PiS a Cywilizacja Łacińska

chat-dymki
0

Z punktu widzenia instytucjonalnego 2 lata rządów PiS (2005-2007) to jedna wielka porażka. Widzieliśmy wielkie fajerwerki polityczne, kampanie, pijarowskie triki. Struktura państwowości III PR nijak nie została jednak tknięta.

Jedną z chorób współczesności – obok wszechobecnego relatywizmu chyba najgroźniejszą – jest centralizacja. Benito Mussolini rzucił kiedyś hasło „Wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Niestety, to reżimy demokratyczne zrealizowały tę maksymę. Żyjemy w świecie, gdzie nic już nie może dziać się bez państwa. Pozwolenia, kontrola, urzędniczy nos w każdej sprawie, wypełnianie druków i formularzy, czekanie na zgodę urzędu, zarejestrowanie. Oto świat współczesny.Feliks Koneczny centralizm i towarzyszące mu biurokrację i inflację ustaw oraz rozporządzeń uważał za element cywilizacji bizantyjskiej i jej upiornej wizji aby wszystko poddać pseudo-racjonalnej kontroli urzędniczej. Po pięćdziesięciu latach PRL – mieszanki bizantynizmu i turańszczyzny – jesteśmy dziś członkami Unii Europejskiej, która stanowi klasyczny wykwit bizantynizmu. Nie będę się tu spierał z Konecznym czy rzeczywiście wirus ten wtargnął do naszego świata z księżniczką Teofano. Faktem jest, że dziś bizantynizm przybrał nazwę socjaldemokracji. Co gorsze, wirusowi temu ulegają także te partie, które nominalnie bronią cywilizacji łacińskiej (zachodniej). Jeśli rzucimy sobie okiem na współczesną europejską i polską chadecję, to trudno nie odnieść wrażenia, że partie te zaakceptowały bizantyjski model społeczno-państwowy, centralizm, wszędobylstwo państwa, biurokratyzację i system kontroli. To czego żądają dziś chadecy, to wplecenia w ten rozrośnięty mechanizm pewnych wartości wywiedzionych z chrześcijaństwa (zresztą zwykle dosyć rozwodnionego i połączonego z jakimiś abstrakcyjnymi prawami człowieka). Innymi słowy: chadecy chcą aby na tej zgoła niełacińskiej budowli zawiesić sztandar z krzyżem. Wtedy państwo staje się chrześcijańskie i zgodne z nauczaniem Soboru Watykańskiego II.

Nie i jeszcze raz nie! Państwo nie staje się chrześcijańskie w momencie zawieszenia krzyża w sali sejmowej, nad biurkiem prezydenta i premiera, a nawet gdy zawiesimy krzyż w każdym powiecie. Gdyby w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego zawiesić krzyż, a każdy ubek – zanim kogokolwiek by rozstrzelał – wpuszczałby księdza z ostatnim namaszczeniem, to socjalistyczna państwowość PRL nie stałaby się przez to chrześcijańska. Podobnie jest z tymi strukturami, które odziedziczyliśmy po komunizmie. Wszechogarniający aparat kontroli i administracji III RP nie jest i nie będzie chrześcijański. Nie chodzi tylko o pracujących w nim ludzi – tych można wymienić, choć trzeba przyznać, że budującej IV RP koalicji idzie to jak po grudzie i amatorszczyzna rozwiązań goni amatorszczyznę. Chodzi o coś więcej: sama koncepcja państwa wszechwładnego jest z natury swojej niechrześcijańska. Państwo współczesne ustawiło się w pozycji jakiegoś boga wszechpotężnego, niczym opatrzność sprawującego kontrolę nad każdym człowiekiem od kołyski aż po trumnę. Chrześcijańskie pojęcie dobra oparte jest na wolnej woli i możliwości wyboru między dobrem i złem. W systemie bizantyjskim nie ma wyboru, gdyż to państwo podejmuje decyzje. Jałmużna czy prywatna filantropia to dobre uczynki. Wysokie podatki przeznaczone na świadczenia socjalne z punktu widzenia moralnego są obojętne, gdyż nie są dobrowolną jałmużną, nie wynikają z decyzji podjętej przez nieskrępowaną wolę, lecz są przymusem. Nie czyni dobrego uczynku, ani nie popełnia grzechu ten, kto nie posiada wolnej woli i możliwości wyboru. To dlatego Kościół tak ganiał heretyków głoszących kalwińską i jansenistyczną predestynację, gdyż wierząc, że Bóg jeszcze przed narodzinami człowieka skazał go na zbawienie lub potępienie nie może być mowy ani o wolnej woli, ani o grzechu. Dziś herezja ta odżyła pod nazwą socjalizm.

Tu jest podstawowa różnica pomiędzy cywilizacją łacińską a bizantyjską. Łacińskość opiera się na wolnej woli, samorządności, na świadomych decyzjach. Łacińskość zasadza się na pewnej koncepcji człowieka jako istoty rozchwianej pomiędzy dobrem i złem, ale mającej możność – za pomocą rozumu i dzięki wychowaniu (habitus św. Tomasza) – wybierać dobro, a nie zło. Bizantynizm to odrzuca, nie uznaje wolnej woli, wprowadzając centralistyczne planowanie i redystrybucję. Zamiast wolnej woli uznaje wyłącznie polecenie, rozporządzenie, ustawę, regulamin. Tam, gdzie człowiek łaciński uznaje autonomię, tam człowiek bizantyjski jak osioł siedzi i czeka na uregulowanie odgórne.

Polska ma dziś wielką szansę, gdyż żądzą nią siły polityczne odcinające się werbalnie od wpływów bizantyjskich, potępiające dziedzictwo komunizmu i zachowujące pewien sceptycyzm co do Unii Europejskiej. Rzecz jednak w tym, że obawiam się, aby nie popełniły chadeckiego błędu, polegającego na posłużeniu się centralistycznym aparatem państwa dla realizacji pewnych wizji i rozwiązań, przy powierzchownej chrystianizacji tegoż aparatu. Zapewne, za pomocą tego centralistycznego państwa można przeprowadzić jakieś potrzebne zmiany i naprawić pewne rzeczy w naszym państwie. Ale pozostawienie tego aparatu jako narzędzia oznaczać będzie, że przeprowadzone zostałyby reformy cząstkowe, gdyż istota problemu nie tkwi w kwestiach poszczególnych, które państwo powinno rozwiązać, lecz w kwestii ogólnej, jaką jest tenże aparat. To on stanowi fundament postkomunistycznej III RP. Zachowując go, a nawet reformując, można dokonać jedynie kosmetycznych zmian. Jedna kadencja z rządem SLD wystarczy, aby wszystkie te zmiany odwrócić, gdgdyż zachowany centralistyczny aparat bez kłopotu przeprowadzi dechrystianizację na wzór Hiszpanii Zapatero.

Adam Wielomski

http://adamwielomski.salon24.pl/
Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *