Szał stóp

chat-dymki
4

Świat opanowało szaleństwo zerowych stóp procentowych. Dotarło ono także do Polski. Rzesze pseudo ekonomistów, publicystów gospodarczych, polityków i innych szaleńców domagają się zdecydowanych kroków banku centralnego (RPP), zmierzających do obniżenia stóp procentowych do zera, a nawet i poniżej.

1.

Ludzie ci uważają, że potanienie kredytu dobrze przysłuży się gospodarce, bowiem dzięki taniemu pieniądzu, można będzie łatwo zaciągnąć dług i kupić, co dusza zapragnie. Kupując w obfitości dobra i usługi pobudzimy ich produkcję, skutkiem czego biznes będzie hulać, ludzie będą mieli pracę, zapanuje dobrobyt; raj na Ziemi.

Problem w tym, że pieniądz to też towar. Żeby go od kogoś pożyczyć, konieczne jest, aby ten ktoś – a konkretnie: bank – go posiadał. Skąd taki bank bierze pieniądze? Przynoszą je do niego depozytariusze, najczęściej ciułacze. Skąd ciułacz ma pieniądze? A no stąd, że zamiast  je wydać na kupno tego czy tamtego, powstrzyma się od konsumpcji i złoży je w banku, czy jakiejś innej instytucji służącej do przechowywania ludzkich oszczędności. Dlaczego ludzie mieliby się powstrzymywać od konsumpcji, która – co tu ukrywać – jest wielką przyjemnością? Dlatego, że odłożenie konsumpcji w czasie, bo tym właśnie są oszczędności, może im przynieść więcej rozkoszy w postaci dostatku, pewności siebie, czy bezpieczeństwa, niż skonsumowanie ich.

Wie o tym każdy, nawet najgłupszy ciułacz. Dlatego nie zdecyduje się on oszczędzać, wiedząc, że jego powściągliwość nie zostanie nagrodzona. Nagrodą za oszczędzanie jest zysk, czyli odsetki, jakie ciułacz otrzyma za to, że powstrzymał się od skonsumowania swoich pieniędzy. Nie wydał dzisiaj 100 złotych, za rok otrzyma w nagrodę, powiedzmy, 104 złote. Od kogo je otrzyma? Najczęściej od tego, kto je od niego pożyczy. Od inwestora, przedsiębiorcy, czy innego konsumenta, który za te pieniądze kupi sobie rower na raty.

Jeśli zatem wierzyciel naszych pieniędzy otrzyma je za darmo, to skąd się wezmą odsetki?

Nie trudno przecież zauważyć, że w sytuacji, gdy stopy procentowe od kredytu wynoszą zero, koszt takiej pożyczki wynosi zero (plus marża dla banku). Kosztem są odsetki płacone ciułaczowi, w tym przypadku zero (plus zysk banku). Ciułacz za swoje pieniądze dostanie figę. Zarobi bank komercyjny, i to bez żadnego wysiłku. Dostał przecież pieniądze za darmo od banku centralnego.

2.

Na pewno istnieją ludzie, którzy wolą zachować pieniądze niż je wydać, i to nawet wtedy, gdy nikt im za to nie zapłaci. Przypuszczam jednak, że takich osobników jest niewielu. Na pewno stanowią oni mniejszość. Większość jest chciwa i czeka na procenty. Jeśli ich nie dostanie, swoje oszczędności skonsumuje. W rezultacie oszczędności nie będzie, nie będzie też kredytu, dla którego są one pożywką.

Zatem domaganie się zerowych stóp procentowych jest szaleństwem. Chyba, że istnieje jakieś inne, niż oszczędności, źródło kredytu. Szaleńcy są przekonani, że takie źródło naprawdę istnieje…

W ich przekonaniu, jest nim rząd, a konkretnie bank centralny, czyli główny emitent (producent) pieniędzy.

Zwracam jednak uwagę, że pogląd ten jest absurdalny. Przecież pieniądz to dobro, za które (prawie) każdy jest gotów wymienić dowolne inne dobro. I odwrotnie, w zamian za dane dobro możemy otrzymać pieniądze. Na przykład, możemy je wymienić w zamian za naszą pracę, za inny towar, za ziemię, za rozkosz, czy jakąś inną korzyść. Producent towarów lub/i usług – w zamian za produkowane przez siebie dobra otrzymuje pieniądze. Pieniądze papierowe, to nie tylko papier. To jest głownie wartość, jaką rząd gwarantuje, czy raczej obiecuje. Ta wartość powstaje w procesie wymiany, a nie w drukarni, w której banknot o nominale 100 dolarów jest wart tyle samo co banknot o nominale 5 dolarów, a nawet 1 dolara.

O ile pieniądz prawdziwy, jakim jest złoto, ewentualnie srebro wart jest tyle, ile wart jest użyty do jego wykonania surowiec (metal), to w przypadku pieniądza papierowego, takiej zależności nie ma. Bywają chwile, kiedy pieniądz ten nie jest wart nawet tyle, ile kosztuje papier, na którym powstał. Ponieważ jednak pieniądz powstaje w drodze jakiejś wymiany w zamian za realne dobro/usługę, nie popełnimy błędu twierdząc, że pieniądz papierowy, który rząd drukuje pod nieobecność depozytów/oszczędności wymieniony został w zamian za NIC. Równie dobrze można by rzec, że jego wartość została skradziona. Jest to pieniądz sfałszowany.

Pieniądz powstały z „dodruku” nie ma za sobą żadnej konkretnej wymiany, potocznie mówi się o nim, że nic się za nim nie kryje poza kawałkiem papieru i wartością usługi drukarskiej. Za ten pieniądz nie można niczego kupić/wymienić, chyba że się oszuka sprzedającego, utrzymując że jest to taki sam pieniądz jak wszystkie inne. Jeśli sprzedający się nie zorientuje i go przyjmie, zapoczątkuje proces inflacji. Pieniądz traci wtedy swą siłę nabywczą.

Mimo iż gros szaleńców, o których wspomnieliśmy na wstępie uważa, że inflacja jest  zjawiskiem pozytywnym, niewiele jest zjawisk gospodarczych, czy nawet politycznych od niej szkodliwszych. Domniemana korzyść z inflacji wynika rzekomo z taniochy kredytu, za który można rzekomo kupować towary/usługi, motywować tym samym biznes do ich produkcji. To jest złudzenie, żeby nie powiedzieć, głupota. Pieniądz wykreowany przez bank powstał w wyniku wymiany wartości, jaką ze sobą niesie, w zamian za…NIC! Za taki pieniądz można więc, co najwyżej, kupić NIC. Jeśli mimo wszystko niektórym udaje się coś za niego kupić, to wyłącznie w oparciu o oszustwo, że mają do czynienia z prawdziwym pieniądzem.

3.

W szaleństwie zerowych stóp procentowych tkwi jeszcze jeden absurd, polegający na odwróceniu historycznej kolejności ludzkiego działania. Żeby cokolwiek konsumować potrzebne są pieniądze, to fakt, jednakże znacznie od nich potrzebniejszy jest obiekt/przedmiot konsumpcji. Aby powstał taki przedmiot, ktoś musi go wyprodukować. Aby doszło do produkcji, trzeba zgromadzić kapitał, który zainwestowany w środki produkcji tę produkcję uruchomi. Aby inwestor posiadał środki produkcji/kapitał musi najpierw oszczędzać. Tymczasem pragmatyka zerowych stóp oszczędności niemalże wyklucza. Jeśli nawet będą pieniądze, zabraknie obiektów konsumpcji. Rząd może produkować pieniądze, ale nie może produkować towarów. A człowiek posiada pieniądz po to, aby go dziś czy jutro wymienić na coś, co może skonsumować. Pamiętamy, jak w czasach realnego socjalizmu, ludzie biegali po mieście z pełnymi portfelami, szukając produktów, na które mogliby je wydać. I to jest przyczyna, dla której stymulacji gospodarki poprzez inflacyjny kredyt, nie towarzyszy wzrost produkcji.

4.

O tym, że powyższe rozumowanie, aczkolwiek przedstawione w wielkim skrócie/uproszczeniu, jest prawdziwe i dowodzi szkodliwości zerowych stóp procentowych świadczą dzisiejsze (8 września 2014) dane n.t. gospodarki japońskiej, która nie dość, że od ćwierćwiecza przechodzi ciężką recesję, to na dodatek, mimo zastosowania całego arsenału ekspansji kredytowej, już w II kwartale 2014 roku skurczyła się aż o 7,1 procent w skali rocznej. Obserwując entuzjazm szaleńców, zwolenników ZIRP spodziewać się można, że Japonia, jak chodzi o pogarszanie się kondycji gospodarki, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Dalsze spadki przed nami!

Przerażające jest to, że lekcja ta, powtarzana jest beztrosko w kilku innych ważnych gospodarkach prowadząc do ich ruiny. Prymusem w tej dziedzinie są Stany Zjednoczone, gdzie ZIRP święci triumfy od prawie 6 lat, ostatnio wdepnęła w niego także strefa euro. Nie wykluczone, że to polityka monetarna, bez jednego wystrzału, umożliwi Putinowi zwycięstwo nad Zachodem. Jedyna nadzieja dla nas w tym, że i Rosja wejdzie na ścieżkę ZIRP.

 

Jan M Fijor

ww.fijor.com

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Zenon Trebacz pisze:

    Skad bank bierze pieniadze? Z powietrza.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Częściowo z depozytów, częściowo pożycza od banku centralnego, częściowo ze spłat kredytów, a resztę tworzy z powietrza.
    polecam: Tajniki bankowości – Rothbarda. ukłony

  3. Daniel Parot pisze:

    Odnoszę wrażenie, że stare modele monetarne nie działają. Świat nigdy nie był tak zadłużony ani zarazem tak zasobny w kapitał, który rozpaczliwie poszukuje aktywów o dodatniej stopie zwrotu. W gospodarkach rozwiniętych tylko nowa rewolucja technologicznie byłaby w stanie wchłonąć te prywatne nadwyżki kapitałowe, a moim zdaniem tylko zwiększenie globalizacji umożliwiłoby napływ tego kapitału tak potrzebnego na rynkach wschodzących (czyli liberalizacja wymiany międzynarodowej). Do tego trzeba wdrożyć prawdziwe (a nie udawane) programy oddłużania państw rozwiniętych, likwidacja interwencjonizmu (m.in. monetarnego (QE)!). Podsumowując, konieczne jest ustalenie nowego globalnego (międzypaństwowego) ładu gospodarczego, bo świat AD 2014 nijak ma się do porządku po II WŚ. Widać, że upadły Bretton Woods (upadek „pozłoconego” dolara) i jego pozostałości MFW i BŚ nijak nie pasuja do realiów i potrzeb. Oczywiście Rosja się już wypisała z tego procesu, dlatego straszenie potęgą gospodarczą Putina nie ma sensu, bo Rosja to globalny średniak, który ma tylko dużo atomu i bogactw naturalnych nędznie wykorzystywanych. Skupianie się na analizie samych stóp procentowych, moim zdaniem, zbyt mocno zawęża analizę współczesnej makroekonomii.Przypominam, wysokie stopy procentowe wcale nie służą dobrze gospodarce, i są nie mniej szkodliwe niż zerowe czy ujemne ! Tylko wolny rynek ma ustalać stopę procentową, a nie banki emisyjne (tj rząd), tak więc 2 % stopa procentową wcale nie musi być „za niska” (przy zdrowej deflacji 2 %, jest to realna stopa 4 %), tylko świadczy o zasobności kapitałowej danego kraju (obecnie właściwie systemu gospodarczego). Już A. Smith w XVIII w. pisał o większym bogactwie Holendrów od Brytyjczyków, gdyż tam kredyt jest tańszy.

    pozdrawiam

    pozdrawiam

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Chyba pisze pan święte słowa. Ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *