Problemy z (nie)równością by Thomas Sowell

chat-dymki
8

pobrane

Jakiś czas temu w Anglii pewni włamywacze napisali na ścianie domu, który obrabowali wiadomość o treści: „BOGACI DRANIE!”.

Te dwa słowa dobrze oddają ducha upolitycznionej wizji równości – według  której niesprawiedliwe jest, że jednym wiedzie się lepiej niż innym.

Nie jest to oczywiście właściwe znaczenie równości, reprezentuje ono jednak pogląd dominujący w świecie polityki, gdzie rozbieżności dochodowe, czy rozwarstwienie społeczne automatycznie traktuje się jako nierówności. Jeśli zaś zarobki danej grupy rasowej, czy etnicznej są niższe niż innej, w świecie mediów, polityki i wśród  inteligencji od razu mówi się o dyskryminacji.

Nie ma znaczenia jak wiele jest danych mówiących, że członkowie niektórych grup społecznych wkładają więcej wysiłku w naukę, osiągają lepsze wyniki, a po ukończeniu  nauki poświęcają więcej czasu na zdobywanie praktycznego doświadczenia w medycynie, inżynierii, czy biznesie.  Jeżeli końcowe rezultaty ekonomiczne są nierówne, uważa się to za nie porządku wobec tych z wynikami gorszymi oraz za symptom niesprawiedliwego społeczeństwa.

Zdolni retorycy świadomie wprowadzają zamieszanie traktując na równi  fakt, że życie jest niesprawiedliwe z twierdzeniem, że dana instytucja bądź całe społeczeństwo jest niesprawiedliwe.

Dzieci, które rodzice wychowają z miłością i determinacją, by posiadły wiedzę, dyscyplinę i kręgosłup moralny, co uczyni  je wartościowymi członkami społeczeństwa, będą miały zdecydowanie większe szanse na osiągnięcie sukcesu finansowego oraz udane dorosłe życie, niż dzieci wychowane przez rodziców, którzy tego nie dopilnują.

Badania pokazują, że dzieci, których rodzice zrobili kariery zawodowe wypowiadają w rozmowach z nimi dwa razy więcej słów na godzinę, niż dzieci, których rodzice należą do klasy pracowniczej oraz kilka razy więcej, niż dzieci z rodzin korzystających z pomocy społecznej. Nie ulega wątpliwości, w przyszłości dorośli ludzie pochodzący z tak różnych środowisk nie staną przed równymi szansami osiągnięcia życiowych sukcesów.

Błędne przekonanie ma swoje źródło w zbieraniu statystyk dotyczących pracowników poszczególnych firm, bądź instytucji, a następnie uznawaniu różnic w zatrudnieniu, zarobkach, czy awansach ludzi z różnych grup za przesłanki wskazujące na dyskryminację ze strony pracodawcy.

Niestety wiele naiwnych osób bezwarunkowo wierzy w założenie, że niesprawiedliwość nastąpiła dokładnie na etapie, którego dotyczyły statystyki, co nawiasem mówiąc byłoby nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności, gdyby okazało się prawdą.

Co gorsza wiele osób wierzy także, że politycy potrafią tę niesprawiedliwość życia naprawić nakładając odpowiednie przepisy na przedsiębiorców. Należy zrozumieć że kiedy ludzie  wychowani na różne sposoby zaczynają ubiegać się o pracę, ewentualna krzywda dokonała się wiele lat wcześniej.

Inną kwestią jest to, że coś co stanowi problem dzieci wychowanych przez rodziny, czy wspólnoty, które nie przygotowują ich do produktywnego życia, jest idealną pożywką dla polityków, prawników i różnorakich mesjaszy społecznych, którzy chętni są prowadzić zajadłe krucjaty, jeśli tylko się im to opłaca. Duża część świata mediów oraz inteligencji gotowa jest dołączyć do boju o równość. Ale równość czego?

Równość wobec prawa jest fundamentalną charakterystyką zdrowego społeczeństwa. Jednak równe traktowanie w żadnym wypadku nie gwarantuje równych rezultatów. Wręcz przeciwnie – skoro nie istnieją ludzie równi w pełnym zakresie zdolności i umiejętności przydatnych w życiu, równe traktowanie czyni równe rezultaty mało prawdopodobnymi. Przecież ten sam człowiek może nie być równy nawet samemu sobie w różne dni, a tym bardziej na różnych etapach swojego życia.

To co w przypadku większości opinii publicznej jest jedynie wynikającą z ignorancji i nieuwagi niejasnością co do znaczenia terminu równość, może być niejasnością świadomie wprowadzaną i podtrzymywaną przez polityków, prawników i innych manipulantów skorych wykorzystywać powstałe zamieszanie dla własnych celów.

Niezależnie od rzeczywistych przyczyn różnych zdolności oraz różnych rezultatów poszczególnych jednostek, bądź grup, liderzy krucjat politycznych potrzebują winowajców do oczerniania. (Ale nie bardziej niż zwolenników, zatem winowajca taki nie może okazać się członkiem wspólnoty wyborcy, członkiem jego rodziny, czy nim samym). Prawnicy zaś potrzebują winowajców, aby ich pozwać. Również przedstawiciele mediów i inteligencji są aż nadto chętni przyłączyć się do walki z siłami zła.

Smutna prawda jest taka, że niejasna koncepcja równości, objawiająca się w postaci politycznych awantur i napięć społecznych, jest gwarancją na niekończące się konflikty, które z czasem doprowadzić mogą do skłócenia całego społeczeństwa. W wielu krajach już doprowadziły.

 

Thomas Sowell, 6 I 2015

www.tsowell.com

tłum. Krzysztof Zuber

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Rzecz w tym, aby ambitne dzieci z rodzin, których rodzice należą do klasy pracowniczej lub z rodzin korzystających z pomocy społecznej MIAŁY SZANSĘ „posiąść wiedzę, dyscyplinę i kręgosłup moralny, co uczyni je wartościowymi członkami społeczeństwa, aby miały zdecydowanie większe szanse na osiągnięcie sukcesu finansowego oraz udane dorosłe życie”. Niestety – nie osiągną tego w domu rodzinnym, obowiązkiem wspólnoty jest zapewnienie takiej SZANSY tym wybitnym jednostkom z klas niższych. Bo prawa statystyki nie dotyczą jednostki. Owszem wiem, że synowie robotnicy i pijaka mam mają statystycznie małe szanse na ukończenie studiów doktoranckich ale jako jednostkę mało mnie to obchodzi. Wymagam od Wspólnoty by umożliwiła mi to o ile ja wykażę upór i wolę. Jest to także w interesie Wspólnoty bo doktorami zostawać będą jednostki ambitne, świetnie wykształcone i (często) wrażliwe na krzywdę innych co podniesie jakość całej Wspólnoty. Wspólnotą ową najczęściej jest państwo ale można sobie wyobrazić inną np. wspólnotę religijną jak amisze czy żydzi ( zmalej litery tym razem) albo jeszcze inną jak polska szlachta, która do XVI wieku była w stanie dokooptować wybitnych mieszczan a nawet chłopów). I z drugiej strony dzieciom których rodzice zrobili kariery zawodowe Wspólnota (państwo) powinno przyglądać się szczególnie podejrzliwie, czy NA PEWNO zajmują owe stanowiska ponieważ są bardziej zdolne i pracowite niż syn pijaka i robotnicy.

  2. Krzysztof Zuber pisze:

    „Obowiązkiem wspólnoty” – czyli kogo konkretnie?
    „Wymagam od wspólnoty” – czyli od kogo?

    Może Pan używać zwrotu „wymagam od wspólnoty”, ale zawsze oznaczać to będzie wymaganie od zbioru pojedynczych osób. Na jakiej podstawie?

    Różne propozycje możemy uznawać za dobre, słuszne, czy pożyteczne dla wspólnoty, jednak (niezależnie czy mamy racje, czy nie) nie mamy prawa narzucać innym obowiązku realizacji tych propozycji.

    Jeśli uważa Pan, że należy pomagać „dzieciom pijaków i robotnic”, dla wyrównania szans, proszę to robić i zachęcać innych, aby czynili podobnie, a nie „oczekiwać”, „wymagać” i powoływać się na niezidentyfikowanych członków wspólnoty, by zrobili to za Pana.

  3. Piotr Bronowicki pisze:

    Dziękuję za merytoryczną polemikę

    1) Robię to (poprzez stowarzyszenie Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej Wrocław) i zachęcam (niniejszym) innych, nie wymagam.
    2) Tworząc Wspólnotę np. gminę wyznaniową nie jesteśmy „zbiorem pojedynczych osób” , wskutek efektu synergii społecznej jesteśmy czymś znacznie więcej.
    3) Usiłowałem naprowadzić czytelnika na wniosek, że wspomaganie ambitnych, pracowitych i zdolnych lecz gorzej urodzonych kosztem bęcwałów z profesorskich domów „opłaca się” Wspólnocie.
    4) Jeżeli się opłaca to Wspólnota może używać przynależnych jej narzędzi do realizacji swojego interesu. To mogą być zwrotne stypendia, fundacja Skrzydła, rozbijanie grup nacisku korporacji zawodowych.
    5) Należy wspomagać lepszych nie w imię IDEI wyrównywania szans tylko ze względu na interes ekonomiczny Wspólnoty.
    6) Wyraźnie napisałem o działaniach w w/w kierunku trzech Wspólnot z którym zetknąłem się i jednej o której czytałem w książkach Zofii Kossak.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    O wiedzę dzieci mają dbać ich rodzice, a jeśli nie są w stanie, istnieje wiele organizacji pomocowych, jak choćby Kościół, instytucje filantropijne, prywatni sponsorzy etc. Nawet w średniowieczu dzieci wybitnie utalentowane z biednych rodzin otrzymywały pomoc czy to z dworu, czy od mecenasów. Upaństwowienie problemu prowadzi do tego, że nikt o nikogo naprawdę nie dba, bo nie widzi w tym żadnego interesu. W czasach PRL „darmowe” studia wyższe ukończyło niespełna 7 proc. populacji, podczas gdy dzisiaj, kiedy trzeba płacić, kończy je 20-30 proc. Człowiek rodzi się wolny, bez zobowiązań, nie wolno mu więc tej wolności zabierać. Państwo to jest jednak ograniczanie wolności, agresja i przemoc.

    Ukłony

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Sprawiedliwość albo jest sprawiedliwością, albo nią nie jest. Sprawiedliwość społeczna, to oxymoron.
    jak chodzi o ścisłość sprawiedliwości, tej którą pan ma na myśli, nie ma. Nikt nie wie naprawdę co dla niego sprawiedliwe.
    Dowiadujemy się o tym dopiero z czasem. I to jest tzw. lekcja życia, której trudno się uczyć od innych.

    Ukłony

  6. Irek Wrobel pisze:

    O sprawiedliwości i równości można pisać wiele. W obecnych społeczeństwach raczej rzadko można spotkać przykłady stosowania w praktyce równości i sprawiedliwości.

    Ktoś napisał coś na murze, dzięki czemu wielu innych z nas, ma tematy do przemyśleń.

    Od kiedy polityka i politycy mają coś w spólnego z równością i sprawiedliwością?

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Mógłby pan napisać jaśniej?
    o wszystkim można pisać wiele. chodzi o to, żeby przy tym pisać mądrze.
    Sowell pisze, że równości i sprawiedliwości nie ma, więc skąd ma się ona wziąć w praktyce?

    Ukłony
    Jan M Fijor

  8. Marcin pisze:

    Witam.
    W mojej opinii komentarze na tema artykułu skupiają się zbyt mocno na akcencie etycznym równości. Wydaje mi się, że Sowell wyszedł ze znacznie prostszego założenia. Opisał nas jako nierównych pod wieloma względami, nie mającymi nic wspólnego z funkcjonowaniem w zbiorowości. Chodzi mi przede wszystkim o cechy biologiczne, osobowościowe, fizyczne położenie lub stan etc. Nie ma społeczeństw złożonych z ludzi o jednakowym wzroście a nawet gdyby takiej selekcji dokonać to różniliby się rozmiarem stopy czy kołnierzyka. Sowell zauważa więc, że w przypadku interwencji w imię równości i tak zawsze będzie ktoś cierpiał z powodu braku uniwersalności. Idąc nawet dalej tym tropem sam proces równania (w obrębie wspólnoty, kraju, grupy) staje się przyczyną kolejnych nierówności. Kolejnym spostrzeżeniem Sowella jest wysoka trudność w zdefiniowaniu pierwotnej nierówności, tak na poziomie jednostki jak i zbiorowości. Uważam, że współcześnie zbyt często używa się sloganu „Równość społeczna”. Moim zdaniem jesteśmy równi tylko w jednej kwestii w zróżnicowaniu względem siebie. Akceptacja tego faktu na poziomie osobistym i zbiorowym jest w moim przekonaniu znacznie ważniejsza niż liberalne czy religijne ujednolicanie w poszukiwaniu abstrakcyjnej równości tak krytykowanej przez Sowella.
    Dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *