Ropa? Będzie taniej!

chat-dymki
0

Rozmowa z Alim A[1]. specjalistą od handlu ropą naftową. Ali A., od kilku lat prowadzi w Qatarze samodzielną firmę doradczą działającą głównie na potrzeby lotnictwa cywilnego.

P. Czy ostatni, ponad 50.procentowy spadek cen ropy naftowej jest zjawiskiem trwałym, czy przejściowym?

O: Naszym zdaniem nie jest to na pewno zjawisko przejściowe, przynajmniej w perspektywie kolejnych 3-5 lat. Później ceny pewnie wzrosną, sądzę jednak, że na poziomy cenowe z połowy 2014 roku czekać będziemy co najmniej 10 lat. Pamiętajmy jednak, że 115 dolarów za baryłkę w 2020 czy 2025 roku to nie to samo, co w roku 2014. Polityka pompowania płynności przez banki centralne USA, Japonii i Unii Europejskiej, wywołując inflację zniekształciła odczyt cen na rynku. Stąd nominalnemu wzrostowi cen ropy nie będzie odpowiadał wzrost jej wartości.

P. Prawie 50 procent obrotów na rynku paliw płynnych odbywa się w ramach OPEC oraz w Rosji, czy te podmioty nie mogą się porozumieć w celu ograniczenia wolumenu produkcji, a tym samym doprowadzenia do podniesienia cen?

O. Gdyby coś takiego możliwe, to Rosjanie, zamiast drukować na potęgę rubla i osłabiając jego siłę nabywczą, zrobiliby tak. Podobnie państwa członkowskie OPEC. Nie zdążyli. Pracuje w tej branży od 30 lat i nikt, ale to nikt nie spodziewał się takiego krachu na rynku paliw płynnych. Spadek cen był tak nagły, tak gwałtowny, że ograniczanie podaży stało się bardzo trudne. Najlepszy dowód, że saudyjski minister ds. ropy naftowej, zapewniał w połowie minionego roku (2014) ekspertów finansowych i gospodarczych, że cena 100 dolarów za baryłkę jest ceną optymalną, dobrą zarówno dla producentów, jak i konsumentów. Pół roku później był równie mocno przekonany, że taką ceną jest 50 dolarów za baryłkę, a nawet mniej. W takich warunkach nie ma miejsca na ograniczanie podaży.

P. Czy jednak spadek podaży nie jest wynikiem nacisków ze strony Amerykanów, którzy chcą w ten sposób dołożyć Rosji?

O. Obawiam się, że gdyby nawet Amerykanie chcieli stworzyć front naftowy przeciwko Rosji, to by im się to lepiej nie powiodło, jak właśnie na przełomie roku. Zbieżność tych zdarzeń, wybuchu zimnej wojny z Rosją oraz załamania się cen na rynku ropy naftowej jest absolutnie przypadkowa. Co prawda, spadek cen został w dużym stopniu wywołany polityką amerykańskiego banku centralnego, FED, ale tylko nieliczni dostrzegli tutaj zbieżność z tym, co się aktualnie dzieje na wschodzie Ukrainy. Drugim czynnikiem był boom na rynku wydobycia ropy metodą frackingu w USA, ale jego wpływ był moim zdaniem słabszy niż polityka taniego kredytu, promowana za pomocą kolejnych QE. Zerowe stopy procentowe na rynku kredytowym i nadmiar inflacyjnego pieniądza doprowadziły do wzrostu inwestycji na rynku ropy i gazu ze złóż łupkowych. W normalnych warunkach monetarnych, gdy cena kredytu kształtowana jest przez rynek, a przynajmniej nie jest sztucznie zaniżana, kredytowanie inwestycji w amerykańską ropę naftową nie byłoby tak opłacalne.

P. Czy to znaczy, że Amerykanie zrobili Rosjanom kuku niechcący?

O. Do pewnego stopnia. Przecież ekonomiści z banku centralnego wiedzieli, że polityka wywoływania inflacji przy pomocy taniego kredytu musi doprowadzić do błędnych inwestycji. Chociaż czasem się zastanawiam, czy przypadkiem politycy nie dobierają sobie takich bankierów, którzy drukują im pieniądze na żądanie celowo. Zadłużony po uszy przemysł paliw łupkowych zmuszony został do wzrostu wydobycia, i to nawet po niskich cenach, bo długi trzeba spłacać, w przeciwnym razie straci się wszystko. .

Właśnie ta nierównowaga na rynku ropy sprawia, że nikt nie ryzykuje ograniczenia podaży ropy. Po prostu boją się, że na ich miejsce wejdą nowi producenci i przejmą istniejące udziały w rynku. I to jest zrozumiałe. W przyszłości, kiedy rentowność wydobycia ropy naftowej się („każdy ma taką nadzieję”) poprawi, te udziały w wydobyciu mogą być bezcennym aktywem. Opinię tę podziela nawet wielki finansista, a zarazem krytyk saudyjskiej polityki gospodarczej, książę Alwaleed bin Talal.

P. Skomplikowane…

O. Dlaczego? Zamiast dwojga złego: niskiej ceny ropy i mniejszej sprzedaży, producenci mają w ten sposób „tylko” niższą cenę.

P. Co to za różnica, skoro z jednej strony mamy nadmiar podaży ropy, z drugiej nadmiar podaży pieniądza, a dodatkowo jeszcze kryzys globalny i spadek popytu na ropę.

O. Spadek popytu, czyli to, co nazywa pan skutkiem kryzysem, ma to samo źródło, co wzrost podaży.

P. Czyli mamy do czynienia z gigantyczną manipulacją bankierów?

O. Raczej polityków. Bankierzy są jedynie wykonawcami poleceń polityków, w najlepszym przypadku zgadują ich życzenia.

P. Do czego to doprowadzi?

O. Właśnie do tego, że nadchodzi epoka niższych cen na energię z paliw płynnych. Tym bardziej, że obok błędnej polityki monetarnej i sztucznego kreowania popytu, fundamenty rynku ropy naftowej są raczej zdrowe. Mamy prawdziwą, realną nadprodukcję. Wzrasta wydobycie w Libii, w Iraku, o Stanach Zjednoczonych i OPEC już mówiliśmy; Rosjanie, aby łagodzić deficyt swoich wpływów, dwoją się i troją i też im wydobycie rośnie. Z drugiej strony, gospodarka japońska leży, amerykańska też raczej jest słaba, Indie i Chiny ograniczają prognozy. Nie lepiej jest w Europie. Czyż trzeba być astrofizykiem, żeby wiedzieć, że musi być taniej? Jedynym czynnikiem, który by to zmienił istniejący status quo jest uwolnienie gospodarek od hamulcowych w postaci banków centralnych, ale na to politycy sobie nie pozwolą. A gdy w końcu nawet polityka monetarna wymknie się spod kontroli bankierów centralnych i będziemy mieć Wielką Depresję 2.0, popyt spadnie jeszcze bardziej, i cena też.

P. Czy na pewno nikt nie zdecyduje się na ograniczenie wydobycia?

O. Na razie raczej nie. Amerykanie nie mogą. Rosjanie nie mogą. A OPEC? Jak sięgnąć pamięcią, w momentach naprawdę dramatycznych, jak w latach 80., czy 90, OPEC rozpada się na kilkanaście organizacji, które wzajemnie się oszukują. Dlaczego, tym razem miało by być inaczej? Tym bardziej, że przecież każdego dnia dokonuje się nowych odwiertów i odkryć złóż łupkowych. O ile wiem, Polska też liczy na swoje łupki. Zmiana może nastąpić dopiero wtedy, gdy wielcy producenci się skonsolidują, albo zbankrutują, gdy zbędne inwestycje zostaną „oczyszczone”, a banki centralne skompromitowane albo, najlepiej, zlikwidowane.

Dziękuję za rozmowę

Jan M Fijor

www.fijor.com

 



[1] Na prośbę rozmówcy nie podajemy jego pełnego nazwiska – przyp. jmf.

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *