Odra, szczepionki i autyzm

chat-dymki
9

pobrane

 

Tocząca się obecnie debata społeczna dotycząca przymusu szczepienia dzieci przeciwko odrze jest jednym z niepokojących znaków naszych czasów. Odra została praktycznie całkowicie wytępiona w Stanach Zjednoczonych już wiele lat temu. Dlaczego obserwujemy powrót tej choroby?

Mówiąc najprościej – fałszywe twierdzenia, oparte na innych fałszywych twierdzeniach sprawiły, że wielu rodziców zrezygnowało ze szczepienia swoich dzieci przeciwko odrze.

Kluczowe, fałszywe twierdzenie głosiło, że szczepienie przeciwko odrze zwiększa ryzyko zachorowania na autyzm. Zrobiło się o nim głośno po tym jak opublikował je szanowany lekarz w renomowanym czasopiśmie medycznym, nietrudno więc zrozumieć, dlaczego wielu rodziców potraktowało je śmiertelnie poważnie i nie chciało ryzykować zdrowia swoich pociech.

Na szczęście byli też ludzie, którzy potraktowali to twierdzenie równie poważnie, jednak w zupełnie innym sensie. Przeprowadzono masowe badania na pięciuset tysiącach dzieci w Danii oraz dwóch milionach dzieci w Szwecji. Okazało się, że pośród dzieci szczepionych przeciwko odrze nie zaobserwowano wyższej zachorowalności na autyzm, niż pośród dzieci niezaszczepionych.

Notabene, „dowody” na których oparto kontrowersyjne twierdzenie, że szczepionki przeciwko odrze mogą narażać na ryzyko zachorowania na autyzm, dotyczyły jedynie dwunastu dzieci. Natomiast kampania społeczna mająca przekonać do niego opinię publiczną, to istne arcydzieło propagandy.

Chwytliwa nagłówki głosiły: bezduszne koncerny farmaceutyczne produkujące szczepionki narażają zdrowie niewinnych dzieci dla zysku. Takie historie media kochają najbardziej. Dziennikarze nigdy jednak nie zwrócili uwagi na fakt, że wiele do ugrania na tejże szybko spopularyzowanej w mediach historii mieli również prawnicy walczący z koncernami farmaceutycznymi w sądach.

Co gorsza, dokładnych, wiarygodnych badań obejmujących odpowiednio dużą liczbę dzieci z wielu krajów nie przeprowadza się z dnia na dzień. Pozwoliło to propagandzie demonizującej szczepionki trwać latami. Ostatecznie jednak, rezultaty badań okazały się tak druzgocące dla tezy o rzekomym związku między szczepionkami przeciwko odrze, a zachorowalnością na autyzm, że czasopismo, w którym pierwotnie tezę tę opublikowano wydało sprostowanie, a odpowiedzialnemu za nią lekarzowi odebrano licencję.

Niestety, do tego czasu zdążył już powstać ogromny, międzynarodowy ruch anty-szczepieniowy, a przedstawiciele tego rodzaju społecznych krucjat rzadko zwracają uwagę na fakty.

W sprawie tej ważną rolę odegrały także inne fałszywe argumenty. Wiarygodności twierdzeniu o szkodliwości szczepień dodały szeroko publikowane raporty o rosnącej liczbie dzieci u których zdiagnozowano autyzm, bądź podejrzenie o autyzm.

To co w raportach pominięto, to fakt, że definicję autyzmu z biegiem lat poszerzono , przez co obecnie uwzględnia ona przypadki, których z pewnością nie uznano by za autystyczne według standardów ustanowionych, kiedy choroba ta została pierwszy raz opisana przez profesora Leo Kannera w 1943 roku.

Profesor Kanner sprzeciwiał się poszerzaniu definicji autyzmu, jednak po jego śmierci proces ten nadal postępował, a co za tym idzie liczba dzieci spełniających nowe kryteria rosła znacząco.

Stały za tym bodźce natury finansowej. Dla przykładu, rodzice dzieci późno mówiących (inaczej – dzieci z opóźnionym rozwojem mowy czynnej), mogą liczyć na rządowe dofinansowania na leczenie swych dzieci, jeśli zostanie u nich zdiagnozowany autyzm, bądź podejrzenie autyzmu.

Na przekór medialnej histerii i dramatycznym nagłówkom gazet ostrzegających o rosnącej liczbie zachorowań na autyzm, liczba dzieci spełniająca pierwotne kryteria określone przez profesora Leo Kannera,  w ciągu ostatnich lat utrzymywała się na relatywnie stabilnym poziomie. Szczegółowe dane można znaleźć w książce profesora Stephena Camaraty z Centrum Medycznego przy Uniwersytecie Vanderbilt pod tytułem „Late-Talking Children”.

Warto zauważyć, że liczba dzieci zdiagnozowanych jako upośledzone umysłowo spadła mniej więcej o tyle, o ile wzrosła liczba dzieci zdiagnozowanych jako autystyczne. Według profesora Camaraty, „to także sugeruje, że zmiany w definicjach oraz metodach diagnozowania mają istotny wpływ na rzekomą „epidemię” autyzmu”.

Czy można zatem stwierdzić, że szczepionki są bezpieczne? W sensie kategorycznym nic na świecie nie jest w stu procentach bezpieczne – w tym także decyzja o nieszczepieniu. Nie ma natomiast wątpliwości co do tego, że twierdzenie o związku między szczepieniami przeciwko odrze i zachorowalnością na autyzm zostało kompletnie zdyskredytowane przez fakty.

Niektórzy twierdzą, że decyzja o szczepieniu, bądź nieszczepieniu dzieci powinna należeć do rodziców. Miałoby to sens, jeśli ich dzieci mogłyby żyć odizolowane od innych dzieci. Nie jest to jednak możliwe.

 

Thomas Sowell

www.tsowell.com

tłum. Krzysztof Zuber

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Piotr pisze:

    Pomijając fakt wkładania w czyjeś usta to czego nie powiedział, to autyzm jest obcięciem spektrum emocji, czego najważniejszym elementem jest niemożliwość widzenia duchów przodków. A taka osoba odizolowana od historii swojej rodziny jest łatwa do manipulowania.

  2. Piotr pisze:

    To nie jest wolnościowe! A na dodatek jest to kolejna afera medialna.
    http://sisi.salon24.pl/634016,medialna-epidemia-odry

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Witam,
    w przytoczonym tekście nie podano żadnych podstaw cytowanych liczb.
    Profesora Thomasa Sowella z Brookings Institution znamy od co najmniej 30 lat
    i wiemy, że w swoich pracach opiera się danych rzetelnych i sprawdzonych. Wiemy też, że 
    przed niewieloma laty liczba przypadków zachorowań na odrę w USA była bliska zeru. w ostatnich 2 latach
    zdecydowanie wzrosła.

    Ukłony

  4. Krzysztof Zuber pisze:

    Witam,

    Tłumacząc ten tekst również zastanawiałem się czy jest to wolnościowe czy nie. Można dyskutować, niemniej jednak na pewno warto go przeczytać.

    Co do przytoczonych przez Pana danych (z Wikipedii) – one także wskazują na nawrót choroby w Stanach Zjednoczonych, o którym pisze profesor Sowell. Natomiast jeśli chodzi o Europę – propaganda antyszczepionkowa dotarła tu trochę później, a takie procesy mają pewną dynamikę.

    Nie chcę wchodzić w głębsze dyskusje, nie jestem ekspertem w temacie. Pan Thomas Sowell słynie z tego, że przez całe życie swoje poglądy opierał na sprawdzonych danych i statystykach. Dlatego przetłumaczyłem ten tekst, żeby można było go polecać zdezorientowanym rodzicom w gronie znajomych.

    Pozdrawiam

  5. Frodo Baggins pisze:

    Dostrzegam w ostatnim podsumowującym zdaniu pewien brak spójności w myśleniu:
    „Niektórzy twierdzą, że decyzja o szczepieniu, bądź nieszczepieniu dzieci powinna należeć do rodziców. Miałoby to sens, jeśli ich dzieci mogłyby żyć odizolowane od innych dzieci. Nie jest to jednak możliwe.”
    Otóż jeśli spotkają się dzieci zaszczepione z dzieciakami niezaszczepionymi i niezaszczepione przypadkiem zachorują, to zaszczepione nie powinny złapać choroby, bo po to właśnie były szczepione. Więc pisanie o odizolowaniu to tylko pisanina.

  6. Zenon Kapusta pisze:

    Skoro to jest takie dobre, bezpieczne i wogole, to czemu w UK mozesz dostac odszkodawanie tylko jesli dziecko ukonczy dwa lata?
    https://www.gov.uk/vaccine-damage-payment/how-to-claim

  7. Krystian Maciaszek pisze:

    Z autyzmem jest rzeczywiście niejaki problem bo zjawisko trudne do ujęcia i przyczyny nie do końca zbadane. Faktem jest, że wraz z wprowadzeniem szczepionki, chyba na odrę albo na inne choróbsko, skokowo wzrosła zachorowalność na autyzm w USA. Pobodnie jak wraz z wprowadzeniem powszechnego szczepienia zbiegło się z podniesienie higieny życia i wyeliminowanie wielu chorób. Spór zatem do pewnego stopnia może przypominać dyskusję o jajku i kurze.

    Ciekawa rzecz, grypa również jest dość zjadliwa i powoduje liczne powikłania, często śmiertelne, a chyba zatem z uwagi na kiepskie szczepionki i zbyt mutujący się wirus jeszcze nie mamy obowiązku się szczepić. To co się uczepili tej odry?

    Kolejna uwaga na, rynku trudno jest dostać szczepionkę na odrę, powszechnie jest stosowna tzw. mmr (świnka, różyczka, odra chyba też ospa). Zatem produkt z natury o wiele trudniejszy dla pacjenta a sens zwalczania tych chorób dość wątpliwy, lepiej przecież przejść i nabyć odporność za młodu aby później uniknąć przechodzenia chorób wieku dziecięcego będąc dorosłym. A każdy z nas przecież regularnie przechodzi sczepienia utrwalające. Wszystkie te choroby przy należytym traktowaniu nie stanowią zagrożenia dla dziecka. Problemem może być jedynie niekompetencja lekarzy, którzy nie potrafią rozpoznawać odry i zaordynować leczenia. I jeszcze jedna rzecz, nie spotkałem ani nie słyszałem o powikłaniach po w/w chorobach (jedynie u osób dorosłych) ale w moim bliskim otoczeniu mam dwa przypadki poważnych powikłań po szczepiennych u dzieci i nie chodzi bynajmniej o autyzm. Po prostu przykro jak twoje dziecko przestaje chodzić po szczepionce.

    Kolejny paradoks, skoro szczepienia są takie super to po co mają być obowiązkowe. Jedni chcą się szczepi,ć to niech się szczepią i nie chorują – przynajmniej na razie na odrę, bo próżni w naturze nie ma coś się ich czepi. Inni, skoro chcą podjąć ryzyko to czemu nie mogą tego zrobić skoro z natury rzeczy nie mogą zagrozić tym pierwszym?

    Kończąc, chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz dyskutując o szczepionkach mamy do czynienia z pewnym marzeniem nie do zrealizowania, mianowicie o świecie bez chorób, oraz jednym marzeniem realizowanym, które dotyczy stałego dopływu gotówki na konto. Symbioza tych dwóch marzeń stanowi samonakręcającą się spiralę. Nie tak dawny przykład ze świńską lub ptasią lub inną grypą jest wystraczająco plastyczny.

    Łącze gorące pozdrowienia dla Wrocławian, którzy od tak dawna jakoś o dawna dzień w dzień dzielnie stawiają czoła Odrze.

  8. Piotr pisze:

    A co jeśli chorowanie oczyszcza organizm i zapobiega nowotworom? Czy wtedy nie byłoby lepiej złapać cięższego wirusa i mieć spokój z rakiem?

    Wiele razy w historii mainstream wierzył w nieprawdę. Czy w takim przypadku zmuszanie wszystkich do robienia tego samego nie stawia nas pod ścianą?

  9. Paweł S pisze:

    Witam,

    Mam kilka uwag:

    1. „Propaganda antyszczepionkowa” to bardzo mocne określenie, ustawiające perspektywę „odpowiednio”.
    Proszę zajrzeć na stronę stopnop.pl. Wg mnie retelna strona a nie propaganda – publikują na przykład
    zeskanowane ulotki dostarczane ze szczepionkami, informacje producenta o produkcie itp.
    Jednocześnie są „antyszczepionkowi” a właściwie za prawem wyboru (nie powinno to chyba nikogo obruszać
    na takim blogu?).

    2. Opieranie się na statystykach ogólnie a szczególnie w przypadku szczepionek nie musi być dobrym pomysłem.
    Wg stopnop wielu lekarzy po prostu nie zgłasza negatywnych odczynów poszczepiennych, z wielu powodów:
    – po co sobie robić problem?
    – co z ewentualnymi odszkodowaniami?
    – czy to na pewno wina szczepionki? a może już miało autyzm, niedowład, katar, gorączkę?
    Z tego powodu szczepi się b. małe dzieci – po nich mniej widać.

    3. Jeśli ktoś nie wie jak to wygląda w polskich szpitalach to służę opisem.
    Jesteś informowany o konieczności odbycia szczepień z dzieckiem.
    Jednocześnie dostajesz do podpisu kartkę, że na wszystko się zgadasz i jakby co to nie masz do nikogo żalu.
    Czyli jest przymus ale „dupokrytka” też. Przypomina to trochę metody sowieckie.

    4. Jeśli szczepionki są takie super – jak już zauważył Krystian – to ludzie sami ustawialiby się w kolejce.
    Po świeże bułeczki rano nikt nikogo nie zmusza.

    5. W artykule czytamy że „lekarz [ów] już stracił licencję”. Myślałem że w wolnym rynku dążymy do tego,
    żeby to konsumenci decydowali kto jest lekarzem a kto nie. Co z ludźmi którzy cenili go jako lekarza?
    Rozumiem że Wielki Brat wie lepiej u kogo mają się leczyć?

    6. Ostatnie zdanie artykułu nie jest prawdziwe. Gdybyśmy mieli wolny rynek odizolowanie dzieci szczepionych
    od nieszczepionych byłoby dziecinnie proste. Jest to z pewnością możliwe nawet teraz. Np. państwo przestaje
    pobierać podatki od rodziców takich dzieci, jednocześnie przestaje „dostarczać” (czytaj wmuszać)
    usługę zwaną szkołą (i wszystkie inne pseudousługi). I gites tenteges, wszyscy zadowoleni.

    7. Argument ostatni, a właściwie pytanie. Czy ktoś wie ile z tych osób które zachorowały w USA było
    szczepionych a ile nie? Mam wrażenie że chorują również ( a może głównie?) szczepieni.

    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *