Polubić embargo

chat-dymki
3

To, że w wyniku tzw. embargo sadownicy nie sprzedadzą jabłek do Rosji nie znaczy wcale, że na tym stracą. Podobnie, jak nie stracą nie sprzedając jabłek do Nigerii czy Singapuru.

1.

Jeśli Rosjanie zjedzą mniej jabłek po obecnej cenie, to Polacy (a może także Niemcy, Włosi, Nigeryjczycy i in.) kupią te niezjedzone przez Rosjan jabłka, tyle że (w najgorszym  przypadku) po niższej cenie. Co prawda, to, co jest korzyścią polskiego konsumenta jabłek, będzie stratą dla polskiego chłopa, ale tylko teoretycznie. Chłopi, w tym wypadku sadownicy, w dużej mierze żyją z dopłat unijnych, a nie ze sprzedaży jabłek. A te dopłaty to obowiązek i zgryzota podatnika, który, raz, pomaga chłopu swoimi dopłatami, a dwa, kupując jego produkty. Sprawiedliwiej byłoby zatem, aby więcej polskich jabłek jedli polscy podatnicy, a nie rosyjscy konsumenci, którzy się do dopłat unijnych przecież nie dokładają.

No, tak, ale czy biznes powinien opierać się na etyce i moralności, czy na ekonomii?

Zwłaszcza, że – jak pisze Jesus Huerta de Soto w swej rozprawie Sprawiedliwość a efektywność  – to co jest sprawiedliwe jest zwykle korzystne z ekonomicznego punktu widzenia, oraz że to co uzasadnione gospodarczo jest równocześnie moralne. Lenistwo, oszustwo, przemoc są działaniami niemoralnymi, przeczą zasadom wolnego wybory, wolnego rynku, dlatego są kosztowne i do bogactwa nie prowadzą. Jest wręcz przeciwnie; do bogactwa prowadzi to, co jest uczciwe, dobre, tanie, a więc powstało z wolnego działania, czyli bez stosowania przemocy. Że przywołam chociażby przykłady Henry Forda, Davida Rockefellera czy Billa Gatesa, dowodzące, że wysokie ceny nie są wcale źródłem ludzkiego bogactwa. Jest wręcz przeciwnie.

pobrane (1)

Kiedy sto lat temu Ford obniżył cenę samochodu z 20 tysięcy dolarów do…300 dolarów za sztukę, podnosząc jednocześnie jakość pojazdów i płace robotników swoich fabryk samochodów, nie dość, że wszystkim – robotnikom i konsumentom – było lepiej, to na dodatek stał się z tego powodu najbogatszym człowiekiem na Ziemi. Zbiednieli konkurenci Forda, a więc ci, którzy sprzedawali samochody drogo.

2.

Producent jabłek z Góry Kalwarii, czy Grójca sprzedający duże ilości tanich owoców ma większe szanse zostać milionerem, niż eksporter sprzedający owoce drogo do Rosji, czy dbający wyłącznie o własny zysk jednostkowy. Zaryzykuję tezę, że embargo pośrednio doprowadzi do wzbogacenia się w Polsce dobrych producentów sadowniczych. Wystarczy spojrzeć na krzywe popytu i podaży; przy rosnącej cenie spada popyt. I odwrotnie: spadająca cena wywołuje rosnący popyt. Zysk jednostkowy spada, ale jednostek jest więcej.


pobrane

Forda nie martwił spadek ceny samochodu, bo on wiedział, że na tym spadku skorzysta – odbije go sobie poprzez wyższy popyt. Polityk też może myśleć jak gospodarz czy biznesmen.

Ronald Reagan zmniejszył cenę obciążenia fiskalnego, obniżając stopy podatkowe z 70 do 30 procent, dzięki czemu w kieszeni podatnika pozostało więcej pieniędzy, a mimo to wpływy budżetu USA wzrosły aż o 90 procent. Czy minister rolnictwa tego nie wie?

To, czego polski ogrodnik nie zarobi na Rosjanach, zarobi na Polakach. Przy okazji także na Singapurczykach czy Nowozelandczykach, którzy wabieni niższymi cenami nabiorę apetytu na polskie jabłka. A ponieważ za każdą złotówką zarobioną na sprzedaży jabłek, kryje się poprawa stanu zdrowia konsumujących, to chyba dobrze, że polscy sadownicy zadbają o swoich rodaków, a nie o Rosjan. Embargo w tym przypadku działa jak niechciany konkurent: wymusza obniżkę cen, dzięki której Polscy konsumenci staną się zdrowsi. Służba zdrowia wyda mniej na leczenie. W Rosji będzie odwrotnie; embargo doprowadzi do wzrostu cen jabłek, tym samym spadnie ich spożycie, pogorszy się stan zdrowia Rosjan. Może wtedy zrozumieją, że prezydent Putin postępuje głupio i podle, i wymuszą na nim zniesienie embargo i zmianę stylu rządzenia. Jeśli to nie wystarczy, trzeba będzie zwrócić do Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO), na której członkostwie tak Rosjanom niegdyś zależało. Niech zawiesi Rosję w prawach członka za stosowanie szantażu w handlu międzynarodowym. Najlepiej jednak będzie, jeśli rozglądniemy się po świecie za nowymi konsumentami. Jabłka mamy dobre, smaczne i tanie. Niewiele jest takich owoców gdzie indziej.

W ten oto sposób, bez jednego wystrzału, bez nowych podatków i straszenia sadowników głodem, osiągniemy to, czego pragniemy, czyli szczęście i dostatek. A przecież właśnie o to chodzi.

Jan M Fijor

www.fijor.com

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Oskar Przybysz pisze:

    Witaj Janku,

    Dziękuję Ci za kolejny wpis pełen wiedzy i doświadczenia. Aż bije z niego wolno-rynkowa MOC:) Jestem Twoim cichym czytelnikiem i słuchaczem (Kontestacja.com) od ponad roku. Zmusiłeś mnie do ujawnienia się przez wspomnienie mojego rodzinnego miasta Góry Kalwarii!! Dziękuję Ci i pozdrawiam. Żyj długo i przekazuj Swoją wiedzę i zapał kolejnym pokoleniom młodych Polaków, a będzie się żyło w naszym dziwnym kraju trochę lepiej.
    Oskar

  2. Karol S pisze:

    Witam,
    Cenne uwagi Janku warte przedyskutowania i przemyślenia.
    Czy nie lepiej by było żeby minister rolnictwa pojechał do Indii, Tajlandii, Wietnamu, Chin, czy Brazylii i zareklamował polskie produkty, a w tym przypadku owoce i warzywa, a nie ganiał po Brukseli ? Jeżeli od tych krajów wiele importujemy to też możemy do nich eksportować. Wystarczy tylko się zorganizować, przygotować ofertę i sprzedawać. Dodatkowym plusem jest fakt, że w tych krajach rośnie bardzo szybko liczna ludności, a więc potencjalnych klientów. Jeżeli nie da się handlować z jednym państwem/przedsiębiorstwem i logiczne jest chyba szukanie kolejnego odbiorcy, a nie wyrażanie bezradności i głupoty.

    Zdrowia i wolności
    Karol

  3. Piotrek pisze:

    Doświadczenie pokazuje, że mając do wyboru: sprzedać więcej po niższej cenie/sprzedać mniej po wyższej cenie i pozwolić reszcie zgnić aby nie obniżyć wskaźników giełdy rolnej zostanie wybrana druga opcja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *