Odpowiedź p. Phillipowi Baggusowi

chat-dymki
0

Pytanie, jakie Philipp Bagus zadaje w tytule swego tekstu „Jak zakończy się eksperyment papierowego pieniądza?”, jest i zaskakujące i dziwne. Czytelnikom zorientowanym w historii rozwoju pieniądza trudno zgodzić się bowiem z opinią autora, aby w drugiej dekadzie XXI wieku traktować obieg pieniądza papierowego (a szerzej każdego pieniądza nietowarowego emitowanego również w postaci plastikowej, elektronicznej…) jako eksperyment.

Takim eksperymentem niewątpliwie była nieudana próba wprowadzenia do obiegu pieniądza papierowego przez Johna Lawa (1671 – 1729) we Francji w latach 1716 – 1720. Jednak wówczas nie tyle pieniądz papierowy był przyczyną wielkiego krachu finansowego, ile na nieuczciwych zasadach prowadzona jego emisja przez założony przez Lawa w Paryżu najpierw prywatny Banque Generale w 1716 r., a później przez znacjonalizowany w 1718 r. i przekształcony w bank emisyjny pod nazwą Banque Royale. Ten nieudany eksperyment na wiele lat zdyskredytował ideę pieniądza papierowego we Francji. Ostrożniej i z większą odpowiedzialnością do obiegu pieniądza papierowego podchodzono na wyspie za kanałem La Manche. Toteż  pół wieku później Adam Smith piszący swe dzieło „Bogactwo narodów” zupełnie inaczej patrzy na pieniądz papierowy i ocenia jego obieg. Pisze on: „Gdy pieniądz papierowy zastępuje pieniądz złoty i srebrny, to wówczas ilość materiałów, narzędzi i środków utrzymania, jaką dać może kapitał obrotowy, można powiększyć o całą wartość złota i srebra, którego używano zazwyczaj do tego, by te rzeczy zakupić. Całkowita wartość wielkiego koła obiegu i podziału zostaje dodana do dóbr, które koło to wprowadzało w obieg i rozdzielało. Operacja ta do pewnego stopnia przypomina to, co robi właściciel wielkiego przedsiębiorstwa,  który dzięki pewnemu postępowi technicznemu usuwa stare maszyny, a różnicę między ich ceną a ceną nowych (tańszych, bo wydajniejszych – LO) dodaje do kapitału obrotowego, czyli do funduszu, z którego zaopatruje swych robotników w materiały i płace.” Zastąpienie pieniądza towarowego, wybijanego ze szlachetnych kruszców , najpierw na wydobycie których a potem na wybicie z nich monet obiegowych ponoszone są określone koszty, przez dużo tańszy pieniądz papierowy, Adam Smith traktuje więc jako wprowadzenie postępu technicznego do obiegu, który obniża jego koszty.

Dalej pisze: „Być może, że nie da się określić stosunku ilości pieniądza obiegającego w jakimś kraju do całej wartości produktu rocznego, którego obieg odbywa się za pomocą tego pieniądza. Rozmaici autorzy oceniali to na jedną piątą, jedną dziesiątą, jedną dwudziestą czy jedną trzydziestą tej wartości. Lecz jakkolwiek niski byłby stosunek między ilością pieniądza w obiegu a całkowitą wartością produktu rocznego, to choć tylko część, i to często tylko drobna część tego produktu jest przeznaczona na utrzymywanie pracy, to przecież stosunek ilości pieniądza do tej części musi być zawsze dosyć wysoki. Gdy więc zastępując je pieniądzem papierowym zmniejsza się ilość złota i srebra potrzebnego do tego, by obieg mógł się odbywać np. do jednej piątej ilości poprzedniej, to jeśli nawet tylko większa część wartości pozostałych czterech piątych będzie dołączona do funduszów przeznaczonych na utrzymanie pracowników, musi to spowodować bardzo znaczny wzrost ilości pracy, a w następstwie i wartości rocznego produktu ziemi i pracy.” (Adam Smith: „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”, PWN Warszawa 1954, T. I, str. 368-369).

W innym miejscu swego dzieła Adam Smith z kolei stwierdza, że w warunkach wyłącznego obiegu pieniądza kruszcowego „gdy w jakimkolwiek kraju wartość produktu rocznego rośnie, ilość pieniądza musi się z natury rzeczy zwiększać. Gdy wzrośnie suma wartości konsumpcyjnych, które obiegają w społeczeństwie w ciągu roku, to większa ilość pieniądza będzie potrzebna, by umożliwić ten obieg. Część więc zwiększonego produktu poświęci się z natury rzeczy na zakup, gdzie się to tylko da zrobić, dodatkowej ilości złota i srebra, potrzebnej do obiegu części pozostałych. Wzrost ilości kruszców nie będzie w takim razie przyczyną, lecz skutkiem pomyślnej sytuacji gospodarczej społeczeństwa. W ten sam sposób kupuje się wszędzie złoto i srebro. Ceną, jaką się za nie płaci w Peru czy też w Anglii, jest żywność, odzież i mieszkanie – dochód i środki utrzymania wszystkich ludzi, którzy pracę swą lub kapitał wkładają w to, by dostarczyć je z kopalń na rynek.” (tamże, str. 431).
Z powyższych fragmentów tekstu z dzieła Adama Smitha jednoznacznie wynika, że na wzrost obiegu pieniądza towarowego, kruszcowego gospodarka ponosi określone koszty związane z pozyskiwaniem kruszców oraz wybijaniem z nich monet. Natomiast zastępowanie pieniądza kruszcowego pieniądzem papierowym, którego koszty substancjalne są znikome, daje duże oszczędności, które mogą być zainwestowane w dodatkowy wzrost produkcji i dochodu w stosunku do tego wzrostu, jaki dają inwestycje finansowane z zaoszczędzonych, nieskonsumowanych dochodów, bo „Kapitał rośnie dzięki oszczędności, … Wszystko, co ktoś zaoszczędzi ze swego dochodu, dołącza do kapitału i albo sam wydaje na utrzymanie dodatkowej liczby pracowników, albo też umożliwia to innej osobie pożyczając jej na procent, czyli za udział w zyskach. Ponieważ kapitał jednostki może powiększać się tylko o to, co zaoszczędzi ona ze swego rocznego dochodu czy rocznych zysków, a więc i kapitał społeczeństwa, który równa się sumie kapitałów wszystkich jednostek wchodzących w skład tego społeczeństwa, może powiększyć się jedynie w ten sam sposób. (…) Zwiększając fundusz przeznaczony na utrzymanie pracowników produkcyjnych, oszczędność prowadzi do wzrostu liczby rąk, których praca zwiększa wartość przedmiotu, w jaki ją włożono. Prowadzi więc do wzrostu wartości wymiennej rocznego produktu ziemi i pracy danego kraju. Uruchamia bowiem dodatkową ilość pracy, która produktowi rocznemu daje wartość dodatkową.” (tamże. str. 427-428).
Niestety, Adam Smith w swym dziele nie dokonał pogłębionej analizy problematyki dotyczącej kształtowania się stosunków równowagi pomiędzy oszczędnościami z dochodów i finansowanych z nich inwestycji oraz wzrostów podaży produkcji i popytu na nią. Stwierdził jedynie, że „Gdy produkcja w jakiejś gałęzi wytwórczości przekracza to, czego wymaga popyt w kraju, nadwyżkę trzeba wysłać za granicę i wymienić na coś, na co w kraju jest popyt. Bez takiego wywozu część pracy produkcyjnej kraju musiałaby ustać, a wartość jego produktu rocznego zmniejszyłaby się”. Podobnie dzieje się „Gdy całkowity zasób kapitału w jakimś kraju wzrośnie do tego stopnia, że nie można go w całości użyć na zaspokajanie konsumpcji i na wspieranie pracy produkcyjnej tego kraju, wówczas cały nadmiar odpływa sam w sposób naturalny do handlu przewozowego i zaczyna spełniać te same funkcje dla innych krajów.” (tamże, str. 473-474 i 475). Z powyższych fragmentów wynika, że w przypadkach gdy w kraju powstają nadwyżki produkcji i kapitału, to trzeba je wysyłać za granicę, czyli – czego już expressis verbis nie wypowiada  – prowadzić politykę merkantylistyczną, to jest politykę, którą następnie poddaje totalnej krytyce w księdze czwartej  „Bogactwa narodów”.
W sprawie kształtowania się stosunku pomiędzy oszczędnościami a wzrostem gospodarczym zdecydowanie i jednoznacznie wypowiadają się przedstawiciele „austriackiej szkoły ekonomii”: „Rozwój gospodarczy nie potrzebuje „rozkręcania” przez inflacyjne kredyty bankowe; co więcej, w gruncie rzeczy nigdy nie przyspieszy w wyniku tworzenia „formalnego kapitału”, ponieważ ostatecznie tylko ta produkcja ma trwały charakter, która umieszczona zostanie w ramach ukonstytuowanych przez  t w o r z e n i e  k a p i t a ł u  o s z c z ę d n o ś c i o w e g o.  Rozwój gospodarczy oparty na oszczędnościach toczy się bez silniejszych wstrząsów, jeśli tylko polityka gospodarcza nie zechce „wesprzeć” sił wytwórczych bądź konsumpcji.  W s p i e r a n i e  s i ł  w y t w ó r c z y c h  przekraczające poziom zaoszczędzonego kapitału – za pomocą inflacji kredytów – prowadzi do załamania koniunktury;  w s p i e r a- n i e  k o n s u m p c j i – przez nakłady państwa, wydatki socjalne itd. – może się dokonywać tylko kosztem tworzenia kapitału oszczędnościowego i prowadzi do chronicznych objawów ograniczenia [wzrostu] gospodarki” (Fritz Machlup: „Giełda, kredyt, kapitał. Fundamenty rynku papierów wartościowych”, Fijorr Publishing Company, Warszawa 2013, str. 227). Z cytowanego wyżej fragmentu wynika, że oszczędności są wystarczającą podstawą do tworzenia kapitału dającego wzrost produkcji i dochodu. Niestety, nie jest zupełnie jasne, czy chodzi tu tylko o oszczędności z realizowanych dochodów, czy też również i o te oszczędności, które gospodarka kraju pozyskuje z zastępowania w obiegu pieniądza towarowego, kruszcowego pieniądzem papierowym.

Z kontekstu treściowego należy mniemać, że chodzi wyłącznie o te oszczędności, które są czynione z realizowanych dochodów. Natomiast Machlup nie dostrzega, czy też nie uznaje tych oszczędności, które powstają z zastępowania w obiegu pieniądza kruszcowego pieniądzem papierowym. Dlatego kredyty nadwyżkowe, jakich udzielają banki na finansowanie dodatkowych inwestycji produkcyjnych, które nie mają pokrycia w dokonanych wcześniej oszczędnościach z dochodów, traktuje jako szkodliwe „wspieranie sił wytwórczych przekraczające poziom zaoszczędzonego kapitału … (które w rezultacie – LO) prowadzi do załamania koniunktury” i recesji.
Ponieważ inwestycje finansowane z oszczędności z dochodów dają w przyszłości efekty w postaci przyrostu produkcji i podaży towarów na rynek, to aby ten przyrost towarów upłynnić i sprzedać, trzeba  więc też odpowiednio powiększyć podaż pieniądza. Gdyby to był pieniądz towarowy, kruszcowy, to na jego „produkcję” musiałyby zostać poniesione odpowiednio proporcjonalne do jego wartości, czyli siły nabywczej, koszty. Gospodarka, w której istnieje obieg pieniądza kruszcowego, musi więc wytwarzać pewną nadwyżkę produktu na rzecz stałego wytwarzania i powiększania kapitału pieniężnego w obrocie. W przypadku  pieniądza papierowego koszty jego „produkcji” są znikome. W warunkach kreacji pieniądza nietowarowego i emisji papierowego powstają więc realne oszczędności z nadpodaży wytwarzanej przez gospodarkę wzrostową, które w praktyce są upłynniane poprzez udzielanie przez bankowość komercyjną „nadwyżkowych kredytów” (tamże, str. 224), dla których nie ma pokrycia w zgromadzonych wcześniej depozytach. Jeżeli z nadwyżkowych kredytów są finansowane inwestycje produkcyjne, wtedy efektem z nich jest dodatkowy jeszcze przyrost podaży, powiększający ten przyrost, którego dają inwestycje finansowane z oszczędności pochodzących z dochodów. Dlatego właśnie „Kredyty nadwyżkowe umożliwiają przeinwestowanie i mogą zainicjować wzrost koniunktury” (tamże, teza 22). Dodatkowe kredyty zaciągane na cele produkcyjne prowadzą do przeinwestowania przede wszystkim dlatego, że strumień przyrostu popytu na dodatkowy pieniądz dla zrealizowania ich produkcyjnych efektów, czyli przyrostu produkcji i podaży towarów, systematycznie rośnie. W  związku z tym występuje konieczność coraz większej kreacji dodatkowych kredytów w kolejnych cyklach inwestycyjno-produkcyjno-podażowych. Powstaje sprzężenie zwrotne pomiędzy kredytową podażą kapitału z kreacji pieniądza i finansowanymi nim inwestycjami oraz  dodatkowym przyrostem produkcji i podaży towarów i znów kolejnym jeszcze większym popytem na pieniądz. To zamknięte koło stymulacji systematycznie i w sposób przyspieszony narasta, co postrzegane jest i określane mianem akceleracji. Gdy możliwości realnego wzrostu produkcji osiągają apogeum, następuje załamanie i spadek koniunktury. Długość i apogeum wzrostu koniunktury są uzależnione od tego, jak szerokim kanałem asortymentowym nowo kreowany pieniądz jest wtłaczany do obiegu. Już irlandzki ekonomista i finansista Richard Cantillon (1680 – 1734) w eseju o istocie handlu, który został wydany we Francji  po jego śmierci w 1755 r., zauważył, że kanały, którymi pieniądze wpływały do gospodarki, powodowały duże wzrosty cen i produkcji asortymentów towarów, na których koncentrował się popyt, a następnie wzrosty te rozchodziły się na inne asortymenty w sposób zanikający jak fale na stawie od miejsca ich powstawania. Gdy popyt kreowany bankowymi kredytami koncentruje się na wąskim asortymencie, szybko narasta i pęka bańka spekulacyjna. Gdy natomiast popyt ten rozkłada się na szerszy asortyment, rozwój koniunktury trwa dłużej.
Banki komercyjne udzielając nadwyżkowych kredytów załatwiają równolegle dwie sprawy: 1) kreują nowy pieniądz i w ten sposób powiększają jego obieg, 2) upłynniają nadwyżkę podaży, jaką permanentnie tworzy gospodarka wzrostowa, a którą banki traktują jako oszczędności uzyskiwane z kreowania nietowarowego pieniądza; oszczędności te przywłaszczają sobie jako własny kapitał, od którego naliczają i pobierają oprocentowanie. Tymczasem realny wkład do wytworzenia tej nadwyżki wnoszą wszyscy producenci, którzy działają w obszarze ekonomicznym obiegu kreowanej przez banki komercyjne waluty. Nadwyżka podaży powstaje i jest rezultatem przyjętego systemu cen w gospodarce wolnorynkowej, natomiast udzielane przez banki komercyjne kredyty nadwyżkowe oraz kreowany nimi pieniądz są tylko narzędziami służącymi do jej przemieszczenia i wykorzystania, zużycia bądź produkcyjnego bądź też nieprodukcyjnego.
Z faktu, że oszczędności uzyskiwane na kreacji nietowarowego pieniądza, gdy są inwestowane w produkcję i dodatkowy przyrost podaży towarów, powodują wytrącanie układu gospodarczego z równowagi dynamicznej, objawiające się falowaniem koniunktury gospodarczej, może wypływać tylko jeden, z nieopartą siłą narzucający się wniosek, że oszczędności te nie mogą być inwestowane we wzrost produkcji, a powinny być zużywane na cele nieprodukcyjne. Taka sugestia wypływa też z tych fragmentów polityki kredytowej, w których dominowało kredytowanie wydatków konsumpcyjnych ludności oraz pobudzanie koniunktury gospodarczej wydatkami z deficytu budżetowego. Wtedy zawsze koniunktura rozwijała się i nie było w niej większych zaburzeń. Jednak podstawowym mankamentem tej formy kreacji pieniądza kredytowego oraz absorbowania nadwyżki podaży towarów permanentnie wytwarzanych i dostarczanych na rynek towarów przez gospodarkę wzrostową jest to, że powstają i narastają z tego tytułu długi prywatne i publiczne w tempie wyższym od tempa wzrostu produkcji i dochodu. Długi te bowiem wzrastają z dwóch powodów: 1) kreacji i przyrostu podaży pieniądza kredytowego; powoduje to, że zagregowane długi wzrastają w tempie wzrostu nominalnego produktu; 2) dodatkowo długi te wzrastają z oprocentowania kredytów, którymi jest kreowany nowy pieniądz.

Kredyty, którymi zostaje wykreowany i wtłoczony do obiegu nowy pieniądz mają  charakter wieczysty, nigdy nie mogą zostać już spłacone, bo skutkowałoby to wycofaniem tej części wartości pieniądza z obiegu, po prostu pieniądz wycofany z obiegu to pieniądz zlikwidowany, co skutkowałoby gospodarczą recesją. Jeżeli jedne zadłużone podmioty spłacają swoje długi i się oddłużają, to równolegle inne nowe muszą się zadłużać i to ogólnie na kwotę wyższą od tej spłacanej, bo tylko owa nadwyżka nowo zaciąganych kredytów absorbuje dostarczaną na rynek nadpodaż towarów. W rezultacie zagregowany udział  długów w ogólnym dochodzie kraju systematycznie wzrasta, co mimo obniżania stopy ich oprocentowania coraz bardziej uniemożliwia ich obsługę i hamuje, wręcz paraliżuje dynamizm całego układu gospodarczego.
Z propozycji Philippa Bagusa, że „Istnieje co najmniej siedem możliwości dalszego rozwoju wypadków”, żadna nie jest do zaakceptowania, bo żadna nie rozwiązuje ani obecnie występujących problemów w gospodarce światowej, ani też tych, które będą ujawniały się na długą metę, jeśli gospodarka światowa będzie nadal zapięta w gorset funkcjonującego obecnie systemu pieniężno-finansowego. To, co proponuje Bagus ma bowiem charakter tylko doraźny i mieści się w ramach uznanego paradygmatu funkcjonowania systemu pieniężno-finansowego. Nawet proponowana przez niego „reforma walutowa”  nie dotyczy reformy systemu, a wymiany tylko starej waluty na nową, która, jak to cynicznie (?) stwierdza, spowoduje „brutalne wywłaszczenie” wierzycieli. Dlatego przeprowadzenie takiej reformy, w wyniku której „obciążenie długiem wielu ludzi zostanie zredukowane” było by po prostu nieporozumieniem, bo nie rozwiązywałoby problemu w dalszej perspektywie czasowej  powstawania i narastania nowych, kolejnych długów z powodu kreacji i wzrostu obiegu pieniądza. Długi z tego powodu będą dopóty powstawały i narastały, dopóki banki komercyjne będą kreowały pieniądz kredytowy. Banki te bowiem nie mogą udzielać nadwyżkowych kredytów, którymi kreowany jest pieniądz kredytowy bez obciążania ich oprocentowaniem. Ponadto nie są one w stanie zapewnić, że każdy kredytobiorca wykorzysta zaciągnięty kredyt zgodnie z celem jego przyznania.

Kredyty konsumpcyjne mogą bowiem być wykorzystywane zarówno na konsumpcję jak i na  finansowanie nakładów inwestycyjnych i równie odwrotnie może być z wykorzystywaniem kredytów obrotowych i inwestycyjnych. Czyli banki komercyjne nie mają w warunkach wolnorynkowej gospodarki żadnego wpływu na kanały, jakimi nowo kreowany pieniądz jest wtłaczany do obiegu. Kanały te mogą też zostać ograniczone do bardzo wąskiego asortymentu towarowego i w rezultacie prowadzić do powstania bańki spekulacyjnej jak np. bańki: internetowa (1998 – 2001) oraz na rynku kredytów hipotecznych (2004 – 2008). Dlatego system kreowania i wtłaczania do obiegu przyrostu dodatkowego pieniądza należało by zmienić w taki sposób: 1) aby z tytułu kreowania nowego pieniądza nie powstawał żaden dług ani przy jego kreacji, ani też z oprocentowania; 2) aby z nowo kreowanego pieniądza nie były finansowane nakłady inwestycyjne na wzrost produkcji i podaży towarów rynkowych, a wyłącznie na finansowanie wydatków nieprodukcyjnych w tym też na konsumpcję; 3) aby kanały wtłaczania nowo kreowanego pieniądza do obiegu nie koncentrowały się na wąskim asortymencie towarów, a rozkładały się możliwie na szerokim asortymencie produkowanych i dostarczanych na rynek towarów.
Takim warunkom kreacji i wtłaczania do obiegu pieniądza nie jest w stanie sprostać rozproszona i prywatna bankowość. W tym temacie jest konieczne prowadzenie skoordynowanych działań obejmujących całą gospodarkę kraju lub strefy walutowej (np. strefa euro). Spełnienie i przestrzeganie takich kryteriów może zapewnić tylko bankowość centralna. Dlatego to tylko bank centralny powinien kreować pieniądz obiegowy i wtłaczać go do obiegu poprzez finansowanie części wydatków budżetowych nie pokrytych przychodami państwa, ale tylko do wartości nadwyżki podaży towarów aktualnie dostarczanych na rynek w granicach strefy obiegu danej waluty. Oczywiście nie ma potrzeby, aby bank centralny kwoty finansowania wydatków budżetowych obciążał oprocentowaniem, albowiem z mocy obowiązującego prawa dochód banku centralnego podlega wpłacie do budżetu państwa. Gdyby natomiast deficytowe wydatki budżetu były wyższe od dopuszczalnych kwot finansowania przez bank centralny z kreowanego pieniądza, wtedy pozostała część deficytu musiałby być finansowana z emisji i sprzedaży obligacji skarbu państwa na prywatnym rynku finansowym.

Finansowanie  wydatków budżetowych kreowanym pieniądzem w kwocie wyższej od wartości nadwyżki podaży, jaką wytwarza i dostarcza na rynek gospodarka wzrostowa, przekłada się bowiem automatycznie na inflacyjny wzrost cen. W proponowanym systemie bankowość komercyjna nie miałaby prawa udzielania kredytów nadwyżkowych, albowiem w warunkach kreowania pieniądza obiegowego przez bank centralny, kreacja nadwyżkowych kredytów przez banki komercyjne bezpośrednio powodowałaby inflację oraz uruchamiała powstawanie i rozwój cyklu koniunkturalnego w przypadku finansowania z tych kredytów inwestycji produkcyjnych. Dlatego banki komercyjne  mogłaby udzielać kredyty tylko do wartości zdeponowanych oszczędności, czyli działałaby na takich samych zasadach, na jakich działają wszystkie podmioty gospodarcze zajmujące się świadczeniem usług: świadczyłyby więc jedynie usługi w zakresie pośrednictwa finansowego: kasowego i kapitałowego. Nic ponadto!

Leon Orlikowski


Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *