Madagaskar (II) Nasi malusińscy ze szkolnego podwórka

chat-dymki
0

pic8

Któregoś niedzielnego popołudnia siedziałam sobie spokojnie na ławce otoczona gromadką dzieciaków i razem podziwialiśmy występy młodych artystów z naszej szkoły. W czasie przerw dzieciom nie zamykały się buzie gdy omawiały każdy występ. Jedna dziewczynka z sąsiedniej szkoły była jednak bardziej zainteresowana moją osobą, jako siostry zakonnej, niż występem. Widziałam kątem oka jak mi się przygląda od stóp do głowy. Patrzyła na mój zakonny krzyż i obrączkę. Czułam, że chce o coś zapytać, postanowiła więc  ją ośmielić swoim uśmiechem. Zaczęła opowiadać o sobie, o swojej mamie, o tacie, który odszedł, o drugim, który zamieszkał z nimi, o małej siostrze, która się niedawno urodziła, o innej, która gdzieś tam mieszka z pierwszym tatą etc. Słuchałam uważnie, choć przy końcu jej opowieści pogubiłam wątek w tej rodzinnej zawiłości.

 

pic1

 

A potem ona mnie zapytała : «A ty ile  masz dzieci?» Sądziłam, że chodzi jej o te ze szkoły, w której pracuję, więc odpowiedziałam z dumą, że ponad 1000. I w tym momencie myślałam, że jej oczy wyjdą z orbit. Z tymi szerokimi oczami, otwartą buzią, z ogromnym zdziwieniem zdołała wyszeptać : „One wszystkie zmieściły się w twoim brzuchu?”

W tym momencie to ja zrobiłam wielkie oczy! Patrzyłyśmy na siebie nawzajem: ona mała ze swoim zdziwieniem, ja duża z narastającym rozbawieniem, bo takiej reakcji nie oczekiwałam. Zaczęłam jej tłumaczyć, że ja jako siostra zakonna nie mam własnych dzieci, ale ci wszyscy uczniowie w szkole to moje dzieci. Pomyślała chwilę i rzekła z przekonaniem: ”No tak, to prawda, to twoje dzieci, bo ty z nimi tu jesteś”. I dodała:” Chciałabym się tu uczyć.”

Cóż, w moim sercu już ją przyjęłam do naszej szkoły… Uśmiechnęła się do mnie wdzięcznie i pozostała ze mną do końca spektaklu.

pic3

Panie, dziękuję ci za te wszystkie dzieci, które mi dałeś…

Na Madagaskarze, białego, obcokrajowca określa się mianem «vazaha» (czytaj: wazha). Jest to bardzo popularne na wyspie określenie i niejeden turysta był zaskoczony, a niekiedy nawet poirytowany, kiedy duzi i mali krzyczeli za nim «vazaha» – «bialy».

Kiedy zaczęłam moją pracę w szkole, dzieci mówiły do mnie «masera vazaha» czyli „biała siostra (obcokrajowiec)”. Na pierwszym spotkaniu z rodzicami postanowiłam dotknąć tego tematu. Mówię im, że tak jak każdy z nich, ja też mam swoje imię (tutaj nazywają mnie Slawa: po malgasku pisze sie Soava) i bardzo proszę, aby nauczyli swoje dzieci zwracać się do mnie w tym imieniu.

Lekcja została wysłuchana, wyuczona na pamięć i wprowadzona w życie. Mogłam powiedzieć, że rodzice zdali egzamin na 6!  Niektóre dzieci przy każdym powitaniu przypominały mi jak mam na imię!

pic5

Małe przedszkolaki nie od zaraz zapamiętały jak mam na imię, wiedziały jednak, że nie trzeba mówić « siostra vazaha ».

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Maly 3-latek, Heritiana, chciał opowiedzieć mamie, że w przedszkolu dostali ode mnie ciastka. Tyle, że zapomniał jakie to miało być to moje imię! I mówi do mamy: «no wiesz, to od tej dużej siostry co ma biale nogi!» On też zdał egzamin!

pic6

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Maly Koko, nasz przedszkolak, ktory mając 5 lat wygwizduje przepiękne melodie, jest ulubieńcem wszystkich. A jak potrafi szantażować! Jednego razu pytam go malgaskim zwyczajem, co słychać, a on na to: „jak mi dasz cukierka, to ci powiem”.

W jedną z niedziel poszedł z rodzicami do kościoła. Nagle zatrzymał się w drzwiach i powiedział, że dalej nie pójdzie, bo siostry Slawy (czyli mnie) tu nie ma. Rodzice mu tłumaczą, ze ja będę się modlić w innym kościele. A Koko na to: “ale ja tego nie widzę!”

pic7

 

 

„Nie trzeba ogni wielkich, które zapalą świat, wystarczy płomyk w jednych oczach  i będzie warto żyć, i w ogień iść i trwać”.

 Z pozdrowieniem od wszystkich naszych milusinskich.

S.Wladyslawa Pirog fmm z Madagaskaru

Ambohidratrimo, czerwiec 2014

 

 

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *