Mises pod Krzyżem Południa

chat-dymki
8

Jest 15 marca 2015 roku. Sao Paolo. Największe miasto Brazylii, bagatela, 30 a może nawet 40 milionów mieszkańców. W pobliżu placu Anhangabau, w samym historycznym sercu miasta, drobny mężczyzna, a właściwie chłopiec, w t-shircie, z mikrofonem w ręku, stojący na dachu czerwonej ciężarówki, ochrypłym głosem nawołuje tłum do poparcia procedury impeachmentu pani prezydent Dillmy Rouseff i jej popleczników. Za nim i wokół ciężarówki kłębi się tłum 200 a może nawet 300 tysięcy Brazylijczyków. Wydostający się z ich gardeł ryk entuzjazmu świadczy niewątpliwie o tym, że go popierają. Chłopak nazywa się Kim Kataguiri i jest dziś niekwestionowanym liderem brazylijskiej rewolucji.

images

Kim

Za to, co nam uczynili, Lula i Dilma, nie tylko powinni na zawsze zostać usunięci z polityki, ale na dodatek wtrąceni do więzienia” – woła przez potężny głośnik Kataguiri. Tłum krzyczy z entuzjazmem ale i rozmysłem: Tak, to im się należy!

Demonstracja 15 marca 2015 roku to największe publiczny protest pod Krzyżem Południa  od ponad 30 lat. Ostatni raz Brazylijczycy, naród pogodny i spokojny, wyszedł na ulice w 1984 roku, kiedy chciał przegonić, rządzącą tym największym krajem Ameryki Łacińskiej, juntę wojskową. (Udało się wtedy, uda się i dzisiaj?!) W 1984 roku Brazylijczycy żądali demokracji i wolnych wyborów, dzisiaj chcą tylko wolności i zmian. Trzy dekady temu liderami protestu byli postępowi intelektualiści i studenci, dzisiaj są nimi kilkunastoletni chłopcy z Ruchu Wolnej Brazylii. Na ich czele stoi właśnie Kim, wnuk imigrantów japońskich, którzy przybyli do Brazylii ponad pół wieku temu.

Rok temu Kim porzucił szkołę średnią, by poświęcić się walce o lepsze życie dla 200 milionów Brazylijczyków. Tym, co jest najdziwniejsze w tym na poły feudalnym, na poły socjalistycznym kraju, to fakt, że zarówno Kataguiri, jak i jego koledzy z Ruchu Wolnej Brazylii to ludzie przesiąknięci ideami libertarianizmu, konserwatyzmu i wolnego rynku.

Swoją polityczną drogę zapoczątkował Kataguiri półtora roku na Internecie, gdzie na brazylijskich portalach społecznościowych zamieszczał teksty kompromitujące program państwa opiekuńczego w wydaniu elity rządzącej od kilkunastu lat Brazylią, socjaldemokratycznej Partii Robotniczej. To właśnie tam tłumaczył ludziom, że ostatni sukces gospodarczy Brazylii nie był skutkiem, jak to twierdzą b. prezydent kraju, Lulu da Silva, a obecnie jego partyjna koleżanka, prezydentowa, Dillma Rouseff, polityki aktywizacji klas najuboższych i potężnej redystrybucji, lecz światowej koniunktury na rynku surowcowym. Brazylia – zwraca uwagę Kim – wciąż prowadzi politykę bliższą polityce Trzeciego Świata, niż sprzyjającą klasie średniej i rozwojowi technologicznemu.

Ku ogromnemu zdumieniu samego chłopaka, jego argumentacja prorynkowa została podchwycona nie tylko przez brazylijską młodzież, lecz także przez protestujące wobec korupcyjnej polityki rządu, masy.

Prawdziwą działalność polityczną rozpoczął Kim z chwilą wybuchu skandalu korupcyjnego w największej brazylijskiej spółce, Petrobras, w który zamieszania była wierchuszka rządzącej Partii Robotniczej, włącznie z byłym i obecnym przywódcami partii. Kataguiri i jego koledzy podjęli wyzwania i ruszyli organizując protesty na ulicach Sao Paolo. Za ich przykładem poszedł cały kraj. W ciągu zaledwie kilku dni, Kim Kataguiri wyrósł na lidera ruchu, który uświadomił ludziom, że inflacja, korupcja, wysokie podatki, a przede wszystkim zahamowanie wzrostu gospodarczego  to nie przypadek, czy tym bardziej konieczność, lecz nieuchronny skutek perfidnej polityki interwencjonizmu, ogromnego rządu, biurokracji i kolesiostwa. Na sztandarach Ruchu Wolnej Brazylii pojawiły się hasła wzywające urzędującą od 3 miesięcy prezydent Rouseff, do rezygnacji, a także domagające się minimalizacji rozmiarów rządu, odsunięcia władz politycznych od gospodarki, ukrócenia regulacji ograniczających konkurencję i innych zjawisk typowych dla współczesnego, skorumpowanego systemu kapitalizmu politycznego. Były to skutki lektur dzieł Misesa, Hayeka, Friedmana i innych wybitnych przedstawicieli ekonomii wolnorynkowej, którzy dla członków Ruchu Wolnej Brazylii stali się duchowymi przywódcami i idolami.

Kim nie ukrywa, że celem ich obecnej walki jest obalenie w oparciu o zasady gospodarki rynkowej obecnego status quo i odsunięcie od władzy nie tylko prezydentki Dillmy Rouseff, ale wręcz całego rządu federalnego i zastąpienie go rządem minimum, składającym się z czterech resortów: wojska, spraw zagranicznych, policji i wymiaru sprawiedliwości, a co ważne, poddanie go skrupulatnej kontroli finansowej ze strony narodu.

Start-up Brazylia

Jest to zupełnie inna wizja państwowości  – mówi Esteban Santos ze szkoły biznesu Insper, podobnej do naszej ASBIRO, która Ruchowi Wolnej Brazylii sekunduje i doradza – rzecz w tradycji brazylijskiej praktycznie nie znana. Nie tylko zresztą w Brazylii. Za wyjątkiem Chile i Singapuru państwo minimum to koncepcja mało znana właściwie pod każdą szerokością geograficzną.

pobrane

Oto jak dziennikarz jednego z amerykańskich portali internetowych relacjonuje swą wizytę w lokalu Ruchu Wolnej Brazylii:

 

Kataguiri i jego współpracownicy działają jak grupa inżynierów tworzących nowy start-up. Są pełni entuzjazmu i wiary w to co robią. W biurze mieszkają, śpią, pracują. Na biurkach egzemplarze książek, z których czerpią inspirację: Kirka Russella, Rona Paula, a zwłaszcza Randa Paula „Tea Party goes to Washington”. Tam powstają materiały, które potem wchodzą na portal youtube czy fejsbuka i są oglądane przez setki tysięcy fanów Ruchu. Od klasycznego start-upu w branży high tech różni ich skala. Członkowie Ruchu Wolnej Brazylii już w chwili startu mają miliony lajków i zwolenników.

 

Media mainstreamowe, broniące pani prezydent czy reprezentujące rządzący Brazylią od lat establishment oskarżają Kataguiri i jego kolegów o uleganie wpływom amerykańskim. Wypominają im nie tylko Friedmana czy Misesa, lecz zwłaszcza kontakty z liberalnym think-tankiem Cato Institute czy fundacją krezusów biznesu i czempionów wolnego rynku, Braci Koch, z którymi Ruch sympatyzuje. Z wypowiedzi Renana Santos, współtwórcy Ruchu Wolnej Brazylii wynika, że jakiekolwiek związki z instytucjami ze Stanów Zjednoczonych mają wyłącznie charakter ideologiczny i edukacyjny. Posługują się oni programami szkoleniowymi wytworzonymi w fundacji „Atlas Network” w ramach „Atlas Leadership Academy” promującej w świecie wolny rynek i politykę leseferyzmu. Grupy sympatyków  Ruchu ze środowiska studenckiego w podobny sposób współpracują z organizacją „Students for Liberty” i wspomnianym już Instytutem Katona z Waszyngtonu. Nawiasem mówiąc, „Students for Liberty” są m.in. sponsorem wydanych przez Fijorr Publishing niedawno książek: „Państwo opiekuńcze” i „Czy kapitalizm jest moralny”, obu pod redakcją Toma Palmera.

Jak chodzi o finanse, Ruch jest organizacją skromną, nisko-kosztową, która – jeśli korzysta z czyjejś pomocy – jest to wyłącznie pomoc zwykłych donatorów, efekt akcji fundraisingowych na Internecie, głównie jednak ze sprzedaży propagandowych podkoszulków promujących Ruch Wolnej Brazylii.

pobrane (1)

Dla tych, którzy w najbliższym czasie odwiedzą Brazylię podajemy jaki rozpoznać na ulicy zwolenników Ruchu Wolnej Brazylii. Są młodzi, pełni nadziei, uśmiechnięci, na ramionach mają t-shirty z napisami:  Fora PT!” (co oznacza: precz z Partią Robotniczą) czy “Brasil Livre” (Wolna Brazylia). To, że procent społecznego poparcia dla urzędującej prezydent spadł do 13 procent, zaś dla Ruchu Wolnej Brazylii przekroczył 47 procent jest wyłącznie zasługą tego drobnego, małomównego, ale pełnego żaru chłopca z Sao Paolo, dzięki któremu Brazylijczycy odzyskują wiarę w przyszłość.

Czy w warunkach dołujących nastrojów Polaków nie przydałby się u nas taki chłopak? Tym bardziej, że i u nas nie brak młodych ludzi pożerających książki Rothbarda, Misesa, Mengera, Reismana, Skousena, Hoppego i wielu innych ludzi, którzy od lat wskazują drogę, którą podążają chłopcy z Ruchu Wolnej Brazylii.  Jeśli oni potrafią, Polak chyba też potrafi!

Jan M Fijor

www.fijor.com

 

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. marcinach pisze:

    Wolna Polska! To brzmi dumnie, ale ponoć istnieje tylko teoretycznie.

  2. Jan M Fijor pisze:

    Do niedawna podobnie było z Brazylią. tymczasem dzisiaj kraj ten może się stać wzorem do naśladowania dla społeczności światowej.

    Ukłony

  3. Iwo pisze:

    Nie jestem pewien czy jeden chłopak u nas wystarczy… Jedną osobę potrafią u nas „unieszkodliwić” za trzymanie krzesła, a idea wolności wciąż jest zbyt słaba. Ludzie w nie wierzą w wolność jednostki. Każdy ma swoją wizję jak „sprawy” powinny być poukładane i tylko wtedy byłoby dobrze. (Jak słyszę teorie „elit”, że niektóre działy gospodarki są zbyt ważne by niektóre działy gospodarki pozostawić państwu, bo są „zbyt ważne” czy „kluczowe” i tylko „oni” wiedzą jak tym pokierować to mnie krew zalewa… a ludzie niestety się z tym zgadzają.. Jednak żywność jest ważniejsza niż energia, a nikt nawet nie pomyśli o nacjonalizacji działów gospodarki związanych z produkcją żywności).

    Poza tym 200 tyś. to 1 promil Brazylijczyków? U nas to 40 tyś. Niestety nauczyliśmy się już bardziej liczne inicjatywy bagatelizować….

  4. Maciej pisze:

    Życzę Brazylijczykom wszystkie dobre i udania się ich ruchowi. Mam nadzieję, że w Polsce kiedyś uda nam się zrobić coś podobnego a nawet zwyciężyć.

    Iwo: od czegoś się zawszę zaczyna. Może to promień ale pozyskać w Brazylii 200 tysięcy jest tak samo trudno jak w Polsce.

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Hey, maxpower, to nie jeden chłopiec, to cały ruch. Zawsze jednostka decyduje o postępie mas.
    Nigdy kolektyw. to raz. a dwa, że Kim nie tylko organizował marsze, on je także inicjował.
    Taki marszów, jak wspomniany w tekście, było w Brazylii ostatnio kilkadziesiąt. Ruch Wolnej Brazylii ma ogromne poparcie wśród mas.
    i to jest ten fenomen, bo milcząca większość jest zwykle wrogiem libertarianizmu, wolności i kapitalizmu.

    Ukłony

  6. Kaspian pisze:

    Janku możesz podać źródło mówiące o tych 70% społecznego poparcia dla Ruchu Wolnej Brazylii?

    Tak poza tym na 12 kwietnia planowany jest kolejny protest.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Znalazłem w którymś z brazylijskich dzienników, ale nie 70 proc. tylko 47 proc.
    musiałem zarobić literówkę. Pozdr jmf

  8. mgoorny pisze:

    Witam,
    Uważam, że Korwin Mikke w Polsce jest odpowiednikiem Katagiuri. Mówi o wolności od 40 lat i jest najbardziej rozpoznawalną „marką” w Polsce. Niestety jeszcze 10 lat temu nie miał takiej popularności ze względu na media społecznościowe, i telewizję, która Go niszczyła, dlatego nie było to popularne. A proszę zobaczyć ile teraz osób przychodzi na Jego spotkania.
    Więc odpowiadając Janku na Twoje pytanie:
    Owszem Polak potrafi !
    Jak zabraknie Korwina to wyłoni się następny.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *