Szaleńcy z banków centralnych w natarciu

chat-dymki
4

Globalny system finansowy załamuje się na naszych oczach. Niezbite dowody ze wszystkich stron świata wskazują na słabnący wzrost gospodarczy, dramatyczny zastój w inwestycjach, malejący wolumen handlu, ewidentnie przerośnięty przemysł, rekordowo zadłużony sektor prywatny, wyczerpane finanse publiczne, wojny walutowe, zaostrzenie konfliktów polityczno-militarnych oraz bezprecedensowe rozjechanie się przygniecionych długami realnych gospodarek i nieracjonalnie przeszacowanych indeksów giełdowych.

A jednak, w przeciągu doby dwa banki centralne zadeklarowały wstrzyknięcie w rynki kolejnych dawek monetarnej heroiny i indeks S&P natychmiast poszybował do 2070 punktów. Tym samym tak zwani robo-traders[1] napompowali wskaźnik P/E[2] dla pięciuset największych spółek notowanych na amerykańskiej giełdzie do porażającej wartości dwudziestokrotności ich zysków z ostatnich dwunastu miesięcy.

A taka a nie inna wysokość zysków tych firm świetnie spełnia rolę papierka lakmusowego dla światowej gospodarki, gdzie Japonia jest o krok od bankructwa, chiński domek z kart zaczyna się zawalać, Europa zalicza właśnie „potrójny dołek”[3], a fałszywi prorocy z Wall Street głoszący, że w Stanach Zjednoczonych osiągnięto wreszcie trzy procentową „prędkość ucieczki”, zostaną wkrótce zdyskredytowani po raz kolejny – już piąty rok z rzędu. Pomijając fakt, że gdyby klasyczny proces poszukiwania ceny miał jeszcze jakiekolwiek znaczenie w kasynie przy Wall Street kapitalizacja rynkowa oparta na tych rażąco zmanipulowanych zyskach (choćby sztuczne zawyżanie wskaźników EPS[4] wielu spółek poprzez masowe nabywanie ich własnych akcji) nie byłaby tak szalenie wysoka.

Prawda jest taka, że w kwestii niebezpiecznego położenia w jakim znajduje się globalna gospodarka nic się w ciągu ostatniej doby nie zmieniło. Pomijając… Pomijając to, że Mario Bredzi z Europejskiego Banku Centralnego złożył kolejną bezmyślną, niemożliwą do spełnienia obietnicę – tym razem wyraził „gotowość uczynienia wszystkiego co konieczne dla zwiększenia inflacji i prognoz inflacyjnych najszybciej jak to możliwe” – oraz, niemalże równocześnie, zdesperowani towarzysze z Pekinu po raz kolejny splunęli w twarz chińskim ciułaczom obniżając stopę depozytową o 25 punktów bazowych do 2,75%.

Zastanówmy się przez moment. Czy możliwe jest, aby przyczyną załamania się wzrostu gospodarczego w Europie jest zbyt niska inflacja? Czy Chiński boom kredytowo-budowlany przygasa, bo Ludowy Bank Chin był ostatnimi czasy zbyt skąpy?

Odpowiedź oczywiście brzmi nie. Dlaczego więc indeksy giełdowe poszybowały w górę bazując jedynie na dwóch oświadczeniach banków centralnych, które w żadnym wypadku nie pomogą pogrążającej się w recesji Europie, ani też nie zatrzymają chińskiej bańki nieruchomościowej, która wymknęła się spod kontroli?

Nie może tu być mowy o możliwie różnych interpretacjach danych. Europejski realny PKB jest dziś zaledwie na poziomie z trzeciego kwartału 2006 roku. Oczywiste jest, że chwilowe spowolnienie inflacji konsumenckiej w ciągu ostatnich kilku miesięcy spowodowane głównie spadkiem cen ropy oraz przemijającym efektem kursu wymiany nie może być wystarczającym usprawiedliwieniem długotrwałego trendu dążenia donikąd.

1

 

Warto dodać, że w tym samym okresie wskaźnik CPI[5] w Europie wzrósł o prawie 20%. Dlaczego wciąż powtarza się jako aksjomat, że inflacja na poziomie 2% rocznie prowadzi do wzrostu gospodarczego? Nie ma na to najmniejszych dowodów. A zatem przysięgi Draghi’ego o przywróceniu dwuprocentowego kurczenia się co roku wartości wynagrodzeń, depozytów w bankach i siły nabywczej jaką dysponują europejskie gospodarstwa domowe nie zapewnią wyższego wzrostu gospodarczego, lepszych zarobków i kolejnych rekordów na giełdach.

2

W rzeczywistości cały ten zgiełk o „deflacji” oraz zapewnienia Draghi’ego, że zrobi wszystko co w jego mocy, aby doprowadzić do szybkiego wzrostu inflacji ma swoje źródło w chwilowym, nagłym spadku indeksu cen w ciągu ostatnich 12-18 miesięcy. Ale czy aby to pierwszy raz zdarza się, że zmieniające się faza globalnego cyklu koniunkturalnego na rynku towarów oraz kurs euro spowodowały chwilowy spadek w krótkoterminowym trendzie wskaźnika cen konsumenckich? Dane historyczne wyraźnie mówią co innego.

3

Dla ścisłości, tylko w jednym przypadku słabnąca inflacja mogłaby wpłynąć na realny PKB w krótkim terminie – mianowicie jeśli europejscy konsumenci znacząco zwiększyliby stopę oszczędności w oczekiwaniu na spadki cen w przyszłości. Jest to oczywiście sztandarowa groźba Keynesistów widzących rozwiązanie na wszystko w dodruku pieniędzy. Ale czy są na to jakiekolwiek dowody?

Po krótkim wzroście stopy oszczędności w Europie podczas Wielkiej Recesji[6] nastąpił spadek do poziomu średniej z ostatnich lat i na takim utrzymuje się w trendzie bocznym do dziś pomimo spowolnienia inflacji od 2012 roku. Pogląd mówiący że znajdujące się w tarapatach finansowych gospodarstwa domowe we Francji, Włoszech, czy nawet Niemczech bojkotują konsumpcję i gromadzą gotówkę to czyste kłamstwa. Ale są one wygodne dla zdesperowanych aparatczyków pociągających za sznurki w Brukseli i Frankfurcie. Pasują też idealnie robo-traderom, gdyż zapewniają w przyszłości kolejne bezprecedensowe deklaracje szefów banków centralnych, które słynne „algi”[7] wykorzystują w mgnieniu oka.

4

Otóż problemem Europy nie jest chwilowo zbyt niska inflacja. Problemem Europy są okrutnie wysokie podatki, gigantyczne długi i dyktatura interwencjonizmu, które stanowią permanentną barierę dla wzrostu gospodarczego. Draghi obniżył już stopę depozytową do wartości ujemnej, czego efekty rozprzestrzeniają się obecnie po rynkach, od systemu bankowego, poprzez sektor produkcyjny do konsumentów.

Kto zatem finansował będzie bilionowe długi prze negatywnej realnej stopie zwrotu, gdy „szybkie pieniądze” ulotnią się z Europy i gwałtownie tracącego na wartości euro? Dzisiejsze szalone wzrosty na giełdach każą przypuszczać, że algi raczej się nad tym nie zastanawiały.

5

Podobnie wczorajsze oświadczenie z Chin powinno być dla inwestorów sygnałem do odwrotu, a nie zaproszeniem do rozsiadania się w kasynie. Ludowa Drukarnia Chin[8] pracowała na pełnych obrotach przez całą ostatnią dekadę, zwiększając swoją sumę bilansową aż dziewięciokrotnie od roku 2000.

Teraz nawet ci nieszczęśni mistrzowie od czerwonego kapitalizmu urzędujący w Pekinie zaczynają rozumieć, że masowy dodruk pieniądza wywołał potężne przeinwestowanie w sektorze budownictwa (czego efektem są tak zwane „ghost cities”[9]) oraz napompował gigantyczną bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości w całym kraju.

Fakt ponownego otwarcia worka z pieniędzmi pomimo dostrzeżenia związanych z tym problemów dowodzi, że uzależnienie Chin od taniego pieniądza jest trwałe oraz że twarde lądowanie jest tylko kwestią czasu. Tego również nikt algom nie powiedział.

6

Jednak na niełatwą przyszłość Chin najdobitniej wskazuje przysłowiowy kanarek w kopali rudy żelaza[10]. Chiński sektor wydobywczy, jak niemal każdy inny jest znacząco przerośnięty. Przy zdolności produkcyjnej 1,1 milionów ton stali rocznie, realny popyt na nią możliwy do utrzymania w długim terminie wynosi około 600 tysięcy ton. Przez realny popyt rozumiem tu zapotrzebowanie na stal w postaci produktów konsumenckich oraz wymiany kapitału, a nie chwilowy szał w budownictwie.

Fakty są takie, że chińska nadwyżka w zdolności produkcyjnej stali, jest większa niż produkcja Stanów Zjednoczonych, Japonii i Europy razem wziętych. Łatwo wywnioskować, że kiedy bańka na rynku budowlanym w końcu pęknie, świat zaleją tysiące ton taniej stali oraz wszelkiego rodzaju produkty z niej wytwarzane, w tym samochody. Już w tym roku Chiny wyeksportują więcej stali niż USA zdoła wyprodukować, a to dopiero początek największej w historii światowej kampanii dumpingowej.

Krótko mówiąc nadchodzi potężna fala deflacji w przemyśle, będąca skutkiem dwudziestu lat interwencji banków centralnych w rynki na całym świecie, które zasiliły masowe przeinwestowania w sektorach wydobywczym, produkcyjnym, transportowym i handlowym. To z kolei zapoczątkuje monetarny wyścig banków centralnych na dno – wyścig, który w zasadzie już się zaczął japońską masakrą jena. Niedługo pozostałe kraje wschodniej Azji – w szczególności Chiny – będą musiały dołączyć do zabawy w dewaluowanie własnej waluty. W przeciwnym razie ich oparte na eksporcie gospodarki dostaną zadyszki.

Po tym, w miarę jak wobec słabnącego wzrostu Chin i globalnej wojny walutowej nawet niemiecka maszyna eksportowa zacznie szwankować nastąpią kolejne, jeszcze bardziej desperackie manewry ze strony ECB. Innymi słowy, wczorajsze oświadczenia banków centralnych były pierwszymi symptomami implozji monetarnej o zasięgu globalnym, która wkrótce wstrząśnie rynkami finansowymi, produkcją, handlem, zatrudnieniem oraz zarobkami.

Ktoś powinien szybko przeprogramować algi. Inaczej któregoś dnia dostaną nagle polecenie o treści „Sell! Sell! Sell!”

www.davidstockmanscontracorner.com

tłumaczenie Krzysztof Zuber

 



[1] spekulanci wykorzystujący programy komputerowe do tradingu

[2] Price to Earnings ratio – stosunek ceny jednej akcji do zysku na nią przypadającego

[3] trzy recesje oddzielone krótkimi (1-2 kwartały) okresami wzrostu

[4] Earnings per Share – wartość zysku przypadającego na jedną akcję

[5] Consumer Price Index – indeks cen konsumenckich

[6] chodzi o kryzys finansowy z 2007 roku

[7] znów chodzi o zautomatyzowane inwestowanie z pomocą algorytmów

[8] chodzi oczywiście o Ludowy Bank Chin

[9] świecące pustkami miasta-widma wybudowane w czasie bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Popyt na kolejne ekskluzywne wieżowce generowali inwestorzy i spekulanci, a nie rzeczywiście potrzebujący mieszkań Chińczycy.

[10] Powiedzenie odnosi się do czasów kiedy górnicy schodząc pod ziemię, dla bezpieczeństwa  zabierali ze sobą kanarki. Ptaki te są bardzo czułe na obecność metanu i szybko umierają, gdy znajduje się w powietrzu. Stąd mówi się, że życie kanarka w kopalni jest „krótkie ale bardzo istotne”.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. pawel-l pisze:

    Artykuł ciekawy, tylko przypisy mają złe linki i nie działają

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Numery przypisów nie aktywnymi linkami, lecz numerami przypisów. Jeśli to nie jest jasne, przepraszam.

    Ukłony

  3. Green pisze:

    Problem w tym, że linki są w formacie c:\users\desktop\janek itd …..

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Na czym polega tern problem?

    Ukłony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *