Madagaskar. Od cyklonu, do cyklonu (I)

chat-dymki
6

– I po co ci ten Madagaskar? – spytał mnie stary przyjaciel. Pchać się do jakiejś dziury na końcu świata!

– Ot, chłopięce marzenie na stare lata!

Smak wanilii

pobrane

Okazuje się, że Madagaskar był dla wielu przyszłych podróżników pierwszym krajem egzotycznym, o jakim dowiedzieli się w swoim życiu. Wspominał o tym Arkady Fiedler, Michael Palin z Monthy Pytona, wybitny znawca wyspy, misjonarz, Jan Podgórniak i kilku innych obieżyświatów. Dla mnie, przez długi czas, dopóki nie zobaczyłem Peru i Birmy, czwarta co do wielkości wyspa świata była najniezwyklejszym i najbardziej tajemniczym skrawkiem globu. Odkąd na wystawie sklepu filatelistycznego przy Krupówkach w Zakopanem ujrzałem „zielony Madagaskar”, znaczek z podobizną uśmiechniętego malgaskiego wojownika z przepaską na głowie, w geście pozdrowienia i dzidą na ramieniu, myślałem tylko o Mada. Malgasz ze znaczka śnił mi się po nocach przez wiele lat.

Zafascynowany Madagaskarem pragnąłem zdobyć całą serię znaczków z wojownikiem, o ile pamiętam, w pięciu czy sześciu różnych kolorach. Ze dwa lata mi to zabrało zanim je skompletowałem. Dla siedmio- czy ośmioletniego chłopca było to duże wyzwanie. Pomaszerowałem wtedy dumnie na spotkanie miejskiego towarzystwa filatelistycznego, by pochwalić się swoim „madagaskarem”. Pamiętam do dziś jakim wstrząsem było dla mnie to, gdy dowiedziałem się od jednego z zawodowych filatelistów, że „znaczki malgaskie to bezwartościowy papierek, podobnie jak większość znaczków francuskich”. Mimo brutalnej prawdy, żadne inne miejsce na Ziemi, przez długi czas, nie poruszało mej wyobraźni bardziej niż Madagaskar. Do dziś zastanawiam się, dlaczego nie odwiedziłem wyspy wcześniej. Pewien Francuz, któremu o tym opowiedziałem, poklepał mnie po ramieniu mówiąc: nie przejmuj się. I tak w ciągu ostatnich 50 lat niewiele się tutaj zmieniło.

pobrane

Wizyta w miejscach egzotycznych, wymaga dobrego przygotowania zarówno psychicznego, jak i informacyjnego. Zanim wyjechałem przepytałem większość moich podróżujących znajomych, jak   t a m  jest. Ku mojemu zdumieniu Madagaskar odwiedziło znacznie więcej osób niż sądziłem. Jednakże na pytania„: czego mam tam szukać? dokąd się udać? na co uważać? większość odpowiadała powściągliwie, jakby wspomnienie swych podróży chcieli zatrzymać dla siebie. Super! Nie ma piękniejszego kraju od Madagaskaru – chwalił wyspę Jarosław Kret, ten od pogody. Kiedy jednak poprosiłem o jakieś konkrety, przestał odpowiadać na maile. Jacek Torbicz, podróżnik i łowca przygód, który na Madagaskarze spędził wiele czasu, wymienił jednym tchem kilkanaście trudnych do zapamiętania nazw miejsc, których odwiedziny wręcz są obowiązkiem. Problem w tym, że nawet Arkady Fiedler w czasie swego półtorarocznego pobytu na wyspie nie zdążył odwiedzić połowy z nich. Aż wstyd się przyznać, ja jechałem na Madagaskar tylko na 2 tygodnie. I tu bardzo pomocne okazały się doświadczenia Grześka Świętka, który odwiedził Mada kilka lat temu i nawiązał kontakty z pracującymi tam polskimi misjonarzami. Gdy chodzi o informację praktyczną, nikt w takich rejonach nie jest bardziej pomocny od misjonarzy. Dzięki pomocy, Ojca Jana, misjonarza ze Zgromadzenia Świętej Rodziny, który na Madagaskarze spędził prawie 30 lat, z czego 90 procent w buszu bez dróg, bez światła, bez wody, nie tyle poznałem, co poczułem nastroje i temperamenty tego niezwykłego zakątka świata.

 

Przylot

Madagaskar jest chyba najmniej znaną częścią Afryki. Mówi się o nim, jak o krainie lemurów, baobabów, czasem też dodaje coś o wanilii, ale to właściwie wszystko, co powszechnie o Madagaskarze wiadomo. Mimo iż jest to niewątpliwie kraj afrykański, różni się od Afryki kontynentalnej na kilka sposobów. Primo, ludność jest znacznie bardziej różnorodna. Prócz Murzynów dużą grupę stanowią potomkowie Azjatów, a nawet Malaje. Secundo, mimo iż poszczególne rejony Afryki są wciąż od siebie odizolowane dżunglami i niespławnymi rzekami, żadne inne państwo nie jest tak odseparowane od reszty świata, jak właśnie Madagaskar. Na pytanie, który z okolicznych krajów nazwać można bratnim w stosunku do Madagaskaru, usłyszałem, że żaden. Nie lubią się z pobliskim Mauritiusem, są w sporze z sąsiednią wyspą, Reunion, jedynie jakie takie stosunki mają z archipelagiem Komorów. Mimo tej wrogości, otaczający wyspę ocean, utrudnia toczenie wojen. Tertio, żaden kraj Afryki, pominąwszy Republikę Południowej Afryki, nie ma tak różnorodnego, choć ubogiego  rolnictwa. Z drugiej strony, w przeciwieństwie do reszty Afryki, nie licząc robactwa, insektów i ptactwa nie ma tu prawie żadnych zwierząt. Znikają nawet lawet lemury, symbol Madagaskaru, od których roiło się jeszcze 30 lat temu. Krąży opinia, że Malgasze są znacznie bardziej od Murzynów leniwi, przesądni i mniej bojowi, nie byłem jednak w stanie tego potwierdzić, więc wiadomość jest nieoficjalna.

sifaka1

Ta samotna wyspa jest targana żywiołami klimatycznymi. Dwukrotnie większy od Polski, powierzchnią ustępujący tylko Grenlandii, Nowej Gwinei i Borneo, Madagaskar ma dwa dość paskudne klimaty: suchy i mokry. Przy czym po stronie wschodniej tylko leje. Po zachodniej, od strony Afryki, bywa że leje. Dlatego tam wszyscy nieustannie modlą się o deszcz. Na prawo, czyli od strony Indii, klimat jest mokry, na lewo, w stronę Afryki, poniekąd suchy. Od października do kwietnia, po zachodniej, bardziej turystycznej stronie wyspy, panuje zima i cyklony. W pozostałym czasie jest katastrofalnie sucho.

Błogosławieństwem klimatu jest cyklon; wiatr, który niesie ze sobą deszcze, a więc życie.  Z pierwszym tegorocznym cyklonem, nazwijmy go dla porządku, cyklonem A, zetknąłem się już w samolocie, gdy – mniej więcej na wysokości kenijskiej wysepki Lamu, o której słyszałem już w dzieciństwie w opowieściach dziadka – zaczęło potężnym Airbusem 340 rzucać na lewo, prawo, w górę i w dół i nie przestało aż do lądowania w podstołecznym Ivato, gdzie znajduje się centralne lotnisko Mada.

– Janie, przywiozłeś nam cyklon! – powitał mnie niecodziennie O. Jan. Innych, skatowanych 11 godzinnym lotem i wielogodzinnymi turbulencjami pasażerów wychodzących z samolotu Air France w dniu 14 stycznia b.r. w Antananarywa (dla wygody: Tana) oczekująca ludność malgaska witała równie radosnym okrzykiem, jakby to nam przypisując wcześniejsze niż zwykle pojawienie się potężnej trąby z deszczem. Ironia malgaskiego klimatu polega na tym, że tam gdzie leje w porze suchej, mało kto chce mieszkać, tam zaś gdzie chce, jest najczęściej sucho. Przypisuje się ten fakt pechowi, zemście niebios, czyli fadi. To jest zresztą wygodny „madagarski” sposób usprawiedliwiania i wyjaśniania wszelkich niedogodności żywota.

Pierwsze kroki

 

MADAGASKAR 2015 013       W Tana i w okolicy, lało przez bite dwa dni od rana do rana. Ulewom towarzyszyła porywista wichura. Miasto tonęło w wodzie i błocie. Brakowało prądu, światła (to dwa różne zjawiska), unieruchomiony było wi-fi. Internet na Madagaskarze, i to nawet w stolicy kraju, która rozmiarami przypomina metropolię, jest zjawiskiem unikalnym i trudnym do zrozumienia nawet dla fachowców. Dostęp do niego jest sporadyczny i przypadkowy.  Szczególnie właśnie w okresie cyklonu. Przykładowo, w jakimś miejscu może być wi-fi, może być prąd, a Internetu nie ma, bo brakuje światła, a właściwie żarówki. Może być żarówka, może być wi-fi, a Internetu nie ma, bo wyłączono prąd. Pełnia szczęścia, czyli żarówka, prąd elektryczny i wi-fi to sytuacje wyjątkowe, stąd pamięta się je na długo.

W planach tej ekspresowej peregrynacji miałem ucieczkę na południowy zachód, w okolice miasta Toliara, znanego od 30 lat jako Tulear. Nb. zastanawialiście się skąd te częste zmiany nazw starych, dobrych miast i państw: z Madras na Chenai (Indie), z Bombaju na Mumbay, z Ceylonu na Sri Lankę (Cejlon), z górnej Wolty na Burkinę Faso, albo Birmy na Burmę, a potem na Myanmar. Zmiana nazwy to dla mieszkańców dramat. Nowe mapy, nowe tablice rejestracyjne, nowe pieczątki, nowe dokumenty, paszporty, wizy i setek innych zmian, które kosztują miliony dolarów. Zdumiewające jest to, że największą inklinację do zmian mają właśnie urzędnicy z państw Trzeciego Świata, gdzie zarówno z nazwami, jak i milionami dolarów jest duży problem.

W okolicach Toliara/Tuleara powstało ostatnio szereg urodziwych i przytulnych kurortów morskich (mnie interesował Salary), są tam drogi, są hotele, ale do większości z nich nie doprowadzono jeszcze elektryczności. Nie to jednak było powodem zmiany planów i rezygnacji z jazdy na południowy zachód, lecz właśnie cyklon, który odciął ten rejon komunikacyjnie od świata szerokim pasek wylewisk i sztormem. Nie uśmiechało mi się siedzieć w pokoju hotelowym pozbawionym prądu elektrycznego, na plaży zamienionej w lagunę. A kiedy już zrobiło się ładnie, wyszło słońce i wysuszyło plaże, trzeba było wracać do cywilizacji.

MADAGASKAR 2015 011

W ramach rekompensaty, Ojciec Jan Podgórniak, misjonarz działający na Madagaskarze od prawie 30 lat, obwiózł mnie po Tana, opowiadając o swej miłości do wyspy i jej mieszkańców: o bandytach atakujących nocą podróżnych; o panaradiach, czyli oddziałach  poszukiwaczy skradzionych stad bydła, oraz o wszechobecnej biedzie, której od lat nikt nie jest w stanie stawić czoła. Szybko odczuliśmy przedsmak tych opowieści, gdy dotarła do nas wiadomość, że w samo południe, w korku przy głównej (i jedynej) arterii miasta, tym samym, w którym my obaj spędziliśmy przynajmniej 2 godziny, grupka łobuzów obrabowała dwóch znajomych Oblatów z Polski, zabierając misjonarzom komórki, komputer, zegarki i parę innych drobiazgów. Równie dobrze mogliśmy to być my. Minęliśmy się z Oblatami o jakiś kwadrans.

Cyklon A

Cyklony na Madagaskarze dokonują spustoszenia, które można przyrównać do naszego „najdłuższego weekendu współczesnej Europy”. Nie działają szkoły, posterunki policji, urzędy centralne i zdecentralizowane, nie ma światła, nie ma wi-fi, a jeśli nawet coś z tego jest, to i tak wszyscy wykorzystują wiatr jako okazję do rozerwania się, oderwania się, wyrwania się, słowem do pomipetrakowania (czyli bumelowania) sobie. Jeden z naszych towarzyszy podróży przez trzy dni z rzędu nie mógł odebrać wykonanych w trybie cito na dzień przed moim przyjazdem, wyników badania krwi. Ciekawe jest to, że analizę wykonuje się we Francji, gdzie cyklonu akurat nie było.

W czasie cyklonu nie działają urzędy, poczty, niektóre sklepy. Zajęcia odwołano nawet w prywatnej, wysoce renomowanej szkole prowadzonej przez zakonnice, Franciszkanki Misjonarki Maryji, kierowanej przez siostrę Władysławę Piróg, o której eksperymentach edukacyjnych opowiem w kolejnym odcinku relacji z Mada. W atmosferze cyklonu ludzie niechętnie się bawią, nie uprawiają seksu, a nawet nie chcą kraść, choć jest to – jak twierdził wybitny malgaszolog, Arkady Fiedler – ulubione zajęcie miejscowej ludności. Powalony na środek drogi przez wichurę potężny pień palisandra, baobabu czy rzadziej tamaryszka to dla przeciętnego Malgasza okazja do zdobycia kilkudziesięciu tysięcy ariarów[1]. Można pień porąbać, drewno bezkarnie zabrać, spalić albo sprzedać. Mimo to kilkumetrowy pień baobabu przeleżał niemalże nietknięty na środku drogi krajowej prawie przez cały tydzień.

Dobrze zaopatrzony supermarket spożywczy Shoprite na skraju miasta jest mimo wiatru czynny. Ceny niższe niż w Polsce. Robimy zakupy, bo kto wie, jak długo będzie wiało. Poza tym przez najbliższe 400 km jazdy szanse spożycia czegoś godziwego są niemal zerowe. To jest jeden z podstawowych mankamentów Afryki. Brak barów, restauracyjek, czegokolwiek, żeby można było bezpiecznie i szybko zjeść. Zdarza się nieraz, że na dystansie 500 – 1000 km nie ma ani jednego „punktu żywienia zbiorowego”.

Kupujemy dużo więcej niż nam potrzeba. Zapełniamy po dach kabinę naszego nissana torbami warzyw, owoców, mąki, wody pitnej i niezłego piwa malgaskiego THB. Na południu, dokąd udajemy się jak tylko wiatr ustanie i woda zacznie opadać, wszystko jest trzykrotnie droższe, a poza tym są problemy z zaopatrzeniem. Jeśli sami nie zjemy – wyjaśnia O. Jan – przekażemy naszym studentom.

Mimo iż na Madagaskarze jazda pod wpływem alkoholu karana jest wysoką grzywną, a nawet aresztem, Jan w czasie jazdy częstuje piwem:

– Na Madagaskarze piwo nie jest alkoholem. Mówił mi to osobiście komendant policji – wyjaśnia.

Mija nas akurat patrol policji, wznosimy w kierunku policjantów puszki z piwem w geście toastu. Z uśmiechem nam odmachują.

– A trzy piwa? – pytam z przekory.

– Też nie alkohol! – wykrzykuje Jan.

Cdn.

Jan M Fijor

 

 



[1] Doświadczony nauczyciel zarabia miesięcznie do 150 tysięcy ariarów, policjant 120 tysięcy, pomoc domowa rzadko kiedy dostaje więcej niż 50 tysięcy ariary. 1 dolar to ok. 2600 ariarów.

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Marcin pisze:

    powinno tak być też w Polsce ;D

  2. Jan M. Fijor pisze:

    To znaczy jak? żeby lało? żeby była nędza?

    ukłony

  3. jarek P pisze:

    witam wszystkich którzy byli na Madagaskarze. Ja mam wielki problem zamierzam wyjechac tam na stale szukam kogos kto by mi doradzil w paru kwestjach czekam na kontakt ze mna jaroslaw.przybyl@onet.eu pozdrawiam

  4. Jan M. Fijor pisze:

    A w jakich kwestiach ma panu ktoś pomóc?

    Ukłony

  5. tadeusz pisze:

    Ksiądz Jan to mój przyjaciel ….krajan . Miałem okazję kiedyś podróżować razem R7 na południe. Tadeusz Lublin

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Jan, to prawdziwy misjonarz. a droga, o której pisałem, to istotnie R7.
    ciekawi mnie, gdzie są te od R1-R6.

    Ukłony
    Jan M Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *