Rządza pieniądza

chat-dymki
11

Nie ma w obecnych czasach kraju, w którym bank centralny (czyli bank banków) nie drukowałby jak najęty nowych pieniędzy. Formalnym powodem, dla którego drukuje się stosy pieniędzy jest walka z kryzysem. Te wielkie ilości papieru, w przekonaniu bankierów centralnych mają rzekomo ułatwić pokonanie trudności gospodarczego targających światem niemal nieprzerwanie od  kilkunastu lat.

Fundamentem teoretycznym uzasadniającym nieustanny druk pieniądza jest dogmat stworzony przez brytyjskiego ekonomistę, Johna Maynarda Keynesa, który uważał, że najlepszym lekarstwem na biedę nie jest zaciśnięcie pasa, oszczędzanie i ciężka praca, lecz wzrost zagregowanego popytu. Innymi słowy: taplanie się w konsumpcji). Dzięki niej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zatrudnienie i produkcja mają ot, tak, wzrosnąć. Niestety, jak dotąd, doświadczenia Wielkiej Brytanii, Japonii czy USA, pokazują, że te góry pieniędzy pompowane z drukarni do obiegu gospodarczego doprowadziły, co najwyżej, do dwóch, nie całkiem pozytywnych, efektów: A. do wzrostu tempa inflacji, czyli spadku siły nabywczej pieniądza, gdyż jak wiadomo, im jakiegoś dobra więcej, przy w miarę stałym popycie, jego cena spada. Zaś siła nabywcza to nic innego, jak cena pieniądza, oraz B. wzrostu zadłużenia rządu, deficytu budżetowego.

Kara za oszczędzanie

Po raz kolejny okazało się, że bank centralny, który z założenia miał koordynować politykę monetarną w celu stabilizacji siły nabywczej pieniądza, a tym samym względnej stabilizacji cen (co oznacza brak inflacji), służy de facto głównie państwu, które dzięki tym dodatkowym zastrzykom pieniężnym, jest w stanie tanio pożyczać pieniądze służące do kokietowania, a właściwie przekupywania obywateli. Stwarza to iluzję czynienia tym ostatnim dobrze.

Najnowszym dowodem braku troski banku centralnego o pieniądz, a w zamian za to, dowodem dbałości o dobre samopoczucie rządzących jest zapowiedź wprowadzenia przez bankierów „kary za oszczędzanie”. Ma nią być wprowadzenie przez Europejski Bank Centralny, bank centralny Unii Europejskiej, tzw. negatywnej stopy procentowej. Już nie zerowa stopa oprocentowania kredytu, co ma miejsce w USA czy Japonii, lecz stopa ujemna, a więc doprowadzenie do tego, że to nie bank swemu klientowi, lecz klient bankowi płacić będzie za prawo trzymania pieniędzy na koncie ma odwieść ludzi od trzymania pieniędzy w bankach, a zamiast tego zachęcić do wprowadzania pieniędzy do krwioobiegu gospodarczego.

I znowu kłania się Keynes: zamiast oszczędzać i inwestować, zmusza się ludzi do wydawania, do konsumpcji. Nie tylko druk gór pieniądza, ale dodatkowo, utrudnienie w tworzeniu oszczędności, które są rezerwą na okres kryzysu, ma być lekarstwem na kryzys. Osobnika, który zachowa się logicznie, będzie oszczędzał, odkładając konsumpcję na lepsze czasy; który swoimi oszczędnościami będzie dostarczał kapitału na inwestycje potrzebne do wzrostu produkcji i tworzenie nowych miejsc pracy – ukaże się koniecznością płacenie bankowi za to, że przechowuje jego pieniądze.

Dylematy magazyniera

Teoretycznie pociągnięcie prezesa EBC, Mario Draghi, jest uzasadnione. Bank jest wszak magazynem dla pieniędzy, i tak jak każdy tego typu biznes, powinien za swoje usługi pobierać opłatę. Właśnie ta opłata magazynowa, czyli opłata za magazynowanie depozytów na żądanie, powinna być głównym źródłem dochodów banków.

Jak w każdym magazynie, magazynier miałby absolutny zakaz korzystania z pozostawionego pod jego opieką towaru, robiąc wszystko, aby towar nie uległ zniszczeniu, czy żeby go nie ubyło. Prawo decydowaniu o złożonym w magazynie-banku depozycie przysługiwałoby wyłącznie właścicielowi zdeponowanych pieniędzy.

Problem w tym, że banki – magazyny już dawno dostrzegły, że mogą zarabiać nie tylko na magazynowaniu, ale także na używaniu własności deponenta. Wiedząc, że wszyscy klienci w jedynym czasie nie wycofają magazynowanych towarów (pieniędzy), zaczęły bez wiedzy tych pierwszych, pożyczać osobom trzecim zdeponowany/magazynowany towar (pieniądze).

Przykładowo: zdeponowane w banku 1000 złotych bank natychmiast komuś pożycza, licząc sobie za tę pożyczkę opłatę, czyli odsetki. Bank zarabia na tym, że ja płacę mu za magazynowanie swoich 1000 złotych, a także za to, że je może pożyczyć bez mojej wiedzy i pozwolenia kredytobiorcy. Co prawda, pod wpływem nacisków klienteli banki zaczęły się z czasem dzielić zarobionymi odsetkami, oddając część z nich właścicielowi pieniędzy[1], ale i tak popełniały przy tym zwyczajne oszustwo. Primo, w ten sposób właścicielem naszego depozytu stawał się również kredytobiorca, co jest przestępstwem, bowiem właścicielem jednego towaru nie może być równocześnie dwóch lub więcej podmiotów; właścicielem domu, samochodu, spodni itp. których ja jestem właścicielem, nie może być nikt inny. A w przypadku banku był. Secundo, w ten sposób, bank, ze zdeponowanych przez nas 1000 złotych, „wytwarzał” dodatkowe 1000 zł[2]. I to zło było nawet większe, gdyż przyczyniało się – podobnie jak niepohamowany druk pieniędzy – do zwiększenia ich podaży, a tym samym spadku siły nabywczej, czyli do inflacji. Jest to działanie dokładnie sprzeczne z celem, dla którego powołano bank centralny!!!

Mechanizm takiego oszustwa jest prosty. Po zdeponowaniu przez nas pieniędzy, na koncie banku znajdował się nasz depozyt (niech to będzie właśnie 1000 zł), oraz zobowiązanie kredytobiorcy (drugi 1000 zł), oraz odsetki tego drugiego. To cudowne rozmnożenie majątku, a więc zwykłe oszustwo, z czasem zostało zalegalizowane i nazwane „systemem rezerwy cząstkowej”. Państwo bowiem, które jest głównym klientem banków i chce z nimi dobrze żyć[3], proceder tworzenia pieniądza z niczego zalegalizował, dodając dla przyzwoitości, że kreacja pieniądza ma mieć swoją granicę, którą jest tzw., rezerwa obowiązkowa. Jest to ilość żywej gotówki, którą bank musi posiadać w sejfie, a nie na iluzorycznym, wirtualnym koncie księgowym, w odniesieniu do każdej transakcji kredytowej. Taka rezerwa to zwykle od 10 procent (USA), do 3 procent (polska), a nawet 2 procent (Wielka Brytania). Innymi słowy, aby bank mógł pożyczyć kredytobiorcy ekwiwalent 1000 zł, musi posiadać w swoim sejfie od 100 zł (USA) do 20 zł (Wielka Brytania). Reszty, czyli 900 zł w przypadku USA, albo 970 zł, w przypadku Polski posiadać nie musi. On tę różnicę stworzy z niczego.

 

th

Lekarstwo

Od kilkuset lat, co światlejsi obywatele, domagali się zaprzestania systemu rezerwy cząstkowej, uważając go, i całkiem słusznie, za oszustwo. Niestety, pałające żądzą pieniądza rządy szły bankom na rękę. Jedynym ograniczeniem w kreacji pieniądza z powietrza była wysokość rezerwy obowiązkowej, zresztą gołym okiem widać, że i ten wymóg był raczej formalnością.

Lekarstwem na system rezerwy cząstkowej, czyli tworzenia pieniądza z niczego, miało by być rozdzielenie systemu bankowego, na co najmniej dwa sektory: depozytowy oraz inwestycyjny[4]. Depozytowy miał zabraniać pożyczania pieniędzy zgromadzonych na kontach na żądanie, czyli a vista. Zawsze, w każdej chwili, każde 1000 zł zdeponowane na żądanie (z prawem natychmiastowego wycofania ich z banku/magazynu) w każdej chwili miało znajdować się w sejfie. Koszty tego przechowania ponosił – jak już wspomnieliśmy – klient banku/magazynu. Bank mógł pożyczać innym tylko te pieniądze, które deponent składał na określony czas, co w nomenklaturze bankowej, nazywa się lokatą terminową, czyli kontraktem między bankiem a właścicielem lokaty, ifnormującym co bankowi wolno, a czego nie wolno z powierzonymi pieniędzmi uczynić. Z takimi pieniędzmi bank mógłby robić co zechce, a dokładniej to, co zapisano w kontrakcie.

Czy o taką separację chodzi w planie p., Draghiego? Niestety, nie. Jak na ironię, wprowadzenie negatywnych odsetek od depozytów bankowych, bo do tego sprowadza się jego plan nie tylko nie ma nic wspólnego z okiełzaniem systemu rezerwy cząstkowej i produkowania inflacji, lecz wręcz przeciwnie. Prezes EBC nie tylko nie chce zabronić bankierom kreacji pieniądza, lecz chce ją nawet zwiększyć poza dostępne dzisiaj możliwości wynikające z drukowania pieniędzy[5]. On chce nas karać za przezorność, za gospodarność, uważając, że każdy nie wydany pieniądz, to dla gospodarki strata. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie.

O tym, dlaczego tak jest napiszemy w którymś z kolejnych odcinku refleksji pt. do czego prowadzi ślepa, nieokiełznana żądza rządu.

P.S. Przy okazji zwrócę jedynie uwagę ekonomicznych ignorantów, do jakich absurdalnych pomysłów posuwa się władza, zagrożona niezadowoleniem  społecznym, a także, jak to dobrze, że jako przynależni do strefy non-euro wpływy p. Draghi i jego podobnych są w Polsce wciąż ograniczone.   I chwała Bogu!

Jan M Fijor

www.fijor.com

 



[1] To są właśnie odsetki, które otrzymujemy z tytułu posiadania konta a vista.

[2] Nie trzeba być przenikliwym, żeby wiedzieć, iż bank tego drugiego 1000 złotych nie posiada. Pożycza wiec coś, czego nie posiada. Co gorsza, nigdy ich nie posiadał i nigdy nie będzie posiadać; tych dodatkowych pieniędzy nie ma. One nie istnieją.

[3] Gdyż alternatywą kredytu jest dla państwa/rządu podatek. Nie dość, że taki podatek – w przeciwieństwie do deficytu/kredytu – widać, to na dodatek, czuć, bo płaci się go własnymi, prawdziwymi pieniędzmi, co może wywołać bunt społeczny, i sunięcie aktualnie rządzących.

[4] Piszę o tym w trybie przypuszczającym, gdyż postulat rozdzielnia bankowości depozytowej od innych form bankowości pozostał wyłącznie na papierze. Pisze o tym więcej Ludwig von Mises w Teorii pieniądza, Fijorr Publishing, Warszawa 2012).

[5] Termin ten jest rzecz jasna uproszczeniem. Współczesne systemy bankowe nie muszą już zadrukowywać papieru. Do tworzenia nowych pieniędzy wystarczą im wyrafinowane schematy skupu rządowych papierów wartościowych, czy tworzenie zapisów elektronicznych w księgach – zobacz; Murray N. Rothbard Tajniki bankowości, Fijorr Publishing Warszawa 20070.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Jacek Krawczyński pisze:

    Myślę, że w artykule są dwa błędy.

    Pierwsza sprawa to jak działa system rezerwy cząstkowej, konkretnie weźmy fragment: „(…) aby bank mógł pożyczyć kredytobiorcy ekwiwalent 1000 zł, musi posiadać w swoim sejfie od 100 zł (USA) do 20 zł (Wielka Brytania). Reszty, czyli 900 zł w przypadku USA, albo 970 zł, w przypadku Polski posiadać nie musi. On tę różnicę stworzy z niczego.”

    Nie wiem jak jest w innych krajach, ale przynajmniej w Polsce takiego spektakularnego mechanizmu generowania pieniędzy nie ma. Z tekstu mógłbym wyciągnąć wniosek, że jak bank w PL dostanie 1000zł w depozycie, to może udzielić kredytów na 33 tys. zł zachowując te 1000zł jako 3% obowiązkowego zabezpieczenia. A jest przecież tak, że gdy bank dostaje 1000zł w depozycie, to 30zł (3%) odkłada jako rezerwa obowiązkowa a tylko 970zł może dalej puścić w obieg jako kredyt. Nazwanie tego „kreacją pieniądza” jest czysto umowne bo ilość pieniędzy w obiegu się nie zmienia (a nawet się zmniejsza o te 3%). Jeśli A pożyczy mi 1000zł, a ja pożyczę te 1000zł B (rezerwa 0%) to nie powstał żaden nowy pieniądz. Problem leży „tylko” w tym, że gdy A zgłosi się do mnie po wypłatę kasy a ja jej nie będę miał, to będzie awantura. Natomiast jeśli B zbankrutuje i kasy nie odda to zbankrutuję i ja nie mogąc oddać A jego kasy i awantura będzie już całkiem poważna.

    Reasumując, w PL nową gotówkę wypuszczać może tylko NBP. Tak przynajmniej to objaśnia NBP w materiałach edukacyjnych (przygotowanych tak aby dziecko zrozumiało 🙂
    http://www.nbportal.pl/pl/np/animacje/prezentacje/system_bankowy/mechanizm-kreacji

    Drugi błąd dotyczy pisowni w tytule 🙂

    Z pozdrowieniami,
    Jacek

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Pisownia słowa „rządza” nie jest błędem. To gra słów: rząd i żądza.
    Co do mechanizmu, to masz rację. Ja użyłem skrótu myślowego, który doprowadza do tego, że z 
    1000 zł rezerwy obowiązkowej system bankowy stworzy ok. 32 tys. zł kredytu.
    Jasne, że nie jeden bank, ale cały system.
    Po odłożeniu 30 zł, bank pożycza 970 zł, które staje się rezerwą cząstkową kolejnego banku (może być ten sam także),
    ten odkłada 28,20 zł, a resztę pożycza etc. Jeśli zesumujesz te rezerwy i kredyty, okaże się, że cały system
    wytworzył z powietrza ok. 30 tys. zł.
    NBP ma prawo do emisji pieniądza, a banki komercyjne do kreacji. Na jedno wychodzi. NBP jest nawet uczciwszy, bo
    bardziej transparentny.

    Mam nadzieję, że jasno się wyrażam tym razem.

    pozdr
    jmfijor

  3. Michał Napiórkowski pisze:

    Dosyć dobrze mechanizm ‚powielania’ pieniędzy przez banki został przedstawiony w filmie dokumentalnym „Inside Job” z 2010r.
    Wydaje mi się, że samo wytwarzanie pieniędzy to tylko część problemu. Wisienką na torcie jest możliwość sprzedawania nagromadzonych przez banki zobowiązań funduszom inwestycyjnym, które te de facto nieistniejące pieniądze inwestują na giełdzie i tym samym znaczący wpływ na światową gospodarkę.
    Pozdrawiam,
    Michał Napiórkowski

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Odprysków chorej polityki jest więcej. Przede wszystkim ogromna redystrybucja majątku od biednych do bogatych. Od 99 procent do 1 procenta. Przy okazji zaburza się rynek, zaburza mechanizm cenowy, tworzą się bańki spekulacyjne, nietrafione inwestycje (malinvestment). To jest katastrofa, którą rządzący establishment robi w celu ratowania…samego siebie. To jest działalność kryminalna. Zobaczycie w Wielkiej deformacji – Davida Stockmana (książka będzie na rynku za 2 tygodnie). Ukłony

  5. Paweł Świtalski pisze:

    Ja bym ten system nazwał raczej „umiejętnym” wykorzystaniem dźwigni finansowej. Kto z nas nie skorzystałby z możliwości wzięcia taniego kredytu (czyt. depozytu w przypadku banków). Zbyt duże przelewarowanie zazwyczaj doprowadza do kryzysu co będzie miało miejsce w niedalekiej przyszłości. Naturalna kolej rzeczy. Kto inteligentny skorzysta z okazji i jego standard życia się poprawi. Kto głupi straci. Zawsze tak było i zawsze będzie.

  6. Marcin Tarczyński pisze:

    Pisze Pan, ze dzialania zwiększające podaż pieniadza do obiegu gospodarczego w Japonii czy Usa doprowadzily do wzrostu inflacji. To oczywiście nieprawda. Wystarczy spojrzec na statystyki, Japonia od wielu lat boryka sie raczej z deflacja. W USA pomimo QE inflacja nie rosnie, a dolar wręcz przeciwnie, do euro jest coraz mocniejszy. Dzieje sie tak m.in. dlatego, ze przeciwnie do tego, co Pan pisze, te nowodrukowane pieniądze wcale nie trafiają do obiegu gospodarczego. Wiekszosc tych pieniędzy trafia na gieldy, dlatego dax, DJ, S&P, bija rekordy, bądź pieniądze te powiększają rezerwy banków. A jak wiadomo przez zwiększone rezerwy ceny nie maja prawa wzrosnąć, gdyż nie ma do tego bodźców (pieniądze nie trafiły na rynek). Co do ujemnej stopy, to ujemna jest tylko stopa depozytowa dla bankow komercyjnych. Nie ma to zresztą żadnego znaczenia, gdyż poprzednio ta stopa wynosila 0% i i tak banki nie trzymaly środków w EBC, a zatem wprowadzenie ujemnej stopy depozytowej bylo tylko chwytem marketingowym, nie mającym wplywu na sektor bankowy czy tez na podaż pieniadza do obiegu gospodarczego. Pozdrawiam.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Czy uważa pan, że bańka spekulacyjna to nie inflacja?
    W takim razie proszę mi wyjaśnić, dlaczego FED raz odlicza z koszyka dóbr energię, innym razem nieruchomości – tak żeby przypadkiem inflacji w statystykach nie było. Siła nabywcza dolara spada i to od lat. To jest inflacja.

    Nie rozumiem komentarza odnośnie stopy ujemnej. Jeśli jest inflacja wyższa od oprocentowania depozytów, to przecież stopa jest ujemna.
    a dosłowniej będzie ujemna wkrótce – o czym ostrzega Draghi. KLienci mają płacić bankom za depozyt.
    Pan chyba żartuje: chwyt marketingowy? Urzędasy z FED, ECB nie wiedzą co się dzieje. Nie mają bladego pojęcia o tym, co trzeba robić, bo wszystkie keynesizmy zawiodły. Udają więc, że panują nad sytuacją obniżając stopę z 0,25 % do…0,10 proc. Przecież to najlepszy dowód niemocy. NIRP to bluff, wspomni pan moje słowa. Jest znacznie gorzej niż pan myśli.
    Ukłony
    jmf

  8. Jacek Krawczyński pisze:

    Zupełnie nie rozumiem, dlaczego niby na jedno miałoby wychodzić: emisja pieniądza przez NBP i kreacja przez banki. Myślę, że pierwsze zwiększa ilość pieniędzy w obiegu a drugie nie. Emisja przez NBP to tak jakbym wydrukował na drukarce 1000zł i je komuś pożyczył – do obiegu trafia nowe 1000zł. A „kreacja” jaką robią banki (przy rezerwie 3%) to tak jakbym pożyczył od Wiśniewskiego 1000zł i dalej pożyczył 970zł z tego Czereśniakowi. Nie potrzebowałem do tego drukarki i ilość pieniędzy w obiegu się nie zmieniła (a nawet o 30zł zmalała) bo zanim wypuściłem pieniądze do obiegu (pożyczając je Czereśniakowi) to wcześniej ściągnąłem je od Wiśniewskiego.

    Wiele razy czytałem opinie, że system rezerw częściowych to skandal i oszustwo, bo prywatne banki mogą „drukować pieniądze z powietrza”. Postanowiłem doczytać na czym ten proceder polega i nie widzę tu żadnego „druku pieniędzy z powietrza”. Przecież to, że bank wpłaconych mu pieniędzy nie trzyma w sejfie tylko puszcza je w obieg, aby na nich zarobić, to chyba dla każdego jest oczywiste, bo w przeciwnym wypadku klient by płacił bankowi za pozostawione oszczędności a nie na odwrót.

    Z pozdrowieniami,
    Jacek

  9. Jan M Fijor pisze:

    Czykli uważa pan, że Czetreśniak połknie te pieniądze? czy moze zdeponuje je w banku, tworząc kolejną rezerwe i kredyt dla Wolszczaka, który przekażę kredyt do swojego banku, który odliczy 3 proc, a rezztę pożyczy Szulczakowi etc.etc. Tajniki bankowości – Rothbarda i Teoria pieniądza – Misesa.Obie wydaliśmy. Jak może być oczywiste, że system bankowy z 1000 zł zrobi 30 +tysięcy, których nie ma. Toż to fałszerstwo!
    Ukłony

  10. Marcin Tarczyński pisze:

    Jeśli idzie o realna stopę, to faktycznie, liczac inflacje metoda z lat ’80, realna stopa jest ujemna – pelna zgoda. Co do spadku sily nabywczej dolara – zgoda, aczkolwiek na calym świecie trwa wyścig o jak największe zniszczenia swojej waluty, i na tle innych walut, dolar nie wygląda aż tak źle, przynajmniej na razie. (pomimo usilnych staran fedu, które nie przynoszą oczekiwanych przez nich efektow). Keynsizmy zawodzą – pelna zgoda. Po prostu wydaje mi sie, ze jeszcze wiele wody w Missisipi uplynie, zanim keynsowska polityka doprawadzi do zalamania systemu i oczyszczenia go z tych interwencjonistycznych bzdur. Pozdrawiam.

  11. AL39 pisze:

    Łatwo zrozumieć dlaczego „magazynier”zarobił 3.64
    mln za rok.Myślę,że napad na bank bez ofiar to rozgrywki między mafijne.Niestety to nie jest polski
    wynalazek .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *