Tajna broń Putina

chat-dymki
0

Co się dzieje z rublem?

Czy to nie dziwne, że po chwilowym kryzysie walutowym i załamaniu się wartości rubla o blisko 50 procent, mimo równoczesnego zaostrzenia sankcji gospodarczych przeciwko Kremlowi, deprecjacja rosyjskiej waluty i zaufanie do niej – co widać chociażby po zahamowaniu odpływu rezerw walutowych – zostały zatrzymane?

pobrane

Od połowy grudnia 2014 wartość rubla w stosunku do głównych walut świata wzrasta. Tylko w tym roku, mimo iż przyczyna jego słabości, a więc sankcje, nie ustała, rubel umocnił się w stosunku do dolara o ok. 17 procent, do euro o prawie 25 procent. W sytuacji, kiedy rządy Zachodu modlą się o inflację i stają na głowie, aby obniżyć siłę nabywczą swoich walut, prezydent Putin zachęca do walki z inflacją. Oprocentowanie bazowe wynosi w Rosji 12,5 procenta, wobec ujemnego w USA, Japonii czy Europie Zachodniej.

O ile w USA nasilają się w polityce tendencje kompradorskie i górę bierze skorumpowany kapitalizm kolesiów, o tyle Putin ogłasza program dezoligarchizacji gospodarki oraz walki z korupcją. I nie robi tego, aby oczarować elektorat, bo nie musi. Mimo ogólnego potępienia zer strony rządzących establishmentów Zachodu, uchodzi niewątpliwie za najbardziej charyzmatycznego przywódcę europejskiego, czy nawet światowego.    Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że w czasie gdy główne banki centralne gospodarki zachodniej, FED i ECB, ignorują złoto traktując je jako relikt przeszłości, Kreml nawet nie ukrywa, że stawia na żółty metal. Nie ulega kwestii, kto w tej sytuacji kroczy właściwą drogą.

Oto, napisana w listopadzie ub. roku, interesująca analiza tych problemów sporządzona przez brytyjskiego finansistę, Johna Butlera. Tym ciekawsza, że w dużym stopniu się sprawdza.

 

(jmf)

Wstęp

Termin “wojna walutowa” ma już co najmniej 100 lat. Ostatnimi czasy spopularyzował go w kołach finansowych, brazylijski minister finansów, Guido Mantega. Od tego czasu, z każdym rokiem mówi się o wojnach walutowych coraz głośniej. Najświeższą okazją do nasilenia się dyskusji na ich temat stały się “sankcje wojenne” nałożone przez kraje, zwane umownie Zachodem, na Rosję.

Historia pokazuje, że w warunkach rozchwianej polityki monetarnej, takiej jaka panuje obecnie, utrzymanie realnej siły nabywczej w zainwestowanych aktywach (zasobach) jest bardzo mało prawdopodobne, chociażby właśnie z powodu towarzyszącego wojnie kryzysu walutowego. Taka sytuacja doprowadzić musi do stopniowej remonetyzacji złota kruszcowego na rynku międzynarodowym.

Wobec nasilenia się trudności gospodarczych wywołanych przez międzynarodowe sankcje wojenne, Włodzimierz Putin może stwierdzić, że oto nadszedł czas, by sięgnąć po „złotą kartę”. Czy to uczyni?

Krótka historia współczesnych wojen walutowych

Oto, co we wrześniu 2010, dwa lata po wybuchu światowego kryzysu finansowego (2008), na temat globalnej wojny walutowej, powiedział Guido Mantega:

„Jest to sytuacja groźna. Wojna taka pozbawia nas konkurencyjności w handlu międzynarodowym. Po wybuchu obecnego kryzysu[1], a także w trakcie jego trwania waluta europejska (euro) straciła w stosunku do dolara prawie 25 procent swej wartości. Funt brytyjski stracił nawet blisko 30 procent. Brazylijski real – w początkowej fazie załamania – znacznie się osłabił, ale już w niespełna rok od bankructwa Lehman Brothers, w przeciwieństwie do euro i funta, odzyskał swój parytet wobec dolara. Takie dramatyczne skoki kursów wymiany większości walut mogą mieć zły wpływ na względne tempo wzrostu gospodarczego. W sytuacji, gdy tempo globalnego wzrostu gospodarczego jest słabe pojawia się pokusa dewaluacji, dzięki której można uszczknąć konkurentom kawałek światowego tortu. Krajami, które usilnie dążą do dewaluacji swoich walut, są najczęściej kraje rozwinięte”[2].

pobrane (2)

Spadek wartości euro w latach 2008-2011 miał dla gospodarek strefy euro duże znaczenie, ponieważ ujawnił kluczową linię podziału w ramach całej strefy, w tym przypadku chodziło o podział pomiędzy konkurencyjnymi eksporterami z Północy, takimi jak Niemcy, Polska, Czechy czy Słowacja, a mniej konkurencyjnymi importerami z Południa, takimi jak Włochy, Hiszpania, Portugalia i Grecja. Przy słabszym euro, gospodarki państw eksportujących prosperowały. Najmocniej negatywne skutki kryzysu finansowego odczuwały  najmniej konkurencyjni członkowie strefy euro, co zagrażało niewypłacalnością ich instytucji bankowych, a pośrednio, stabilności ich finansów publicznych.

W ten sposób wybuchła w szeroko rozumianej strefie euro “domowa wojna walutowa”, której działania trwają do dzisiaj na terenie Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie i w bankach centralnych poszczególnych stolic Europy. Państwom Południa grozi niewypłacalność, w związku z czym szereg z nich rozważa wycofanie się ze strefy euro, co może doprowadzić do całkowitego rozpadu Unii. Północ waha się, czy powinna ratować bankrutujące gospodarki, tym bardziej, że chronicznie niekonkurencyjne gospodarki Południa nie posiadają żadnych atrakcyjnych form gwarancji, które by taką pomoc warunkowały.

Mimo iż kryzys wciąż pozostaje niezakończony, począwszy od roku 2012 udało się zawrzeć szereg kompromisów, które pomogły władzy kupić trochę czasu. Osobną kwestią jest, czy czas ten został mądrze spożytkowany. Zwłaszcza, że po wielu rundach ratowania gospodarek, wykupywania firm i zapobiegania ich bankructwu, nadchodzi kolejny kryzys, a kto wie, czy nie seria kryzysów.

Dramatyczne nasilenie wojen walutowych miało miejsce w 2012 roku w Japonii, po wyborze premiera kraju, Shinzo Abe, który w swej kampanii przedwyborczej odwoływał się do konieczności zastosowania radykalnych środków monetarnych, bez których japońska gospodarka[3] nie stanie ponownie na nogach. Nowy premier nie marnował czasu. Zaraz po wyborze na najwyższe stanowisko w kraju rozpoczął kolejną wojnę walutową, której rezultatem była silna dewaluacja jena. Tylko w ciągu 4 miesięcy, od października 2012 do lutego 2013 waluta japońska straciła na wartości ok. 25 procent.

Mimo ewidentnego fiaska polityki interwencjonizmu i osłabiania jena, premier Abe kontynuuje swą politykę do chwili obecnej.

Takie stymulowanie skutkuje jedynie chwilowymi poprawami sytuacji, w dłuższej skali okazuje się kompletnie nieskuteczne, spychając Japonię w spiralę dalszego zadłużania się, błędnych inwestycji i zubożania narodu[4]. Dlatego właśnie Bank of Japan[5] nie tylko nie zaniechał osłabiania swojej waluty, lecz nadal pogłębia jej deprecjację. W ciągu ostatnich 6-8 miesięcy jen stracił na wartości kolejne 15 procent.

A to przecież nie koniec.

Premier Abe, pod wpływem protestów ludności, wycofuje się właśnie[6] z planowanego podatku od sprzedaży, wzywając naród do nowych wyborów, które faktycznie mają być referendum na temat poparcia dla jego polityki radykalnego stymulowania gospodarki „a la Keynes”. Dalszy spadek parytetu jena, jaki miał miejsce po tym apelu, dowodzi że Abe w tych wyborach zwycięży. Pozwoli mu to bez przeszkód prowadzić swą szaloną politykę wyniszczania gospodarki. Bo nie ulega kwestii, że w sytuacji głębokiego uzależnienia (głównie w sektorze surowcowym) od zagranicznego importu, braku rąk do pracy[7] i rosnącego zadłużenia kraju tempo importu, a wraz z nim poziom życia, wywołane słabym jenem, spadają.

Z drugiej strony, dewaluacja jena jest ciosem w konkurentów gospodarki japońskiej na światowym rynku eksportowym, zwłaszcza w odniesieniu do produktów maszynowych i zaawansowanych technologicznie. Niemcy, Polska, Korea Południowa, Tajwan czy Brazylia należą do grupy krajów najbardziej dotkniętych dewaluacją jena. To właśnie słabnący pieniądz japoński wpływa na zauważalne ostatnio osłabienie się tempa wzrostu eksportu z tych krajach.

Co więcej, dla Niemców i Polski jest to walka na trzech frontach wojny walutowej równocześnie: z Japonią o udział w rynku eksportowym; ze Stanami Zjednoczonymi, Unią Europejską i NATO z sankcjami gospodarczymi wobec Rosji; wreszcie, z celowym osłabianiem waluty euro poprzez politykę monetyzacji obligacji[8] przez Europejski Bank Centralny (ECB)[9]. Sposób, w jaki Niemcy i Polska bronią się przed atakami wojny walutowej i konsekwencjami sankcji gospodarczych ma wpływ na postępowanie ich partnerów handlowych. Sumaryczne skutki takiej polityki dla światowej gospodarki mogą być naprawdę bolesne.

 Rosja, NATO i wojna na sankcje

      Ostatnie lata to szereg coraz poważniejszych aktów konfrontacji na linii USA i ich sojusznicy – Rosja, poczynając od rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008 roku, poprzez kryzys syryjski 2013 roku, po ostatni konflikt na wschodzie Ukrainy. O ile każdy z tych kryzysów był sam w sobie dość poważny, o tyle dopiero zaangażowanie się Rosjan w wojnę domową na Ukrainie zaowocowało jawnym wzrostem napięcia w relacjach światowych. Stało się tak, ponieważ w kryzysie ukraińskim, obok politycznego, pojawił się silny motyw w postaci sankcji gospodarczych mających wyraźny wpływ niszczący, i to nie tylko gospodarkę Rosji, lecz także gospodarki Niemiec i Polski, dwóch największych partnerów handlowych Rosji.

Jak dotąd, gospodarka rosyjska radzi sobie z sytuacją całkiem nieźle, wszystko jednak wskazuje, że już w najbliższym czasie Rosji grozi recesja czy nawet głębszy kryzys. Zwłaszcza, że czynnikiem, który obok sankcji, uderzył mocno w gospodarkę Rosji jest spadek cen gazu i ropy naftowej, głównych źródeł dewiz i dochodu w ogóle. W związku ze znacznym spadkiem parytetu rubla[10] wobec głównych walut świata, spodziewana jest też inflacja i ostry wzrost cen konsumenckich.

Jak w tej sytuacji reaguje Kreml i Rosjanie?

Krążą pogłoski, że przygotowywany jest specjalny program gospodarczy polegający na nasileniu walki z korupcją i poprawą efektywności, którego pełny efekt uzdrawiający zależy jednak od zniesienia sankcji gospodarczych. Jeśli te ostatnie zostaną utrzymane, Rosji grozi bieda[11]. Jednakże dla Stanów Zjednoczonych i krajów NATO, bieda w Rosji to jest właśnie powód, dla którego wprowadzili oni sankcje. Chcą w ten sposób zmusić społeczeństwo rosyjskie do refleksji, że jednak Putin powinien pomóc Ukrainie ugasić wojnę domową na wschodzie kraju, oddać Kijowowi Krym i dopiero wtedy będzie cacy.

Co prawda nie jestem specjalistą od problematyki wschodniej, ale na chłopski rozum, trudno się zgodzić z tezą, że Putin ulegnie naciskom i zrobi to, co Zachód chce, żeby zrobił. Prezydent jest w Rosji bardzo popularny, i to nie tylko dlatego, że był autorem trwającego przez wiele lat, przynajmniej do niedawna, okresu względnej prosperity, lecz przede wszystkim dlatego, że Rosjanie widzą w nim silnego, zdecydowanego przywódcę, który realizuje interesy ich ojczyzny.

Zwykli Rosjanie sympatyzują ze swoimi rodakami zamieszkującymi na wschodzie Ukrainy i na Krymie. Nie mieści im się w głowie, że można byłoby pozwolić na zgniecenie rebelii na wschodzie Ukrainy, która przecież toczy się w interesie Rosji. Z tego powodu, winą za ewentualne trudności gospodarcze i życiowe wywołane sankcjami, nie oskarżają Putina, lecz USA i NATO. Jeśli mam rację, utrzymując, że Putin w kwestii Ukrainy nie pójdzie na ustępstwa, a także, że popiera go własny narodu, i to pomimo zbliżającej się recesji, to co to wszystko ma wspólnego z toczoną w różnych rejonach świata wojną walutową?

Po pierwsze, pogarszające się relacje polityczne z Rosją doprowadzą do tego, że Niemcy, Polska, Słowacja i większość pozostałych partnerów handlowych Rosji odczują już wkrótce gwałtowne pogorszenie się stanu swych gospodarek[12], co może doprowadzić do wyraźnych zmian politycznych. Słaby rząd, niezdecydowani i niepopularni przywódcy zmuszeni zostaną do odejścia, opozycja zaś będzie się domagać ograniczenia sankcji, uznawszy to za dobry pomysł na przejęcie władzy. I rzeczywiści, niedawno rząd słowacki[13] zaapelował o zrewidowanie zasad nakładania nowych sankcji na Rosję[14].

Po drugie, oznacza to także, że zamiast siedzieć bezczynnie i czekać, Rosjanie będą szukać okazji do zmniejszenia swego uzależnienia od wzajemnych relacji gospodarczych z Zachodem. Oznakami takiego trendu są chociażby podpisane niedawno z Chinami i Indiami, oraz kilkoma innymi krajami duże kontrakty energetyczne i zbrojeniowe. Silniejsze więzi Rosjan z pozostałymi krajami grupy BRICS mogą być powodem do zmartwień ze strony Stanów Zjednoczonych, jednakże trudno będzie Amerykanom w tych związkach przeszkodzić.

Jednym z kluczowych aspektów rosyjskiego uzależnień od Zachodu jest standard gold-exchange, czyniący – jak pisaliśmy powyżej – z dolara światową rezerwę walutową i podstawowy pieniądz wymiany handlowej. Dla nikogo nie jest jakimś zaskoczeniem, że kontrakt obejmujący budowę potężnego rurociągu dostarczającego gaz z Rosji do Chin będzie finansowany i rozliczany w chińskich juanach, a nie w dolarach amerykańskich. Nie tylko Rosja, także pozostałe kraje BRICS regularnie potępiają dominację amerykańskiego dolara, domagając się rewizji postanowień z Bretton Woods, i podważając zasadność istnienia takich instytucji jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy[15]. Stąd właśnie inicjatywa krajów BRICS ustanowienia swoich własnych instytucji bankowo-rozliczeniowych, jak i szereg umów bilateralnych dotyczących swapów walutowych pomiędzy partnerami z BRICS, a także z partnerami handlowymi spoza tej grupy zaniepokojonymi dominacją dolara.

O ile faktem jest, że wszystkie te inicjatywy prowadzą do zmniejszenia ekspozycji krajów BRICS na uzależnienie od dolara, proces eliminowania dolara z rozliczeń międzynarodowych przebiega bardzo powoli, powodując, że globalny kryzys walutowy potrwa jeszcze wiele lat.      Tymczasem Rosjanie nie mają wiele czasu. Dla nich kwestia naprawy gospodarki i waluty jest wręcz paląca. Nie mogą czekać na stopniową ewolucję światowego systemu walutowego i monetarnego, by doszło do zredukowała wpływu nałożonych na ich gospodarkę sankcji. Pytanie: co takiego mogą Rosjanie uczynić w tej sprawie już teraz, dzisiaj?!

Złoty rubel?

pobrane (3)

Wysoce intrygującym rozwiązaniem jest wprowadzenie, rozważanego już w niedawnej przeszłości, lokalnego standardu złota, czyli powiązania wartości rubla z rosyjskimi rezerwami złota[16]. Pomysł ten zaistniał w latach 80. XX wieku, kiedy w rozpadającym się Związku Sowieckim rubel gwałtownie tracił na wartości, a inflacja sięgała szczytów. Transformująca się Rosja, miała w owym czasie praktycznie zerowy dostęp do globalnego rynku kapitałowego. Niemal wszystkie dochody dewizowe ZSRS pochodziły z transakcji sprzedaży ropy naftowej i gazu, które rozliczane były w twardej walucie. W 1989 roku, ówczesny premier kraju, Michaił Gorbaczow zaprosił do Rosji dwóch prominentnych ekonomistów amerykańskich, aby spotkali się z liderami polityki gospodarczej i doradzili, w jaki sposób najprościej i najtaniej ustabilizować pozycję rubla. Jednym z ekonomistów był gubernator banku rezerwy federalnej, Wayne Angell, drugim, Jude Wanniski, jeden z najznamienitszych przedstawicieli szkoły podażowej.

W 1998, Mr. Wanniski pisał, że “zaalarmowany perspektywą katastrofy finansowej Rosji”, postanowił “napisać pracę poświęconą naprawie rosyjskiego systemu monetarnego, zanim popadnie on w totalny chaos”. Profesor Wanniski w artykule redakcyjnym Wall Street Journal opisał historię powstania tzw. rubla z pokryciem w złocie:

„We wrześniu 1989, przebywałem w Związku Sowieckim 9 dni na zaproszenie ówczesnego przywódcy tego kraju, Michaiła Gorbaczowa. Celem mojej wizyty miała być dyskusja nad nieszablonową metodą konwersji systemu sowieckiego w system wolnorynkowy. Ze swojej strony argumentowałem, by zacząć od powiązania ceny rubla z ceną złota, przy założeniu racjonalnego parytetu wymiany. Uważałem wtedy, i nadal tak uważam, że byłaby to najprostsza droga do celu.

Tydzień temu[17], były kandydat na wiceprezydenta kraju z ramienia Partii Republikańskiej, Jack Kemp[18], wysłał do prezydenta Billa Clintona list, w którym namawia go, by zwrócił się do prezydenta Jelcyna z sugestią, aby mianowany przez tego ostatniego premier Rosji, Wiktor Czernomyrdin rozważył użycie złota, jako narzędzia do szybkiego i łagodnego w skutkach rozwiązania kryzysu finansowego.

Także w istniejącej sytuacji złoto byłoby rozwiązaniem najlepszym. Primo, że rząd rosyjski mógłby zadekretować obronę rubla poprzez ustanowienie parytetu wymiany rubla na złoto na poziomie 2000 rubli za uncję złota, tym bardziej że miał on wpływ na kursy wymiany rubla, w przeciwieństwie do braku wpływu nad kursem rubla wobec walut z currency board. W ten sposób rząd Rosji nie musiałby dla utrzymania stabilności relacji rubel-złoto posiadać milionów złotych sztabek, służących pokryciu każdego rubla znajdującego się w obiegu. To samo można osiągnąć poprzez regulowanie płynności/podaży rubli za pomocą transakcji kupna od rosyjskich banków (lub odsprzedaży bankom) oprocentowanych obligacji nominowanych w złotych rublach. Należy przy tym udostępnić nieograniczoną ilość tego typu obligacji na potrzeby zwykłych obywateli.

Właśnie w podobny sposób, Alexander Hamilton rozwiązał kryzys finansowy grożący w 1791 roku administracji George’a Washingtona.

Pierwszy amerykański sekretarz skarbu powiązał na stałe cenę dolara z ceną złota, obiecując wierzycielom, że otrzymają w zamian za swą pożyczkę kwotę udzielonego kredytu plus odsetki. W 1947 roku, zachodnioniemiecki minister finansów, Ludwig Erhard w podobny sposób zażegnał kryzys finansowy poprzez sztywne powiązanie deutschmarki ze złotem. Zważywszy, że w owym czasie, nie tylko Niemcy, ale nawet Stany Zjednoczone nie dysponowały złotem, obietnica zwrotu wyrażona w złocie spełniała swój cel, gdyż obywatele kraju zrozumieli, że chociaż rząd jest niewypłacalny, to jednak przecież kryzys nie potrwa wiecznie.

W przypadku państwa rosyjskiego jego zobowiązania są stosunkowo niewielkie i nie przekraczają najprawdopodobniej 200 miliardów dolarów, co jest niczym w porównaniu z wartością aktywów, jakie znajdują się w posiadaniu rządu sięgającą bez wątpienia 10 bilionów dolarów. Państwo rosyjskie w ramach swoich 11 stref czasowych posiada praktycznie wszystko to, co zostało zrabowane/skonfiskowane w czasie rewolucji 1917 roku. Wszystkie te aktywa mogą być wykorzystane jako gwarancja parytetu wymiany ceny złota wyrażonej w rublach.

Słysząc, że rząd obiecuje płacić za każdego pożyczonego przez siebie rubla w relacji 2000 rubli do 1 w cenie złota – co w owym czasie implikowało parytet dolara do złota na poziomie 7:1 – Rosjanie mają zademonstrować czy taka obietnica jest dla nich wiarygodna i opłacalna. Innymi słowy, czy wolą bon skarbowy nominowany w złotych rublach, po sztywnym kursie dolara do złota w stosunku 7:1, czy banknot rublowy nie płacący odsetek z załamującym się parytetem 17:1? Samo to pytanie sugerowało rozwiązanie: ludzie rzucą się do wymiany banknotów rublowych na rublowe obligacje/bony skarbowe.

W rzeczywistości, Rosjanie obracać będą między sobą kwotą wartości 40 miliardów dolarów, gdy tymczasem podaż rubla papierowego zmierzać będzie do zera. Sztywny kurs emitowanej przez rząd pary złoto/rubel szybko doprowadzi do tego, że ludzie chętnie przyniosą do banków dolary, zamieniając je na bardziej wartościowe złote ruble. W krótkim czasie rząd zdobędzie dużą ilość dolarów, przy pomocy których spłaci zachodnim bankom odsetki od swoich zobowiązań. W miarę jak rząd Rosji tworzyć będzie, dla sprostania rosnącemu popytowi, nowe ruble, rozwiązany zostanie również problem wypłacalności rosyjskich banków. Ponieważ krajowy biznes toczyć się odtąd będzie przy użyciu opodatkowanych rubli, p. Jelcyn będzie mógł spłacać zaległe zobowiązania płacowe przy użyciu rubli pochodzących z opodatkowania, a nie drukowanych przez rządowe prasy. Dzięki polityce usztywnienia kursu rubla do złota, zamiast w stosunku do koszyka innych walut, Rosja będzie zarabiać krocie na rencie senioralnej.

Jeśli więc prezydent Clinton zamierza spełnić swoje obietnice i pomóc prezydentowi Jelcynowi, powinien zwrócić się do swego ministerstwa skarbu, aby zakupiło ono w rosyjskim funduszu stabilizacji, bony skarbowe nominowane w złotych rublach o wartości 3-4 miliardów dolarów. Gdyby coś takiego nastąpiło jutro, Rosja byłaby w stanie sprostać swym zobowiązaniom dolarowym jeszcze w tym tygodniu. Jeśli nawet Rosjanie mają wątpliwości co do wiarygodności mechanizmu wymiany złotego rubla, zakup przez rząd amerykański rosyjskiego długu suwerennego, i to w rublach, ostatecznie je rozwieje. W niedługim czasie rząd rosyjski mógłby przyspieszyć swój rozwój gospodarczy reformując swój system podatkowy poprzez obniżenie przedziałów podatkowych. W rezultacie, stworzony zostanie rubel tak dobry jak złoto, dokładnie w sposób, jaki zasugerował Gorbaczowowi w 1989 roku dr Angell”[19].

Opisane przez Jude’a Wanniskiego wydarzenia z lat 1989 i 1998 przypominają sytuację obecną. Na razie jest źle, ale może być gorzej, zwłaszcza jeśli Zachód zaostrzy sankcje przeciwko Rosji.

Czy prezydent Putin i jego doradcy rozważają opisane powyżej działania? Że lekiem na obecną sytuację, środkiem stabilizującym walutę i zarazem gospodarkę także może być złoto. Jak dalece prawdopodobne jest to, że użyją żółtego kruszcu i zrobią decydujący krok?

Spróbujmy rozważyć to w kontekście międzynarodowym.

Gdyby Rosja zdobyła się dzisiaj na pokrycie rubla w złocie, byłaby to znacznie bardziej wiarygodne działanie, niż wtedy w roku 1989 i 1998, kiedy rząd rosyjski był dużo mniej stabilny i miał znacznie mniejsze poparcie. Poza tym, wtedy gospodarka Rosji była znacznie słabiej zintegrowana z gospodarkami Chin, Niemiec czy z gospodarkami innych krajów rozwiniętych.

Co więcej, w ostatnich latach Rosja zgromadziła ogromną ilość rezerw złota[20]. Przeliczając wartość złota po aktualnej cenie w rublach, stanowi ono niemal 27% wartości podaży pieniądza znajdującego się w obiegu. To jest bardzo wysoki wskaźnik[21]. Znacznie przewyższający minimum rezerwy złota znajdującej się w posiadaniu Banku Rezerwy Federalnej (FED). Co więcej, Rosja jest największym w świecie eksporterem złota, netto. Wszystko też wskazuje na to, że pomimo uciążliwych sankcji, rosyjskie zasoby złota będą raczej rosły niż spadały.

Rosyjskiej gospodarce wiarygodności dodaje ponadto stosunkowo niewielkie zadłużenie. Posiadając relatywnie niski wskaźnik obsługi długu[22] Rosjanie nie mają pokusy prowadzenia polityki proinflacyjnej. Aktualne oprocentowanie kredytów wynosi w Rosji ok. 10 procent[23], gwarantując relatywnie wysoką rentowność lokat oszczędnościowych w rublach. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby tak rubel został wymienialny na złoto, a oprocentowanie utrzymało się na poziomie 10 procent. Zważywszy, że dochód ten byłby w takiej sytuacji wolny od ryzyka, rentowność na poziomie 10 procent też byłaby wolna od ryzyka[24]. Gotów byłbym się założyć, że w takiej sytuacji duża liczba zawodowych inwestorów międzynarodowych sprzedałaby swoje pozycje w złocie, dolarach, czy innych walutach przerzucając się na ruble. Gwarantowałoby to wyjątkowo pokaźne zyski na samej tylko różnicy między tymi lokatami. W konsekwencji doszłoby zapewne do wzrostu parytetu rubla w stosunku do dolara czy innych silnych walut światowych nie posiadających pokrycia w złocie. Po jakimś czasie, hossa na rubla zelżałaby nieco, oprocentowanie spadło, osiągając swój naturalny, już dużo niższy poziom równowagi. Tak właśnie działo się w roku 1989 oraz 1998. Mało prawdopodobne, żeby tym razem miało to nie zadziałać.

Remonetyzacja złota?

Istnieje jeszcze jeden aspekt do rozważenia, mianowicie, jaki tego rodzaju polityka miałaby wpływ na dolara i obecny system międzynarodowy.

Przypomnijmy tylko, że główna waluta rezerwowa świata, a więc dolar znajduje się w ogromnych ilościach poza granicami Stanów Zjednoczonych. Duże pakiety dolara stanowią rezerwę banków centralnych poszczególnych krajów należących do systemu. W dużej części pozwala to finansować wydatki rządu amerykańskiego i gospodarki USA na tak niskiej stopie procentowej. Zakładając, że inne czynniki się nie zmienią, pojawienie się na rynku konkurencji wobec dolara amerykańskiego, i to konkurencji wiarygodnej, mającej pokrycie w złocie waluty, wielce prawdopodobne stanie się to, że banki centralne będą chciały przynajmniej zdywersyfikować swoje portfele rezerwy walutowej o oprocentowane, mające pokrycie w złocie ruble. Kraje importujące z Rosji ropę naftową będą miały dodatkową zachętę do tego, gdyż w ten sposób będą mogły płacić za swój import w rublach, a tym samym uniknąć sankcji. Spekulanci, inwestorzy, przewidując takie umiędzynarodowienie rubla ubiegliby je zbierając spore zyski.

Presja na wzrost stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych byłaby początkowo niewielka, jednakże nawet niewielki wzrost stop procentowych oznaczałby dla tonącej w długach amerykańskiej gospodarki i administracji rządowej ogromne kłopoty. Gospodarka weszłaby na ścieżkę spadku. Bank centralny (FED) usiłowałby zaradzić złu poprzez kolejny program (QE) skupu aktywów (obligacji rządowych), ale to by tylko dolało oliwy do ognia. Skutkiem polityku drukowania pieniądza byłaby gwałtowna wyprzedaż dolara na rynkach międzynarodowej wymiany pieniężnej. Końcem tego trudnego do wyobrażenia, chociaż całkiem możliwego rozwoju zdarzeń, dolar całkowicie utraciłby status waluty rezerwowej, a to by już oznaczało dewastację amerykańskiej gospodarki.

O ile ostry spadek siły nabywczej dolara poprawiłby konkurencyjność amerykańskiej gospodarki, w tym eksportu, doprowadziłby do utraty liczonej w dolarach siły nabywczej poszczególnych walut międzynarodowych (w handlu ropą naftową i innymi surowcami) doprowadzając do ogromnej podwyżki cen[25].  Połączony negatywny wpływ wyższego oprocentowania na tempo wzrostu oraz rosnących cen na inflację doprowadziłyby do stagflacji, przy której stagflacyjne lata 70. ubiegłego stulecia wyglądałaby jak niewinny piknik.

Tak, jak pisałem w swojej książce, The Golden Revolution, utrata przez dolara statusu waluty rezerwowej będzie mieć dla światowego systemu monetarnym[26] rozległe reperkusje. O ile jednak, mający pokrycie w złocie rubel, mógłby do pewnego stopnia rzucić wyzwanie dolarowi, tylko człowiek pozbawiony realizmu może przypuszczać, że gospodarka rozmiarów rosyjskiej mogłaby globalną walutę rezerwową utrzymać. Nie mogłaby. Natomiast w miarę osłabienia się udziału dolara, role walut rezerwowych zaczęłyby pełnić różne waluty alternatywne. I w tym miejscu zaczynają się interesujące konsekwencje.

Pod nieobecność innych czynników, waluta wykorzystywana w roli waluty rezerwowej zaczyna wzmacniać tę walutą. Dla krajów, których gospodarki mają nastawienie proeksportowe nie jest to tendencja korzystna. Widać więc, że zakończenie ery dominacji dolara nie kończy wojen walutowych, lecz je raczej zaogni, w miarę jak kraj za krajem  będzie usiłować zrekompensować słabnącego dolara osłabianiem własnej waluty.

Byliśmy świadkami takiego wyścigu o pozycję outsidera w latach 20. i 30. XX wieku, którego kulminacją była decyzja amerykańskiego prezydenta Roosevelta, który w 1934 roku zdewaluował dolara o ok. 60 procent. W tamtej sytuacji jednak dolar miał pokrycie w złocie, a co ważniejsze, był wspierany największą ówczesną gospodarką globu. Dzisiaj dolar już takiego komfortu nie ma. Globalna gospodarka stała się od tego czasu znacznie bardziej spolaryzowana, z dwoma kompleksami gospodarczymi o porównywalnych do gospodarki Stanów Zjednoczonych rozmiarach: z gospodarką Unii Europejskiej oraz z Chinami. Co więcej, od tamtego czasu, gospodarka amerykańska mocno się zadłużyła, zarówno wewnętrznie, co i wobec reszty świata. Ten dług stwarza nieustanną groźbę deprecjacji i dewaluacji waluty.

Jak wskazują ostatnie dane, tylko 2,3 procent amerykańskiej podaży pieniądza ma pokrycie w złocie. Widać z tego, że trudno o Stanach Zjednoczonych mówić, jak o światowym hegemonie monetarnym, a a dolarze, jako o globalnej rezerwie walutowej.       Ponieważ wszystkie wielkie gospodarki są zadłużone i mają do pokonania swoje problemy finansowe, żadna z głównych walut nie osiągnęła pozycji umożliwiającej jej zastąpienie dolara, czyli pełnienie roli wyróżniającej ją waluty rezerwowej świata. Prowadzi to do konkluzji, że światowy system monetarny jest wysoce niestabilny. Nie tylko dolar jest narażony na dewaluację czy deprecjację. Teoria gier implikuje, że wyścig o pozycję outsidera jest nieuchronny, bez względu o to, czy dolar będzie pełnił rolę lidera wśród walut, czy spadnie na dalszą pozycję.

We wspomnianej książce przedstawiam argument za tym, że w obliczu kombinacji polaryzacji światowego system monetarnego, jak też jego wysokiej niestabilności światowej równowagi monetarnej, istnieje duże prawdopodobieństwo, że dojdzie do częściowej lub wręcz całkowitej remonetyzacji złota, której towarzyszyć będzie silny i powszechny wzrost cen. W świecie, w którym brak jest wiary w stabilność jakiejkolwiek waluty, idealną rolę środka balansowania deficytów w wymianie handlowej może pełnić złoto.

Gromadzenie rezerw, które w razie czego mogą być doraźnie dewaluowane przez partnerów handlowych za pomocą wojny walutowej, nie jest postępowaniem racjonalnym. Jeśli jakakolwiek wymiana handlowa ma mieć miejsce musi istnieć określona waluta rezerwowa. To właśnie złoto jest tym “czymś” (środkiem), co sprawia, że jego podaż jest stabilna i nie może być arbitralnie dewaluowana. Stąd pokrycie waluty w złocie prowadzi do znacznego wzrostu zaufania w nią, a tym samym do ułatwienia międzynarodowej wymiany handlowej.

Ci, którym znana jest historia lat 70. XIX wieku wie4dzą, że między tamtymi latami  a czasem współczesnym istnieje duże podobieństwo.

Po zjednoczeniu Niemiec i rekonwalescencji Stanów Zjednoczonych po wojnie secesyjnej, obydwie te gospodarki walczyły o światowy prymat z Wielką Brytanią, która była wówczas najbogatsza. Japonia zaś rozpoczynała swą industrializację. W tych wysoce spolaryzowanych warunkach ukształtował się i to całkiem spontanicznie, bez pomocy jakichkolwiek formalnych zabiegów dyplomatycznych klasyczny globalny standard złota. To właśnie dzięki niemu świat przeżywał dekady niewątpliwie stabilnego, najszybszego w swych dziejach wzrostu gospodarczego[27].

Złota karta Putina?

Wróćmy znowu do Rosji, odstawiając na bok skrzywioną perspektywę Zachodu.

Putin niewątpliwie osiągnął dla Rosji więcej niż dla swego kraju osiągnął jakikolwiek inny współczesny lider państwa rozwiniętego. Zgadzam się, że jest on przywódcą o chimerycznym, o osobowości autokratycznej, ale proszę mi pokazać jakiś większy kraj rozwinięty, który nie byłby w którymś momencie swej najnowszej historii rządzony przez autokratę. Stany Zjednoczone zaczynały swoje dzieje pod rządami Jerzego III, zresztą większość swego dziedzictwa politycznego i prawnego zapożyczyły od Zjednoczonego Królestwa.

pobrane (4)

Rosja, pod przywództwem Putina utrzymała swoją integralność terytorialną, a więc coś, co zaraz po rozpadzie Związku Sowieckiego było bardzo wątpliwe. Pod rządami Putina udało się jej odtworzyć i utrzymać na stałe zdolność obronną na całej linii granicznej liczącej kilkanaście tysięcy kilometrów. Nie będąc przy tym policjantem świata. Mimo iż gospodarka rosyjska nadal oparta jest na surowcach, dywersyfikuje się, szybko rozwija, a przynajmniej: rozwijała, do czasu wprowadzenia sankcji. Pamiętajmy też, że Stany Zjednoczone w początkowym okresie swej ekspansji uważane były przez Europejczyków zasadniczo za kraj surowcowy. Rosja zbudowała silne więzi ekonomiczne i polityczne nie tylko z krajami grupy BRICS, lecz także z wieloma mniejszymi państwami Europy, Azji i innych rejonach świata. Rosja nie jest zadłużona, co ma na przyszły wzrost gospodarczy silny wpływ pozytywny, w przeciwieństwie do problemów jakie wywołuje w USA, Unii oraz Japonii nadmierne zadłużenie. Przewagą Rosji jest korzystny system podatkowy; najwyższy przedział na skali podatku dochodowe to 13 procent. To prawda, że kraj ten pozostaje wciąż krajem dużych nierówności ekonomicznych i społecznych, ale przecież dobrze wiemy, co się stało z nierównościami w krajach rozwiniętych w ostatnich dekadach, nie tylko po wybuchu kryzysu z 2008 roku.

Mimo tych wszystkich osiągnięć, Putin nie jest przywódcą łatwym i przewidywalnym, dlatego powinniśmy uważać na wszystko co mówi i robi, a szczególnie zwracać uwagę na to, jak wypowiada się na temat “końca dyktatu dolara”, o czym mówił nie tak dawno[28]. Możliwe, że już wkrótce sięgnie po swoją złotą kartę, którą trzyma ukrytą w rękawie, dzięki czemu będzie mógł zabić dwa ptaki rzucając w nie jednym kamieniem: umocnić pozycję rubla i rosyjskiej gospodarki, z drugiej zaś strony, zdetronizować dolara. Co prawda, może temu towarzyszyć okres monetarnego i gospodarczego chaosu, jednakże dla Rosji, cierpiącej i tak pod jarzmem sankcji gospodarczych nie będzie to wcale jakaś wyjątkowo niesprzyjająca sytuacja. Putin może więc zdecydować, że nadszedł właściwy czas do działania. Ma już swoje miejsce w rosyjskich podręcznikach historii, wie jednak, że dopiero przywrócenie globalnego standardu złota uczyniłoby z niego bohaterem świata i to na wieki.

John Butler

Amphora; Atom Capital

oprac. jmf

 


[1] Chodzi tu o załamanie gospodarki po 2008 roku.

[3] W Japonii, po z górą 20 latach tzw. cudu gospodarczego, opartego na zmasowanych wydatkach rządowych, w połowie lat 80. XX wieku rozpoczął się kryzys gospodarczy trwający do dzisiaj. Efektem polityki interwencjonizmu jest dziś rekordowe, i to w skali świata, zadłużenie finansów publicznych Kraju Kwitnącej Wiśni sięgające w chwili obecnej (wiosna 2015) trzykrotność jego Produktu Narodowego. (Wszystkie przypisy, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą od tłumacza).

[4] W ciągu ostatnich blisko 20 lat, mimo nominalnego wzrostu wywołanego osłabieniem pieniądza i inflacją, realne płace w gospodarce japońskiej nawet nie drgnęły.

[5] Japoński bank centralny.

[6] Wybory, w których ponownie zwyciężył Shinzo Abe odbyły się 14 grudnia 2014 roku, mniej więcej miesiąc po ukazaniu się niniejszego teksty.

[7] Japońskie społeczeństwo się starzeje: przyrost naturalny jest ujemny, a udział osób w wieku powyżej 55 roku życia, w ciągu kilku najbliższych lat, przekroczy połowę populacji. Już dziś brakuje rąk do pracy, nie mówiąc o dość głębokiej apatii społecznej.

[8] Czyli drukowania pieniędzy.

[9] Z powodów geopolitycznych i historycznych Polacy znacznie energiczniej opowiadają się za sankcjami gospodarczymi przeciwko Rosji niż Niemcy. Z drugiej strony w polskiej polityce pojawiła się ostatnia anty-NATO-wska, a nawet antyamerykańska nuta. Na dowód czego autor przytacza niniejszy artykuł: http://www.theguardian.com/world/2014/jun/22/poland-foreign-minister-alliance-us-worthless.

[10] Tekst ten pisany był w drugiej połowie listopada 2014 roku. Autor siłą rzeczy posługuje się danymi obejmującymi początkowy okres, po wprowadzeniu sankcji. Od tego czasu, co piszemy na wstępie, mniej więcej w grudniu 2014 spadek został zahamowany, co więcej, następuje systematyczna aprecjacja rubla, wywołana tylko w części ostatnią (kwiecień/maj ‘15) deprecjacją dolara, jena, funta i euro.

[11] Pisze na ten temat serwis Bloomberga, patrz: http://www.bloomberg.com/news/articles/2014-11-18/putin-said-to-back-crackdown-on-corruption-as-sanctions-bite.

[12] Niemcy już je odczuwają, na Słowacji, a zwłaszcza w Polsce spadek tempa wzrostu z powodu sankcji jest mimo wszystko niewielki.

[13] A czeski nawet wyraźniej, czego dowodem była obecność prezydenta Republiki Czeskiej, Milosa Zemana, na uroczystościach 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej. Nie sądzimy, aby politycy PiS chcieli z takiej opcji skorzystać. Zachowują się dokładnie  odwrotnie niż prorokuje John Butler.

[15] Zobacz w: http://www.financialsense.com/contributors/john-butler/end-globalization-looming-tech-trade-war.

[16] Pisze o tym w swej książce Currency Wars: The Making of the Next Global Crisis,James Rickards, Penguin Books 2011.

[17] Tym razem mowa o kryzysie rosyjskim z roku 1998.

[18] Jack Kemp zmarł w 2009 roku.

[19] Zobacz w: http://www.polyconomics.com/memos/mm-980909.htm.

[20] Zobacz: http://www.telegraph.co.uk/finance/commodities/11226240/Putin-stockpiles-gold-as-Russia-prepares-for-economic-war.html.

[21] Szwajcaria uchodząca z potentata chlubi się 20. procentowym pokryciem (rezerwą) w złocie.

[22] Wskaźnik Obsługi Długu (Total Debt Service ratio) to stosunek rocznej kwoty długu powiększonej o związane z nim podatki oraz inne długi do rocznego dochodu brutto dłużnika.

[23] W połowie maja 2015 roku wynosi ono 12,5 procent. W dniu 30 kwietnia 2015 roku zostało obniżone z 14 proc.

[24] Zakłada się, że średnia (przeciętna) rentowność lokat bankowych w skali 15 lat wynosi ok. 3 procent, taka sama rentowność dla bezpiecznych obligacji skarbowych to w skali 15- 20 lat poziom 5-6 procent rocznie. Rentowność inwestycji w akcje dużych renomowanych firm to w skali 20 lat ok. 10-12 procent rocznie.

[25] A konkretnie do inflacji, która wywołałaby [podwyżkę cen.

[26] Patrz: John Butler, The Golden Revolution: How to Prepare for the Coming Global Gold Standard. John Wiley and Sons Hoboken, NY 2012.

[27] Zobacz: Giulio Gallarotti, Thae Anatomy of an International Monetary Regime: The Classical Gold Standard 1880-1914. Oxford University Press, 1995.

[28] Przykładowo, wypowiedź Putina pod: http://sputniknews.com/politics/20141114/1014725978.html.

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *