Złoto, czy nie

chat-dymki
8

Cena złota, tylko w ciągu trzech kwartałów 2014 roku spadła aż o 16 procent. Zdaniem wielu analityków złoto traci swój inwestycyjny blask. Tymczasem, wbrew prognozom mówiącym o dalszym spadku ceny złota, nawet do poziomu 850 dolarów za uncję, przed żółtym kruszcem roztacza się wspaniała przyszłość.

Dobrze, czyli źle

pobrane1

 

Patrząc na wskaźniki gospodarcze, jest dobrze – mówią ekonomiści. A jak jest dobrze, popyt na złoto spada.

Złoto cieszy się wzięciem zwykle w warunkach stagnacji gospodarczej, zwłaszcza wtedy, gdy równocześnie spada wartość amerykańskiej waluty, oprocentowanie kredytów jest niskie, a także gdy istnieje realna groźba inflacji. Teoretycznie więc, w obecnych warunkach, kiedy bezrobocie spada, dolar rośnie w siłę, gdy nawet skrajni keynesiści są przekonani iż polityka zerowych stóp procentowych i wykupu obligacji (czyli druku pieniędzy) przez bank Rezerwy Federalnej zbliża się ku końcowi, spadkowa tendencja na rynku kruszców powinna być czymś wręcz naturalnym. Tym bardziej, że z raportów FED-u wynika, iż inflacja jest pod kontrolą, a nawet że rynkowi „grozi” deflacja.

Co więcej, administracja Obamy odtrąbiła po raz kolejny koniec recesji; po raz pierwszy od 6 lat bezrobocie spadło do 5,9 procent[1]. Słowem jest dobrze, a jak jest w gospodarce dobrze, to rynek złotem gardzi. Zdaniem ekspertów od analizy technicznej wykresy złota są negatywne. Kruszec ten osiągnął w 2013 roku, i to dwukrotnie, co ma być dowodem absolutnej pewności wykresów, swoje maksimum cenowe (punkt oporu) na poziomie 1183 dol. uncję. Wielu macherów i inwestorów ustanowiło na tej wysokości zlecenie „stop-strata”. Mówi się wręcz o powrocie do magicznego poziomu 850 dolarów za uncję. Tym bardziej, że trend spadkowy wzmocniony został rosnącym parytetem dolara wobec euro i innych głównych walut. Dodatkowym czynnikiem mającym sprzyjać trendowi spadkowemu jest recesja większości gospodarek świata, co powoduje spadek popytu na złoto wykorzystywane przez przemysł. Spadkowi temu towarzyszy także słabsza tendencja do tezauryzacji. Przy spadających dochodach i rosnących cenach, ludzie po prostu nie mają co tezauryzować. Na dwóch tradycyjnie największych rynkach zakupów złota, w Chinach i Indiach, obroty maleją. Tylko w ciągu ostatniego roku – podała we wrześniu 2014 Światowa Rada Złota (World Gold Council) – ceny spadły o 16 procent. Przedstawiciele establishmentu, na czele z politykami, są zdania, że złoto weszły w fazę bessy.

A mimo to eksperci inwestycyjni są zdania, że fundamenty dla złota są dobre. Innymi słowy, jego cena będzie mimo wszystko rosła. Czy optymizm zwolenników złota ma uzasadnienie?

Więc jednak

Kiedy się jednak dokładniej przyjrzeć obecnej sytuacji, złoto, począwszy od 2000 roku, jest wciąż jedną z najbardziej obiecujących, a więc i rentownych inwestycji. Stanowisko przeciwne, a więc przekonanie o tym, że interwencje banków i rządów po 2007/2008 roku odniosły swój cel, wskutek czego gospodarka wychodzi z dołka i stabilizuje się, którego zwolennikami są głównie keynesiści i monetaryści, jest błędne. Prawda jest bowiem taka, że w wyniku interwencji na rynku, gospodarki, tak amerykańska, jak i japońska, włoska, francuska, grecka i wiele innych, nie tylko nie są w fazie wychodzenia z kryzysu, lecz wprost przeciwnie. Kilkanaście lat ekspansji kredytowej, zerowych stóp procentowych, luzowania monetarnego (QE), niepohamowanej podaży (emisji) pieniądza, a także istnienia rezerwy cząstkowej, czyli kreowania pieniądza przez system bankowy doprowadziły Stany Zjednoczone, Japonię, a obecnie także strefę euro na granicę zapaści. Jedynym mechanizmem narzędziem, który może ją powstrzymać jest powrót standardu złota. Dla samego złota oznacza to tylko jedno: ogromny wzrost popytu i to przez wiele kolejnych lat.

Wolf Richter, Peter Schiff, David Stockman, Jeff Tucker i wielu innych ekonomistów amerykańskiej gałęzi szkoły austriackiej jest zdania, że polityka napędzania gospodarki przy pomocy machinacji monetarnych nie jest w stanie doprowadzić do powrotu na ścieżkę trwałego wzrostu gospodarczego. Oszukiwanie ludzi przy pomocy świadczeń socjalnych i innych form interwencji rządowej, jak np. tani, czy darmowy kredyt ma swoje granice. Pompowanie płynności (gotówki) doprowadzi w końcu do wybuchu inflacji, system ekonomiczny ulegnie rozpadowi. Już dziś wiadomo, że przy obecnym poziomie zadłużenia (17,000 miliardów dolarów amerykańskich) podniesienie oprocentowania bazowego tylko o pół punktu procentowego, przy równoczesnym powstrzymaniu pras drukujących pieniądze doprowadzi do załamania się wydatków publicznych. Same tylko odsetki od długu przewyższą koszty utrzymania machiny rządowej. Stany Zjednoczone (Japonia jest w podobnej sytuacji) mają do wyboru, albo ogłosić upadłość długu suwerennego, albo brnąć w jeszcze większy kryzys. To ostatnie rozwiązanie doprowadzić może do wybuchu niepokojów społecznych[2], a nawet wojny.

To przecież nie przypadek, że oto nagle w 2014 roku świat stanął na krawędzi konfliktu globalnego, na co wskazują napięcia między Ukrainą a Rosją, będące de facto konfliktem między Zachodem a Rosją; czy konflikt na Bliskim Wschodzie, przedstawiany jako konflikt religijny między islamem a chrześcijaństwem, czyli też między Wschodem a Zachodem. Zdaniem Henry Hazlitta, zarzewiem wszystkich globalnych punktów zapalnych były kryzys gospodarcze, a w szczególności…inflacja.

Niepewność

Gospodarka uzależniona od taniego kredytu traci na sile, ale przede wszystkim na znaczeniu, zachowując się jak narkoman, któremu potrzebne są coraz większe dawki dopalacza. Niepewność, w jaką wpędził Amerykę bank centralny doprowadza do osłabienia zaufania w dolara. Słabnący pieniądz prowadzi do osłabienia znaczenia amerykańskiej gospodarki. Zarówno produkcja, jak i pieniądz tracą na znaczeniu. Ubożeje kraj, ubożeją jego ludzie. Dalsze zastrzyki wzmacniające są coraz mniej skuteczne, a zarazem coraz droższe. Inwestorzy, zarówno zagraniczni, jak i krajowi domagają się wyższej rentowności, ponoszą przecież coraz większe ryzyko. W tren sposób rośnie koszt długu. Tworzy się obłędne koło; im bardziej się gospodarkę i dolara ratuje, tym są one słabsze. Koszty jej ratowania via dodatkowy kredyt rosną. Niepewność nasila się. Widać to chociażby po chaotycznych notowaniach na rynku papierów wartościowych.

Wartość indeksu Dow Jones Industrial Average 19 IX 2014 wynosiła 17280 punktów, 2 sesje później było już 17055, czyli 255 punktów niżej, następnego dnia znowu 165 punktów wyżej, a kolejnego 265 niżej, do poziomu 16945. Zważywszy, że mówimy o indeksie, który jest obrazem kondycji przemysłu, ma więc charakter wybitnie długoterminowy, zmiana jego wielkości o dwa procent w ciągu jednego tylko tygodnia świadczy, że inwestorzy i profesjonaliście rynku papierów wartościowych nie wiedzą co robią. Wystarczy awaria w indonezyjskiej fabryce zawleczek do iphona, ostrzejsza wypowiedź Putina, czy brak perspektyw rozmów między Turkami a Kurdami, by wirtualnie upadł w ciągu tygodnia ekwiwalent kilku tysięcy korporacji, które jakiś inny błahy komunikat jest w stanie „odbudować” w ciągu kolejnego tygodnia. Jeśli nie świadczy to o ignorancji inwestorów, to na pewno dowodzi bałaganu informacyjnego, albo fałszerstwa.

Godzina prawdy

I właśnie w takich okolicznościach, jak już powiedzieliśmy, zdesperowani ludzie szukają ratunku. Jedynym schronem przed spiralą spadku staje się złoto. Dzisiejsze zmiany ceny, chwilowy spadek, to tylko rozgrzewka przed tym co nastąpi, jeśli nie dojdzie przynajmniej do zahamowania nieposkromionego drukowania pieniądza. Bo to, że okiełznanie podaży pieniądza jest koniecznością, dla coraz większej liczby zainteresowanych staje się jasne. Świat, w którym ignoruje się fundamentalną zasadę, że źródłem kredytu są oszczędności tych, którzy wstrzymali się od konsumpcji, nie może należycie funkcjonować. Kto w takich warunkach zechce oszczędzać?

Zerowe stopy procentowe (ZIRP) doprowadziły w USA do zubożenia ogromnych rzeszy obywateli, emerytów, którzy całe swe zawodowe życie oszczędzali z nadzieją, że kiedy już przejdą w stan spoczynku, będzie ich stać na utrzymanie. ZIRP jest dla nich zaskoczeniem; jeszcze nie wierzą w to, co może się stać, jeszcze trzymają na kontach swe ciężko zarobione pieniądze, licząc na otrzeźwienie rządzących, mimo iż w  takich warunkach z każdym dniem tracą. Powoli jednak cierpliwość ich się kończy.

Dlatego od kilku miesięcy złoto fizyczne jest dyskretnie gromadzone i wykorzystywane w wymianach. Brytyjski Telegraph donosi o rekordowych transakcjach super-bogatych elit kupujących duże ilości sztab złota o wadze po 12,5 kg. Sprzedaż takich sztab, w samej tylko Wielkiej Brytanii wzrosła w ciągu minionych 12 miesięcy aż o 243 procent. Godziną prawdy może być referendum 30 listopada b.r., w którym ludność Szwajcarii wypowie się na trzy pytania: czy Narodowy Bank Szwajcarii powinien zwiększyć rezerwy złota do 20%; czy powinien przestać sprzedawać złoto ze swoich zasobów?, a także czy całe jego złoto powinno się znajdować wyłącznie w kraju. Jeśli Szwajcarzy zagłosują 3xTAK, wówczas na rynku złota może dojść do wstrząsu. Szwajcaria będzie musiała kupić 1700 ton złota, co stanowi 20 procent rocznej produkcji tego kruszcu. Bank centralny ma na uzupełnienie zapasów zaledwie 5 lat. Taki przykład nie może pozostać niezauważony.

Kto wie, czy finałem tego epizodu gospodarczego nie będzie przywrócenie standardu złota, do którego referendum szwajcarskie może być preludium.

Opracował: Jan M Fijor

 

 



[1] Eksperci gospodarczy są zdania, że wynik ten ma związek z przekonaniem, iż partia, której prezydent doświadcza bezrobocia na poziomie powyżej 6 procent, nie ma szans na wygranie wyścigu do Białego Domu.

[2] Nie ma cienia przesady w tym, że w Stanach Zjednoczonych 99 procent społeczeństwa pracuje na 1 procent establishmentu. Ostatnie ekscesy FED w postaci QE3, a być może i QE4, QE5 doprowadzą do tego, że AmericanDream będzie udziałem, już 1 procenta, lecz być może tylko 0,1 procent. obywateli. Tych wszystkich uprzywilejowanych, dla których bank centralny drukuje coraz to nowe tony papieru znanego dotąd jako amerykański dolar.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. pawel-l pisze:

    „jest powrót standardu złota. Dla samego złota oznacza to tylko jedno: ogromny wzrost popytu i to przez wiele kolejnych lat.”

    Sorry, ale to błędne przekonanie. W czasach obowiązywania standardu złota w W.Brytanii (120 lat) ilość złota w skarbcu była niewielka ok. 4% w stosunku do podaży pieniądza. Tylko że Bank Centralny potrafił utrzymywać parytet poprzez ściąganie z rynku nadmiaru pieniądza.
    Mało kto rozumie ten mechanizm. N.Levis o problemach rubla:
    http://www.forbes.com/sites/nathanlewis/2014/10/16/russias-currency-crisis-this-is-so-2008/

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Ja pisałem o Szwajcarii, gdzie w referendum bank centralny zobowiąże się (albo i nie) do rezerwy w wysokości 20 procent.
    To, że Bank of England gwarantował funta posiadając rezerwę 4% wynika z oszukańczego mechanizmu rezerwy cząstkowej. To nie jest aż taki trudny do zrozumienia mechanizm. Nadmiar pieniądza, o który pan mówi, to inflacja. Ściąga się ją równie łatwo, mianowicie poprzez podniesienie cen.

    Ukłony

  3. pawel-l pisze:

    Ja tylko mówię, że w historii były różne zasady utrzymywania standardu złota. Gdyby nagle pojawił się ogromny popyt na złoto (a na srebro, ropę, miedź ?) oznaczałoby to, że mamy znowu jakąś bańkę…
    Złoto to tylko towar …

  4. Zbigniew L. pisze:

    Panie Pawle-I ,
    super spostrzeżenie, że złoto to tylko towar ! Inflacja to jakby nie było spadek wartości pieniądza wyrażający się w stosunku do towarów. Na stronach niemieckiego instytutu Misesa jest ciekawy artykuł http://www.misesde.org/?p=8717 , gdzie autor przypomina sobie, jak kupował w roku 1970 duże bułki płacąc za nie 5 fenigów, a obecnie podobne bułki u piekarza kosztują 45 eurocentów, czyli 18 razy więcej. W tym samym czasie złoto podrożało ze 140 marek – 35 USD, za uncję także mniej więcej 18 razy. Można powiedzieć, że złoto drożeje w stosunku do pieniądza podobnie jak inne towary. Jest jednak pewna różnica między złotem a innymi towarami, a mianowicie taka, że złoto się nie psuje.
    Tylko tyle. I aż tyle.

  5. Krystian pisze:

    Dlaczego ten dolar tak silnie oddziałuje na złoto i na odwrót? A nie na przykład na jena czy euro? Z czym to ma związek? Że dolar to taka światowa waluta rezerwowa?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Tak. Dlatego chociażby, że ceny złota wyrażane są przeważnie w dolarach.
    Ukłony

  7. Marcin Ś pisze:

    Nie do końca rozumiem o co chodzi z tym standardem złota i frankiem czy może mnie ktoś z błędu wyprowadzić.
    1) dla mnie standard złota jest wtedy gdy biorę 1 franka i dostaje za niego zawsze tyle samo złota np. 1gr. W takim wypadku pokrycie np 20% nie ma sensu bo wtedy za franka dostaję 0,2gr zł to tylko tyle zmienia że jest frank 5 razy mniej wart. Wiadomo że przy takim systemie frank może być wart więcej niż złoto które za niego dostane ale mam gwarancję że poniżej nie spadnie bo wtedy mogę iść i odebrać złoto.
    2) To co chcą zrobić Szwajcarzy to 20% rezerwa czyli co ? złoto które mają musi być warte 20% wszystkich wydrukowanych franków. Oczywiście cenę złota wyraża się po kursie oficjalnym w frankach? Czyli jeśli bank ma trzymać 20% złota to ma 3 wyjścia 1) osłabić franka tak żeby to złoto które ma było warte 20% franków 2) wywindować cenę złota w górę. 3) dokupić złoto. Nie bardzo wiem jak to ma bank powstrzymać przed drukowaniem pieniędzy wydrukuje 5mil za milion kupi złot a reszta na rynek. Czym więcej będzie drukował tym (cena złota/ wartość franka) będzie rosła czyli na każdego wydrukowanego franka będzie trzeba kupić mniej złota. Jak taki system ma zapobiec dodrukowi w nieskończoność pieniędzy ?

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Marcinie,

    Aby istniało 100. procentowa wymienialność banknotów papierowych na złoto wystarczy widocznie, by 20 proc. z nich miało pokrycie w kruszcu.
    Nie potrzeba 100 procentowego pokrycia w złocie, gdyż trudno się spodziewać, aby w sytuacji gwarancji ze strony banku centralnego
    wszyscy obywatele, równocześnie chcieli wymienić swoje banknoty papierowe (fiat money) na złoto. Tyle na razie.

    ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *