Egzamin z cynizmu

chat-dymki
5

Największą bolączką polskiej gospodarki nie jest ignorancja posłów, opieszałość polityków, korupcja, czy nawet biegunka legislacyjna skutkująca nadmiarem regulacji. Polskie ustawodawstwo przeżarte jest cynizmem. Nasi parlamentarzyści z zuchwałością graniczącą z bezczelnością, głosują na ustawy/uchwały, których sami nie znają. Dopóki tego nie zmienimy, dopóki nie wymusimy na posłach znajomości prawa, za którym głosują, grozi nam dalsze wyludnienie. Trudno żyć w kraju, w którym ustawodawcy stanowią prawo, którego nie rozumieją, nie znają, a tym samym, nie szanują. Tym bardziej, że konsekwencje tego cynizmu ponosimy my, a nie ONI.

Skorumpowane prawo

Przykładów takiej postawy są dziesiątki.

Pierwszy z brzegu, to ustawa o OFE, którą w 14 lat po „konstytucyjnym” wejściu w życie rząd PO w majestacie prawa obalił w ciągu kilka tygodni. Powód: zagrożony nadmiernym deficytem minister finansów odkrył, że litera ustawy o prywatnych funduszach emerytalnych, znanych jako OFE miała niewiele wspólnego z prawem, które fundusze emerytalne zgromadzone w OFE powołały do życia. Okazało się bowiem, że wbrew ogólnemu przekonaniu polityków, posłów, a zwłaszcza właścicieli OFE, fundusze nie są prywatne czy indywidualne, lecz państwowe. Jak to możliwe? Spytałem o to jednego ze znajomych, posła, który za tą ustawę głosował. Właściwie nie wiem. Ja tej ustawy dokładnie nie czytałem – usłyszałem w odpowiedzi. Inny znajomy poseł wyznał w przypływie szczerości, że nie czytał projektu konstytucji, za którą głosował. Dodając, że i tak nie miało to znaczenia, bo obowiązywała dyscyplina klubowa. Kazano mu głosować, więc głosował.

Czy należy się dziwić, że eksperci Rządowego Centrum Legislacyjnego, które koordynuje treść ustawy, nie dbają zbytnio o tworzone prawo. Bo to nie posłowie, ani nawet nie ich doradcy, lecz zatrudniania przez rząd urzędnicy/prawnicy RCL tworzą treść naszych praw. Albo, czy to dziwne, że polskie prawo roi się od bubli? Albo że jest niestabilne i trzeba je co rusz nowelizować?

Odpowiedź jest jednoznaczna: NIE!

Prawo jest marne, bo jego twórcy (urzędnicy) nie podlegają kontroli parlamentarnej. Nie podlegają jej niezawiśli sędziowie, wydający werdykt odnośnie konstytucyjności danej ustawy. Oni przecież kroją tak, jak im krojczy, czyli inicjator ustawy. Jest nim bezpośrednio poseł sprawozdawca, który w imieniu rządu decyduje o zawartości prawa. On także jest bezkarny. Jego też nikt nie sprawdza. Posłowie en mass nie czytają projektów ustaw, więc jaki jest sens starać się o jej jakość. To znaczy sens jest. Ale nie ma to nic wspólnego z konstytucyjnym prawodawstwem. Każda ustawa ma kogoś, komu na niej zależy. Tym kimś są lobbyści, biznes, polityk, jednym słowem, grupa interesu. To właśnie ta grupa jest prawdziwym twórcą ustawy. To na decyduje, jaka ma być jej treść. Pod tym względem ma pełną swobodę, bo przecież wie, że cyniczny poseł jej nie podskoczy – nie zapozna się z treścią prawa, więc nie zaprotestuje. W najgorszym przypadku grupa interesu go uciszy, przekona, przekupi i mamy prawo.  Jeśli w trakcie stosowania ustawy okaże się, że zwiera ono błędy, albo się ją zmieni, albo znowelizuje i będzie gites. Nikomu włos z głowy nie spadnie.

Kolokwiumj

Nie wchodząc głębiej w problematykę zjawiska korumpowania ustaw, zastanawiałem się, co zrobić, aby zmusić posłów do zapoznania się z projektem ustawy, którą uchwalają. I wymyśliłem mechanizm, który pozwoliłby nam, wyborcom/podatnikom/obywatelom wymusić na parlamentarzystach zapoznanie się z treścią prawa. Co prawda, jak napisałem powyżej, posła można skorumpować, ale posła świadomego trudniej skorumpować. Wiedząc za czym, lub przeciw czemu  głosował, trudniej będzie mu uzasadnić swój głos przed dociekliwym elektoratem.

Przymus ten opierałby się na obowiązku zdania egzaminu z zawartości ustawy.

Każdy poseł, zanim uzyska prawo głodowania na dane prawo, musiałby zdać z niego egzamin. Coś w rodzaju kolokwium. Dopiero po uzyskaniu wymaganej ilości punktów, poseł miałby prawo głosowania za czy przeciw danej ustawie. I przeciwnie, jeśli by kolokwium nie zdał, nie mógłby głosować. Prawo głosu mieliby tylko ci posłowie, którzy zapoznali się z ustawą i dowiedli tego w kolokwium.

Poseł, który trzy razy pod rząd nie zdał egzaminu z ustawy, traciłby prawo do wykonywania swoich obowiązków ustawodawczych. Tak, jak traci je reprezentujący nas adwokat, który nie zapoznał się z aktami naszej sprawy. Zwalniamy go z powodu niekompetencji i braku odpowiedzialności. Poseł jest naszym reprezentantem, adwokatem, którego wynajęliśmy na 4 lata, bez prawa zwolnienia. Egzamin/kolokwium dawałoby nam takie prawo.

Miałoby to daleko idące konsekwencje, gdyż klub poselski, którego nie zdobędzie wymaganego kworum głosujących, dajmy na to, na poziomie, 50 procent członków, nie mógłby forsować swego programu. Jeśli mimo wszystko bardzo by tego chciał, musiałby zmusić swoich członków do ciężkiej pracy. Demokracja nabrałaby rumieńców. To już nie licząca, cyniczna większość, lecz świadomi, przygotowani parlamentarzyści stanowiliby zasady funkcjonowania prawa i demokracji.

Presja dotyczyłaby wszystkich, bez wyjątku. Bez względu na to, czy dana partia ma liczbową większość, czy jej nie ma. Kworum (50 proc.) obowiązywałoby wszystkich parlamentarzystów. Brak kworum oznacza, że żadna ustawa nie mogłaby zostać uchwalona. Sejm zostałby pozbawiony władzy, w którą go w procesie wyborów powszechnych wyposaża elektorat. W tym przypadku władzy stanowienia skorumpowanego, złego prawa. Miałoby to także bezcenny wpływ na głosujących. Odzyskaliby bowiem prawo rządzenia państwem.

Wbrew przekonaniu, że parlament, których nie uchwala ustaw, jest złym parlamentem, doszłoby w ten sposób do redukcji ilości ustawa poddawanych pod głosowanie. Za jednym zamachem zlikwidowalibyśmy część złego prawa, zmniejszając równocześnie ilość ustaw wprowadzanych życie. Poza tym, wiadomo, że im więcej mamy prawa, tym więcej nas to kosztuje. Każda regulacja wymusza bowiem na rządzie koszt jej stosowania. Złe prawo to marnotrawstwo wspólnego majątku podatnika. Im mniej ustaw, tym tańsze państwo. Im mniej prawa, tym mniej państwa. Tym dla podatnika lepiej, łatwiej i taniej.

Podatnik, któremu lepiej się w państwie żyje, chętniej działa i chętniej inwestuje. A to jest sprawdzony sposób na dostatniejsze życie.  Z kraju, w którym życie jest prostsze i dostatniejsze niechętnie się emigruje. Czyż nie o to nam wszystkim chodzi?

P.S. Teraz tylko trzeba się zastanowić, jak taki egzamin przeprowadzić. Ma pewno nie będzie to łatwe. Myślę jednak, że z chwilą pojawienia się w  Sejmie Nowej Prawicy JKM, znajdziemy sojuszników dla tego pomysłu.

Jan M Fijor

fijorr@fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Paweł Świtalski pisze:

    Wszystko ładnie i Pięknie tylko nie realne. Już widzę posłów którzy się znają na wszystkim (prawie medycznym chociażby). Nie ma ludzi którzy się znają na każdej dziedzinie życia. Pan również nie mógłby Posłem zostać (nawet gdyby chciał), bo też na czymś się Pan nie zna. Aczkolwiek zgadzam się tezą, że poseł powinien chociaż wiedzieć za czym głosuje i dlaczego to robi. W przeciwnym bądź razie równie dobrze można by posadzić 10 „Reprezentantów Narodu” w Sejmie i niech oni decydują. Będzie taniej i szybciej.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    A czy adwokaci znają się na wszystkim? Jeśli wezmą sprawę spoza swojej dziedziny, to albo znajdują sobie
    eksperta, albo przegrywają. To samo dotyczy posłów. Jeśli się nie znają, nie wolno im ustanawiać prawa.
    nic się nie stanie, jeśli takie złe prawo nie zostanie uchwalone. Nikt nie powiedział, że wszystko musi być skodyfikowane.
    Poza tym nie trzeba się znać na budowie silnika, żeby stwierdzić, iż samochód działa, lub nie działa.
    Moim zdaniem, problemem będzie ustanowienie komisji egzaminacyjnej. Uważam jednak, że jest ona legalna i uzasadniona.

    ukłony

  3. ZQW pisze:

    Panie Janie,
    słuchałem Pana audycji o tym. Pomysł świetny. Wcale nie potrzeba kolokwium. Pytania do ustaw może generować program komputerowy, a odpowiedzi w formie tak lub nie, przyjmuje i przetwarza sejmowy system do głosowania. 5 pytań przed głosowaniem dotyczących ustawy odczytanych przez marszałka sejmu. Odpowiesz na 3 poprawnie – możesz brać udział w głosowaniu. Wszystko na oczach widowni i telewidzów.
    Żadnych większych zmian ustawowych do tego nie potrzeba. Być może wystarczyłaby drobna zmiana w regulaminie sejmu.

  4. Michał Napiórkowski pisze:

    Pomysł ciekawy, ale prawdopodobnie posłowie ‚odgórnie’ dostawaliby odpowiedzi, tak jak teraz dostają polecenie jak zagłosować…

  5. Jan M. Fijor pisze:

    To prawda, ale pamiętajmy, że ściąganie jest przestępstwem, za które można pójść do kryminału, nawet w zwykłej szkole. Po drugie, jest to lepsze niż głosowanie dzisiaj, kiedy poseł nawet nie zapoznał się z ustawą. Tak, przynajmniej będzie musiał przeczytać ściągawkę i odpowiedzieć na pytania. Trzecia sprawa, że wreszcie ktoś postawi tamę niekompetencji i marnotrawstwu.

    ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *