicem, z dzieckiem, które ciągle wymaga opieki. A gdzie miejsce na pracę? Za coś trzeba żyć i coś jeść. Niestety winę tu ponosi nasze państwo, które jest ogólnie anty wszystkiemu i tylko jedynie potrafi brać. Gdyby zacząć myśleć strategicznie, przyszłościowo to być może, cała ta sytuacja nie wyglądałaby tak i nie trzeba było by wymuszać takich oczywistych spraw. Stało się już zwyczajem w naszym państwie, że jak się jakiś pieniędzy „nie wydrze” siłą to się ich wcale nie dostanie.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Pozostawmy dobroć i filantropię dobrej woli ludzi. Zmuszanie ludzi do pomocy innym, przy jednoczesnym decydowaniu o jej kierunkach przez polityków, rodzi korupcję. Nikt nie ma prawa domagac się, żebym pomagał własnie jemu. Nikt nie ma prawa żądać, abym ja przejmował jego obowiązki rodzicielskie. Może mnie prosić, może przekonywać, apelować do mojej dobroci, ale tylko dobrowolnie. Rodzicie dzieci kalekich zmuszając innych do przejęcia ich funkcji dowodzą swej bezduszności. Żądają bowiem, żebym to ja bardziej kochał ich dzieci niż robią to oni. To są własnie skutki przymusowej dobroczynności, która bliższa jest obojętności i niechęci niż dobroci.

    ukłony

  15. Można na to również spojrzeć z tej strony. Pomaganie i dobroczynność owszem jest dobrowolne. Ale załóżmy, że było by tak było w naszym państwie, że płacimy podatki jeśli chcemy i w jakiej kwocie chcemy. Pomagamy komu chcemy. A ludzie, którzy po prostu potrzebują pomocy od Państwa co wtedy by zrobili? Żyliby w skrajnej nędzy? Raczej tak, bo rzadko kto z nas chętnie oddawałby dobrowolnie część swoich ciężko zarobionych pieniędzy. Owszem nie można nikogo zmusić do dobroci, bo wtedy jest to swoisty przymus i niechęć, ale jednak są ludzie, którym po prostu trzeba pomagać czy się chce czy nie chce.

  16. Wszyscy podatnicy pomagają niektórym grupom społecznym czy tego chcą czy nie. Czy dobrowolnie łożyliby np. na utrzymanie więźniów, albo matek „samotnie” wychowujących dzieci i mieszkających razem z konkubentem, babcią z emeryturą i dziadkiem z rentą? Czy nie rozsądniej byłoby prześwietlić i ulepszyć zasady przyznawania pomocy potrzebującym? Może wtedy nie byłoby wycieczek do Sejmu i kolejnych żądań pomocy.

  17. mzdunek pisze:

    Bardzo mocny artykuł gratuluję autorowi że miał odwagę go napisać. Ale ja oczywiście nie zgadzam się z tym co pan napisał. Nie jest łatwo być rodzicem dziecka niepełnosprawnego, dlatego pomoc ze strony Państwa jest po prostu koniecznością. W końcu nikt świadomie nie planuje choroby i nieszczęścia w rodzinie… Bezpośrednio po narodzinach niepełnosprawnego dziecka życie rodziny ulega poważnemu zaburzeniu… Rodzice przeżywają cały szereg negatywnych emocji związanych z pojawieniem się chorego dziecka na świecie.Nie ma co do tego żadnych wątpliwości – dla prawidłowego rozwoju dziecka konieczne są wspólne oddziaływania. Rodzina bez odpowiedniego wsparcia nie poradzi sobie sama z niepełnosprawnością, niezbędna jest pomoc innych ludzi np. specjalistów, czy właśnie pomoc materialna. Pojawia się, więc pytanie jak wspierane są takie rodziny w naszym kraju? Pomocy nie ma żadnej!

  18. Jan M. Fijor pisze:

    Dlaczego państwo ma być pośrednikiem pomocy? Dlaczego nie może pan poprosić kogoś o pomoc, tylko korzysta z pośrednictwa mafii, która kogoś niewinnego, kto nie ma nic wspólnego z panem i pańskim dzieckiem zmusi do pomocy, pod groźbą aresztu, konfiskaty, a może niekiedy nawet śmierci. W tej sytuacji taniej będzie jeśli pan nja mnie nmapadnie i zabierze mi pieniądze na pomoc dla swego dziecka.

    Ukłony

  19. alicja pisze:

    Bardzo podoba mi się pana artykuł. Mam nadzieję, że w swoich poglądach będzie pan konsekwentny. Każdy z nas będzie kiedyś stary albo chory, pan również. Wypadki też chodzą po ludziach. Dziś zdrowy, jutro chory, dzieci też to niestety dotyczy. Z niecierpliwością czekam jak wtedy zastosuje się pan do swoich poglądów i zacznie PROSIĆ. W końcu rodzice dzieci niepełnosprawnych płacą podatki tak jak każdy obywatel (i też są Polakami), ale czemu tylko oni mają prosić? Proszę dobrze zapamiętać swoje słowa i swoiste poczucie moralności, ludzi tam myślących jest wielu, gdy pan zacznie prosić usłyszy pan to co dziś pan mówi.

  20. Jan M. Fijor pisze:

    Ma pani rację. Co więcej, rację tę znają prawie wszyscy normalni i w miarę roztropni ludzie. Dlatego własnie doradzam, aby w porę zadbali o najgorsze.
    Jeśli wystarczy pani ubezpieczenie państwowe, proszę bardzo. Osobiście doradzam jednak przezorność indywidualną. Na państwo rzadko kiedy można liczyć. W przypadkach trudnych, dramatycznych można też liczy.c na filantropię, pod warunkiem, że odruch dawania będziemy mieć wszyscy. Na razie większość wytworzyła w sobie odruch brania. Do tego doprowadziła filantropia pod przymusem, właśnie państwowa. Istotnym elementem zapobiegania przykrym przypadkom losowym jest mimo wszystko higieniczny i racjonalny styl życia. Mimo to będą osoby, które sobie same nie poradzą. Nie uważa pani chyba, że dla tej stosunkowo niewielkiej grupy zabraknie zwykłego ludzkiego wsparcia, t5ym bardziej, że jak pani sama sugeruje, każdemu może się zdarzyć dramat. Pamiętajmy o tym w swojej dobroci.

    Ukłony

  21. Jan M. Fijor pisze:

    Co prawda każde dziecko ubezpieczone jest od nieszczęśliwego przypadku/wypadku, i to obowiązkowo, liczenie na ZUS w przypadku wrodzonych wad czy schorzeń może jednak rozczarować. Podobnie jak zmuszanie innych do partycypowania w leczeniu takiego dziecka nie świadczy o przyzwoitości. Dużo skuteczniejsza jest pomoc dobrowolna, życzliwość, mamy przecież Kościół, mamy organizacje, fundacje, mamy też krewnych i znajomych. Odpowiedzialność osobista za wlasny los ma tę zaletę, że uczy człowieka dbałości o własne życie, czyniąc go ostrożniejszym.

    Ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *