Czy bitcoin służy wolności?

chat-dymki
0

pobrane (2)

Moim zdaniem nie. Jest wręcz dla niej groźny. Elektroniczny pieniądz łatwo poddać kontroli. Już dziś wiadomo, kto i ile bitcoinów kupił/sprzedał. Taka wiedza dla władzy jest bezcenna. Jeśli na dodatek zlikwidować cash, jako formę płatności, może się okazać, że elektroniczny pieniądz to najłatwiejszy sposób kontroli naszych finansów. I właśnie do tego zmierzają establishmenty światowe.

Zasłona dymna

Od niedawna Francja zasadza się na posiadaczy niewielkich kont bankowych, ludzi posługujących się gotówką. Oficjalnym powodem akcji jest walka z terroryzmem, z handlem żywym towarem, praniem pieniędzy, a konkretniej z niekontrolowanym (czytaj: nieopodatkowanym) obiegiem pieniędzy. Właśnie z tego ostatniego powodu rząd francuski narzucił restrykcje na wielkość transakcji z użyciem gotówki. Już w niedalekiej przyszłości maksymalna transakcja gotówkowa we Francji (a później w całej Unii) nie będzie mogła przekroczyć ekwiwalentu 1000 euro. Do tej pory było to 3000 euro, a jeszcze 7 lat temu 5000 euro.

Dodatkowo, każda transakcja, depozyt czy wypłata z konta bankowego, w której w grę wchodzi 10000 euro miesięcznie będzie obowiązkowo raportowana do tzw. Tracfin, agencji rządowej zajmującej się nadzorem nad oszustwami finansowymi i praniem pieniędzy. Ktoś, kto będzie dokonywał wymiany walut o wartości 1000 euro (dawniej było to 8000 euro) będzie legitymowany i spisany.

W Stanach Zjednoczonych pod podobnym pretekstem, osoba dokonująca transakcji o wartości przekraczającej 5000 dolarów, choćby nawet w kilku ratach, łącznie na tę kwotę, a nawet mniej, jeśli wzbudzi podejrzenie kasjerów, ci ostatni będą raportować na policję, która ma obowiązek sporządzić tzw. SAR (special activity report), a jeśli i to nie wystarczy będzie mogła delikwenta wsadzić do więzienia. W ubiegłym roku takich raportów sporządzono w USA ponad 1,5 miliona.

To wszystko nie są duże kwoty. Tyle mniej więcej kosztuje dobry rower, mocno używany samochód, albo wynosi zadatek gotówkowy przy kupnie nowego. Czy więc student kupujący 8. letniego citroena za 2000 euro, albo playboy spędzających ze swoją sympatią upojny weekend w Amelia Island, gdzie bukiet świeżych orchidei kosztować może 400 dolarów, a jeśli do tego dojdzie hotel z kolacją, i to tylko w wersji czterogwiazdkowej, 5000 dolarów może nie wystarczyć, będzie podejrzany o terroryzm lub stręczycielstwo? Niewątpliwe tak. Zadłużonym rządom brakuje kasy, więc nie cofną się nawet przed dużym świństwem, żeby tylko przyłapać kogoś, komu będą mogły zabrać chociażby kilka tysięcy dolarów, czy euro.

W kontekście niedawnej tragicznej śródziemnomorskiej katastrofy kutra przewożącego uciekinierów z Libii do Włoch, w której utonęło prawie 900 osób, media więcej mówiły o krociowych zarobkach nielegalnych pośredników, organizujących przerzut imigrantów do Europy, niż o dramacie ofiar. I naprawdę nie chodziło o to, że ludzie ci narażają życie innych, lecz o to, że robią kasę, od której nie płacą podatków.

Podejrzanym można zostać przy byle błahej sprawie. Polityka szukania podejrzanych, odbywa się w myśl popularnej maksymy z czasów stalinizmu, która głosiła, że na każdego obywatela władza znajdzie odpowiedni paragraf. Tym razem nie tylko znajdzie, ale będzie zobowiązana go znaleźć. Gorliwi reporterzy otrzymają za to nagrody.

Zniewalania

Kilka lat temu, premier Włoch zapowiedział ostrą walkę z wszystkimi tymi, którzy za gotówkę (bez deklarowania tego faktu w zeznaniu podatkowym) wynajmują mieszkania, handlują na ulicy starociami, w kioskach z pamiątkami, albo zostali przyłapani na sprzedaży bez wydania kwitu fiskalnego. Premier nazwał ich przestępcami podatkowymi. Równocześnie rząd ograniczył maksymalną dopuszczalną płatność gotówkową z 2500 euro do 1000 euro. Tyle bierze za noc luksusowa prostytutka w popularnym kurorcie Vernazza nad Morzem Śródziemnym. Tutaj też pretekstem jest walka z oszustwami podatkowymi, jak również z terroryzmem.

Po co szukać daleko, nasi sąsiedzi przez Bałtyk, Szwedzi, wypowiedzieli właśnie walkę wszelkim płatnościom gotówkowym. Więcej, oni chcą doprowadzić do likwidacji transakcji gotówkowych w ogóle. Stopniowo, systematycznie zmierzają do tego od paru lat. W Sztokholmie za taksówkę płaci się już niemal wyłącznie kartą kredytową, albo aplikacją płatniczą zainstalowaną w komórce. Dwa lata temu, gdy wymieniałem u optyka w Goeteborgu złamaną rączkę przy okularach, rzemieślnik, zamiast przyjąć ode mnie zapłatę w gotówce (100 koron, czyli ok. 60zł), podarował mi swoją usługę, bo karty kredytowej akurat ze sobą nie miałem. Największe banki kraju Trzech Koron nie operują gotówką w ogóle. Zwykła wymiana walut czy czeków podróżnych może sprawić nie lada kłopot.

Sąsiedzi Szwedów, zza miedzy, Duńczycy pod pretekstem nieopłacalności produkcji pieniędzy, i wysokich kosztów przechowywania gotówki zaprzestali korzystania z monet i części banknotów. Gotówka ma być wyeliminowana z obiegu w ogóle w ciągu najbliższych 5 lat. Pół wieku ubezwłasnowolnienia ludzi – lemurów przez tzw. państwo opiekuńcze i skandynawski socjal zrobiło swoje. Prócz grupek Serbów, Polaków, a głównie wolnych Somalijczyków, żaden z doskonałych duńskich blondynów nawet nie zaprotestował.

Inny przykład: znany czempion biznesu, wolnego rynku, promotor kapitalizmu, a na dodatek premier kraju, Bibi Nethanyahu zapowiedział, że już wkrótce Izrael zakaże transakcji gotówkowych. Powód: walka z terroryzmem palestyńskim i przemytem ze strefy Ghazy do Izraela, i z powrotem. Tak jakby nie można było rozwiązać tego problemu inaczej, chociażby poprzez prywatyzację państwa, likwidację ceł i zrównanie wszystkich obywateli Izraela w prawach. W ten sposób byłoby mniej wojen, mniej terroryzmu, a zwłaszcza przemytu.

W Meksyku gotówka też jest w cenie. Za posługiwanie się nią w większych transakcjach – jak dużych, tego właściwie prawo nie precyzuje, (chodzi o kwoty rzędu 15 tysięcy złotych)  – grozi do 5 lat więzienia. W warunkach panujących w meksykańskich więzieniach dla niejednego więźnia oznacza to wyrok śmierci. Liberalny skądinąd Urugwaj też ograniczył transakcje przy użyciu cashu do ekwiwalentu 5000 dolarów. Powód: chęć poprawy ratingu kredytowego, który jest skądinąd wyższy niż reputacja kredytowa Hiszpanii, Portugalii, Brazylii czy Włoch.

Koniec pieniądza papierowego?

pobrane (3) 

Popularny guru z Wall Street, Doug Casey, w czasie zeszłorocznej konferencji Freedom Fest w La Vegas powiedział, że krajom zadłużonym powyżej swych możliwości płatniczych (Grecja, Japonia, Portugalia, bliskie takiej sytuacji są także Stany Zjednoczone) grozi bankructwo, robią więc wszystko, aby nie doszło tam do upadku ich rodzimych walut. Z tego względu rządy i banki centralne tych państw stają na głowie, aby ratować swoje pieniądze, czemu ma służyć właśnie likwidacja gotówki na rzecz nowoczesnego pieniądza elektronicznego. Teza tyleż zaskakująca, co irracjonalna, bo chociaż pieniądz papierowy, zwany również pieniądzem fiducjarnym nie ma najlepszej opinii, to jednak istnieje on z górą 350 lat i zastępowanie go pieniądzem digitalnym może być nie tylko skomplikowane, ale w wielu wypadkach niemożliwe. Trudno przecież wymagać, by 75.letnia emerytka z Tennessee czy rolnik z Burgundii przeszli bezboleśnie i bez protestu do epoki cyfrowej.

Jednakże banki i rządy państw potrzebują totalnej kontroli nad pieniądzem, a coś takiego jest możliwe jedynie z chwilą posiadanie pełnego monopolu na kontrolę przepływu pieniądza.

Z chwilą, gdy ustanowiony zostanie pieniądz bezgotówkowy, czyli elektroniczny, banki będą miały nad nami niczym nieograniczona władzę. Nie tylko z sferze handlowej czy finansowej. Także w sferze wolności osobistej. Jeśli banki będą nas miały na oku, to i skorzysta na tym rząd. Tak, jak korzysta na przysługach czynionych mu dziś przez google, czy wcześniej przez Microsoft. Inwigilacja dokonywana przez NSA czy Wikileaks to karzeł w porównaniu z siłą rażenia przy pomocy władzy pieniądza elektronicznego.

A może politycy zabronią bankom na tak głęboką penetrację naszych swobód? W jakim celu? Przecież banki od swego zarania służyły najpierw władzy, a dopiero potem sobie. W najlepszym razie służyły równocześnie.  Sprzeciw ze strony banków? To się nie może zdarzyć. Banki to nie tylko wsparcie dla finansów publicznych, to przede wszystkim szpiedzy działający na rzecz własnych rządów. Właśnie dzięki tej symbiozie mają się tak dobrze. Wdzięczna władza nagradza je przywilejami cząstkowej rezerwy, czy tytułów wykonawczych.

To, że Trybunał Konstytucyjny zlikwidował polskim bankom przywilej konfiskaty mienia depozytariuszy bez konieczności chodzenia po sądach, to tylko pozór. Tytuł egzekucyjny zastąpiony zostanie mniej drastycznymi z nazwy, klauzulami ograniczającymi nasze umowy z bankiem. Nie zgodzisz się, to do widzenia. Kredytu nie będzie! Przy tak wysokich podatkach, jak dzisiaj, życie bez kredytu to przekleństwo.

pobrane (1)

Jedna waluta elektroniczna, to monopolizacja pieniądza. Takie coś to dla rządów marzenie, o którym śniły od stuleci. Przypomnę powiedzenie barona Rothschilda, który bez ogródek stwierdził, że posiadając władzę nad pieniądzem, nie musi się obawiać wyników wyborów. Bez względu na to, kto będzie liczyć głosy, on zdobędzie władzę. Jeśli baron był tak pewny swego, tym bardziej władza, dla której monopl taki oznacza nawet więcej. W końcu Rothschild nie miał prawa nakładania podatków.

Odtąd, zamiast tworzyć armię urzędników skarbowych, zamiast łożyć na policję skarbową, która sama może się łatwo skorumpować i wejść w szarą strefę i inspektorów/kontrolerów skarbowych ślęczących nad naszymi PITami czy CITami, prosty system komputerowy przeliczy ile każdy z nas zarobił, ukradł, znalazł czy w jakiś inny sposób zdobył, pomnoży przez indeks stawki podatkowej i przyśle nam rachunek do zapłacenie. Ale nawet taki rachunek nie będzie potrzebny. Minister od finansów publicznych odciągnie zobowiązanie podatnika od salda jego konta bankowego i będzie miał tyle pieniędzy, ile zechce. Kto mu się sprzeciwi? Bank? A jakiż to problem wsadzić bankiera do kryminału, wzniecając nagonkę medialną i oskarżając go o współpracę z terrorystami? Wszak media, to kolejne wierne ramię władzy. Podskoczą? Uruchomi się wtedy gremia ekologów, którzy zakażą wyrębu bezcennych drzew z przeznaczeniem na produkcję, proponując w zamian elektronizację mediów. No problem!

Skończą się raz na zawsze nieprzespane noce premierów Włoch, Grecji, Polski czy innych krajów słynących z unikania płacenia podatków przez obywateli, skończą się amnestie i abolicje podatkowe raz na zawsze. Już nikt nigdy nie oszuka IRS czy Urzędu Skarbowego, zresztą instytucje te nie będą nawet potrzebne. Wystarczy FBI lub ABW.

Neototalitaryzm

Czy w takich warunkach można mówić o prawach człowieka, o swobodach obywatelskich? Kto się sprzeciwi rządowi, który chce tylko zlikwidować szara strefę dla dobra nas wszystkich, dla których trudzi się od wieków i zbiera daninę na budowę dróg i wspomaganie sierot. A jeśli Kowalski czy Smith zaprotestuje, to mu elektronicznie prześle, zabrany sąsiadowi, transfer redystrybucyjny, aby go w ten sposób uspokoić, udobruchać. Nie pomoże? To go zamknie do więzienia.

W warunkach pojedynczego pieniądza elektronicznego zbędne będą zakazy, nakazy co do wielkości transakcji gotówkowych, takiej gotówki po prostu nie będzie. I o to właśnie w tych wszystkich ustawach antyterrorystycznych, o praniu pieniędzy, o handlu żywym towarem, czy poprawą ratingu kredytowego chodzi. To są tylko zasłony dymne prawdziwych intencji. W najgorszym przypadku nasili się akcja informacyjna, że to wszystko ma na celu ochronę naszych danych osobowych przed kradzieżą ze strony hackerów. Słowem, że to dla naszego dobra! Rząd, mając okazję zdobycia pełnej, nieskrępowanej niczym władzy z okazji nie zrezygnuje.
Bitcoin jest w tej sytuacji tylko poligonem doświadczalnym.

Pod pozorem udzielenia gawiedzi złudzenie wolności, alternatywy którą ludzie odczytali jako wyraz słabości, czy bezsilności „demokratycznej” władzy, bo przecież gdyby rządy chciały, to by bitcoina zjadły zanim się narodził, pozwala się im omijać urzędy skarbowe czy banki. Ale to tylko fatamorgana. Ta garstka wolności, jaką niesie ze sobą transakcja przy użyciu bitcoina, to tylko inwestycja w zniewolenie, jakie nadejdzie z chwilą zuniformizowania pieniądza w formacie elektronicznym, czy jak kto woli cyfrowym. Jeśli nie bitcoin, to powstanie inny analogiczny pieniądz. Przecież twórcy bitcoina nie mają na niego  patentu. W swej naiwności ujawnili swój system światu, to wystarczy. Już dziś są naśladowcy.

System totalitarny z czasów sowieckich, to orzeszek w porównaniu z totalitaryzmem, jaki nas czeka w związku z likwidacją gotówki i przejściem na pieniądz elektroniczny. Czy można się przed nim zabezpieczyć? Moim zdaniem jeszcze tak. Upatruję tego w wiedzy ekonomicznej. Jeśli komuś wciąż zależy na wolności bardziej niż na ochronie danych osobowych, walce z szarą strefą i regulacjami paraliżującymi ludzi pod pozorem zwiększania poziomu bezpieczeństwa, niech się uczy prawdziwej, wolnorynkowej ekonomii, a nie szarlatanerii dającej władzę ludziom, którzy przygotowują nam tę hekatombę. Nie dajmy się zwieść obietnicom większych zasiłków socjalnych, iluzjom polityki prorodzinnej, czy reformom wydatków publicznych i bierzmy życie we własne ręce.

Chcesz pracować na etacie, to sobie go stwórz. Boli cię, że ludzie bogaci żyją lepiej od ciebie, naśladuj ich, a nie zwalczaj. Przede wszystkim jednak zdaj sobie sprawę z tego, że politycy, dziennikarze, bankierzy, czy profesorowie uczelni, to nie wszechmocni bogowie, lecz ludzie, jak każdy z nas. Oni też chcą lepiej tylko dla siebie. Sprawdzajmy więc co do nas mówią, weryfikujmy każde ich słowo, nie dając grama zaufania temu, co nam doradzają. Ufajmy tylko tym, którzy nas nigdy nie zawiedli. Patrzmy politykom na ręce; patrzmy jak żyją, jak odnoszą się do swych najbliższych, co naprawdę w życiu osiągnęli, a przede wszystkim, czy zapłacilibyśmy za te ich wykłady, przemówienia, apele własnymi, ciężko zarobionymi pieniędzmi. Posada ministerialna, czy awans w hierarchii instytucji pozarynkowej, nieprywatnej, państwowej, to raczej dowód umiejętności wazeliniarstwa niż uczciwości, rzetelności i wiedzy.

Najważniejsze jednak, żebyśmy byli aktywni w sprawach dotyczących przyszłości naszej i naszych dzieci.

Kim są ludzie, którzy nas chcą wsadzić na minę? A no właśnie, to są ci złotouści święcimikołajowie, ignoranci i darmozjady, którym się nie chce pracować, którzy pracować nie potrafią. Najczęściej jedno i drugie. Uwiesili się na nas, obiecują nam, okłamują nas, grabią owoce naszej pracy, bo sobie na to pozwalamy. Strząśnijmy ich ze swoich barków.     Gotówkę traktujmy z szacunkiem, w przeciwnym razie może nam jej zabraknąć. Bądźmy oszczędni, przezorni, gospodarni. Unikajmy zbędnego kredytu, zwłaszcza na cele konsumpcyjne. Inwestujmy w złoto, w ziemię, twórzmy własne przedsiębiorstwa, lokujmy swoje pieniądze w aktywa, w biznes, jeśli nie własny, to w interesy tych, którzy tworzą produkty, które lubimy i kupujemy. Walczmy o swoje, liczmy tylko na siebie, i bądźmy czujni! W przeciwnym razie wystawiamy się na pastwę tych, którzy nas zniewolą.

Nie lękajmy się wziąć życia w swoje ręce. Możliwości jest wciąż wiele. Nie cały świat dał się zwariować. Nie trzeba daleko szukać. Polska, dzięki nam, a wbrew tzw. władzy, wciąż jest dobrym pomysłem na życie. Na dłuższą metę, przy zachowaniu ostrożnym i czujnym podejściu do władzy, możemy liczyć na więcej niż na niejednym Zachodzie. Tak w sferze wolności, jak i dostatku.

A co z bitcoinem? Jak wszystkie inne pieniądze elektroniczne, będzie on tylko jedną z wielu zabawek.

Jan M Fijor

www.fijor.com

 

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *